Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajemnica. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tajemnica. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 sierpnia 2015

News: Nemureru Tsuki nowością Kotori!

Drugim ogłoszonym dzisiaj tytułem Kotori jest:

Nemureru Tsuki
Autor: Kano Miyamoto
Gatunek/tematyka: shounen-ai, tajemnica, historyczne, dramat, supernatural
Ilość tomów: 2 (zakończona)
Szczegóły wydania: format 130x182 mm, okładka ze skrzydełkami
 Cena: 22,90 zł
Premiera pierwszego tomu: luty 2016
Tom drugi: ??

Opis: Akihiko odwiedza rodzinny dom swego zmarłego ojca. Lecz to nie sentymenty motywują go do wyjazdu. Chłopak postanawia sprawdzić, czy klątwa ciążąca nad męską częścią jego rodziny jest prawdziwa. Jeśli tak – nie pozostało mu zbyt wiele życia.Już pierwszej nocy po przyjeździe śni o dziwnym mężczyźnie, a kiedy spotyka go naprawdę, ze zdumieniem odkrywa, że przeniósł się w czasie. Powrót do rzeczywistości jest równie zaskakujący. Każdy kolejny dzień przynosi nowe pytania bez odpowiedzi, a Akihiko czuje coraz większą presję, by odkryć rodzinną tajemnicę. Czy byty niematerialne, które zaczął widywać, świadczą o rozchwianiu jego psychiki, czy może są dowodem na to, że klątwa istnieje naprawdę?*




Przedpłata: czekamy



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

wtorek, 27 stycznia 2015

News: Mushishi nowością Hanami!

Na rynku mangowym wiele się dzieje ostatnimi czasy, a nowość goni nowość. Tym razem to wydawnictwo Hanami zdradziło nam swój kolejny tytuł, którym jest:

Mushishi
Autor: Urushibara Yuki

Gatunek/tematyka: fantasy, seinen, przygoda, tajemnica, supernatural
Ilość tomów: 10 (zakończona chociaż posiada side story)
Szczegóły wydania: format powiększony, kolorowe strony
 Cena: 34,90 zł
Premiera pierwszego tomu: kwiecień 2015
Kolejne tomy: ??


Opis: 
Ginko jest jedną z niewielu osób, które są w stanie dostrzec Mushi, istoty mogące się nam kojarzyć z youkai (stworzeniami wywodzącymi się z japońskiego folkloru), czyli ożywionymi istnieniami, które nie są jednak ani zwierzętami, ani roślinami, ani tym bardziej ludźmi. Nasz bohater podróżuje po kraju i stara się pomóc ludziom, których problemy spowodowane są właśnie przez Mushi.*





Przedpłata: ??


*Szybki, roboczy opis naskrobany przeze mnie

piątek, 16 stycznia 2015

News: Mahou Tsukai no Yome nowością Studia JG!

Pierwszą z trzech zapowiedzianych niedawno nowości Studia JG jest:

Mahou Tsukai no Yome
Autor: Kore Yamazaki


Gatunek/tematyka: romans, fantasy, supernatural, tajemnica
Ilość tomów: 2 (kontynuowana)
 Cena: 19,90 zł
Premiera pierwszego tomu: luty/marzec 2015
Kolejne tomy: w cyklu dwumiesięcznym


Opis: 
Hatori Chise ma dopiero szesnaście lat, ale przeszła w życiu naprawdę wiele. Jej matka umarła, a ojciec odszedł, gdy córka była jeszcze maleńka, przez co wcześnie została skazana na łaskę dalszej rodziny. Jej krewni nie mieli jednak specjalnej ochoty, aby się nią opiekować, bowiem zauważali w zachowaniu dziewczynki coś dziwnego - nie dość, że unikała towarzystwa innych, to jeszcze zdarzało jej się mówić do siebie... Pewnego dnia w życiu Hatori pojawia się jednak tajemniczy mag ze zwierzęcą, rogatą czaszką w miejscu głowy. Demoniczna postać dostrzega w dziewczynie unikalny talent i zabiera ją do swojej posesji, aby została uczennicą czarnoksiężnika.*




Przedpłata: *KLIK*





*Wszystkie informacje pochodzą ze strony oraz fb wydawnictwa.

czwartek, 25 grudnia 2014

Czerwona Nić Przeznaczenia - Nekono Anyo, QuinRose





Tytuł: Czerwona Nić Przeznaczenia
Podtytuł: Legenda o ośmiu Psach Satomi
Tytuł alternatywny: Futari no Akai Enishi Satomi Hakkenden Hachitama no Ki
Autor: Nekono Anyo (ilustracje), QuinRose (scenariusz)
Tom: 1 (całość)
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 168
Ocena: -5/6





Pamiętacie Makbeta i jego trzy wiedźmy? Perseusza i trzy Graje? Poznajcie więc kolejną koszmarną trójcę, w której skład wchodzi pokrętna bestia Los, prawdziwa maszkara Przeznaczenie oraz ślepa, niema Przyszłość. Te trzy siły wiedzą, jak utrudnić człowiekowi życie, wywrócić świat do góry nogami, spleść nieszczęście ze szczęściem. Przekonajcie się, w jaki sposób zdołały wpłynąć na spokojną codzienność bohaterki „Czerwonej Nici Przeznaczenia” i innych, którym dobrały się do skóry. Przygoda już czeka. Wystarczy tylko wyjść jej naprzeciw.

