Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycyna. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 listopada 2015

Anime: Young Black Jack odcinek 2






Tytuł: Young Black Jack
Odcinek: 2
Producent: Tezuka Productions
Liczba odcinków: 12
Czas trwania: 24 min.
Ocena: -6/6





Pieniądz ma ogromną moc. Hazama Kuroo przekonuje się o tym, kiedy z powodu swoich długów zostaje porwany przez wierzyciela, a o jego dalszym losie decydować będzie medycyna. Okazuje się bowiem, że pewien obrzydliwie bogaty i będący na wykończeniu przywódca sekty pragnie kupić sobie życie, opłacając nielegalny przeszczep serca. Podobnego zabiegu dokonano po raz pierwszy w roku 1967, jednakże okazał się sukcesem i zarazem fiaskiem, jako że pacjent zmarł w kilka dni później. Mimo kolejnych prób, wszystkie zakończyły się taką samą porażką, a jednak niejaki Doktor Joker najprawdopodobniej znalazł sposób aby serce się przyjęło. Pech chce, że jedno z dwóch nadających się do przeszczepu serc należy do samego Hazamy, a jego buntownicza natura sprawia, że to właśnie on zwraca na siebie uwagę tego, który trzyma w portfelu ludzie życie i śmierć.

Jak łatwo się domyślić po moich ostatnich wywodach na ten temat, kolejny odcinek Young Black Jacka to także kolejna „kartka z podręcznika”. Przyznaję, że kwestię tę można by z powodzeniem pominąć, gdyby nie pewien drobny, ale jakże istotny fakt – wierność historii. Okazuje się bowiem, że mając za historyczno-medyczne tło odcinka przeszczep serca i dysponując niezwykle utalentowanym głównym bohaterem, nie trzeba wcale przesadnie naginać przeszłości. Przyznaję się bez bicia, nawet nie przyszło mi do głowy, że ten odcinek zakończy się w taki, a nie inny sposób, przez co początkowo miałam względem niego mieszane uczucia. Wprawdzie to tylko anime, ale i tak uważam, że w tytule takim jak ten, pewnych granic nie powinno się naginać. Najwyraźniej nie tylko ja podeszłam do tematu w ten sposób, ponieważ moje obawy się nie spełniły, a „historyczna równowaga w przyrodzie” została zachowana. Jeśli jednak chcecie znać szczegóły, musicie rzucić okiem na anime, ponieważ nie zamierzam psuć Wam zabawy!


Któż z nas nie chciałby być szczególnie uzdolniony lub niezwykle utalentowany? Tak się składa, że zazwyczaj widzimy w tym same plusy, a rzadko dopuszczamy do siebie myśl, iż ze wszystkimi darami od losu wiąże się także pewna odpowiedzialność oraz nie lada wyzwania. Hazama Kuroo doświadcza tego właśnie w tym odcinku, ponieważ jego niebywały talent chirurgiczny niesie za sobą ogromną pokusę doskonalenia siebie i swojego kunsztu, sprawdzania swoich sił, dokonywania niemożliwego. Tym samym, zostaje nam przedstawiony problem medycznego zatracenia, chociaż muszę przyznać, że animacja zdecydowanie nie oddaje tego, co dzieje się we wnętrzu głównego bohatera. Czy właśnie o to chodziło? Sądząc po zakończeniu odcinka, to bardzo możliwe, choć i tak żałuję, że koło nosa przeleciała nam psychologiczna głębia problemu pokusy i człowieczeństwa.

