Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dramat. Pokaż wszystkie posty

środa, 6 stycznia 2016

News: Baraou no Souretsu nowością Waneko!

Waneko znowu ogłasza nowości! Na dobry początek...

Baraou no Souretsu
Autor: Aya Kanno


Gatunek/tematyka: dramat, średniowiecze, historia, fantasy/supernatural, Wiliam Szekspir
Ilość tomów: 5 (seria trwająca)
Szczegóły wydania: format standardowy, obwoluta,
tytuł będzie tłumaczony na j. polski
 Cena: 19,99 zł
Premiera tomu: 19 marca 2016


Opis: 
Anglią wstrząsa wojna domowa – dwa potężne rody, Yorkowie i Lancasterowie, walczą o to, kto zasiądzie na tronie. W tych mrocznych czasach ważna rolę do odebrania będzie mieć Ryszard, trzeci syn przywódcy Yorków. Chłopak już od samych narodzin skazany był na cierpienie, zaś pole bitwy nie jest miejscem dla niego, lecz ten, kto już raz wejdzie na ścieżkę wytyczona przez przeznaczenie, choćby chciał nie może z niej zejśc… Przygotujcie się na mroczną historię z elementami fantasy, inspirowana twórczością samego Williama Szekspira.*



Przedpłata: czekamy



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

poniedziałek, 26 października 2015

Lament Jagnięcia tom 3 - Kei Toume




Tytuł: Lament Jagnięcia
Podtytuł: Hitsuji no Uta
Tytuł alternatywny: Histuji no Uta, Lament of the Lamb
Autor: Kei Toume
Tom: 3
Wszystkich tomów: 7
Stan aktualny (JP): seria zakończona
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: ??
Ocena: 5/6



Kiedy życie zaczyna się sypać, a każdy dzień jest kolejnym aktem dramatu, ludzie są zmuszeni do podejmowania decyzji, które zaważą nie tylko na ich życiu, ale także na życiu najbliższych im osób. Serce i umysł stawiają przed nimi sprzeczne drogowskazy, zaś ich zadaniem jest wybranie drogi, którą uznają za najwłaściwszą. Tylko czy coś takiego jak „właściwa droga” naprawdę istnieje, kiedy w grę wchodzi popadające w ruinę życie oraz rozsypująca się na tysiące kawałków psychika?

Chociaż Kazuna chce za wszelką cenę odciąć się od bliskich sobie osób, okazuje się to trudniejsze niż przypuszczał. W szczególności zważywszy na fakt, iż jego romantyczne uczucia względem Yaegashi, koleżanki ze szkoły, są w pełni odwzajemniane i dziewczyna nie zamierza poddać się bez walki o niego. Problem w tym, że jego trawione niecodzienną chorobą ciało bardzo gwałtownie reaguje na jej bliskość. W konsekwencji, chłopak ląduje w szpitalu i mając ogromne szczęście, trafia pod opiekę lekarza doskonale zdającego sobie sprawę z jego choroby, który dodatkowo pomaga mu w wymyśleniu wiarygodnej wymówki dla zamartwiających się opiekunów. Prawda jest jednak taka, że nie potrafiąc poradzić sobie ze swoim stanem, Kazuna postanawia odepchnąć wszystkich, którzy coś dla niego znaczą, zamieszkać z siostrą i wraz z nią zamknąć się w świecie trawiącej ich rodzinę choroby. Ale co powiedzą na to jego bliscy i czy on sam wytrzyma presję zmian zachodzących w jego życiu?

„Lament Jagnięcia” to bez wątpienia jedna z lepszych i ambitniejszych pozycji na naszym rynku. Nie może więc dziwić fakt, iż każdy tom wprowadza do tej historii coś więcej, każdy jest unikalny i stanowi kolejną część układanki, którą pragnie nam zaprezentować Kei Toume. I tak, trójka kładzie nacisk na pewne aspekty przeszłości Chizuny i tym samym ukazuje czytelnikowi dziewczynę jako osobę bez porównania bardziej ludzką, cieplejszą i normalniejszą niż dotychczas. Co za tym idzie, mamy także lepszy wgląd w jej relacje z ojcem. Dotychczas tylko o nim słyszeliśmy, przez co wydawał się nam cieniem, za którym ugania się nastolatka. Jego obraz naprawdę był dla nas całkowicie bezcielesny i niewyraźny, pozbawiony charakteru, a nawet nieistotny. Tymczasem po lekturze tego tomu, mężczyzna ten wydaje się nabierać konkretnych kształtów i zaczyna mieć realne znaczenie dla wydarzeń zaprezentowanych w mandze. W tej części poznajemy także pobudki kierujące Minase, znajomym lekarzem, co do którego mogliśmy już wcześniej mieć pewne podejrzenia, ale brakowało nam dowodów na ich potwierdzenie. To w czym się upewniamy, bądź czego się dowiadujemy, bez wątpienia rzuca nowe światło na Chizunę. Mając to na uwadze, sądzę, że ten tom ma ogromne znaczenie dla rozbudowy związanego z nastolatką psychologicznego zaplecza serii.

Ale skoro o tych dwóch mężczyznach mowa, to warto zauważyć, iż w tej części są oni dwoma z trzech źródeł najgwałtowniejszych emocji. Z jednej strony mamy do czynienia z zestawieniem miłości i przyjacielskiej lojalności. W tym przypadku odnoszę wrażenie, że ignorowane romantyczne uczucie zostało zamienione na swój zdecydowanie bezpieczniejszy odpowiednik, który pozwala dwojgu ludziom na utrzymywanie kontaktu mimo braku uczuciowej wzajemności. Z drugiej strony pojawia się temat strachu zestawionego z nienawiścią oraz miłością. To chyba najtrudniejszy emocjonalny miszmasz tego tomu, ponieważ trzy skrajnie różne uczucia nachodzą na siebie, stykają się ze sobą, bezustannie ze sobą kolidują, a co więcej, odnoszą się do tych samych wydarzeń, w których zmienia się jedynie punkt widzenia. Trzecia emocjonalna skarbnica to kłamstwo z miłości, czyli bardzo popularny sposób chronienia bliskiej osoby poprzez jej ranienie. Mieliśmy z tym do czynienia już wcześniej, ale sądzę, że tego po prostu nie mogło zabraknąć w tytule takim jak ten, toteż powrót do tego problemu oraz przeniesienie go na wyższy poziom było sensownym i dobrym zagraniem, które dopełnia dramatu serii.

Myślę, że warto zwrócić także uwagę na fakt, iż w tym tomie znajdziemy bardzo dosłowne odwołanie do Freuda i niektórych jego poglądów na ludzką psychikę. Wprawdzie nie natrafimy tu na wyczerpujące elaboraty dotyczące tego problemu, ale niewątpliwie jest to element, który wpływa na większe prawdopodobieństwo przedstawionej historii. W końcu nasi bohaterowie borykają się z niełatwym i w pewnym stopniu kontrowersyjnym problemem, jakim jest swojego rodzaju wampiryzm, a podejrzewam, że fakt ten wciąż wzbudza nieufność u osób obawiających się ukrytej między wierszami fantastyki. W tym kontekście, przywołanie nazwiska powszechnie znanego wszystkim psychologa wydaje się dobrym posunięciem, ponieważ zapewnia poruszonym w mandze problemom pewien punkt oparcia i daje możliwość racjonalnego wyjaśnienia trawiącej rodzeństwo choroby.

Tom trzeci powraca również do tematu pragnienia śmierci, jako sposobu na zakończenie cierpienia i rozwiązanie problemów. Już wcześniej mieliśmy z tym do czynienia, jednakże dopiero teraz znajdujemy się naprawdę blisko tej kwestii. A to za sprawą tego, iż coraz więcej wiemy o Kazunie i jego sytuacji, co pozwala nam lepiej zrozumieć targające nim uczucia oraz niejako usprawiedliwia chęć zakończenia życia w przypadku członków jego rodziny. Tym samym, zagłębiamy się coraz bardziej w mrocznej psychice męczonego chorobą młodego człowieka, poznajemy jego rozterki, niepewności i wyrzeczenia, jesteśmy świadkami podejmowanych przez niego decyzji oraz ich konsekwencji. Inaczej mówiąc, z każdym tomem coraz pełniej żyjemy życiem Kazuny.

Podsumowując, kolejny już raz mamy okazję zagłębić się w tej mrocznej, naprawdę znakomitej historii stworzonej przez Kei Toume, a zaprezentowanej nam przez Wydawnictwo Ringo Ame. „Lament Jagnięcia” z tomu na tom staje się coraz cięższy i coraz mocniej wiąże ze sobą cierpienie fizyczne oraz psychiczne. Trzecia część, podobnie zresztą jak dwie poprzednie, bez wątpienia przywiązuje czytelnika do tej serii i sprawia, że naprawdę chcemy sięgnąć po kolejne tomy, toteż tę historię po prostu trzeba poznać.


środa, 5 sierpnia 2015

Zawrócić czas tom 1 - Sakiya Haruhi, Yamamoto Kotetsuko





Tytuł: Zawrócić czas
Tytuł oryginalny: Ano hi no kimi wo dakishimeta nara
Autor: Sakiya Haruhi, Yamamoto Kotetsuko
Tom: 1
Wszystkich tomów: 2
Stan aktualny (JP): seria zakończona
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 192
Ocena: -6/6




Jeden rzut oka na podniecone yaoistki może nam wiele powiedzieć o tematyce przeważającej większości wydawanych w Polsce oraz pochłanianych namiętnie mangowych homoseksualnych romansów. Sama jestem jedną z nich i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak rzadko tytuły z gatunku yaoina poważnie poruszają życiową problematykę. Prawda jest jednak taka, że homoseksualizm nie zawsze jest tak różowy, jak przedstawiają nam liczni twórcy, toteż mangi takie jak „Zawrócić czas” są perełkami, które pozwalają nam spojrzeć na ten temat racjonalniej i oferują wgląd w skomplikowaną ludzką psychikę.

