Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anime. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anime. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2016

Anime: Yuri on Ice!!! odcinek 3







Tytuł: Yuri!!! on Ice
Odcinek: 3
Producent: Avex Pictures
Liczba odcinków: ?
Czas trwania: 23 min.
Ocena: -5/6






Victor prezentuje dwójce swoich podopiecznych choreografię ich najbliższego występu, który w pewnym stopniu zadecyduje o ich przyszłości. Fizycznie Yurio – Yuri Plisetsky – daje sobie radę całkiem nieźle, podczas gdy Yuri Katsuki musi dać z siebie zdecydowanie więcej. Prawdziwym problemem tej dwójki okazuje się jednak ukryte między wierszami znaczenie ich występów. Yurio zmuszony jest bowiem odnaleźć swoje agape –bezwarunkową, czystą miłość, podczas gdy Yuri musi odkryć czym dla niego jest eros– miłość seksualna, fizyczna. Victor wysoko postawił poprzeczkę przed walczącą o niego dwójką. Czy sprostają zadaniu i zdołają go zadowolić?



Jak miałam już okazję zauważyć w moich poprzednich recenzjach, pierwszy odcinek Yuri on Ice!!!niewątpliwie z wielu powodów zaliczał się do najpiękniejszych, podczas gdy drugi zdecydowanie opuścił się pod względem animacji. Oczekiwanie na trzeci było więc dla mnie męczarnią, ponieważ nie wiedziałam czego mam się spodziewać – graficznego skoku w górę czy jeszcze boleśniejszego upadku. Przyznaję, że ostatecznie nie wyszło tak źle. Wprawdzie trzeciemu odcinkowi do perfekcji wiele brakuje, jednakże jest on z pewnością zgrabniejszy od poprzedniego. Nie zaprzeczę jednak, że do wielu elementów animacji musimy się po prostu przyzwyczaić. Przede wszystkim zwrócimy bowiem uwagę na „długość” ciał. Wierzcie mi, na lodzie nasi bohaterowie nie są wysocy. Oni są dłudzy! To rozprasza i boli, jednak obawiam się, że musimy do tego po prostu przywyknąć. Drugą charakterystyczną cechą tego odcinka jest kontrast między starannym ukazaniem bohaterów z bliska i ich karykaturami w oddaleniu. To również jest dla nas solą w oku, jednak w ostateczności naprawdę jesteśmy w stanie przymknąć na to oko. W końcu nie samą „kreską” człowiek żyje.








Tym, co przemawia na korzyść tego odcinka Yuri on Ice!!! jest bez wątpienia jazda na lodzie, której brakowało nam poprzednio, a która powraca w idealnych proporcjach względem reszty przedstawianych nam wydarzeń. W akcji widzimy zarówno Victora, jak i naszych dwóch Yurich, w przypadku których mamy okazję podziwiać nie tylko treningi, ale i przede wszystkim prawdziwy występ podczas zorganizowanego przez Victora konkursu. To ostatnie jest dla nas tym istotniejsze, że łączy się ściśle z muzyką oraz doborem stroju, co ma ogromny wpływ na odbiór przez widza choreografii. Najlepszym przykładem jest Yurio i jego On Love ~Agape~. Na początku wpada nam w ucho spokojna, melancholijna niemal muzyka, następnie widzimy pełne niewinności i lekkości, łabędzie ruchy, ale to dopiero podczas występu, kiedy chłopak pokazuje się w wybranym przez siebie stroju, nabieramy pewności, że porównanie do łabędzia, które nasunęło się nam jeszcze podczas jego treningów, było strzałem w dziesiątkę. To naprawdę niezapomniane doznanie!