Drugi odcinek anime rozwija także temat, który zaledwie liznął poprzednio, a chodzi o magię pieniądza, którą możemy doskonale zobaczyć dzięki wspomnianej już przeze mnie postaci starego i schorowanego lidera sekty. Poruszony dzięki niemu temat bez wątpienia jest uniwersalny i doskonale oddaje to, co rzeczywiście dzieje się na świecie. Wbrew pozorom, dziś za pieniądze naprawdę możemy kupić życie i śmierć. Wprawdzie akcja odcinka rozwija się w taki, a nie inny sposób, ale jeśli weźmiemy pod uwagę to, co mogłoby się wydarzyć, bez problemów dostrzeżemy ironię zawartą w przytaczanym dziś coraz częściej powiedzeniu, że za pieniądze nie kupi się zdrowia. Dawniej może było w tym ziarnko prawdy, ale dziś wystarczy spojrzeć na naszą Służbę Zdrowia, na wielomiesięczne czy nawet wieloletnie kolejki do lekarzy specjalistów. Nikogo nie obchodzi, że chorujesz, że umierasz, ponieważ nie ma nikogo, kto zechciałby się zająć Twoim przypadkiem na czas. Nie stać cię na leczenie prywatne? Czekaj! Nie masz pieniędzy na lekarstwa? Trudno. W Polsce nie finansują potrzebnego Ci rodzaju leczenia? To wyjedź, jeśli masz za co. Czasy się zmieniły i chociaż akcja tego odcinka Young Black Jacka mieści się w ramach „politycznej poprawności”, to jednak wymownie daje nam do zrozumienia, że pieniądz jednak rządzi światem zaraz po nieobliczalnym losie i przypadku.


Chociaż ten odcinek niesie ze sobą naprawdę wiele bardzo ważnych i wielkich tematów, to myślę, że najbardziej wartościowym z nich jest ten, który ukazuje śmierć jako wybór spowodowany brakiem innego wyboru. Brzmi dziwacznie, ale okazuje się niezwykle proste, kiedy zostają nam przedstawieni ludzie zdesperowani, którzy tak naprawdę mogą podążać tylko jedną, z góry narzuconą im przez sytuację drogą. W obu przypadkach śmierć jest wynikiem miłości, choć z jednej strony jest to miłość do innej osoby, a z drugiej miłość własna. Co tu dużo mówić, to akurat trzeba obejrzeć samemu, aby w pełni pojąć powagę rozgrywającej się w ludzkim życiu tragedii na miarę antycznych lub szekspirowskich sztuk.

Podsumowując, drugi odcinek serii Young Black Jack wciąga widza w niebanalny świat głębokiego przekazu, fascynującej historii, medycznych i ludzkich problemów oraz niełatwych do odrzucenia pokus. Przyznam szczerze, że nie znam mangi, więc nie wiem, na ile anime wierne jest pierwowzorowi, ale bezsprzecznie po tę animację warto sięgnąć, ponieważ w pełni na to zasługuje.



poniedziałek, 19 października 2015

Anime: Young Black Jack odcinek 1






Tytuł: Young Black Jack
Odcinek: 1
Producent: Tezuka Productions
Liczba odcinków: 12
Czas trwania: 24 min.
Ocena: -6/6





Myślę, że na wstępie warto przedstawić w kilku zdaniach anime, które jest tematem tej recenzji, ponieważ o kilku sprawach z pewnością należy wspomnieć, nawet jeśli są one znane większości zainteresowanych tą animacją osób. Otóż Young Black Jack to anime powstałe w oparciu o wciąż tworzoną serię Yoshiaki Tabaty oraz Yūgo Ōkumy o tym samym tytule. Pierwowzorem dla stworzenia tego tytułu była powstająca w latach 70-tych manga Black Jack znanego już doskonale polskim czytelnikom Osamu Tezuki. Akcja Young Black Jackkręci się wokół młodości doktora Black Jacka, a dokładniej, wokół jego lat studenckich. Skoro mamy to już wyjaśnione, przejdźmy do konkretów.

Japonia, rok 1968. Kraj pogrąża się w chaosie, kiedy rozpoczyna się fala protestów studenckich, którym nie oparł się nawet Uniwersytet Tokijski. Młodzi ludzie są oburzeni tym, jak wygląda życie w ich kraju i chociaż część z nich studiuje by ratować ludzkie życie, w tamtej chwili koncentrują się wyłącznie na sobie, pragnąc wymusić na japońskich władzach posłuch. Właśnie w tym niespokojnym czasie dochodzi do poważnego zderzenia pociągu z autobusem, podczas którego rany odnosi bardzo wiele osób. Jednym z poszkodowanych jest chłopiec, którego lekarze skazują na straty i kalectwo wynikające z utraty nogi i ręki. Młody student medycyny, Hazama Kuroo, jako jeden z bardzo nielicznych zgadza się pomóc przy pacjentach i chociaż jak na razie nie ma do tego uprawnień, postanawia dokonać niemożliwego operując poszkodowane dziecko.