Wychowywana „w męskim stroju” Shinano miała wszystko, czego tylko mogła potrzebować – przyjaciół, rodzinę, dach nad głową, prawdziwy dom. Niestety za jednym zamachem straciła wszystko, co było jej naprawdę drogie, a w zamian los ofiarował jej należący niegdyś do ojca magiczny miecz, perłę ze znakiem posłuszeństwa, znamię w kształcie piwonii oraz tułaczy tryb życia. Okazuje się jednak, że osób takich jak ona jest więcej, zaś razem tworzą grupę o nazwie Hakkenshi – Ośmiu Psich Wojowników. Każde z nich ma swój własny cel, swoje powinności, jednakże ich ścieżki bezustannie wiodą w podobnym kierunku, co sprawia, że odbywają wspólną podróż ku przeznaczeniu i wspierają się nawzajem. Co więcej, między Shinano a jednym z jej towarzyszy rozkwita uczucie, które sprawi dziewczynie niemało problemów, ponieważ magiczny miecz najwyraźniej ma w sobie coś z żywej istoty i zdecydowanie nie chce by jego właścicielka wdawała się w rozpraszające umysł i serce romanse. Czy młoda wojowniczka jest w stanie pozostać wierną drodze magicznego miecza, a jednocześnie być szczęśliwą, jak pragnął tego jej ojciec?

„Czerwona Nić Przeznaczenia” to niewielka, jednotomowa manga na podstawie gry, która naprawdę zasługuje na więcej, a więc na to by być serią. Jednym z powodów, dla których z przyjemnością widziałabym ten tytuł w większej liczbie części są stosunkowo liczni bohaterowie. Różnorodni, interesujący i nierzadko czarujący, niektórzy posiadają bogatą przeszłość i dążą do swoich indywidualnych celów. Krótko mówiąc, są naprawdę perfekcyjni. Z tego też powodu nieodżałowaną stratą jest dla mnie fakt, iż ich historie zostały w znacznym stopniu obcięte. Przeszłość niektórych z nich ograniczyła się do jednego zdania, jeszcze inni niestety jej nie posiadają. To samo tyczy się ich życiowych dążeń, które nie u każdego są jasno sprecyzowane. Nie oszukujmy się, nawet mangowa teraźniejszość nie traktuje ich jednakowo, gdyż jednych jest tu więcej, zaś innych jak na lekarstwo. Jest to niestety zrozumiałe, ponieważ w jednym tomie nie sposób zmieścić wszystkiego. Zresztą, nie zaprzeczę, że wielką sympatią darzę wszystkich pozytywnych bohaterów tej mangi, toteż nie narzekam na szczególne względy okazane głównej bohaterce, o której rzecz jasna wiemy najwięcej, oraz obiektowi jej romantycznych uczuć. Niemniej jednak, chciałabym aby równie szczegółowo potraktowano także inne postaci, które są tak ogromną zaletą „Czerwonej Nici Przeznaczenia”.

Poza bohaterami, na korzyść tego tytułu przemawia również sama historia, która niewątpliwie ma potencjał, ponieważ łączy w sobie elementy fantasy, w tym typowo azjatycką walkę za pomocą mnisich pieczęci, klasyczną i naznaczoną magią walkę na samurajskie miecze, popularną pośród japońskich legend zemstę, motyw grupy wybrańców i wątek romantyczny. Z powodzeniem możemy znaleźć tutaj także inne istotne elementy, które czynią fabułę mangi wartościową i interesującą, jak chociażby potrzebę chronienia przyjaciół czy pragnienie bliskości innej osoby. Wszystko to razem tworzy naprawdę ogrom możliwości i tematów, na które można położyć nacisk. Przyznaję, że należę do osób, które po prostu uwielbiają historie takie jak ta przedstawiona w „Czerwonej Nici Przeznaczenia” i dlatego nie mogę przeboleć tego, że mamy do czynienia z jednotomówką. Tyle do przedstawienia, a tak mało miejsca! No właśnie…


Kiedy ma się do zagospodarowania tylko 163 strony tomikowej historii, na pewno nie łatwo podjąć decyzję, co należy w niej umieścić, a co trzeba sobie podarować. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak trudne musiało to być w przypadku „Czerwonej Nici Przeznaczenia”, gdzie na uwagę zasługuje każdy szczegół. Niemniej jednak, wyboru dokonano, dzięki czemu w mandze przedstawiono gwałtowny, burzliwy feudalny świat, drogę ku zemście i przeznaczeniu oraz całkiem przyjemny romans. To właśnie ten ostatni z wymienionych przeze mnie elementów stanowi najbardziej rozwinięty wątek tomiku, ponieważ to wokół niego budowane jest wnętrze i psychika dwójki najważniejszych bohaterów. Zresztą, uczucie niemiłosiernie komplikuje życie Shinano, ponieważ dzieli jej świat na dwie części, z których obie mają być spełnieniem woli zmarłego ojca. Miłość okazuje się więc jednocześnie niezbędna i niepożądana, co wpływa na przedstawienie wewnętrznych dylematów bohaterki i zmusza ją do podejmowania niełatwych decyzji. Ot, temat rzeka zamknięty do spółki z innymi w zgrabnym, przyjemnym i wartym przeczytania tomie.

Co się zaś tyczy kreski, naprawdę może się podobać. Jest staranna i niezwykle miła dla oka, najważniejsze proporcje ludzkich postaci pozostają w pełni zachowane, zaś ich całokształt wpływa na atmosferę romansu z ładnymi dziewczętami i przystojnymi mężczyznami. Niemniej jednak, należy podkreślić, iż przedstawione w mandze sceny walki cechuje dynamizm i przejrzystość. Kolorystycznie w tomiku przeważa szarość i biel, co wpływa na klimat przedstawionej historii, w której między tematem romansu i humorem przetacza się powaga oraz dramat walki, zemsty i wewnętrznych rozterek. Można więc z powodzeniem powiedzieć, że kreska „Czerwonej Nici Przeznaczenia” jest emanacją tego, co znajdziemy wczytując się w tomik.