Czas jednak skupić się na tym, co w trzecim odcinku Yuri on Ice!!! jest bez wątpienia najważniejsze, a więc na ewolucji postaci. Wprawdzie anime dopiero się rozkręca, ale już teraz dostrzegamy bardzo wyraźny rozwój psychiczny głównego bohatera, który mimo dwudziestu trzech lat nadal jest zwyczajnym dzieckiem szalejącym za swoim idolem i myślącym o jedzeniu. Przyznaję, że nie należę do osób, które lubią pod względem interpretacji fabuły wybiegać przed szereg, jednak ta część jest pod pewnym względem przełomowa i nie sposób o tym nie wspomnieć. Postawmy sprawę jasno, trzeci odcinek jest dla Yuriego początkiem drogi ku odnalezieniu swojej seksualności, którą ma zawrzeć w występie do On Love ~Eros~. Victor stworzył historię playboya, który zdobywa serce najpiękniejszej kobiety w mieście i po osiągnięciu sukcesu porzuca ją aby móc bawić się dalej. Yuri odrzucił jednak męskie eros, w którym nie mógł się odnaleźć i zamiast tego utożsamił się ze wspomnianą kobietą. Swój wybór zaakceptował w pełni, ponieważ uczy się nawet poruszać jak kobieta. Dodajmy, że ponieważ nie lubi przegrywać, postanowił uwieść playboya i zatrzymać go przy sobie, zaś reakcja Victora nie pozostawia wątpliwości, że chłopak został przez niego dobrze zrozumiany. Dla Yuriego jest to dopiero pierwszy krok na drodze ku odnalezieniu siebie, toteż dopiero dalsze odcinki pokażą nam jakim mężczyzną jest chłopiec, którego poznaliśmy na samym początku.




Podsumowując, mimo gorszej niż na samym początku animacji, Yuri on Ice!!!w dalszym ciągu utrzymuje swoją wysoką pozycję na liście najlepszych anime tego sezonu i naprawdę obiecuje nam coraz więcej. Prawdę mówiąc, na chwilę obecną porównałabym ten odcinek do poczwarki, która w pewnym momencie przekształci się w motyla. Jakiego koloru będą jego skrzydełka, mam nadzieję dowiedzieć się pod koniec serii.


niedziela, 16 października 2016

Anime: Yuri!!! on Ice odcinek 2







Tytuł: Yuri!!! on Ice
Odcinek: 2
Producent: Avex Pictures
Liczba odcinków: ?
Czas trwania: 23 min.
Ocena: -5/6




Informacja o szalonym pomyśle Victora rozchodzi się w mediach lotem błyskawicy. Dziennikarze szaleją i wszystko znowu kręci się wokół rosyjskiej gwiazdy łyżwiarstwa figurowego. Chociaż ciężko w to uwierzyć, Victor naprawdę postanowił wziąć rok urlopu, aby skupić się na trenowaniu Yuriego, który wciąż nie otrząsnął się z szoku, jaki zafundował mu jego idol. Nikiforov szybko sprowadza go jednak na ziemię, kiedy stawia sprawę jasno – zbędne kilogramy Yuriego mają zniknąć, jeśli chłopak chce w ogóle wejść na lód. Sytuacja nabiera powagi, kiedy Victor zdradza miejsce swojego pobytu, co przyciąga do rodzinnego miasta młodego Japończyka nie tylko ciekawskich dziennikarzy i napalonych fanów, ale także Yuriego Plisetsky'ego. Okazuje się, że Victor zapomniał o złożonej nastolatkowi obietnicy, z której teraz powinien się wywiązać. Jak to jednak mówią, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.



Pierwszy odcinek Yuri!!! on Icebezsprzecznie przypominał pierwszy dzień nowej szkoły, kiedy skupiając się na pozorach poznajemy ludzi, z którymi przyjdzie nam spędzić najbliższe lata. Zarysował więc sylwetki głównych bohaterów, ale nie pozwolił nam jeszcze na ich bliższe poznanie. Tę szansę dała nam za to druga odsłona anime i należy przyznać, że wiąże się to z niemałym zaskoczeniem, ponieważ pozory naprawdę mogą mylić. Oto zamiast chodzącej, seksownej słodyczy widzimy trochę dziecinnego łobuza w ciele anioła, który uwielbia „znęcać się” nad „słabszymi”. Z kolei rozpieszczony, wredny dzieciak okazuje się być słodkim złośnikiem, a słaby psychicznie grubasek kryje w sobie ogromne pokłady determinacji i zdecydowania. Co tu dużo mówić, ci bohaterowie z pewnością mają nam wiele do zaoferowania i niejednokrotnie nas zaskoczą.