Jak łatwo się domyślić po zamieszczonym powyżej opisie, pierwszy odcinek serii Young Black Jack w dużej mierze nawiązuje do istotnych dla japońskiej historii wydarzeń, jakimi były strajki w latach 1968-1969. To właśnie one tworzą całe tło akcji i stanowią swojego rodzaju wymówkę dla pokazania nam pełni kunsztu i talentu chirurgicznego Hazamy. Mało tego, na początku odcinka mamy do czynienia z czymś, co osobiście nazwałabym „kartką z podręcznika”, czyli krótkim zarysem. Jako osoba w szczególności ceniąca tytuły z takim właśnie historycznym zapleczem, uważam ten fakt za ogromną zaletę anime, ponieważ mam wrażenie, że to właśnie dzięki przedstawieniu tych wydarzeń w wersji animowanej, łatwiej i szybciej zapadają nam w pamięć i pozostają w niej na dłużej, a tego nie sposób zignorować, za to należy to w pełni docenić.

Przy okazji recenzji tego odcinka, muszę zwrócić Waszą uwagę na pewną kwestię. Jest coś, co nie tylko rzuciło mi się w oczy, ale także naprawdę mnie zaintrygowało. Chodzi o pewien niby niezobowiązujący fragment, w którym nasz niewyobrażalnie utalentowany student medycyny zatraca się w swoim umyśle, gdzie zostaje otoczony przez ciernie. Z jednej strony mamy do czynienia z momentem stosunkowo popularnym w tych bardziej wiekowych seriach i przywodzącym na myśl chociażby starą, dobrą Lady Oscar, a pamiętajmy, że Young Black Jack właśnie do wiekowej już mangi się odnosi. Z drugiej jednak strony, najważniejszy wydaje mi się fakt, iż widz może dostrzec w tym bardzo wyraźny motyw chrześcijański. Wszystko dlatego, że ciernie zaczynają otaczać naszego bohatera w pewien niezwykle charakterystyczny sposób, który bezsprzecznie przypomina koronę cierniową. Kiedy zestawimy to z niebywałym talentem Hazamy, który pozwala mu ratować ludzkie życie, przed oczyma po prostu staje nam Jezus. Nie oszukujmy się, to naprawdę tak wygląda i wręcz prosi się o stworzenie jakiejś natchnionej interpretacji, chociaż dla Waszego zdrowia psychicznego tę część jednak sobie podaruję.


Co się zaś tyczy animacji, z pewnością można ją zaliczyć do całkiem dobrych, chociaż warto zauważyć, że bazuje ona na dokładnym zarysie bohaterów pierwszoplanowych oraz lekko rozmazanych, niewybijających się poza drugi plan tłach. Wydaje się też dosyć charakterystyczna ze względu na zestawienie elementów nawiązujących do stylu starych oraz nowych anime. Można więc powiedzieć, że jest hybrydą, co na pewno idealnie pasuje do tego tytułu oraz samego protagonisty. W serii mamy też okazję obserwować dwa typy bohaterów – tych niewybijających się specjalnie poza współczesne normy starannej, ładnej kreski oraz tych będących bezpośrednim odniesieniem do twórczości Osamu Tezuki i jego stylu charakteryzującego się „nosami tengu”. Mam wrażenie, że nawet płynność animacji ulega czasami zmianie, jakby także pod tym względem twórcy anime chcieli połączyć ze sobą przeszłość i teraźniejszość. Ile jednak jest w tym prawdy, a ile wyobrażeń wywołanych ogólnym wrażeniem, nie jestem jeszcze w stanie ocenić. Możliwe jednak, że odpowiedź przyniosą kolejne odcinki.