W temacie uczuć, Kengo Mutsuura do najbystrzejszych nie należy. W przeszłości nieświadomie odrzucił miłość najlepszego przyjaciela, czego teraz bardzo żałuje, chociaż nie jest w stanie zmienić tego, co sknocił przed dziesięcioma laty. Pomimo tych deprymujących wydarzeń z czasów młodości, on i Hidetoshi wciąż są sobie bliscy, chociaż nie wychodzą poza ramy zwykłej męsko-męskiej znajomości. Zresztą, przyjaciel pechowo związał się z agresywnym, okładającym go pięściami mężczyzną i mimo usilnych starań, nie potrafi na stałe zakończyć tego toksycznego związku. Kiedy Kengo przypadkowo staje się świadkiem wychodzącej poza ramy zwykłej kłótni sprzeczki między kochankami i słyszy z ust Hidetoshiego kilka chłodnych, nieczułych słów, nie wytrzymuje i daje upust swojej skrywanej dotąd namiętności względem przyjaciela, który przecież wciąż go kocha. Pozornie wszystko powinno się w końcu ułożyć, ale sprawy wciąż się komplikują.


Przemoc w związku to ostatnio temat popularny i często poruszany w mediach, jednakże stosunkowo rzadziej występujący w mangach yaoi. W niektórych kręgach tematycznych obraz przemocy może nie pojawiać się w ogóle lub być do tego stopnia zniekształcony, że czytelnik podczas lektury nawet nie zauważy agresji, jaka towarzyszy użyciu siły wobec partnera/partnerki. Wszystko to sprawia, że najpewniej w fandomie znajdziemy osoby, które idealizują yaoido tego stopnia, że czysta przemoc semewobec uke (lub odwrotnie) jest dla nich abstrakcją. Brzmi przesadnie, ale naprawdę trafiają się tacy fani. Niemniej jednak, przyznaję, że na naszym niewielkim rynku mangowym wydawane są tytuły, w których natkniemy się na tę problematykę, chociaż jej przedstawienie ma się nijak do prawdziwej powagi sytuacji. Myślę, że dopiero „Zawrócić czas” na poważnie podchodzi do tematu i choć ukazuje go subtelnie, to jednak oddaje to, czym naprawdę jest przemoc w związku i jakie reakcje za sobą pociąga. Bezustanne podążanie tą samą drogą, nieumiejętność przerwania toksycznej znajomości, powtarzające się epizody agresji, mimowolne poddaństwo. Ofiara i agresor kręcą się w kółko ciągle powtarzając te same błędy, mimo zapewnień, że coś się zmieni, mimo pomocy osób z zewnątrz. Tak wygląda to często w realnym życiu i to właśnie dostrzeżemy w tej mandze.

Kolejnym poważnym tematem, który częściej pojawia się w mangach z gatunku yaoi, jest samotność dotykająca osoby w pewnym wieku. Młodość wiąże się z większą atrakcyjnością fizyczną, możliwością wybierania, przebierania, z czasem, który można poświęcić na niezobowiązujące przygody. Dorosłość to poszukiwanie stałego związku potrafiącego odgonić widmo samotności, z którą człowiek musiałby się zmagać nie mając swojej drugiej połówki. W „Zawrócić czas” ta właśnie presja uciekającego czasu zostaje skonfrontowana ze strachem przed osamotnieniem oraz niespełnioną miłością, co prowadzi do poddaństwa i biernego zgadzania się na wszystko, co może spotkać nas ze strony drugiej osoby. Ta właśnie desperacja jest jednym z głównych źródeł dramatu obecnego w tym tytule, jak również doskonale nakreśla nam profil psychologiczny Hidetoshiego, który bez wątpienia zapewniłby pracę nie jednemu psychologowi.


W tym miejscu warto zwrócić uwagę także na fakt, iż mimo w pewnym stopniu autodestrukcyjnej potrzeby pozostawania w związku, Hidetoshi stara się usilnie chronić Kengo przed samym sobą i wejściem w świat homoseksualizmu. Miejscami mamy wrażenie, że jest bohaterem tragicznym, który walczy z nieuniknionym losem za pomocą obojętności oraz bezustannego odrzucania własnych uczuć. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, iż przybiera podstawę mesjańską, pragnąc poświęcić siebie dla dobra osoby, którą kocha. Wszystkie te elementy sprawiają, że „Zawrócić czas” jest jednym z najlepiej skonstruowanych psychologicznie tytułów yaoi na naszym rynku.

Bardzo ważne miejsce w mandze zajmuje także definicja miłości, która stanowi czystą abstrakcję dla jakże prostego i nieświadomego tego uczucia Kengo, i w ten sposób staje się esencją jego kreacji. Śledząc jego pierwsze kroki na drodze uczuciowej oraz pędzące we wszystkich kierunkach myśli, poznajemy bliżej jego psychikę i szybko dochodzimy do wniosków, których nasz ociężały umysłowo bohater nie potrafi jeszcze wyciągnąć. Kengo Mutsuura został więc stworzony na wzór krzyżówki, której pola wypełnia samodzielnie kolejnymi punktami definicji miłości i podczas gdy my znamy już hasło, on wciąż stara się odkrywać jego kolejne litery. Tym samym, w „Zawrócić czas” granica między przyjaźnią a miłością nie ma żadnego znaczenia, ponieważ istotę problemu stanowi ta pojawiająca się nagle i niedająca się łatwo zidentyfikować namiętność. Sam bohater również niczego sobie nie ułatwia, ponieważ szukając odpowiedzi na stawiane przez siebie pytania, usiłuje jednocześnie zrzucić ciężar swoich poczynań na kogoś innego. Tym też sposobem, bezustannie pozostaje dzieckiem, które zamiast myśleć samodzielnie, woli łączyć narysowane przez kogoś innego kropki. Nic więc dziwnego, że zarówno Kengo jak i Hidetoshi skazani są na cierpienie, zaś czytelnik głęboko odczuwa ich miłosne i życiowe rozterki, które stają się nam naprawdę bliskie.


Co się zaś tyczy kreski, kolejny raz mamy do czynienia z tytułem rysowanym przez Yamamoto Kotetsuko, którą polski czytelnik zna już doskonale, toteż nie brakuje jasnych, przejrzystych kadrów oraz starannie kreślonych postaci. Warto jednak zauważyć, że w tej serii jej kreska wydaje się jeszcze bardziej delikatna i ulotna, czym naprawdę pieści spojrzenie czytelnika.

Podsumowując, „Zawrócić czas” to realistyczna, doskonale skonstruowana historia, która chwyta za serce i pozwala na wnikliwą analizę bohaterów. Poważne podejście do życiowych problemów oraz wyraziście odmalowane profile psychologiczne sprawiają, że jest to manga niezwykle wartościowa, obok której nie można przejść obojętnie. Wydawnictwo Ringo Ame kolejny raz udowodniło, że potrafi zadbać o swoich czytelników dając im to, co najlepsze.


wtorek, 4 sierpnia 2015

News: Vitamin nowością Waneko!

Polscy czytelnicy mieli trochę słodkiego spokoju, a ich portfele z pewnością cieszyły się na myśl o braku nowości. Nienasycone wydawnictwo Waneko nie ma jednak dla nikogo litości i kolejny raz zarzuca nas swoimi zapowiedziami! Na dobry początek wyda:

Vitamin
Autor: Suenobu Keiko
Gatunek/tematyka: dramat, życie szkolne, psychologiczne, mobbing, życie codzienne
Ilość tomów: 1 (całość)
Szczegóły wydania: format powiększony, Jednotomówka Waneko
 Cena: 19,99 zł
Premiera tomu: 26 kwietnia 2016

Opis: Szkoła nie zawsze jest miłym miejscem – chyba większości z nas nie trzeba tego mówić. Czasami wystarczy jedna rzecz, aby życie któregoś z uczniów zmieniło się w piekło a wszyscy dotychczasowi „przyjaciele” i „koledzy” zwrócili się przeciw niemu. O tym właśnie opowiada „Vitamin” – o dziewczynie, która z dnia na dzień staje się obiektem okrutnych kpin i zaczepek, o jej prześladowcach, o obojętności rodziców i nauczycieli. Czy głównej bohaterce uda się znaleźć w sobie siłę, aby się podnieść i walczyć? Odpowiedź na to pytanie poznacie podczas lektury tej jedenastej już z kolei mangi z serii Jednotomówki Waneko.*





Przedpłata: *KLIK*



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

czwartek, 16 kwietnia 2015

Doll Song tom 3 - Lee Sun-young





Tytuł: Doll Song
Autor: Lee Sun-young
Tom: 3
Wszystkich tomów: 5
Stan aktualny (KR): seria zamknięta
Wydawnictwo: Yumegari
Liczba stron: 206
Ocena: 6/6






„Miłość niespełniona to specyficzny rodzaj nienawiści. Miejmy się na baczności przed jej ofiarą – myślącym samotnikiem.” Sakutarō Hagiwara

Mogłoby się wydawać, że spełniają się marzenia i wszystko powinno zacząć się układać, bo oto Shin-woo znowu jest ze swoją przepiękną ukochaną, która zaufała mu pozwalając wyrwać się z rąk ojca i brutalnego Ki-hyuna. Niestety, bezwzględny los ma po swojej stronie utalentowaną egzorcystkę, która udaremnia tej dwójce ucieczkę i prowadzi ich prosto do złotej klatki, która przez lata była domem Woo-hee. Problem w tym, że dziewczyna nie jest już tą samą osobą, którą była wcześniej. Znając coraz więcej tajemnic dotyczących przeszłości i mając świadomość czekającej ją przyszłości, stara się zrozumieć swoje uczucia. Tymczasem dwójka zaciekłych adoratorów bezustannie walczy ze sobą o jej miłość, jakby chodziło o zwykły przedmiot. Świat, ludzie, inne istoty – nic nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, co obaj chcą posiadać, a co Woo-hee może im dać.

Piękna, dramatyczna, przypominająca baśń historia lalki, jej stwórcy i zakochanego człowieka zbliża się coraz większymi krokami ku końcowi. Pozostały tylko dwa tomy i bardzo wiele wątków do zamknięcia. Lee Sun-young doskonale zdaje sobie z tego sprawę i dlatego od razu przechodzi do konkretów. To istotne, ponieważ często trafiamy na autorów, którzy nic sobie z tego nie robią, co w konsekwencji skutkuje nieskładnym zakończeniem. W tym przypadku chyba nam to nie grozi, ponieważ nasza autorka jest na dobrej drodze do wyjaśnienia wszystkich tajemnic, a przy tym bezustannie wciąga czytelnika w wir emocjonujących wydarzeń. „Doll Song” już od pierwszego tomu przypominało najprawdziwsze puzzle i teraz zapełniamy puste miejsca chcąc odtworzyć naprawdę cudowny obraz, jakim jest ten tytuł. W związku z tym, pokładam ogromne nadzieje w Lee Sun-young, ponieważ wiem, że jest w stanie poprowadzić tę historię tak, by na końcu niczego nie brakowało, by czytelnik czuł się spełniony, a to, wbrew pozorom, jest prawdziwą sztuką. Przyznam więc, że nie mogę doczekać się końca, ale jednocześnie nie chcę by on nastąpił, ponieważ „Doll Song” jest naprawdę magiczne.