A skoro o zaskakiwaniu mowa, warto zwrócić uwagę na fakt, iż drugi odcinek Yuri!!! on Iceróżni się od poprzedniego zdecydowanie większą liczbą prawdziwie komicznych sytuacji, które sprawiają, że widz wielokrotnie wybucha szczerym śmiechem. Ta część to istna komedia i o ile mogliśmy spodziewać się w tym anime wątku humorystycznego, o tyle raczej nie przewidzieliśmy, że sprawy przybiorą taki obrót. Wierzcie mi, „dwójka” to ciepły promień słońca, który rozświetli nawet najbardziej pochmurny dzień, ponieważ tego odcinka nie sposób oglądać z pokerową twarzą.



Muszę jednak przyznać, że pośród całej tej komediowej odsłony drugiego odcinka, nie zabrakło miejsca na odrobinę psychologicznego podejścia do bohaterów. Przede wszystkim powoli zaczynamy rozumieć powody, dla których Victor postanowił trenować Yuriego, co wiąże się także z lepszym poznaniem samego Nikiforova i jego własnych problemów mistrza. Pod okiem Victora, Yuri jest w stanie zaskoczyć publiczność, a więc osiągnąć to, na czym przede wszystkim zależy utalentowanemu Rosjaninowi. Po nim oczekuje się, że będzie mistrzem, a jego programy będą zachwycać, czarować, wzruszać do łez. Jak więc może wprowadzić do swojego występu element zaskoczenia, skoro publika z góry wie, że wychodząc na lód jak zawsze będzie najlepszy? Co więcej, druga część wprowadzając element porównania dwóch Yurich, zarysowuje także obraz dwóch zupełnie różnych obliczy tej samej pasji, co najprawdopodobniej zostanie rozwinięte w kolejnej odsłonie anime, czego naprawdę nie mogę się doczekać.



Nie jest niestety tak różowo, jak było poprzednim razem, ponieważ tym czego najbardziej brakowało mi w tym odcinku była... jazda na lodzie! Druga część Yuri!!! on Ice skupiła się w głównej mierze na bohaterach oraz rozwijających się powoli relacjach między Victorem i Yurim, przez co sport w swojej czystej postaci został odsunięty na dalszy plan. Niewątpliwie było to sensownym i w pełni zrozumiałym posunięciem, jednak muszę przyznać, że czuję się uzależniona od występów Victora, toteż brakowało mi tego zachwycającego piękna, które zaparło mi dech w piersi, gdy oglądałam pierwszy odcinek. Niemniej, wierzę, że zostanie mi to zrekompensowane kolejną odsłoną tej fantastycznej serii.



Niechętnie to przyznaję i moje biedne serduszko cierpi przez to nieludzko, ale prawdę powiedziawszy muszę to napisać. Mam wrażenie, choć obawiam się, że jest to jednak czymś więcej niż tylko wrażeniem, że animacja w drugim odcinku pogorszyła się zauważalnie. Może nie jest jeszcze najgorsza, jednak spadła o kilka pozycji w dół, co jest dla mnie osobiście bardzo bolesne, ponieważ Yuri!!! on Ice zawładnęło moim życiem fandomowym. Niemniej jednak, mam szczerą nadzieję, że jest to tylko chwilowe i wszystko wróci do „normy” wyznaczonej przez obłędny odcinek pierwszy. Ponieważ druga odsłona anime jest luźniejsza, zabawniejsza i skupia się bardziej na życiu poza lodowiskiem, powtarzam sobie, że powrót do piątkowej animacji nastąpi wraz z publicznym występem moich chłopców. Czy rzeczywiście tak będzie? Cóż, o tym najprawdopodobniej przekonamy się już w środę.