Na koniec trochę o kolejnej już hybrydzie tego anime, czyli muzyce. Wprawdzie powinnam zostawić to na później, jako że niełatwo ocenić muzykę obiektywnie po zaledwie jednym odcinku, ale już teraz nasuwają mi się pewne opinie na jej temat. Bez wątpienia nie mogę powiedzieć o niej niczego szczególnie złego, ponieważ w większości jest naprawdę dobrze dopasowana i klimatyczna, dzięki czemu wtapia się w tło pozostając niemal niezauważalną. Tak się jednak składa, że w tym odcinku mieliśmy także okazję usłyszeć kawałek bardziej współczesny, który naprawdę dał mi się we znaki. Nie należę do osób, które dobrze znoszą muzykę techno, a właśnie z takim utworem mieliśmy tu do czynienia. Przyznaję, że był on dla mnie prawdziwą katuszą. Co więcej, uznaję go za jedyny naprawdę słaby element pierwszego odcinka i na pewno nie chciałabym już do niego powracać. Strzałem w dziesiątkę są za to wpadający w ucho opening oraz ending, których widz słucha z prawdziwą przyjemnością.



Podsumowując, już po pierwszym odcinku możemy stwierdzić, że Young Black Jack to anime kształcące i właśnie pod tym względem interesujące, które zaznajamia młodych widzów nie tylko z historią, ale przede wszystkim z klasyką Osamu Tezuki. Łącząc w sobie to, co nowe oraz to, co stare, jest pozycją w sam raz dla młodszego oraz starszego pokolenia fanów, jak również dla wszystkich osób mających słabość do tematu historii, medycyny oraz klasyki.



środa, 12 lutego 2014

Kwiat śliwy, mroczny cień - Lian Hearn



Tytuł: Kwiat śliwy, mroczny cień
Tytuł oryginalny: Blossoms and Shadows
Autor: Lian Hearn
Wydawca: W.A.B.
Ilość stron: 464
Ocena: 6/6







Polscy czytelnicy bez wątpienia znają Lian Hearn dzięki jej cudownym i niebywale wzruszającym, pięciotomowym Opowieściom rodu Otori, które przenoszą nas w świat japońskiego fantasy. Tym razem autorka rozpieszcza nas czymś zupełnie innym – nie mniej emocjonującą powieścią historyczną, która przybliża czytelnikowi burzliwe dzieje Japonii sprzed restauracji Meiji. Możecie mi wierzyć, Kwiat śliwy, mroczy cień to najbardziej poruszająca lekcja historii, z jaką kiedykolwiek mieliście do czynienia, a zarazem przepiękna opowieść o przyjaźni, miłości i wyniszczającej wojnie. W powieści historia i fikcja stanowią jedność, a jednak z łatwością pozwalają się oddzielić nie mącąc obrazu przeszłości. Tej książki nie zapomnicie już nigdy.

Japonia drugiej połowy XIX wieku – okres przełomowy w historii kraju, pełen niepokoju, chaosu, przelanej krwi młodych, dzielnych ludzi. Tsuru jest córką lekarza hanu Choshu, ambitną nastolatką, która marzy o karierze medycznej, chociaż jako kobieta nie może kształcić się w tej dziedzinie. Jej obowiązkiem jest wyjść za mąż i urodzić dzieci, jednakże w tej kwestii rodzice pozostawiają jej pewną swobodę. Dziewczyna ma możliwość w pewnym stopniu sama wybrać sobie kandydata na przyszłego małżonka, który, na przekór tradycji, zostanie adoptowany przez jej rodzinę. Niedługo po tragicznych wydarzeniach, Tsuru dokonuje wyboru, który nie podoba się jej młodemu stryjowi, a który pozwala dziewczynie rozwijać swoją pasję i umiejętności. Niestety, ambicja męża, niepokoje w kraju i bliska wojna sprawiają, że dziewczyna jest zmuszona opuścić rodzinny dom i pozwolić ponieść się fali historii, która ma zmienić oblicze Japonii, jaką znała. Rozbita między kobiecym ciałem, a duszą mężczyzny, rozsądnym, szczęśliwym związkiem, a wielką namiętnością i zakazaną miłością, Tsuru stara się odnaleźć samą siebie w czasach wojny domowej.