Wiele dobrego można powiedzieć również o wyjątkowej, choć krótkiej historii dwójki zakochanych w sobie młodych, których los obdarzył cudownym uczuciem, ale przydzielił do dwóch różnych światów, które nie mogą połączyć się w zgodzie z naturą. Ich miłość jest taka jak oni – młoda, nieodpowiedzialna, ale gotowa do poświęceń i podjęcia ryzyka. Historia młodziutkiej lisiczki i równie nieopierzonego panicza przypomina antyczną tragedię, w której ludzie usiłują walczyć z przeznaczeniem – bezdusznym, nieprzekupnym, zdecydowanym – i tak jak to bywa w takich tytułach „Ponoszą karę za to, że śmieli marzyć o czymś, co było dla nich nieosiągalne.” (strona 182). Przyznam szczerze, że na mnie ich tragiczna miłość zrobiła wrażenie, jako że pogłębia mrok całej manhwy, jak również rzuca cień na najważniejszych bohaterów i przyszłość ich uczuć. Czy i oni skazani są na tragiczny koniec? Czy i oni marzą o nieosiągalnym?


Obłędnym posunięciem było poświęcenie tego tomu tematowi miłości jako formie chciwości. Oddaje to zarówno mroczny klimat tego tytułu, jak i gwałtowność ludzkich, i nie tylko ludzkich, uczuć. Miłość jest chciwa i czyni z ukochanej osoby przedmiot, co w „Doll Song” nabiera naprawdę głębokiego znaczenia. Tym pełniejszego, jeśli punktem odniesienia uczynimy naszą wyjątkową bohaterkę, która nie jest człowiekiem, ale lalką. Zresztą, czytelnik dostrzega tę żądzę posiadania niemal w każdym z bohaterów, choć w przypadku każdego z nich, wydaje się ona wypływać z innego źródła i jest tak różna, jak różnią się od siebie postaci. To zadziwiające, ale Lee Sun-young naprawdę zdołała nadać temu jednemu z grzechów głównych, pozornie tak nieskomplikowanemu, wielu różnorodnych barw, które doskonale dostrzegamy dzięki osobowości i charakterowi poszczególnych osób. Każdy z nas czegoś pragnie, każdy z nas jest na swój sposób chciwy, a „Doll Song” pokazuje, że to my jesteśmy tym, co charakteryzuje naszą chciwość – „Powiedz mi jaki jesteś, a ja powiem Ci jakie wnętrze kryją Twoje żądze”. To obłędne, ponieważ autorka uczyniła chciwość czymś materialnym, co jak do tej pory nie udało się nikomu innemu.

Na koniec zostawiłam kolejny dowód niewątpliwego talentu autorki, który tym razem przejawia się w subtelnej, niemal ulotnej ewolucji bohaterów. Kiedy zaczynaliśmy poznawać tę historię, Woo-hee była tylko niebywale piękną, zagubioną i niewinną dziewczyną, której życie otaczała tajemnica. Teraz wydaje się bardziej świadoma świata i siebie, odkrywa mrok czający się w ludziach, a może nawet w niej samej. Mamy wrażenie, że nie jest już tak nieskazitelna, tak czysta. Jej całkowitym przeciwieństwem jest mroczny Ki-hyun, które od początku był postacią przepełnioną złością, szaleństwem, bezwzględnością, a także brutalną, nadnaturalną siłą. Teraz na jego czarnej duszy rozkwitają białe kwiaty, a czytelnik zaczyna dostrzegać w nim dotąd niezauważalną łagodność. W jego nienasyconej chęci posiadania na wyłączność swojej lalki pojawia się uczucie, coraz wymowniejsze i bardziej niewinne. Niestety, nie od dziś wiemy, że czarne charaktery zawsze kochają mocniej i gwałtowniej, ale i kończą gorzej, co wywołuje w nas niepokój o los obłędnego ducha śliwy. Co takiego autorka dla niego przyszykowała? Niebawem z pewnością się przekonamy, a do tego czasu jesteśmy skazani na niepewność.

Cóż więcej można powiedzieć o trzecim tomie tej znakomitej pozycji, która cieszy oko niesamowitą, niezwykle szczegółową kreską oraz rozpieszcza duszę dramatyczną, piękną historią miłosną zakotwiczoną w azjatyckim folklorze? Podejrzewam, że wszelkie słowa są zbędne, kiedy już raz sięgnie się po „Doll Song”.



wtorek, 31 marca 2015

Lament Jagnięcia tom 2 - Kei Toume




Tytuł: Lament Jagnięcia
Podtytuł: Hitsuji no Uta
Tytuł alternatywny: Histuji no Uta, Lament of the Lamb
Autor: Kei Toume
Tom: 2
Wszystkich tomów: 7
Stan aktualny (JP): seria zakończona
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 187
Ocena: 6/6





Choroba jest jak wzbierająca rzeka, która z coraz większą siłą przetacza się przez organizm powodując zamieszanie, siejąc panikę i niepokój. Dla Kazuny oznacza rezygnację z normalnego życia, z bliskich mu osób, z drobnych i wielkich radości. Przez lata nieobecna w jego życiu biologiczna rodzina nagle pojawia się pod postacią niemal groteskowej choroby oraz zupełnie obcej mu siostry. Ile jest w stanie znieść zwyczajny nastolatek? Oto otwierają się przed nami podwoje drugiego tomu mrocznego „Lamentu Jagnięcia”.

Kazuna, który dopiero zaczyna stawiać czoła swojej chorobie jest wręcz bezbronny wobec jej przerażającej, nasilającej się z każdą chwilą siły. Zagubiony, cierpiący, postanawia zaufać osobie, która doskonale go rozumie i wyciąga do niego pomocną dłoń. To właśnie Chizuna poi go swoją krwią, udzielając przy tym pierwszej lekcji na temat sposobów zwalczania pragnienia, a więc walki ze skutkami choroby. Czy można jednak liczyć na to, że niemal obca mu dziewczyna, nawet jeśli jest jego biologiczną siostrą, ma wobec niego czyste intencje? Jakakolwiek nie byłaby prawda, Kazuna nie wydaje się tym przejmować. W końcu mierzy się z niechcianymi demonami swojego rodu i w konsekwencji był zmuszony zrezygnować z dziewczyny, która tak bardzo mu się podobała. Ile sił zostało jeszcze nastolatkowi, który nie był zupełnie przygotowany na to, co go spotkało? Okaże się siłaczem czy może słabeuszem? Jedno jest pewne, ma przed sobą niesamowicie mglistą przyszłość.


Poprzedni tom „Lamentu Jagnięcia” wyraźnie wyznaczył granicę między więzami krwi a bliskością i zażyłością rodzinną, gdzie biologiczne pokrewieństwo nie ma najmniejszego znaczenia dla bohaterów. Pozornie mogło by się więc wydawać, że przedstawione w tym tomie wyraźne ocieplenie relacji pomiędzy rodzeństwem nie powinno mieć racji bytu. W rzeczywistości jednak Kei Toume ani na krok nie odchodzi od swoich założeń, a jedynie do relacji między siostrą i bratem dorzuca uwarunkowaną psychicznie samolubność pod postacią przemożnej potrzeby bliskości kogoś, kto dzieli to samo brzemię. To nie puste sentymenty sprawiają, że Kazuna i Chizuna wydają się do siebie zbliżać, ale wspólny interes. Ich relacje, które można odebrać jako wolne budowanie nieistniejącej dotąd zażyłości rodzinnej, w tym tomie są transakcją handlową, gdzie obie strony mają do zaoferowania coś, czego potrzebuje partner biznesowy. Tym samym, „Lament Jagnięcia” rozwija się w sposób konsekwentny i sensowny, zostawiając miejsce na ewentualną zmianę we wzajemnych relacjach rodzeństwa.

Równie przemyślanym i dopracowanym elementem fabuły są pojawiające się wraz ze skokiem adrenaliny, pełniące funkcję przypomnienia, reakcje organizmu, które budzą w Kazunie pragnienie. W sytuacjach, kiedy chłopak zaczyna się naprawdę stresować, jego podświadomość podejmuje próbę uświadomienia mu jego stanu i wymuszenia działania. Dodatkową stymulacją są w tym przypadku pojawiające się mimowolnie jak najgorsze przeczucia dotyczące choroby. Stres i strach powodują więc wizje, które z kolei wywołują uczucie pragnienia i stawiają chłopaka pod ścianą, zmuszają do szukania drogi ucieczki. Im bardziej nasz bohater boi się siebie i tego, co mógłby zrobić, tym bardziej chce odsunąć się na bezpieczną odległość od innych ludzi, co z kolei chroni go przed popełnieniem głupstwa, które najpewniej zniszczyłoby go całkowicie. Jest to dowód na to, że mangaka naprawdę starała się rozwinąć psychologiczne zaplecze swojej historii, jako że sięgnęła głęboko w podświadomość bohatera i zestawiła ją z cielesną słabością oraz rozchwianą siłą psychiczną, dzięki czemu stworzyła pułapkę błędnego koła behawioryzmu, w której tkwi Kazuna.


Druga część tej historii może pochwalić się również naprawdę świetnie rozwijającym się wątkiem romantycznym, w przypadku którego uczucie zostało stłamszone zanim jeszcze zdołało naprawdę zaistnieć. Między niewinną, świeżą i nie do końca wyznaną miłością Kazuny i You staje wyniszczająca, niemal trudna do pojęcia choroba, z którą nie sposób walczyć. Mało tego, uczucia same są sobie wrogiem, ponieważ ich nasilenie i troska o drogą sercu osobę okazują się bodźcem wywołującym przerażające, bolesne dla ciała i psychiki objawy. Tym samym pogłębia się dramat całej historii przedstawionej w „Lamencie Jagnięcia”. To, czego pragnie serce okazuje się zapalnikiem dla choroby. Młodzieńczą miłość trawi rak przemożnego pragnienia krwi, który z dwójki zupełnie zwyczajnych nastolatków tworzy tragicznych kochanków, którym naprawdę daleko do bohaterów paranormalnych romansów.