Mając na uwadze powyższe, zaliczam ten tytuł do mang wartych uwagi i bardzo przyjemnych, chociaż stanowczo zbyt krótkich. Podejrzewam, że pozycja podejdzie bardziej dziewczętom, ze względu na dominujący wątek romantyczny oraz kreskę, jednakże nie ma co zaciekle kręcić nosem, gdyż sceny walki i akcja stawiają „Czerwoną Nić Przeznaczenia” ponad zwykłym romansem. Przyznaję całkiem szczerze, że mi ta jednotomówka się podobała i jeśli tylko będę miała okazję, na pewno rzucę okiem również na odpowiadającą jej grę produkcji QuinRose.




czwartek, 18 grudnia 2014

Are you Alice? tom 1 - Ai Ninomiya, Ikumi Katagiri





Tytuł: Are you Alice?
Autor: Ai Ninomiya (scenariusz), Ikumi Katagiri (ilustracje)
Tom: 1
Wszystkich tomów: 11
Stan aktualny (JP): seria otwarta
Wydawnictwo: Waneko
Liczba stron: 194
Ocena: 5+/6






Jak to się zaczęło:
Zanim Wydawnictwo Waneko ogłosiło Are you Alice? swoją nadchodzącą nowością, ktoś wspomniał już o tym tytule w komentarzu, co skłoniło mnie do rozpoczęcia małego dochodzenia i rozeznania się w sytuacji. Przyznam, że zafascynowanie tą pozycją przyszło bardzo szybko i momentalnie zdecydowałam się na wejście do Krainy Czarów stworzonej przez Ai Ninomiyę i zilustrowanej przez Ikumi Katagiri. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, w co się pakuję i chyba nawet teraz nie jestem tego do końca świadoma, ponieważ Are you Alice? kryje wiele tajemnic, psychologicznego ciężaru, fascynującego wykorzystania motywów. Cóż, nie ma się czemu dziwić, w końcu jest to tytuł wyjątkowy.

Sneak peek:
Nie zna swojego imienia, nie pamięta przeszłości, jest pustą skorupą otoczona pragnieniami, których zaspokojenia szuka w Krainie Czarów – miejscu niezwykłym, rządzonym przez Królową Kier, do którego drogę do tej pory wskazywał Biały Królik. Przed nim do Krainy Czarów przybyło osiemdziesiąt osiem dziewcząt, z których żadna nie spełniła swojego zadania, jakim było zostanie „Alicją”, żadna nie zdołała zabić tego, który je tam sprowadził. Teraz to w rękach bezimiennego chłopca, który nie mając lepszej alternatywy przyjął imię Alicji, spoczywa broń mogąca uśmiercić Białego Królika. To jego cel, tylko w ten sposób może zaspokoić targające nim pragnienia. Jeśli zdoła dopasować się do tego dziwnego, pokrętnego świata, jeśli wykorzysta ludzi mających ułatwić mu drogę do punktu docelowego, będzie w stanie uzyskać swoje własne miejsce na ziemi, stanie się kimś konkretnym, naprawdę zyska imię. Niestety droga do celu jest wyboista i długa, zaś on jest już osiemdziesiątą dziewiątą Alicją. Czy może liczyć na to, że to właśnie jemu powiedzie się to, co nie udało się nikomu innemu?

Alicja w Krainie Czarów:
Któż z nas nie słyszał o Alicji w Krainie Czarów Carrolla Lewisa – niedługiej historii dziewczynki, która w pogoni za Białym Królikiem trafia w miejsce groteskowe, niezrozumiałe, rządzące się swoimi prawami? Nie oszukujmy się, to klasyk, którym karmi się niemal każda dziedzina sztuki – nie ważne, czy nam się to podoba, czy nie. Nawet na naszym rynku mangowym możemy znaleźć inny tytuł, który również przywołuje motyw Alicji, chociaż bez wątpienia Are you Alice? ma w tej kwestii więcej do powiedzenia. Jeśli mam być szczera, po przeczytaniu pierwszego tomu porównałabym tę historię do bardzo popularnych współcześnie alternatywnych wersji klasycznych pierwowzorów, z którymi możemy spotkać się chociażby w przypadku baśni. Jednocześnie manga wydaje się być jednak przyszłością powieści, ciągiem dalszym, tym, co następuje po „żyli długo i szczęśliwie”. Niemniej, jest jeszcze za wcześnie by ocenić, z którą wersją tak naprawdę mamy tu do czynienia.


Motyw gry:
Kiedy zabieramy się za czytanie Are you Alice?pierwszym, co przychodzi nam do głowy jest obecny w historii motyw gry, w której panują ścisłe, z góry ustalone zasady. Bez względu na to, ile razy by się w nią nie grało, reguły pozostają niezmienne. Tym samym, przedstawiona w mandze historia przypomina mi grę w szachy, gdzie każda figura ma swoje własne zasady poruszania się, zaś gracze, a wraz z nimi poszczególne pionki, muszą się do nich dostosowywać. Nie ważne kto siedzi po jednej czy drugiej stronie szachownicy, ponieważ żadna z tych osób nie ma tak naprawdę żadnej wolnej woli. Możliwości ruchu po czarnych i białych polach są ograniczone przez zasady niezależne od graczy. Niemniej jednak, w Are you Alice? do szachownicy zasiada laik, ktoś kto po prostu musi się mylić i łamać zasady nawet nieświadomie. Pytanie, ile czasu zajmie mu spamiętanie reguł, zastosowanie się do nich i czy w ogóle do tego dojdzie. Prawdę mówiąc, równie dobrze możemy na miejscu szachów postawić karty do gry, które byłyby elementem dodatkowo łączącym mangę z powieścią Carrolla Lewisa. As bije króla, król bije damę, dama bije waleta i tak dalej – tyle, że w tej historii „bije” oznacza „zabija”.