Krótko mówiąc, podtrzymuję opinię, że Yuri!!! on Ice jest tytułem, którym warto się zainteresować. Odznacza się naprawdę licznymi zaletami, których z każdą chwilą przybywa i wszystko wskazuje na to, że twórcy naprawdę się postarali, aby seria mogła pochwalić się dobrze rozwiniętymi bohaterami oraz odpowiednio zabawną, pikantną i interesującą historią. Wprawdzie animacja może przeżywać swoje wzloty i upadki, ale za to ścieżka dźwiękowa pozostaje na naprawdę wysokim poziomie, więc w dalszym ciągu nikt nie powinien żałować czasu poświęconego temu anime.



wtorek, 11 października 2016

Anime: Yuri!!! on Ice odcinek 1







Tytuł: Yuri!!! on Ice
Odcinek: 1
Producent: Avex Pictures
Liczba odcinków: ?
Czas trwania: 23 min.
Ocena: 6/6





Przyznam szczerze, że nawet nie wiem od czego powinnam zacząć, chociaż do tej pory, obejrzałam pierwszy odcinek Yuri!!! on Ice dobre 5 razy. Podejrzewam nawet, że ta liczba wzrośnie diametralnie do czasu pojawienia się odcinka drugiego. Jak więc łatwo się domyślić, anime wywarło na mnie naprawdę ogromne wrażenie i nadal z trudem potrafię pozbierać myśli. Mimo wszystko postaram się ubrać w słowa zarówno to, co sądzę o tej pozycji, a przynajmniej o tym odcinku, jak i krótko wtajemniczę Was w to, co działo się ze mną podczas pierwszego „seansu”. Rozpocznijmy więc to małe fangirlowanie.



Yuri Katsuki od dziecka marzył, aby spotkać się na lodzie ze swoim idolem, żywą legendą rosyjskiego łyżwiarstwa figurowego, Victorem Nikiforovem. Nie był więc kolejnym biernym fanem, ale kimś, kto z całych sił pragnął zbliżyć się do swojego ideału. Chociaż odważnie sięgnął po to marzenie i zdołał dostać się na Grand Prix w Soczi, ostatecznie zabrakło mu sił aby pokazać, na co go stać. Po porażce, która sprawiła, że zaczął wątpić w swoje możliwości, niepewny swojej przyszłości chłopak wraca do rodzinnej Japonii z podkulonym ogonem. Mimo wszystko, jego marzenia oraz miłość do łyżwiarstwa figurowego wciąż dają o sobie znać, co sprawia, że los postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc Yuriemu w podniesieniu się po upadku.



Chociaż na pierwszy rzut oka możemy tego nie dostrzec, Yuri!!! on Ice w znacznym stopniu różni się od wielu znanych nam sportówek, co zawdzięcza między innymi bohaterom, a przynajmniej ich przedziałowi wiekowemu. W przeciwieństwie do naprawdę licznych innych tytułów z tego gatunku, w Yuri!!! on Ice nie mamy do czynienia z nastolatkami pnącymi się po pierwszych strzeblach kariery, a przynajmniej nie do końca. Najważniejsze postaci anime, Yuri i Victor, są młodymi mężczyznami, pierwszy z nich ma 23 lata, ten drugi zaś 27. Myślę, że warto dodać, iż dziewczyna, w której Yuri najwyraźniej podkochiwał się za młodu założyła już rodzinę, wyszła za mąż za kolegę z dzieciństwa, z którym ma trzy córki, a to naprawdę wiele zmienia w odbiorze tego tytułu. Niemniej jednak, w tym odcinku rzeczywiście pojawia się postać nastoletnia. Chodzi o „młodego gniewnego”, Rosjanina, Yuriego Plisetsky'ego, który ma zaledwie 15 lat, chociaż niewątpliwie nie zachowuje się jak przystało na kogoś znacznie młodszego od innych bohaterów. Przyznaję, że na początku byłam tym wszystkim zaskoczona i potrzebowałam chwili żeby to przetrawić. W końcu nie często trafiamy na sportowe anime, którego bohaterowie nie są w wieku szkolnym. Mamy więc do czynienia z czymś naprawdę interesującym, a to zaledwie pierwszy z zaskakujących i wartych uwagi elementów tego tytułu.