Tym razem na poważnie wprowadzony zostaje także temat pragnienia śmierci, która mogłaby okazać się ucieczką od choroby. A wszystko dlatego, że głód krwi pojawia się i z trudem odchodzi, by w pewnym momencie znowu zaatakować. Jak prąd uderzający w delikatny sprzęt elektroniczny z różnym natężeniem, tak ludzka psychika narażona jest na skutki choroby i pod jej naporem zaczyna się rozsypywać. Bezustanny strach przed utratą kontroli, bolesne pragnienie, świadomość potrzeby samotności i przebywania w odosobnieniu, brak powodów do życia, wszystko to działa na człowieka jak miarowe, powtarzające się w nieskończoność uderzenia taranem. Tak jak kropla drąży skałę ustawicznym spadaniem, tak chęć zakończenia męczarni pojawia się w konsekwencji nawracających ataków pragnienia. Czy młody umysł potrafi zwalczyć tę przejmującą myśl o uldze, czy może nie ma sensu walczyć z wybawieniem?


Ta historia od samego początku miała ogromny potencjał, a teraz widzimy, że nie tracąc nic ze swojej wyjątkowości, rozwija się ona z każdym tomem coraz bardziej. Co za tym idzie, czytelnik oczekuje po Kei Toume coraz to więcej, ponieważ wyczuwa, że może sobie na to pozwolić i najprawdopodobniej się nie zawiedzie. Tom drugi „Lamentu Jagnięcia” spełnia wszystkie pokładane w nim nadzieje i umacnia zasłużenie wysoką pozycję tego tytułu na mojej liście najlepszych seinen wydawanych w naszym kraju. Prawdę powiedziawszy, jest numerem jeden tej grupy.


czwartek, 12 marca 2015

PMMM: The Movie – Rebellion – tom 1 - Magica Quartet, Hanokage






Tytuł: The Movie – Rebellion –
Seria: Puella Magi Madoka Magica
Autor: Magica Quartet (pomysł), Hanokage (ilustracje)
Tom: 1
Wszystkich tomów: 3
Stan aktualny (JP): seria zakończona
Wydawnictwo: Waneko
Liczba stron: 146
Ocena: 4/6




Pełna niebezpieczeństw przygoda walczących ze złem czarodziejek trwa nadal, choć w pewnym stopniu rozpoczyna się na nowo. Madoka, Miki, Mami i Kyoko zmagają się ze kolejnym przeciwnikiem, by później powrócić do normalnego życia i szkoły, której wątpliwe uroki niemal każdemu nastolatkowi dają popalić. Chociaż rok szkolny trwa w najlepsze, ich klasa wzbogaca się o nową uczennicę, Homurę Akemi, która podobnie jak Madoka i jej przyjaciółki walczy ze złem jako czarodziejka. Chociaż razem stanowią naprawdę silny zespół, trzeba bardzo wprawnego oka by zauważyć, że najwyraźniej coś kryje się w cieniu poza ich polem widzenia i nie wszystko jest takie, jakim się wydaje.

Niektórzy czytelnicy mogą zastanawiać się nad tym, czy nie znając poprzednich części mangi Puella Magi Madoka Magicamogą sięgnąć po The Movie – Rebellion –. Prawdę powiedziawszy, nic nie stoi na przeszkodzie, jednakże odbiór niektórych treści może być w takim przypadku utrudniony, a pewne istotne kwestie zwyczajnie się rozpłyną. Co już miało miejsce? Co jest nowe? Co do siebie nie pasuje? Jakie znaczenie mają niektóre słowa wypowiadane przez bohaterki? Wszystko to o wiele łatwiej będzie ogarnąć, kiedy już pozna się dotąd wydane historie, więc przed sięgnięciem po The Movie – Rebellion – doradzam zapoznanie się z nimi. Będziecie mieć wtedy pewność, że nic Wam nie umknęło.


Pierwszy tom kolejnej już odsłony serii Puella Magi Madoka Magica przypomina pudełko, którego wieczko i dno stanowią naznaczone dramatem i napięciem słowa początku oraz zakończenia. Wstęp sprawia, że czytelnik z góry oczekuje poważniejszych treści, których chwilowo nie dostaje, zaś zamknięcie tomiku pozwala nam żywić nadzieję na utrzymaną w mrocznym tonie kontynuację. Z tego w końcu słynie ta seria – z połączenia cukierkowatego mahou shoujo (magical girl) z mroczną, brutalną prawdą o toczonej przez bohaterki walce. The Movie – Rebellion – nie zawiedzie więc nikogo, kto zdaje sobie z tego sprawę. Z jakiegoś powodu przypomina mi to egipskie wierzenia, a dokładniej boginię Nut, która każdego wieczora połykała słońce. Wyobraźcie sobie kulę jasności, która zostaje pochłonięta przez ciemność, a następnie nadajcie tej kuli kształt różowej czarodziejki. Mniej więcej w taki sposób postrzegam klimat Puella Magi Madoka Magica.

Mimo mocnego wstępu, wnętrze tomiku jest raczej niewinne, naznaczone tryumfami, lekkością i optymizmem. Dziewczyny żyją całkiem normalnie, walczą zwyciężając z powodzeniem, czują się w swoim towarzystwie wręcz perfekcyjnie. Nawet nowa koleżanka w okamgnieniu staje się kimś nieodłącznym. Sielanka, chciałoby się powiedzieć. Dopiero pod koniec tomu zaczyna się to zmieniać i, w świetle odkrywanej tajemnicy, podobna normalność, niemal naiwność jest naprawdę sensownym posunięciem. Niestety nic więcej nie mogę zdradzić, ponieważ zwyczajnie opowiedziałabym cały tomik, a tego przecież nie chcemy.


Na koniec o oprawie graficznej słów kilka, jako że jest to moja pierwsza recenzja serii Puella Magi Madoka Magica. Manga charakteryzuje się typowo „magical girlową” kreską, w pełnym znaczeniu tego słowa – słodkie dziewczynki, wielkie oczy, zwierzaczkowi pomocnicy czarodziejek. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że różnicę stanowi tylko spore nagromadzenie rastrów, które swoją szarością zmniejszają natężenie bieli. Wystarczy jednak przeanalizować niektóre fragmenty, by zwrócić uwagę na fakt, iż w The Movie – Rebellion –istnieją bardzo istotne zmiany kolorystyki odpowiadającej wybranym scenom. Wydarzenia lżejsze, odnoszące się do normalnego, codziennego życia utrzymane są w jaśniejszej tonacji, zaś walka, niebezpieczeństwo i to, co bezpośrednio z nim związane prezentują się mroczniej, poprzez dodanie większej ilości czerni. Właśnie dzięki temu, rysowniczka lepiej oddaje charakter i atmosferę poszczególnych wydarzeń, co bez wątpienia zasługuje na uznanie.


Podsumowując, The Movie – Rebellion – to godny zainteresowania tytuł, dla każdego zwolennika serii Puella Magi Madoka Magicaoraz dla trochę starszych osób gustujących w tytułach mahou shoujo (w tym tomie jeszcze tego nie widać, ale nie na darmo na tyle obwoluty pojawia się ograniczenie wiekowe). Ostrożniej do tej serii powinni podchodzić za to czytelnicy, którzy z magical girlmają niewiele wspólnego. W końcu mrok jak mrok, ale czarodziejki czarodziejkami pozostają.



sobota, 7 marca 2015

Zakochany tyran tom 7 - Hinako Takanaga





Tytuł: Zakochany tyran
Tytuł alternatywny: Koi Suru Boukun, The Tyrant Who Falls in Love
Autor: Hinako Takanaga
Tom: 7
Wszystkich tomów: 9
Stan aktualny (JP): seria zakończona?
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 162
Ocena: 6/6



„Ani różnica poglądów, ani różnica wieku, nic w ogóle nie może być powodem zerwania wielkiej miłości. Nic, prócz jej braku.” Maria Dąbrowska („Przygody człowieka myślącego”)

Morinaga nie od dziś jest niepoprawnym optymistą, który wierzy, że jego miłość znajduje się na doskonałej drodze do wielkiego, szczęśliwego finału w klimacie lovey dovey. Niestety nie ma pojęcia, co czai się w umyśle obiektu jego westchnień, a więc na istnym polu bitwy, gdzie umysł zaczyna ulegać naporom serca. Dla Tatsumiego to zbyt wiele, co skutkuje częstymi atakami złości i dezorientuje zatroskanego Morinagę. Jakby sytuacja nie była jeszcze wystarczająco skomplikowana, na horyzoncie pojawia się Masaki, którego przybycie jest powodem niemal euforycznej radości byłego kochanka. Nie trudno się domyślić, że porywczy Tatsumi, który zna doskonale historię dawnej miłości Morinagi, nie będzie zachwycony odwiedzinami, zaś jego choleryczny charakter da o sobie znać ze zdwojoną siłą.

Tatsumi od początku był bardzo trudnym i wyjątkowo opornym przypadkiem, który trzymał się swojej homofobii z całych sił i za nic nie chciał puścić. Niemniej jednak, w pewnym momencie jakby dał za wygraną i machnął ręką na upodobania seksualne upartego jak osioł Morinagi. Przyzwyczajenie i mimowolna sympatia względem młodszego mężczyzny przeważyły nad niechęcią, jednakże nie zmieniły specjalnie ich sytuacji. Tetsuhiro w dalszym ciągu jest żywym workiem treningowym, a wszystko dlatego, że z pasją równą tej, z którą wcześniej Tatsumi wydawał się nienawidzić homoseksualistów, odrzuca teraz swoje uczucia. Bezustanna walka jest drugą naturą tej postaci i właśnie to wydaje się być głównym tematem tego tomu. Nasz bohater zaciekle zmaga się ze świadomością swojej miłości, której nie chce zaakceptować, co wyzwala w nim negatywne uczucia. Czytelnik widzi to i doskonale rozumie, jednakże nie zagłębia się przesadnie w psychikę tej postaci, ponieważ sam Tatsumi nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Tak jak organizm zaczyna bronić się przed infekcją, tak i on mimowolnie barykaduje się za wściekłością, furią, sprawiającymi innym ból słowami. Im bliżej jesteśmy końca serii, tym gwałtowniejszy się staje, niczym diabeł w czasie egzorcyzmów. I to właśnie sprawia, że „Zakochany tyran” wciąż jest tytułem wyjątkowym, w którym bohaterowie ewoluują w miarę ukazywania się kolejnych części.