Poszukiwania i pragnienia:
Jednym z istotnych elementów tworzących psychologiczne zaplecze mangi jest poszukiwanie po omacku tego, co utracone oraz niezwykle silna, niemal szaleńcza potrzeba odnalezienia niezidentyfikowanej do końca zguby. Czego tak naprawdę poszukuje w Krainie Czarów nasz główny bohater? Imienia, przeszłości, swojego miejsce na ziemi, celu istnienia? Świeżo upieczona Alicja najwyraźniej pragnie tego wszystkiego, ale możemy mieć wrażenie, że jest coś jeszcze, coś przemilczanego, ukrytego w niesłyszalnym szepcie. Zresztą, poszukiwanie i pragnienie odnalezienia pojawia się także w przypadku innych bohaterów, a przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Przykładem może być Biały Królik, który z jakiegoś powodu sam sprowadza i nazywa kolejne nowe Alicje, który sam ustalił niedorzeczny sposób, w jaki kandydatka na Alicję może rzeczywiście się nią stać. Co się zaś tyczy Księżnej oraz Kota z Cheshire, oboje są w pewny stopniu niepełni, wybrakowani z powodu swoich ról, jakie odgrywają w Krainie Czarów. W ich słowach i zachowaniu wyczuwamy tęsknotę za tym, czego pragną, a co jest dla nich niedostępne. Wyobraźcie sobie ten psychologiczny ciężar płynący z ich bezsilności... To robi wrażenie.

Nigdy nie patrz w tył:
Wyjątkowy klimat mangi podkreśla także obecność Żali i ich pochodzenie, które bez wątpienia wielu czytelnikom skojarzy się ze starą i niezwykle popularną teorią na temat pozostających na ziemi dusz zmarłych. Warto jednak dodać, iż w Are you Alice? do tego motywu dołączono inny, antyczny. Pamiętacie Orfeusza, który zszedł do Hadesu by odzyskać ukochaną? Spojrzenie za siebie oznaczało w jego przypadku utratę szansy na przywrócenie żony do świata żywych, było więc niejako źródłem nieszczęścia. Odłóżmy jednak na bok podobne szczegóły. W omawianej przeze mnie mandze oglądanie się za siebie jest jednoznaczne z patrzeniem w przeszłość, z wyrażaniem żalu po tym, co było, z rozpamiętywaniem, a wszystko to zostało w Krainie Czarów zakazane. Mieszkańcy muszą więc żyć chwilą i patrzeć tylko do przodu, ponieważ łamanie zasad mogą przypłacić życiem. Świat idealny dla kogoś, kto chce zapomnieć o przeszłości, ale co z osobą, która tak jak nasza Alicja nie pamięta, co działo się z nią wcześniej?

Plakat dołączony do polskiej przedpłaty/prenumeraty

Siła imienia:
Kolejna sprawa. Jak myślicie, jak wielka moc drzemie w imieniu? Myślę, że odpowiedzi na to pytanie może być nieskończenie wiele, jako że motyw imienia, zaczerpnięty niewątpliwie z folkloru, jest niezwykle popularny w literaturze i z niej sięga swoimi mackami na inne dziedziny sztuki. Jak zauważamy w pierwszym tomie Are you Alice?, dotarł także tutaj i bez wątpienia sprawił, że manga ta stała się dzięki niemu jeszcze bardziej psychologicznie napiętnowana. Chodzi tu bowiem o imię, które pozwala na działanie i w pewnym stopniu tworzy człowieka. Jeśli weźmiemy pod uwagę Alicję, imię to wiąże się silnie z chęcią bycia kimś innym, kimś z góry ukształtowanym przez zasady panujące w Krainie Czarów, ponieważ bycie Alicją nie oznacza tak naprawdę bycia sobą. Zresztą, podobnie mają się sprawy z innymi bohaterami, którzy również są tworzeni przez swoje imiona, one zaś dopasowują im role odgrywane w tym niezwykłym świecie. Uważam, że to fascynujące, ponieważ nasz bohater nie jest kimś całkiem świadomym tego, że powinien być marionetką, za której sznurki pociąga ktoś inny, jeszcze nam nieznany. Nasza Alicja jak na razie posiada więc wolną wolę, zadaje pytania, pragnie zrozumieć. Czy w miarę jak przyjdzie jej spędzać czas w Krainie Czarów zatraci swoją oryginalność i podporządkuje się regułom? Przekonamy się w kolejnych tomach, na które nie mogę się doczekać!

"Kolorowe kredki...":
Jak zwykle na koniec recenzji wypada skupić się na szacie graficznej, co w przypadku Are you Alice? nie jest żadnym wyzwaniem, jako że Ikumi Katagiri może pochwalić się bardzo delikatną, cienką kreską, którą kreśli urodziwych bohaterów. W tym miejscu należy przyznać, że w pierwszym tomie przeważa liczba mężczyzn, jednakże znajdą się tutaj również nieśmiało pojawiające się postaci kobiet, dziwolągów oraz dzieci. Stroje i tła kadrów odznaczają się odpowiednio dobraną szczegółowością, która nie przytłacza czytelnika, a wraz z przeważającą, chociaż nie dominującą, bielą, wpływa na przejrzystość kreski. Co się zaś tyczy obwoluty, o której moim zdaniem należy wspomnieć, nosi ona znamiona anime. Te żywe kolory i staranność wykonania ilustracji naprawdę przykuwają wzrok, chociaż wydają się wskazywać, iż mamy do czynienia z historią lżejszą niż w rzeczywistości. Nie zamieniłabym jednak obwoluty pierwszego tomu na żadną inną, jako że pieści ona moje spojrzenie ilekroć na nią padnie.

Tak więc:
Podsumowując, uważam Are you Alice? za tytuł naprawdę wart zainteresowania, ponieważ jego prawdziwej wartości nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero wczytując się w treść, która okazuje się mroczniejsza niż początkowo przypuszczaliśmy, zaczynamy pojmować powoli geniusz przedstawionego tutaj świata, który z powieściowej klasyki stworzył psychologiczne szachy. Wierzcie mi, nie ważne czy lubicie Alicję w Krainie Czarów, czy nie, ponieważ Are you Alice? znajduje się ponad tym. Powieść Carrolla Lewisa to tylko forma, której użyto dla nadania kształtu historii niezwykle kuszącej i zapowiadającej się znakomicie.