Prawdopodobnie najważniejszą cechą wyróżniającą Yuri!!! on Ice na tle innych tytułów jest sama historia, która zaczyna się dosyć nietypowo, ponieważ swoje źródło bierze w wielkiej porażce i ewentualnym końcu kariery. Zauważmy, iż większość sportówek zaczyna się od wielkiego odkrycia, jakim jest utalentowany żółtodziób mający naturalne predyspozycje do osiągnięcia sukcesu. W tym anime nasz główny bohater jest nieoszlifowanym diamentem, który rozpoczął już swoją karierę, ale pozwolił przytłoczyć się problemom dotykającym każdego sportowca – stresowi i nieumiejętności podniesienia się po upadku. Co więcej, wisząca nad Yurim depresja stała się głównym powodem, dla którego chłopak zaniedbał się i przybrał na wadze, co bez wątpienia nie ułatwia mu myśli o kontynuowaniu kariery. Nasz główny bohater odziedziczył po matce tendencję do nadwagi, toteż jego marzenia o dalszym, profesjonalnym trenowaniu łyżwiarstwa figurowego najpewniej będą wiązać się z wyrzeczeniami i ciężkim treningiem. Jest to niewątpliwie kolejny element przemawiający na korzyść Yuri!!! on Ice, jako że wielu widzom Yuri z całą pewnością wyda się bliższy, niż jakikolwiek bohater sportowego anime do tej pory.


A teraz to, co tygryski lubią najbardziej, czyli fanservice, a tego w Yuri!!! on Ice nie brakuje. Nie oszukujmy się, w kontekście tego anime niejednokrotnie usłyszymy zapewne wiele kąśliwych uwag, czego powodem będą słodkie męskie buźki niektórych bohaterów. Już teraz rozpływamy się na widok perfekcyjnego, pełnego gracji i naprawdę pięknego Victora, którego mamy nawet okazję oglądać nago. Dodajmy do tego fakt, iż jest on idolem Yuriego, który nieomal wytapetował swój pokój plakatami oraz zdjęciami Victora. Tak oto w rekordowym tempie pojawia się pierwszy ship serii, na punkcie którego fandom oszalał już teraz. Nie zapominajmy także o na swój sposób słodkim rosyjskim Yurim, który uprzejmością nie grzeszy i przypomina gniewnego kociaka. Tak, nie ma wątpliwości, że fangirlowe serduszka będą miały czym się karmić przy tym anime.



Przejdźmy teraz do tematu zdecydowanie konkretniejszego i dla wielu osób zapewne najistotniejszego, a więc animacji. Ponieważ mamy do czynienia z anime skupiającym się na jeździe figurowej na lodzie, animacja odgrywa tutaj bardzo ważną rolę i nie sposób nie zwrócić na nią uwagi. Przyznam, że pod tym względem pierwszy odcinek wprowadził moje serce w jedno wielkie doki doki mode. Jest ona bowiem przepiękna, płynna i naprawdę staranna. Najlepiej obrazuje to moment, w którym Yuri oraz Victor wykonują paralelnie jeden z programów tego drugiego. Zaparło mi wtedy dech, zapomniałam o oddychaniu, miałam ochotę piszczeć, a moje serducho pędziło jak oszalałe. Zresztą, za każdym razem kiedy na nowo oglądam pierwszy odcinek, dochodząc do tego fragmentu nie mogę oderwać wzroku od monitora. Wierzcie mi, jeżeli istnieje powód, dla którego powinniście zainteresować się tym tytułem to jest nim właśnie animacja i obłędne przedstawienie jazdy na lodzie. To jednak nie wszystko, ponieważ spore wrażenie wywiera na nas już sam opening, który charakteryzuje się grafiką zupełnie różną od samego anime. Oszczędność i zestawienie kolorów, tekstura obrazu, dopasowana do muzyki choreografia. To po prostu trzeba zobaczyć.