Pisząc o Tatsumim w kontekście siódmego tomu, nie można pominąć niezwykle istotnego tematu, jakim jest zazdrość, na którą nasz bohater tak naprawdę nie jest gotowy. Do tej pory, problem ten dotyczył w głównej mierze Morinagi, co było całkiem zrozumiałe. Teraz zazdrość staje się udziałem Souichiego i jak wszystkie odczuwane przez niego emocje, jest silna, gwałtowna i niemal szalona. Wyobraźcie sobie zazdrosnego choleryka. Czy nie kojarzy się Wam to z fajerwerkami wybuchającymi w zamknięty pomieszczeniu? Właśnie w taki sposób oddała ten problem Hinako Takanaga i sądzę, że zrobiła to naprawdę wiarygodnie. Nasz bohater i bez tego był wulkanem złości, zaś teraz wprost strzela w twarz śrutem przykrych słów i wydaje się nie mieścić w sobie całej tej wściekłości, jaką budzi w nim zazdrość. Tym samym, „Zakochany tyran” zamienia się w szalejące tornado emocji, a o optymizmie i humorze możemy na dłuższą metę zapomnieć. Jeśli chcecie wiedzieć, w jaki sposób autorka postanowiła poskromić ten bezlitosny żywioł, musicie sięgnąć po ten i następny tom. Nie będziecie żałować!


Patrząc na tę część naszej historii zastanawiam się poważnie, gdzie się podziała ta zabawna komedia z elementami dramatu, którą do tej pory czytaliśmy. Role się odwróciły i teraz to dramat dominuje. A wszystko dlatego, że to, co wydawało się poukładane, nagle zaczyna się rozsypywać, jak ciężko chory człowiek, który przed śmiercią czuje się lepiej by niespodziewanie odejść z tego świata. W „Zakochanym tyranie” jest to naprawdę spora zmiana i raczej nie mogliśmy się tego spodziewać, choć czasami było już ciężko i Morinaga musiał swoje wycierpieć. Przyznam jednak, że swoistym ostrzeżeniem dotyczącym tonu siódmej części z pewnością jest okładka, na której rzucają się w oczy smutne miny bohaterów. Osobiście zwróciłam na to uwagę od razy, jednakże nie spodziewałam się, że będzie na tyle poważnie i tak przygnębiająco. Do tej pory pojawiały się już większe lub mniejsze elementy dramatu, które teraz nałożyły się na siebie i prawdę mówiąc, jest to naprawdę mocna strona tego tomu, chociaż niecodzienna i w konsekwencji, czytelnik niewątpliwie czuje się trochę nieswojo, kiedy nagle uśmiech spełza mu z twarzy.

Niemniej jednak, autorka posłużyła się również połowicznym kontrastem dla tych depresyjnych wydarzeń, jako że w życiu Morinagi zaczyna układać się to, co od lat było w rozsypce. Problemy znane czytelnikowi z poprzednich tomów „Zakochanego tyrana”, gdzie były one naszkicowane, znowu stają się dominującym elementem, z tą różnicą, że teraz pozwalają zamknąć pewien bolesny rozdział życia. Tak przynajmniej powinno być, gdyby nie mały szkopuł – wspomniane już przeze mnie problemy. Tym samym, pozytywny składnik tomu jest słodko-gorzki, co również oddala od nas wspomnienie wcześniejszych zabawnych części. Mangaka ostrzega nas poprzez to, że potrafi tworzyć także dołujące historie, toteż powinniśmy mieć się na baczności.


Reasumując, w siódmym tomie czytelnik otrzymał od Hinako Takanagi coś zupełnie innego, niż do tej pory, a przy tym nie może narzekać na nudę, ponieważ bogata w emocje intryga miłosna zaogniła się naprawdę poważnie. Ton mangi wykonał zwrot o 180 stopni i przyznam, że żadna z wydanych wcześniej części nie kończyła się tak emocjonująco i dramatycznie jak ta. Tym samym, jest to jeden z najlepszych tomów.


środa, 18 lutego 2015

Pet Shop of Horrors tom 5 - Akino Matsuri




Tytuł: Pet Shop of Horrors
Autor: Akino Matsuri
Tom: 5
Wszystkich tomów: 10
Stan aktualny (JP): seria zamknięta
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 210
Ocena: 5/6





Już piąty raz jestem Waszym przewodnikiem po wyjątkowym świecie mangi „Pet Shop of Horrors”, która przenosi nas do pełnego egzotyki Chinatown, gdzie w niemal magicznym sklepie zoologicznym Hrabiego D, marzenia przybierają postać zwierząt i znajdują się na wyciągnięcie ręki. Po raz kolejny mamy okazję zagłębić się w odmętach ludzkiej psychiki, gwałtownych emocji oraz gorących pragnień, które pozwolą nam dotrzeć do samego serca każdej zawartej w tym tomie historii. Poznajmy bliżej piąty tom mangi, która z każdą częścią na nowo rozkochuje w sobie czytelnika!


Hrabia D miał już do czynienia z tak wieloma typami ludzi, że kolejny ambitny narwaniec, który za wszelką cenę pragnie osiągnąć wyznaczony przez siebie cel, nie stanowi wielkiej różnicy. Tak się jednak składa, że tym razem poprzeczka została podniesiona naprawdę wysoko, ponieważ stawką jest fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych, zaś narzędziem prowadzącym do sukcesu ma stać się legendarny kirin – istota, której nie wypuszcza się bezkarnie na wolność, jako że za jej moc należy zapłacić wysoką cenę. To jednak nie jedyny przypadek ludzkiej żądnych władzy, ponieważ to właśnie ona zmusza do ucieczki z Ambasady pewną uroczą kotkę, w której łapach znajduje się klucz do królewskiego tronu państwa Famen. Los jest na szczęście niezwykle łaskawy i to jakże bezcenne zwierzę trafia pod opiekę niezastąpionego Hrabiego D, który chwilowo ma na głowie także ludzkie dziecko. Winnym tej niecodziennej sytuacji jest naturalnie detektyw Orcot, który podrzuca ekscentrycznemu chińczykowi swojego młodszego brata, a wraz z nim spory bagaż bolesnej przeszłości, która od lat ciągnie się za rodzeństwem, jak więzienna kula przytroczona do nogi. Hrabia D niewątpliwie będzie miał ręce pełne roboty, choć nie tego się spodziewał.


Mogłoby się nam wydawać, iż Leona Orcota znamy już doskonale, ze względu na jego nieskomplikowany umysł, szczerość w kontaktach międzyludzkich oraz wyjątkową zawziętość. Okazuje się jednak, że i on może pokazać się czytelnikowi z innej strony, a to za sprawą zupełnie nowego, małego bohatera, którego poznajemy właśnie w tym tomie. Christopher Orcot, młodszy brat naszego detektywa, to naprawdę wielka postać tego tomu, ponieważ wachlarz jego zadań jest rozleglejszy, niż w przypadku innych bohaterów. Po pierwsze, pozwala nam bliżej poznać samego Leona, wyciąga na światło dzienne jego lepsze i gorsze cechy oraz pewne fakty dotyczące przeszłości rodzeństwa. Po drugie, i chyba najważniejsze, ukazuje czytelnikowi delikatną psychikę dziecka, którego świat może ulec diametralnej zmianie w przeciągu jednej chwili, a wszystko za sprawą bolesnych, nieprzemyślanych słów czy gestów. Co więcej, Chris obrazuje różnice między niewinnością a zdeprawowanym światem. W przeciwieństwie do brata, który pozwolił pochłonąć się głośnej, pędzącej w zatrważającym tempie codzienności, młodzian zamyka się w swoim świecie ciszy i poczucia winy, co pozwala mu dostrzec więcej.


I w końcu, postać młodszego z braci wprowadza do tego tomu również problem narodzin i śmierci, a w konsekwencji także macierzyństwa, w szczególny sposób kładąc nacisk na równowagę w tym temacie. Ustami Madame Sultany autorka uświadamia nam, iż przeznaczeniem dziecka jest życie, toteż nie powinno umierać przed rodzicami. Jest to oczywistość, z której czasami nie zdajemy sobie sprawy w obliczu śmierci kogoś bliskiego. Choć brzmi to poniekąd bezdusznie, większą tragedią jest śmierć dziecka, które matka musi pochować, niż kiedy to dziecko chowa rodzica. Ponadto, Akino Matsuri w szczególny sposób przedstawiła obchodzone każdego roku urodziny, które solenizant z reguły traktuje bardzo samolubnie. Przyznajcie się, ale tak szczerze, kto z Was w tym szczególnym dniu dziękuje matce za dar życia? Podejrzewam, że takich osób będzie bardzo, bardzo niewiele, o ile znajdzie się ktokolwiek. Pod tym względem, „Pet Shop of Horrors”naprawdę daje do myślenia.


Co więcej, dwójka Orcotów zapewnia autorce możliwość poruszenia istotnego, choć trudnego tematu relacji rodzinnych w obliczu kryzysu. Jestem przekonana, że mając do czynienia z zupełnie nieznanymi nam bohaterami, zbudowanie tego samego napięcia oraz więzi między postacią a czytelnikiem byłoby niemożliwe. Tymczasem Akino Matsuri podsuwa nam rodzeństwo po części już nam znane, które bez trudu możemy obdarzyć sympatią i któremu nie sposób odmówić swoistego uroku. Także relacje między braćmi są dosyć wyjątkowe, ponieważ obaj szukają wymówek, które odsunęłyby ich od siebie, podczas gdy w rzeczywistości potrzebują i pragną tej umykającej im braterskiej więzi. Myślę, że w tym kontekście warto zwrócić szczególną uwagę na fragment, w którym Leon sprawia przykrość Christopherowi, jako że charakteryzuje on najlepiej dwójkę braci oraz ukazuje dokładnie gmatwaninę ich uczuć, plątaninę pragnień.