środa, 15 października 2014

Przekleństwo siedemnastej wiosny tom 2 - Ono Fuyumi, Yamamoto Kotetsuko




Tytuł: Przekleństwo siedemnastej wiosny
Tom: 2 (ostatni)
Autor: Ono Fuyumi (scenariusz), Yamamoto Kotetsuko (rysunki)
Tytuł oryginalny: Sugiru Juunana no Haru
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 224
Ocena: 6/6








Po miesiącach niecierpliwego wyczekiwania, mamy w końcu okazję zatracić się w lekturze drugiego i zarazem ostatniego tomu „Przekleństwa siedemnastej wiosny” – mangi, która rozkochała w sobie tych, którzy po nią sięgnęli i wzbudziła niepokój u osób obawiających się jej treści. A wszystko to dlatego, że jak na złość nie stosujemy się do powszechnie znanej i uznawanej mądrości, którą powtarza się niemal do znudzenia: „Nie oceniaj książki po okładce”. „Przekleństwo…” odczuło to dotkliwie i naprawdę niezasłużenie, a to „z winy” ślicznej obwoluty przedstawiającej dwóch nastoletnich chłopców. To, co może Wam wydać się jasnym podtekstem, w rzeczywistości kryje w sobie tajemnicę, którą możecie odkryć właśnie w tym tomie.

Naoki naprawdę ma o czym myśleć, jako że właśnie odkrył pewną wspólną cechę przedwczesnych zgonów jakie miały miejsce w jego rodzinie. Okazuje się, że najstarsi synowie rodu Sugata ginęli w wieku siedemnastu lat, a wraz z nimi ich matki. Nastolatek usilnie próbuje poskładać w całość wszystkie elementy układanki, mając nadzieję, że tym samym będzie w stanie pomóc kuzynowi, który nadal pozostaje niedostępny i chłodny dla bliskich. Okazuje się, że także wuj chłopców zachowywał się podobnie, co zakończyło się tragedią. Czy w przypadku Takashiego było tak samo i chłopak może mieć na sumieniu śmierć matki? Naoki coraz głębiej wnika w rodową tajemnicę i zaczyna nieśmiało dochodzić do prawdy. Tymczasem sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy pod jego domem pojawia się kobieta utrzymująca, że jest jego prawdziwą matką.


W moim rankingu wydanych w naszym kraju horrorów, „Przekleństwo siedemnastej wiosny” nie na darmo znajduje się na samym szczycie. Tytuł ten zajmuje to honorowe, choć odosobnione miejsce niepokonanego lidera za sprawą sposobu, w jaki autorki budują napięcie. Mamy tu wprawdzie do czynienia z wątkiem paranormalnym, ale same „straszydła” to za mało by stworzyć dobry horror. Odpowiedzialna za scenariusz Ono Fuyumi oraz rysowniczka Yamamoto Kotetsuko wspólnie tworzą historię, w której niezwykle istotną rolę odgrywają kierujące bohaterami oraz samym czytelnikiem emocje, a także zaplecze psychologiczne. Jesteśmy przecież świadkami tego, jak Naoki usilnie próbuje dojść do prawdy, zmagając się z masą pytań i niewieloma odpowiedziami, a następnie traci wszystko stopniowo, ale stosunkowo szybko. Myślę, że możemy nazwać to paranormalnym praniem mózgu, które naciska na jego zdrowy rozsądek, powoduje całkowite zagubienie, osamotnienie, niemoc i w konsekwencji, pewnego rodzaju przerażenie. Czytelnik, patrzący na wszystko to z zewnątrz, widzi na własne oczy, jak siła i zdecydowanie chłopaka ustępują miejsca szaleństwu oraz mocy, z którą nie sposób walczyć. Wystarcza jeden ludzki odruch, bo przecież nikt nie jest postawiony w stan gotowości 24/7, i wszystko się zmienia, sens się zaciera, kłamstwa rosną w siłę, a nam serce przyspiesza bicie.


Adrenalinę podnosi także naprawdę fantastyczna scena, w której Naoki bezgłośnie prosi o pomoc, o powstrzymanie go przed zrobieniem czegoś szalonego. To naprawdę poruszające i głębokie, jako że chłopak nie ma pojęcia, czy postępuje słusznie, obawia się samego siebie, swoich czynów, chce by ktoś zdjął z niego to brzemię. Ten fragment naprawdę mnie poruszył, ponieważ w wyjątkowy sposób podkreśla samotność chłopaka w całym tym zamieszaniu. Chociaż nie jest jedynym, który wie o powtarzających się w każdym pokoleniu zgonach, to jednak tylko on jeden podjął się walki ze skutkami tego stanu rzeczy, badania faktów, desperackiej próby odzyskania kuzyna takim, jakim był dawniej. Wszyscy inni wydają się stać na uboczu, czekać na koniec, biernie akceptować tragedię. To naprawdę robi wrażenie.

Wyjątkowego, mrocznego czaru nie można odmówić także próbom ostatecznego zapobiegnięcia nieszczęściu, które dotyka ród Sugatów. W mandze pojawiają się dwie drogi i choć obie wybierane po omacku, to jednak diametralnie od siebie różne. Z jednej strony widzimy rozwiązanie, które można uznać za najprostsze, a które wynika z niewiedzy i miłości – samobójstwo. Ile matek zgodziłoby się na tak odważny, ale i ostateczny krok w trosce o dziecko? Ile uznałoby, że śmierć naprawdę rozwiąże problem? Podejrzewam, że wiele. Tymczasem druga z dróg naznaczona zostaje przez znajomość najistotniejszych faktów i choć opiera się na ryzyku, jest bezpośrednią odpowiedzią na powody zaistniałej sytuacji. Niemniej jednak, także tym razem istotne znaczenie odgrywają uczucia i to właśnie one są esencją „Przekleństwa siedemnastej wiosny”. To one wszystko zapoczątkowały przed laty i to one powinny wszystko zakończyć. Ale czy tak się stanie?