Powieść historyczna fascynuje mnie już od najmłodszych lat, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z książką, która ukazywałaby prawdziwe wydarzenia z przeszłości w sposób, w jaki robi to Kwiat śliwy, mroczy cień. Przede wszystkim, Lian Hearn z niezwykłą płynnością i delikatnością opisuje często krwawą i bezlitosną historię kraju nieustraszonych wojowników, którzy są gotowi oddać życie za swoje racje. Co więcej, autorkę cechuje niezwykła dokładność i szczegółowość opisów, która w żadnym razie nie nudzi, ale rozbudza zainteresowanie, sprawia, że serce bije szybciej, zaś czytelnik nie jest w stanie oderwać się od lektury. Niespotykanym i niesłychanie fascynującym zabiegiem było wplecenie w fikcyjną historię krótkich rozdziałów dotyczących przełomowych, często ostatnich, chwil z życia bohaterów historycznych. Dzięki nagromadzeniu w nich emocji i uczuć, czytelnik zakochuje się w ludziach, którzy przecież kiedyś żyli naprawdę, współczuje im, roni łzy myśląc o ich losie, zaś ich nazwiska zapadają w pamięć i nigdy nie będą mu obojętne.

To jednak nie koniec, jako że poza czystą historią, motywem przewodnim książki jest również medycyna. Dzięki pani Hearn mamy okazję poznać dzieje rozwoju tejże nauki na Wyspach Japońskich, dowiadujemy się o ogromnym wpływie Europy na kształcenie lekarzy, a także mamy okazję zapoznać się z niektórymi niezwykle popularnymi w tamtym okresie chorobami oraz sposobami ich leczenia. Nie ulega wątpliwości, że autorka dołożyła wszelkich starań, by uczynić swoją bohaterkę jak najbardziej prawdopodobną i tchnąć w nią prawdziwy duch zamiłowania do medycyny.

Mając do czynienia z powieścią osadzoną w japońskich realiach nie sposób zapomnieć o ogromnym znaczeniu kultury, która w przypadku książki Kwiat śliwy, mroczy cień stanowi integralny element życia wszystkich bohaterów. Tsuru i jej rodzina są wręcz kopalnią wiedzy o kulturalnych zawiłościach XIX wiecznej Japonii. Albowiem właśnie poprzez te postaci dostrzegamy wszelkie istotne aspekty etykiety, różnice w postrzeganiu i traktowaniu kobiet, czy też osób należących do różnych klas społecznych.

Kwiat śliwy, mroczy cień nie charakteryzuje się jednak samymi walorami praktycznymi. Powieść jest również cudowną rozrywką, jako że przedstawia w sposób niezwykle rozsądny różne oblicza miłości, podejmuje temat walki w imieniu ludzkich racji i praw. Główna bohaterka nie cierpi z powodu nieudanego związku z mężczyzną, którego nie kocha, ale odnajduje w małżeństwie szczęście i przyjaźń. W chwili zwątpienia nie zastanawia się zbyt długo nad swoją przyszłością, ale odważnie podejmuje ryzyko, pozwala porwać się namiętności, decyduje się na kontrowersyjny romans, który dodaje jej skrzydeł. A wszystko to wieńczą duże i małe tragedie, które chwytają za serce, zmuszają do płaczu. Albowiem w przypadku Lian Hearn dramatu nie da się uniknąć, zaś sposób w jaki nam go podaje zawsze porusza i zapada w pamięć. Książek tej autorki po prostu nie można czytać nie zaopatrzywszy się wcześniej w paczkę chusteczek, gdyż nikt tak jak ona nie przekazuje emocji towarzyszących wydarzeniom tragicznym.

Kwiat śliwy, mroczy cień jest więc powieścią, która naprawdę potrafi zdominować życie nie tylko na czas jej lektury, ale także na wiele dni później, kiedy to czytelnik w dalszym ciągu przeżywa wydarzenia, których był świadkiem. Bohaterowie zdobywają ludzkie serca z przerażającą łatwością i pozostają w pamięci na długi czas, zaś historia wzrusza do łez ilekroć się ją wspomina. Naprawdę ciężko uwierzyć, że w wielu przypadkach to prawdziwe wydarzenia wywołują w nas tak gwałtowne emocje. Wierzcie lub nie, ale nigdy wcześniej nie płakałam nad losem bohaterów historycznych. Lian Hearn zdołała to zmienić i tym samym udowodniła, że w pełni zasługuje na moje oddanie i miłość.