W piątym tomie dużo miejsca zajmuje również władza, jako że pojawia się zarówno w rozdziale skupiającym się na kandydacie na prezydenta Stanów Zjednoczonych, jak i w tym poświęconym następcom tronu królestwa Famen. W sposób bardziej lub mniej bezpośredni możemy dostrzec różnice w sposobie wybierania przyszłej głowy państwa oraz w kryteriach, jakie musi ona spełniać. Nie trudno się domyślić, że zwykli ludzie powierzający przywództwo nad sobą jednej osobie są bardziej wymagający, niż władca oddający swoje stanowisko następcy. Jednocześnie wyraźne stają się także podobieństwa między osobami dążącymi do zdobycia władzy. Warto jednak zauważyć, iż Akino Matsuri buduje tę sieć zbieżności i niezgodności na dwóch zupełnie od siebie różnych historiach, z których jedna nosi znamiona dramatu, zaś druga komedii. W ten też sposób, czytelnik nie może narzekać na brak elementów jednego bądź drugiego gatunku, zaś autorka kolejny raz udowadnia, że potrafi tworzyć historie smutne i te zdecydowanie weselsze, a wszystkie one posiadają swoją unikalną wartość.


Tomik zamyka wyjątkowy rozdział, który tematyką oraz klimatem przywodzi na myśl „Czarnego Łabędzia” z Natalie Portman. Jest to historia otoczona baletem, w której centrum znajduje się szeroko pojęta miłość – do tańca, do mężczyzny, do sławy. Trzeba przyznać, że autorka w znakomity sposób wplotła w ten pełen gracji łabędzi taniec bezwzględne i zaciekłe walki kogutów. Co więcej, wykorzystała tę brutalność, by w pewnym momencie nadać swojej historii nie tylko tempa, ale także ulotności, tajemnicy, psychologicznego ciężaru. Ten jeden, niedługi epizod naprawdę robi spore wrażenie i ukazuje Hrabiego D w roli manipulatora, istnej szarej eminencji pociągającej za sznurki ludzkich emocji. Myślę, że ten rozdział z powodzeniem można uznać za jeden z najlepszych, czym autorka przywiązuje czytelnika jeszcze bardziej do całego „Pet Shop of Horrors”.



Podsumowując, Akino Matsuri daje nam kolejny powód do poddania się czarowi jej mangi i nadal kusi rozkoszą zgłębiania tych skąpanych w gwałtownych emocjach historii, w których pierwotna natura bierze górę nad ludzkim intelektem, legenda nad rzeczywistością. Jeśli „Pet Shop of Horrors” można kochać z każdym tomem coraz bardziej, to nie wyobrażam sobie dalszego ciągu, ponieważ już teraz uważam ten tytuł za jeden z najlepszych na naszym rynku.


poniedziałek, 22 grudnia 2014

Kwiaty grzechu tom 4 - Lee Hyeon-Sook




Tytuł: Kwiaty grzechu
Tytuł alternatywny: Ak-eui Kkot, The Flower of Evil
Autor: Lee Hyeon-Sook
Tom: 4
Wszystkich tomów: 7
Stan aktualny (KR): seria zamknięta
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 174
Ocena: 5+/6







Ludzie uwielbiają dramaty, nie potrafią znieść przesadnej słodyczy, zbyt dużej radości bohaterów czy łzawych happy endów, a jednak kiedy mają pod ręką prawdziwy, bardzo prawdopodobny dramat, nie potrafią go docenić, uciekają od trudnego tematu, który stwarza prawdziwy problem. Jak to jest, że czytelnicy wolą wydumane, naciągane życiowe komplikacje, zamiast sięgnąć po tytuł, który ma do zaoferowania prawdziwe mury, których nie sposób przeskoczyć? Nie wiem, jak to w ogóle możliwe, że tytuł tak skrupulatnie i starannie tworzony, jak „Kwiaty grzechu” może przejść koło licznych czytelników niemal niezauważony, ale to już strata tych, którzy boją się prawdziwego dramatu i wolą chwytać się słabych, umownych problemów zamiast stawić czoła czemuś prawdziwemu. Ci, którzy sięgnęli po tę manhwę z pewnością wiedzą, o czym mówię, a inni może powinni się zastanowić nad tym, czy aby na pewno słusznie odwracają głowę od tego tytułu.

Sewa postanawia zrobić bratu na złość i przenocować u Sungchana, który z niejaką przyjemnością zaoferował jej pomoc i bezpieczne schronienie na noc. Podobna decyzja spotyka się z wielkim niezadowoleniem Sejoona, a nawet z jego wściekłością. Wprawdzie plan snu poza domem nie wychodzi tak, jak dziewczyna sobie to wyobrażała, ale mimo wszystko zaistniały problem zbliża ją do kolegi z dzieciństwa i jest ciosem dla ciągle niezadowolonego brata. Rodzeństwo nadal prowadzi swoją dziwną grę, szukając sposobów by sprawiać siebie nawzajem ból, a przy okazji ranią innych. Na domiar złego, pod postacią byłej dziewczyny, o uwagę upomina się także przeszłość Sungchana, który ukrywa zdecydowanie więcej niżby mogło się wydawać. Mimo wszystko między nim a Sewą pojawia się pewna nić porozumienia, która jest solą w oku coraz bardziej zazdrosnego Sejoona.


O tym, że „Kwiaty grzechu” są manhwą skupiającą się nie na wydarzeniach, ale na ludziach, wiemy już od pierwszego tomu i upewniamy się o tym, z każdą kolejną częścią. Kawałek po kawałku budujemy pełniejszy obraz postaci, modyfikujemy go, uaktualniamy, jako że każdy tom przynosi coś nowego, każdy tom coś zmienia. Tym samym, bohaterowie Lee Hyeon-sook są jak rzeka – niby wyglądają tak samo, ale nigdy nie są tacy jakimi byli poprzednio, a ich ewolucję najdokładniej widać w tomie czwartym. Na tym etapie historii, nikt nie pozostał niezmieniony, każdy odkrył przed czytelnikiem jakieś karty i każdy ma coś jeszcze do zaoferowania, ale to Sewa przeszła na naszych oczach największą metamorfozę. Dzięki usilnym staraniom Sungchana, który wyraźnie ma coś za uszami, dziewczyna zaczyna otwierać się na niego, a tym samym na świat zewnętrzny, który wychodzi poza cztery ściany jej domu, rodziców oraz brata bliźniaka. Niedostępna, chłodna i trzymająca wszystkich na dystans outsiderka najwyraźniej zaczyna reagować na uczucia inne niż miłość do Sejoona, powoli mięknie, normalnieje. Wprawdzie wciąż podporządkowuje swoje serce zakazanemu uczuciu, ale teraz jest w stanie również żyć w świecie, nawet jeśli rozszerzył się on tylko o jedną osobę. Jej kreacja jest więc naprawdę godna podziwu i bez wątpienia była szczegółowo przemyślana, jako że Lee Hyeon-sook w perfekcyjny sposób formuje postać Sewy i jej skomplikowaną psychikę.


Tak się składa, że tym razem to osoba Sejoona została przedstawiona w sposób bezsprzecznie negatywny i to on wprowadza do historii wyraźny kontrast „wykorzystywania”. Chłopak wydawał się do tej pory być w miarę rozsądny, chciał uwolnić siebie od Sewy i Sewę od siebie, jednakże teraz jego maska opada i Sejoon już nawet nie kryje swoich prawdziwych intencji wobec innych osób. O ile jego siostra miała nieprzyjemny nawyk wykorzystywania sytuacji, by zwrócić na siebie uwagę brata, o tyle chłopak okazuje się bardziej bezwzględny, gdyż do swoich celów wykorzystuje ludzi. Za wszelką cenę chce zranić Sewę, siłą odepchnąć ją od siebie, ale jednocześnie nie może znieść myśli, że ona wydaje się naprawdę od niego odsuwać. Jest jak zwierzę w klatce, które nie wie czego chce, miota się, wścieka, nie panuje nad emocjami. Kryjąca się w nim bestia jest żądna krwi, choć wciąż tkwi na uwięzi. Prawdę mówiąc, Sejoon jest pod tym względem bardziej niestabilny niż siostra, która przynajmniej zawsze miała jeden cel, podczas gdy on był bezustannie zagubiony, niezdecydowany, pełen sprzeczności. Tym samym, dramat psychologiczny, który wypełnia „Kwiaty grzechu” po brzegi staje się tym intensywniejszy i w kolejnych tomach może nieść za sobą wszystko.

Prawdę mówiąc, w tej części prezentowanej przez autorkę historii możemy doszukać się elementu, którego tak naprawdę wcześniej nie było, jako że uczucia, jakimi darzyli się wszyscy bohaterowie były faktem. Czytelnik po prostu się o nich dowiadywał i musiał je zaakceptować. Teraz sytuacja się zmienia, gdyż Lee Hyeon-sook wprowadziła do swojej manhwy budzące się uczucie, które rodzi się na naszych oczach, chociaż uświadamiamy sobie to dopiero pod koniec tego tomiku. Wiąże się to ściśle ze zmianami, jakie zaszły w jednej postaci i właśnie rozpoczęły się w drugiej, której status emocjonalny nie był do końca jasny. Czytelnik mógł dać się zwieść czułym słówkom lub zachować czujność, ale teraz sprawa wydaje się oczywista. Należy przyznać, że ten nowy wątek miłosny został wprowadzony w odpowiednim momencie i w perfekcyjny sposób, gdyż nie jest uczuciem budowanym na piasku, ale wznosi się na mozolnie stawianych fundamentach zasadności.


Swoje istotne pięć minut w tym tomie znalazła także postać Siyeon, niedocenionej dziewczyny Sejoona, która w jego rękach już nie raz wydawała się tylko zabawką. Inteligentna, utalentowana i ładna, beznadziejnie zakochana i dlatego skłonna walczyć w swojego wybranka. Do tej pory nie odznaczała się niczym szczególnym, układnie starała się dać rodzeństwu czas na poukładanie swoich spraw, ale w konsekwencji stawała się tylko ofiarą złości Sewy i gierek Sejoona. Jak dowiadujemy się w tym tomie, jej pogoń za ukochanym odbiła się zarówno na wynikach w nauce, jak i na jej charakterze, jako że również w niej zaczyna budzić się mrok. Jak na razie jest zaledwie cieniem, ale zazdrość, ból urażonej dumy i zdradzonych uczuć daje o sobie znać. Mimo wszystko, Siyeon chyba jako jedyna naprawdę może odwrócić się od szalonych w swojej miłości bliźniąt i tym samym ułożyć sobie życie z dala od dramatów oraz wielkich i małych tragedii, jakie niosą za sobą uczucia. Mam wrażenie, że jej postać jest tą jedyną naprawdę niewinną, która stała się prawdziwą ofiarą rodzeństwa, co najwyraźniej zaczęła już sobie uświadamiać. Przyznaję, że do tej pory nie przepadałam za Siyeon, jednakże teraz naprawdę patrzę na nią inaczej i współczuję jej tych wszystkich bezowocnych starań, które z góry skazane były na niepowodzenie.