Na koniec, powrócę jeszcze do tematu obwolut, jako że w pewnym stopniu obrazują one relacje między dwójką głównych bohaterów. Zwróćcie uwagę na pozycję, w jakiej Naoki i Takashi zostali przedstawieni na pierwszym tomie. Kuzyni są odwróceni do siebie tyłem i jeśli weźmiemy pod uwagę treść tomiku, może to symbolizować odcięcie się od świata i bliskich. Inaczej ma się jednak sprawa z częścią drugą, która prezentuje współpracę i równość poprzez postawienie znanej nam już dwójki nastolatków niemal ramię w ramię. Muszę przyznać, że motyw przyjacielskich relacji między kuzynostwem dotarł do mnie z całą swoją mocą, gdyż sama mam kuzynkę z tego samego rocznika, która jest mi bardzo bliska i mogłaby z powodzeniem zyskać miano przyjaciółki. Nie dziwię się więc Naokiemu, że z taką wytrwałością i zaangażowaniem szuka sposobu na przywrócenie Takashiemu dawnej świetności, gdyż sama zrobiłabym na jego miejscu to samo. Nie myślcie jednak, że właśnie poznaliście całą tajemnicę obwolut „Przekleństwa siedemnastej wiosny”. O nie, do najlepszego musicie dokopać się sami.

O czym więc tak naprawdę jest ten dwutomowy horror? Przede wszystkim o przerażającej sile – o sile matczynych uczuć i rodzinnych więzi, sile nienawiści, strachu zmuszającego do chowania głowy w piasek, a także o niezmordowanym dążeniu do przeciwstawienia się wiszącej nad głową klątwie. „Przekleństwo siedemnastej wiosny” to nie tytuł stworzony na potrzeby szukających mocnych wrażeń czytelników, którzy lubują się w skrajnościach, ale manga inteligentna, poważna i bogata w uczucia. Najprościej mówiąc, idealna.



poniedziałek, 13 października 2014

Pet Shop of Horrors tom 4 - Akino Matsuri





Tytuł: Pet Shop of Horrors
Autor: Akino Matsuri
Tom: 4
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 210
Ocena: 6/6





„Pet Shop of Horrors” już od pierwszego tomu był prawdziwym ideałem, którego brakowało na naszym rynku. Zaliczany do mangowej klasyki, okazał się idealnie odpowiadać na współczesne trendy, a co za tym idzie, zaczął rozpieszczać nasze zmysły i okazał się balsamem na spragnione podobnych tytułów serca. Nic więc dziwnego, że czwarty tom tej serii stanowi solidną dawkę tego co najlepsze, czyli nieodmiennie związanej z Hrabią D tajemnicy, uwielbianej przez wielu fantastyki, solidnego, prostego humoru oraz elementów kryminału, bo przecież mamy tu nie tylko podejrzliwego pana detektywa, ale także owiane tajemnicą zbrodnie. Tym samym, Akino Matsuri po raz kolejny zafundowała nam rozrywkę z najwyższej półki i przypomniała nam, za co tak bardzo kochamy tę mangę.

Kiedy ginie Jody McDowell, nudny szary mężczyzna zainteresowany komputerami i rybami, detektyw Orcot znowu wkracza do akcji. Chociaż policjant najchętniej by tego uniknął, jego drogi znowu prowadzą do sklepu zoologicznego Hrabiego D. Ktoś musi przecież zaopiekować się tropikalnymi rybkami denata, a i odrobina pomocy w śledztwie nie zaszkodzi, jako że ta sprawa to naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Koniec końców, ten detektyw zawsze narzeka, a później i tak sam wraca do sklepu zoologicznego w Chinatown, ilekroć nie ma nic ciekawszego do roboty. Zresztą, tajemniczy Hrabia D i nieugięty Orcot są wręcz na siebie skazani, toteż nic dziwnego, że mają okazję spotkać się również przy okazji kręcenia filmu fantasy, zaś kiedy po kraju grasuje wampir – morderca to właśnie Hrabia może stać się jego kolejną ofiarą. Ktoś musi więc mieć na niego oko, a któż nadaje się do tego lepiej niż sam detektyw Orcot?


Odrobinę wyżej wspomniałam o trendach, które znajdują swoje odzwierciedlenie w „Pet Shop of Horrors” i sądzę, że warto napisać o nich trochę więcej w kontekście tego tomu. Odnajdziemy tu bowiem przede wszystkim dwa motywy, które już od pewnego czasu zajmują szczególne miejsce zarówno w literaturze, jak i w filmie. Po pierwsze – konie. Nie trzeba rozumieć ich fenomenu by zauważyć, iż jeszcze do niedawna pojawiały się one w literaturze przeznaczonej dla młodych ludzi, a także w skierowanych do nich filmach. Przyznaję, zawsze mnie to interesowało, ale nigdy nie mogłam zrozumieć, co takiego mają w sobie te istoty, że ludzi tak bardzo do nich ciągnie. Akino Matsuri poświęciła temu zagadnieniu jeden z rozdziałów czwartego tomu i co ciekawe, przy tej okazji po raz pierwszy stworzyła postać, która zdołała oprzeć się magii sklepu zoologicznego Hrabiego D.

Drugim istotnym trendem, który współcześnie wywołał istną rewolucję, są wampiry. Bez wątpienia każdy z nas miał do czynienia z bardziej lub mniej ambitnymi tytułami poruszającymi ten temat, każdy jest w stanie wymienić jedną czy dwie powieści, w których pojawiają się krwiopijcy, a i nasz rynek mangi może pochwalić się wampirzymi seriami. Jest to więc motyw pod wieloma względami wiecznie żywy i tym razem znalazł swoje miejsce również w „Pet Shop of Horrors”, gdzie podkreśla wyjątkowość Hrabiego D i pogłębia jeszcze bardziej otaczające tę postać tajemnice. Warto zauważyć, że w tym jednym rozdziale autorka zdołała zamknąć między innymi komedię, dramat miłosny, sensację i kryminał, a wszystko w jak najlepszym stylu. Taką historią można się z powodzeniem rozkoszować, a jej finał sprawia, że znowu zastanawiamy się nad tym, kim jest nasz Hrabia D, jakie sekrety ukrywa przed światem, czego jeszcze możemy się o nim dowiedzieć.