A skoro o muzyce wspomniałam, na koniec skupmy się także na niej. Yuri!!! on Ice z całą pewnością może pochwalić się naprawdę wpadającymi w ucho openingiem i endingiem. Tych kawałków ma się ochotę słuchać w nieskończoność i nuci się je pod nosem całymi dniami. Ja osobiście je uwielbiam. Naturalnie nie są one jednym elementem ścieżki dźwiękowej pierwszego odcinka. Ponieważ muzyka zajmuje w tym anime szczególną rolę, została ona niewątpliwie dobrana tak, by pasowała do nastroju poszczególnych scen. Tutaj wypada zwrócić uwagę na fakt, iż ze względu na jazdę figurową na lodzie, jej dobór wiąże się także po części z przedstawianym przez bohatera programem. W przypadku tego odcinka jest to cudowny, klasyczny kawałek, który wydaje się delikatnie otulać występującego Victora i jednocześnie podkreśla różnicę między Nikiforovem, a naszym mniej zgrabnym Yurim. Ogólnie rzecz ujmując, muzyka nie zlewa się z tłem, ale je wyostrza, nadaje mu tonu i potęguje wrażenia wizualne.



Podsumowując, Yuri!!! on Ice jest dla mnie prawdziwym odkryciem tego sezonu i o ile mam mało chwalebną tendencję do porzucania anime pod koniec sezonu, w przypadku tego tytułu na pewno mi to nie grozi. Piękna animacja, doskonale dobrana muzyka, humor, zawarte w pierwszym odcinku nieprzeciętne elementy fabuły oraz budowy postaci sprawiają, że mamy do czynienia z anime godnym polecenia. Osobiście jestem w nim zakochana i czekanie na kolejny odcinek jest dla mnie istną torturą.



wtorek, 3 listopada 2015

Anime: Young Black Jack odcinek 2






Tytuł: Young Black Jack
Odcinek: 2
Producent: Tezuka Productions
Liczba odcinków: 12
Czas trwania: 24 min.
Ocena: -6/6





Pieniądz ma ogromną moc. Hazama Kuroo przekonuje się o tym, kiedy z powodu swoich długów zostaje porwany przez wierzyciela, a o jego dalszym losie decydować będzie medycyna. Okazuje się bowiem, że pewien obrzydliwie bogaty i będący na wykończeniu przywódca sekty pragnie kupić sobie życie, opłacając nielegalny przeszczep serca. Podobnego zabiegu dokonano po raz pierwszy w roku 1967, jednakże okazał się sukcesem i zarazem fiaskiem, jako że pacjent zmarł w kilka dni później. Mimo kolejnych prób, wszystkie zakończyły się taką samą porażką, a jednak niejaki Doktor Joker najprawdopodobniej znalazł sposób aby serce się przyjęło. Pech chce, że jedno z dwóch nadających się do przeszczepu serc należy do samego Hazamy, a jego buntownicza natura sprawia, że to właśnie on zwraca na siebie uwagę tego, który trzyma w portfelu ludzie życie i śmierć.

Jak łatwo się domyślić po moich ostatnich wywodach na ten temat, kolejny odcinek Young Black Jacka to także kolejna „kartka z podręcznika”. Przyznaję, że kwestię tę można by z powodzeniem pominąć, gdyby nie pewien drobny, ale jakże istotny fakt – wierność historii. Okazuje się bowiem, że mając za historyczno-medyczne tło odcinka przeszczep serca i dysponując niezwykle utalentowanym głównym bohaterem, nie trzeba wcale przesadnie naginać przeszłości. Przyznaję się bez bicia, nawet nie przyszło mi do głowy, że ten odcinek zakończy się w taki, a nie inny sposób, przez co początkowo miałam względem niego mieszane uczucia. Wprawdzie to tylko anime, ale i tak uważam, że w tytule takim jak ten, pewnych granic nie powinno się naginać. Najwyraźniej nie tylko ja podeszłam do tematu w ten sposób, ponieważ moje obawy się nie spełniły, a „historyczna równowaga w przyrodzie” została zachowana. Jeśli jednak chcecie znać szczegóły, musicie rzucić okiem na anime, ponieważ nie zamierzam psuć Wam zabawy!