Podsumowując, czwarty tom „Kwiatów grzechu” to swoiste odwrócenie ról, nowe oblicza bohaterów, uśpienie jednej bestii i obudzenie drugiej. Historia zakochanych w sobie bliźniąt od początku była fascynująca i mroczna, skupiała się na psychologicznym ukazaniu postaci oraz na dramacie zakazanego uczucia i wynikającym z niego szaleństwie, ale jakimś cudem z tomu na tom robi się coraz ciekawiej, a wszystkie zalety manhwy wydają się nabierać jeszcze większej intensywności.


sobota, 20 grudnia 2014

Doll Song tom 2 - Lee Sun-young





Tytuł: Doll Song
Autor: Lee Sun-young
Tom: 2
Wszystkich tomów: 5
Stan aktualny (KR): seria zamknięta
Wydawnictwo: Yumegari
Liczba stron: ???
Ocena: 6/6






Miłość jest krwią, którą serce tego świata pompuje przez każdego z nas bez wyjątku, zaś wszelkie uczucia niczym tlen przepływają dzięki niej od człowieka do człowieka, pozostając w bezustannym ruchu. Nie sposób od niej uciec, nie można zamknąć oczu, zasłonić uszu i udawać, że nie istnieje. Miłość po prostu jest i pojawia się w każdej dziedzinie życia, w sztuce, w literaturze, w muzyce. Jest pępkiem świata, zaś „Doll Song” to składany jej niezmierzenie piękny hołd.

Dramatyczne wydarzenia oraz świadomość własnej odmienności wyczerpały Woo-hee, która znajdując się pod opieką swojego stwórcy przebywa w ekskluzywnym domu uciech. Jest teraz w pełni świadoma uciekającego czasu, ale nie potrafi zrozumieć, w jaki sposób straciła wszystkie wspomnienia odległej przeszłości i co pchnęło ją do opuszczenia ducha śliwy. Mimo problemów z pamięcią, bardzo powoli powracają do niej strzępki dawnych przeżyć, które dziewczyna próbuje poukładać w całość. W tym samym czasie, jej ojciec prowadzi swoje własne gierki, wysługując się przy tym demonami. Najwidoczniej nie przewidział jednak, że córka może wymknąć mu się spod kontroli. Tak się składa, że nieomal równocześnie, tajemniczy podróżnik próbuje trafić do Wioski Śliwy, gdzie ma nadzieję odnaleźć swoją wyjątkowo piękną ukochaną sprzed dziesięciu lat. Jest przekonany, że jego wybranka zupełnie się przez ten czas nie zmieniła. Czy rzeczywiście może tak być?


„Miłość romantyczna ma trzy wymiary. Po pierwsze, można kochać bez wzajemności.” (strona 203)

Jak wspomniałam wyżej, „Doll Song” to hołd składany miłości, która jest esencją tego tytułu, nadzieją, dramatem, wahaniem. Nieodwzajemnione uczucie to jeden z tych właśnie dramatów tego tomu. Wprawdzie temat zostaje dopiero wprowadzony na poważnie, ale już teraz czujemy jego ciężar i możemy poczuć ból postaci, które mają to wątpliwe szczęście zmierzyć się z miłością ogromną, ale jednostronną. Autorka wybrała do tego dwie istoty, z których żadna nie jest człowiekiem, ale obie potrafią zatracić się w uczuciach niezwykle ludzkich, ale jakże silnych. Prawdę mówiąc, mamy wrażenie, że miłość i w konsekwencji wszystkie jej produkty uboczne – zazdrość, nienawiść, smutek – czynią tę dwójkę nieszczęśników niemal szalonymi. Odpowiedzią na obłęd miłości w przypadku braku wzajemności jest krew, która syci furię i najwidoczniej przynosi chwilową, ale znikomą ulgę. Zresztą, warto również zwrócić uwagę na fakt, że im mniej człowieczeństwa powinno być w tej dwójce postaci, tym goręcej i głębiej kochają, a przyznam, że mam ogromną słabość do motywu: im mroczniejsze serce, tym mocniej czuje. W tym miejscu wypada także zauważyć, iż Lee Sun-young w znakomity sposób zestawiła ze sobą delikatność i niewinność Woo-hee, która jest tylko zwykłą, ożywioną lalką, z brutalną siłą namiętności istot nadnaturalnych, posiadających pewną władzę. To naprawdę robi wrażenie i działa na wyobraźnię, jako że czytelnik zaczyna się wahać, nie wiedząc po której stronie powinien się opowiedzieć.


„Po drugie, miłość może być uczuciem łączącym parę ludzi.” (strona 203)

Miłość odwzajemniona to kolejny wątek, który zostaje nam tutaj przedstawiony, chociaż nie mamy żadnej pewności, że takie przypuszczenia są słuszne. Nie wiemy do końca, co było głównym powodem ucieczki Woo-hee od swojego stwórcy – miłość czy może strach. Przyznaję, że podczas lektury mamy wrażenie, że autorka robi nam to specjalnie i bawi się z nami. Z jednej strony, pozwala wierzyć, że ciepło, troska i uśmiech łagodnego mężczyzny mogły dotrzeć do równie uroczej Woo-hee, tymczasem z drugiej, ukazuje wahanie, niepewność, ucieczkę, podczas której dziewczyna odwraca się do tyłu. Jak więc mają się sprawy z tą odwzajemnioną miłością u Lee Sun-young? Ryzykiem jest pokusić się o jakiekolwiek stwierdzenie, kiedy zakończenie może okazać się naprawdę nieprzewidywalne, ale wydaje mi się, że autorce bliższy jest dramat tej serii oraz gwałtowność uczuć, toteż swój obraz miłości obustronnej postanowiła zbudować właśnie na fundamencie tej nieodwzajemnionej. Które uczucie okaże się więc tym szczęśliwym i rzeczywiście „łączącym parę ludzi”? Nie oszukujmy się, autorka w doprawdy perfekcyjny sposób szachuje uczuciami swoich bohaterów, czym pobudza również i swojego czytelnika.


„I po trzecie… Ból rany, którą sobie zadałem, doprowadza mnie do szaleństwa.” (strona 203-204)

Sądzę, że w tym miejscu wypada wspomnieć również o bólu, do którego prawdziwych powodów duch śliwy nie chce się przyznać nawet przed samym sobą. Jako czytelnicy, wiemy doskonale, że całemu temu bolesnemu zamieszaniu winna jest miłość, zaś cierpienie płynie z chorobliwej zazdrości oraz straty ukochanej. Bez problemu zauważamy jednak, iż sam główny zainteresowany odbiera to zupełnie inaczej. W jego mniemaniu, ból bierze swój początek z cielesnej i duchowej rany – ciało z jego ciała zdradziło go, uciekło, a brakująca część nigdy nie odrosła. To bardzo ciekawy zabieg, który idealnie pasuje do kogoś tak łatwo wpadającego w gniew i tak bezlitośnie rozprawiającego się z przeszkodami, jakie stają mu na drodze. Lee Sun-young kreując ducha śliwy doskonale wiedziała, w jaki sposób oddać jego mrok i szaleńczą pasję, a przy okazji zmiękczyć czytelnika. Chyba każdy zgodzi się ze mną, iż spisała się na medal, gdyż jej czarny charakter jest jednocześnie jednym z najbardziej wyrazistych i romantycznych bohaterów serii, ponieważ łączy w sobie sprzeczności, których może sam nie jest jeszcze świadomy. Uwielbiam go.

Na koniec chciałabym nadmienić, iż w tym tomie autorka powoli sięga do kolejnych elementów folkloru, które czynią „Doll Song” tytułem jeszcze bardziej interesującym, gdyż dramaty nabierają dzięki nim dodatkowej mocy, zaś miłosna intryga staje się tym bardziej wyrafinowana. Dzięki tym właśnie motywom, Lee Sun-young rozbudowuje swoją historię coraz bardziej, a temat uczuć traci swój zwyczajny, ludzki wymiar. Bohaterowie kochają mocniej, mocniej nienawidzą, dotkliwiej cierpią, mają więcej możliwości zemsty, rozładowania złości. Wprowadzenie dodatkowych elementów ludowych wierzeń bezsprzecznie sprawia, że tytuł ten wydaje się nam w równej mierze eteryczny i gwałtowny, a więc w pełni wyjątkowy.

W jaki sposób mogę podsumować to, co podsumowania nie wymaga? „Doll Song” to manhwa, która robi wrażenie, zmienia obraz nudnej, przereklamowanej miłości w walkę żywiołów. Tutaj granica między przeciwieństwami zostaje zatarta – dobro i zło, miłość i nienawiść, mrok i jasność, wszystko jest jednym. To bez wątpienia najlepszy tytuł roku 2014!


czwartek, 18 grudnia 2014

Are you Alice? tom 1 - Ai Ninomiya, Ikumi Katagiri





Tytuł: Are you Alice?
Autor: Ai Ninomiya (scenariusz), Ikumi Katagiri (ilustracje)
Tom: 1
Wszystkich tomów: 11
Stan aktualny (JP): seria otwarta
Wydawnictwo: Waneko
Liczba stron: 194
Ocena: 5+/6






Jak to się zaczęło:
Zanim Wydawnictwo Waneko ogłosiło Are you Alice? swoją nadchodzącą nowością, ktoś wspomniał już o tym tytule w komentarzu, co skłoniło mnie do rozpoczęcia małego dochodzenia i rozeznania się w sytuacji. Przyznam, że zafascynowanie tą pozycją przyszło bardzo szybko i momentalnie zdecydowałam się na wejście do Krainy Czarów stworzonej przez Ai Ninomiyę i zilustrowanej przez Ikumi Katagiri. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, w co się pakuję i chyba nawet teraz nie jestem tego do końca świadoma, ponieważ Are you Alice? kryje wiele tajemnic, psychologicznego ciężaru, fascynującego wykorzystania motywów. Cóż, nie ma się czemu dziwić, w końcu jest to tytuł wyjątkowy.