Zresztą, nie tylko my zastanawiamy się nad tajemnicami tego wyjątkowego Azjaty. Detektyw Orcot również nie ustaje w podejrzeniach i węszy korzystając z każdej nadarzającej się okazji. Prawdę mówiąc, w tej części znajduje się prawdopodobnie bliżej prawdy niż kiedykolwiek wcześniej. Problem w tym, że kierując się wyłącznie czystym rozsądkiem realisty, nie dostrzega tego, co kryje się pod powłoką złudnej rzeczywistości. Co więcej, może się nawet wydawać, że Hrabia D w pewnym stopniu bawi się z niedowierzającym zmysłom i faktom detektywem. Podrzuca mu trop prowadzący do odkrycia fantastycznej prawdy, ale szybko zmienia jego tor myślenia dodając coś więcej, jakąś inną cząstkę, która pozwala na racjonalne wyjaśnienie zjawiska. Cóż, detektyw sam jest sobie winien, bo chociaż ma pod nosem pewne tropy i odpowiedzi, to bezustannie pozostaje ślepy i głuchy. I jak go nie kochać?



Na osobne miejsce w tej recenzji zasługują także rozdziały z cyklu „Detektyw i jego kwiat”, w których główną paranormalną rolę odgrywają właśnie kwiaty. Są to dwie części różniące się od siebie całkowicie, ponieważ druga przedstawia historię zbliżoną do tych „zoologicznych”, z jakimi mieliśmy do tej pory do czynienia, podczas gdy pierwsza… No właśnie. Co z nią? Przede wszystkim, ukazuje nam nowe oblicze relacji między detektywem i Hrabią D. Do tej pory, Orcot wydawał się być uciążliwym, ale zabawnym zwierzątkiem, jak butny pies – przybłęda, który przyczepił się do nieznajomego człowieka. W tym rozdziale wydaje się jednak awansować do rangi kogoś wartego pomocy, a w pewnym stopniu może nawet niewinnego. W końcu, w dotychczas wydanych tomach, interwencje Hrabiego wychodziły na dobre tylko tym „dobrym”. Ponadto, na końcu pierwszego rozdziału „Detektyw i jego kwiat” nasuwa się pytanie o umiejętności Hrabiego D. Czy potrafi przewidzieć przyszłość? Przyznam, że ta historia trochę mnie zaskoczyła i naprawdę przypadła mi do gustu. Jest bez dwóch zdań fantastyczna.

W ramach podsumowania kolejnego wspaniałego tomu serii, która już po pierwszej części wskoczyła na szczyt mojej listy ulubionych mang, pozwolę sobie porównać „Pet Shop of Horrors” do witamin, które w jednej tabletce mieszczą wszystko, co potrzebne organizmowi. Taka jest właśnie ta seria. Jeden tom jest kompletnym zestawem niezbędnych elementów tworzących idealną mangę, której czytanie sprawia prawdziwą, niezastąpioną rozkosz. Zachowajcie jednak ostrożność, jako że „Pet Shop of Horrors” silnie uzależnia.



wtorek, 30 września 2014

News: Futari no Akai Enishi nowością Wydawnictwa Taiga!

Wydawnictwo Taiga wzięło nas z zaskoczenia ogłaszając swoją najnowszą, listopadową zapowiedź. Oto i ona:

Futari no Akai Enishi Satomi Hakkenden Hachitama no Ki
Autor: QuinRose 




Gatunek/tematyka: przygoda, tajemnica, miłość
Ilość tomów: 1 (zakończona)
Szczegóły wydania: wydanie z obwolutą i kolorowymi stronami.
Tytuł będzie tłumaczony na j. polski.
 Cena: ??
Premiera tomu:  listopad 2014


Opis: Po śmierci ojca w ręce Shinamo trafia niezwykły, magiczny miecz. Musi go chronić za wszelką cenę. Ukrywając swą prawdziwą tożsamość, wyrusza w podróż z grupą ośmiu wojowników. Musi zdecydować, co jest dla niej ważniejsze - miecz Murasamemaru czy rodzące się uczucie do jednego z przyjaciół.*




Przedpłata: chwilowo brak


PRZYKŁADOWE STRONY: *KLIK*

*Wszelkie informacje pochodzą ze strony wydawnictwa

piątek, 12 września 2014

Karneval tom 1 - Touya Mikanagi





Tytuł: Karneval
Autor: Touya Mikanagi
Tom: 1
Wydawnictwo: Waneko
Liczba stron: 194
Ocena: 4+/6







Kącik Szczerości:
Kiedy Karneval dopiero miał pojawić się na naszym rynku, wydawał mi się nawet kuszący. Intensywne, żywe kolory wabiły, kreska była miła dla oka. A jednak nie zaryzykowałam, ponieważ zabrakło tej iskry. Z czystej ciekawości lub męczona wyrzutami sumienia, zaczęłam od anime, które wprawdzie mnie nie porwało, ale przybliżyło mi świat Karnevala i tym samy kuszenie rozpoczęło się na nowo. Ostatecznie uległam temu tytułowi na niedługo przed wydaniem 4 tomu i, jak widać, długo zwlekałam z recenzją. Dlatego koniec obijania się, czas wyłożyć kawę na ławę i oficjalnie wyrazić zdanie na temat tej mangi. Do dzieła!