Któż z nas nie chciałby być szczególnie uzdolniony lub niezwykle utalentowany? Tak się składa, że zazwyczaj widzimy w tym same plusy, a rzadko dopuszczamy do siebie myśl, iż ze wszystkimi darami od losu wiąże się także pewna odpowiedzialność oraz nie lada wyzwania. Hazama Kuroo doświadcza tego właśnie w tym odcinku, ponieważ jego niebywały talent chirurgiczny niesie za sobą ogromną pokusę doskonalenia siebie i swojego kunsztu, sprawdzania swoich sił, dokonywania niemożliwego. Tym samym, zostaje nam przedstawiony problem medycznego zatracenia, chociaż muszę przyznać, że animacja zdecydowanie nie oddaje tego, co dzieje się we wnętrzu głównego bohatera. Czy właśnie o to chodziło? Sądząc po zakończeniu odcinka, to bardzo możliwe, choć i tak żałuję, że koło nosa przeleciała nam psychologiczna głębia problemu pokusy i człowieczeństwa.

Drugi odcinek anime rozwija także temat, który zaledwie liznął poprzednio, a chodzi o magię pieniądza, którą możemy doskonale zobaczyć dzięki wspomnianej już przeze mnie postaci starego i schorowanego lidera sekty. Poruszony dzięki niemu temat bez wątpienia jest uniwersalny i doskonale oddaje to, co rzeczywiście dzieje się na świecie. Wbrew pozorom, dziś za pieniądze naprawdę możemy kupić życie i śmierć. Wprawdzie akcja odcinka rozwija się w taki, a nie inny sposób, ale jeśli weźmiemy pod uwagę to, co mogłoby się wydarzyć, bez problemów dostrzeżemy ironię zawartą w przytaczanym dziś coraz częściej powiedzeniu, że za pieniądze nie kupi się zdrowia. Dawniej może było w tym ziarnko prawdy, ale dziś wystarczy spojrzeć na naszą Służbę Zdrowia, na wielomiesięczne czy nawet wieloletnie kolejki do lekarzy specjalistów. Nikogo nie obchodzi, że chorujesz, że umierasz, ponieważ nie ma nikogo, kto zechciałby się zająć Twoim przypadkiem na czas. Nie stać cię na leczenie prywatne? Czekaj! Nie masz pieniędzy na lekarstwa? Trudno. W Polsce nie finansują potrzebnego Ci rodzaju leczenia? To wyjedź, jeśli masz za co. Czasy się zmieniły i chociaż akcja tego odcinka Young Black Jacka mieści się w ramach „politycznej poprawności”, to jednak wymownie daje nam do zrozumienia, że pieniądz jednak rządzi światem zaraz po nieobliczalnym losie i przypadku.


Chociaż ten odcinek niesie ze sobą naprawdę wiele bardzo ważnych i wielkich tematów, to myślę, że najbardziej wartościowym z nich jest ten, który ukazuje śmierć jako wybór spowodowany brakiem innego wyboru. Brzmi dziwacznie, ale okazuje się niezwykle proste, kiedy zostają nam przedstawieni ludzie zdesperowani, którzy tak naprawdę mogą podążać tylko jedną, z góry narzuconą im przez sytuację drogą. W obu przypadkach śmierć jest wynikiem miłości, choć z jednej strony jest to miłość do innej osoby, a z drugiej miłość własna. Co tu dużo mówić, to akurat trzeba obejrzeć samemu, aby w pełni pojąć powagę rozgrywającej się w ludzkim życiu tragedii na miarę antycznych lub szekspirowskich sztuk.

Podsumowując, drugi odcinek serii Young Black Jack wciąga widza w niebanalny świat głębokiego przekazu, fascynującej historii, medycznych i ludzkich problemów oraz niełatwych do odrzucenia pokus. Przyznam szczerze, że nie znam mangi, więc nie wiem, na ile anime wierne jest pierwowzorowi, ale bezsprzecznie po tę animację warto sięgnąć, ponieważ w pełni na to zasługuje.