Sneak peek:
Nie zna swojego imienia, nie pamięta przeszłości, jest pustą skorupą otoczona pragnieniami, których zaspokojenia szuka w Krainie Czarów – miejscu niezwykłym, rządzonym przez Królową Kier, do którego drogę do tej pory wskazywał Biały Królik. Przed nim do Krainy Czarów przybyło osiemdziesiąt osiem dziewcząt, z których żadna nie spełniła swojego zadania, jakim było zostanie „Alicją”, żadna nie zdołała zabić tego, który je tam sprowadził. Teraz to w rękach bezimiennego chłopca, który nie mając lepszej alternatywy przyjął imię Alicji, spoczywa broń mogąca uśmiercić Białego Królika. To jego cel, tylko w ten sposób może zaspokoić targające nim pragnienia. Jeśli zdoła dopasować się do tego dziwnego, pokrętnego świata, jeśli wykorzysta ludzi mających ułatwić mu drogę do punktu docelowego, będzie w stanie uzyskać swoje własne miejsce na ziemi, stanie się kimś konkretnym, naprawdę zyska imię. Niestety droga do celu jest wyboista i długa, zaś on jest już osiemdziesiątą dziewiątą Alicją. Czy może liczyć na to, że to właśnie jemu powiedzie się to, co nie udało się nikomu innemu?

Alicja w Krainie Czarów:
Któż z nas nie słyszał o Alicji w Krainie Czarów Carrolla Lewisa – niedługiej historii dziewczynki, która w pogoni za Białym Królikiem trafia w miejsce groteskowe, niezrozumiałe, rządzące się swoimi prawami? Nie oszukujmy się, to klasyk, którym karmi się niemal każda dziedzina sztuki – nie ważne, czy nam się to podoba, czy nie. Nawet na naszym rynku mangowym możemy znaleźć inny tytuł, który również przywołuje motyw Alicji, chociaż bez wątpienia Are you Alice? ma w tej kwestii więcej do powiedzenia. Jeśli mam być szczera, po przeczytaniu pierwszego tomu porównałabym tę historię do bardzo popularnych współcześnie alternatywnych wersji klasycznych pierwowzorów, z którymi możemy spotkać się chociażby w przypadku baśni. Jednocześnie manga wydaje się być jednak przyszłością powieści, ciągiem dalszym, tym, co następuje po „żyli długo i szczęśliwie”. Niemniej, jest jeszcze za wcześnie by ocenić, z którą wersją tak naprawdę mamy tu do czynienia.


Motyw gry:
Kiedy zabieramy się za czytanie Are you Alice?pierwszym, co przychodzi nam do głowy jest obecny w historii motyw gry, w której panują ścisłe, z góry ustalone zasady. Bez względu na to, ile razy by się w nią nie grało, reguły pozostają niezmienne. Tym samym, przedstawiona w mandze historia przypomina mi grę w szachy, gdzie każda figura ma swoje własne zasady poruszania się, zaś gracze, a wraz z nimi poszczególne pionki, muszą się do nich dostosowywać. Nie ważne kto siedzi po jednej czy drugiej stronie szachownicy, ponieważ żadna z tych osób nie ma tak naprawdę żadnej wolnej woli. Możliwości ruchu po czarnych i białych polach są ograniczone przez zasady niezależne od graczy. Niemniej jednak, w Are you Alice? do szachownicy zasiada laik, ktoś kto po prostu musi się mylić i łamać zasady nawet nieświadomie. Pytanie, ile czasu zajmie mu spamiętanie reguł, zastosowanie się do nich i czy w ogóle do tego dojdzie. Prawdę mówiąc, równie dobrze możemy na miejscu szachów postawić karty do gry, które byłyby elementem dodatkowo łączącym mangę z powieścią Carrolla Lewisa. As bije króla, król bije damę, dama bije waleta i tak dalej – tyle, że w tej historii „bije” oznacza „zabija”.

Poszukiwania i pragnienia:
Jednym z istotnych elementów tworzących psychologiczne zaplecze mangi jest poszukiwanie po omacku tego, co utracone oraz niezwykle silna, niemal szaleńcza potrzeba odnalezienia niezidentyfikowanej do końca zguby. Czego tak naprawdę poszukuje w Krainie Czarów nasz główny bohater? Imienia, przeszłości, swojego miejsce na ziemi, celu istnienia? Świeżo upieczona Alicja najwyraźniej pragnie tego wszystkiego, ale możemy mieć wrażenie, że jest coś jeszcze, coś przemilczanego, ukrytego w niesłyszalnym szepcie. Zresztą, poszukiwanie i pragnienie odnalezienia pojawia się także w przypadku innych bohaterów, a przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Przykładem może być Biały Królik, który z jakiegoś powodu sam sprowadza i nazywa kolejne nowe Alicje, który sam ustalił niedorzeczny sposób, w jaki kandydatka na Alicję może rzeczywiście się nią stać. Co się zaś tyczy Księżnej oraz Kota z Cheshire, oboje są w pewny stopniu niepełni, wybrakowani z powodu swoich ról, jakie odgrywają w Krainie Czarów. W ich słowach i zachowaniu wyczuwamy tęsknotę za tym, czego pragną, a co jest dla nich niedostępne. Wyobraźcie sobie ten psychologiczny ciężar płynący z ich bezsilności... To robi wrażenie.

Nigdy nie patrz w tył:
Wyjątkowy klimat mangi podkreśla także obecność Żali i ich pochodzenie, które bez wątpienia wielu czytelnikom skojarzy się ze starą i niezwykle popularną teorią na temat pozostających na ziemi dusz zmarłych. Warto jednak dodać, iż w Are you Alice? do tego motywu dołączono inny, antyczny. Pamiętacie Orfeusza, który zszedł do Hadesu by odzyskać ukochaną? Spojrzenie za siebie oznaczało w jego przypadku utratę szansy na przywrócenie żony do świata żywych, było więc niejako źródłem nieszczęścia. Odłóżmy jednak na bok podobne szczegóły. W omawianej przeze mnie mandze oglądanie się za siebie jest jednoznaczne z patrzeniem w przeszłość, z wyrażaniem żalu po tym, co było, z rozpamiętywaniem, a wszystko to zostało w Krainie Czarów zakazane. Mieszkańcy muszą więc żyć chwilą i patrzeć tylko do przodu, ponieważ łamanie zasad mogą przypłacić życiem. Świat idealny dla kogoś, kto chce zapomnieć o przeszłości, ale co z osobą, która tak jak nasza Alicja nie pamięta, co działo się z nią wcześniej?

Plakat dołączony do polskiej przedpłaty/prenumeraty

Siła imienia:
Kolejna sprawa. Jak myślicie, jak wielka moc drzemie w imieniu? Myślę, że odpowiedzi na to pytanie może być nieskończenie wiele, jako że motyw imienia, zaczerpnięty niewątpliwie z folkloru, jest niezwykle popularny w literaturze i z niej sięga swoimi mackami na inne dziedziny sztuki. Jak zauważamy w pierwszym tomie Are you Alice?, dotarł także tutaj i bez wątpienia sprawił, że manga ta stała się dzięki niemu jeszcze bardziej psychologicznie napiętnowana. Chodzi tu bowiem o imię, które pozwala na działanie i w pewnym stopniu tworzy człowieka. Jeśli weźmiemy pod uwagę Alicję, imię to wiąże się silnie z chęcią bycia kimś innym, kimś z góry ukształtowanym przez zasady panujące w Krainie Czarów, ponieważ bycie Alicją nie oznacza tak naprawdę bycia sobą. Zresztą, podobnie mają się sprawy z innymi bohaterami, którzy również są tworzeni przez swoje imiona, one zaś dopasowują im role odgrywane w tym niezwykłym świecie. Uważam, że to fascynujące, ponieważ nasz bohater nie jest kimś całkiem świadomym tego, że powinien być marionetką, za której sznurki pociąga ktoś inny, jeszcze nam nieznany. Nasza Alicja jak na razie posiada więc wolną wolę, zadaje pytania, pragnie zrozumieć. Czy w miarę jak przyjdzie jej spędzać czas w Krainie Czarów zatraci swoją oryginalność i podporządkuje się regułom? Przekonamy się w kolejnych tomach, na które nie mogę się doczekać!

"Kolorowe kredki...":
Jak zwykle na koniec recenzji wypada skupić się na szacie graficznej, co w przypadku Are you Alice? nie jest żadnym wyzwaniem, jako że Ikumi Katagiri może pochwalić się bardzo delikatną, cienką kreską, którą kreśli urodziwych bohaterów. W tym miejscu należy przyznać, że w pierwszym tomie przeważa liczba mężczyzn, jednakże znajdą się tutaj również nieśmiało pojawiające się postaci kobiet, dziwolągów oraz dzieci. Stroje i tła kadrów odznaczają się odpowiednio dobraną szczegółowością, która nie przytłacza czytelnika, a wraz z przeważającą, chociaż nie dominującą, bielą, wpływa na przejrzystość kreski. Co się zaś tyczy obwoluty, o której moim zdaniem należy wspomnieć, nosi ona znamiona anime. Te żywe kolory i staranność wykonania ilustracji naprawdę przykuwają wzrok, chociaż wydają się wskazywać, iż mamy do czynienia z historią lżejszą niż w rzeczywistości. Nie zamieniłabym jednak obwoluty pierwszego tomu na żadną inną, jako że pieści ona moje spojrzenie ilekroć na nią padnie.

Tak więc:
Podsumowując, uważam Are you Alice? za tytuł naprawdę wart zainteresowania, ponieważ jego prawdziwej wartości nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero wczytując się w treść, która okazuje się mroczniejsza niż początkowo przypuszczaliśmy, zaczynamy pojmować powoli geniusz przedstawionego tutaj świata, który z powieściowej klasyki stworzył psychologiczne szachy. Wierzcie mi, nie ważne czy lubicie Alicję w Krainie Czarów, czy nie, ponieważ Are you Alice? znajduje się ponad tym. Powieść Carrolla Lewisa to tylko forma, której użyto dla nadania kształtu historii niezwykle kuszącej i zapowiadającej się znakomicie.