Sneak peek:
Nai to dziwny dzieciak, który niewiele wie o życiu i, nie oszukujmy się, na pierwszy rzut oka wydaje się ociężały umysłowo. Nawet pakując się w kłopoty nie ma świadomości swojej opłakanej sytuacji. Jedyne czym się przejmuje to bransoleta należąca do Karoku, zaginionego przyjaciela, którego chłopak po omacku poszukuje. To właśnie podczas tych poszukiwań, Nai wpada w łapy Mine, kobiety potrafiącej zmienić się w potwora i najwyraźniej gustującej w młodym mięsku. Młodzian ma jednak niebywałe szczęście, jako że skórę ratuje mu Gareki, złodziejaszek, włamywacz, „łowca okazji”, który przypadkowo znalazł się we właściwym miejscu o właściwej porze. Wyczuwając szansę na zarobek, Gareki zgadza się wyprowadzić Naia z posiadłości Mine i na pewien czas połączyć swój los z losem uratowanego dzieciaka. Tak się jednak składa, że od tej pory będzie miał ręce pełne roboty, jako że nie łatwo jest opiekować się Naiem, a pech chce, że do tej dwuosobowej „wesołej gromadki” dołącza niespodziewanie Cyrk – Najwyższy Organ Obrony Państwa. Kłopoty po prostu wiszą w powietrzu!


„Dawno, dawno temu...”, czyli fabuła:
Przyznaję, że lekturze pierwszego tomu mangi Karnevalnie towarzyszą fajerwerki, przyspieszone bicie serca i radosne, podniecone piski, ale brak tych doznań wynagradza nam kilka ogromnych plusów, które już teraz można dostrzec w serii. Jednym z nich jest intryga, którą porównałabym do drzewa. Pniem są poszukiwania tajemniczego Karoku, o którym czytelnik nie wie niemal nic. Brzmi banalnie i jest banalne, ale w tym miejscu od całej historii odchodzą gałęzie, które zamieniają nudną belę drewna w coś bardziej interesującego. Albowiem każdy bohater pojawiający się u boku Naia ma do dodania swoją gałązkę, która sunie paralelnie z celem naszego niewinnego dzieciaka. Cyrk, jako organizacja, stara się pozbyć zagrożenia jakie stanowią nadludzie, każdy z jego członków ma swoje własne cele i tajemnice, zaś Gareki nie pozostaje pod tym względem gorszy. I to właśnie fakt wspólnej drogi, ale odmiennego przeznaczenia naprawdę podoba mi się w tej mandze.

„Było sobie życie”, czyli świat przedstawiony:
Kolejnym mocnym punktem Karnevalajest wyjątkowy świat, który tworzy mangaka. Z jednej strony mamy do czynienia z fantastyką, z drugiej pojawiają się tu pewne elementy steampunku czy science-fiction. Przyznaję, że nie potrafię obiektywnie ocenić, jak wiele różnych mieszanek znajdziemy w tej serii. Mamy tu przecież potwornych nadludzi, podniebne statki, zwyczajną kolej, wysokiej klasy technologię, prostotę i przeciętność zwykłych obywateli. Co więcej, sam pomysł połączenia cyrku i oddziałów strzegących państwa uważam za bardzo oryginalny i niezwykle ciekawy. Poza tym znajdzie się tu miejsce także dla organizacji przestępczej i wielkiego znaku zapytania, jakim jest sam Nai. A dodam, iż wszystko to mieści się w tym pierwszym tomie.


„Kubuś i przyjaciele”, czyli postaci:
Jak na mangę bez iskry, Karnevalma naprawdę sporo mocnych stron, a należy zwrócić uwagę także na dodatkowy element kreacji tego tytułu, czyli na bohaterów. Tak się składa, że Touya Mikanagi oferuje czytelnikowi naprawdę bogaty wachlarz charakterów, typów urody, poziomów inteligencji czy psychologicznych ciekawostek. Wyobraźcie sobie interakcję niewinnego, słodkiego dzieciaka, optymistycznego, zawsze głośnego „dużego dziecka”, poważnej, spokojnej dziewczyny, sadystycznego, ironicznego przełożonego oraz pesymistycznego, humorzastego materialisty. Trochę tego jest, prawda? A przecież ta różnorodność musi jakoś ze sobą współpracować. Postaci w Karnevalu są więc ruchem, gdyż bezustannie ścierają się ze sobą, wpływają na siebie, „ocierają się” cechami charakteru, podobieństwami i równicami. Ot, żyją.

„Kolorowe kredki w pudełeczku noszę”, czyli strona graficzna:
Prawdę powiedziawszy, przednia strona obwoluty pierwszego tomu Karneval jest raczej kolorystycznie spokojna i neutralna, co nie przyciąga spojrzenia niczym innym, jak tylko ładnym artem, który stwarza pozory lekko poruszonego. Zupełnie inaczej prezentuje się tył, który cechują fantastyczne, żywe, miejscami jarzeniowe kolory. Aż miło się patrzy! Także w środku czekają na nas te nasycone, wspaniałe barwy, które szybko ustępują miejsca mangowej „bieli i czerni”. W rzeczywistości, na pierwszy plan Karnevala wychodzi biel i szarość, które idealnie ze sobą współpracują. Czerń zostaje zepchnięta na dalszy plan, ale w dalszym ciągu odgrywa bardzo ważną rolę. Jeśli zaś chodzi o kreskę, jest staranna, szczegółowa w granicach rozsądku i całkiem ładna. Przystojni mężczyźni są przystojni, ładna kobieta jest rzeczywiście ładna, postaci nieistotne dla historii są zaś neutralne. „Potwornickich” taktownie pominę, jako że na nich wcale nie patrzę z przyjemnością, ale o to właśnie chodzi, kiedy tworzy się takich przyjemniaczków. Przyczepić nie można się więc do niczego, a jest co chwalić.




Mając na uwadze powyższe:
Karneval uważam za mangę obiecującą, która może rozwinąć skrzydła i zaiskrzyć, jako że ma ku temu wszelką sposobność. Już teraz obfituje w mocne strony, ale czegoś jej jeszcze brakuje i właśnie tego będę szukać w kolejnych tomach. Żałować mogę tylko tego, że nie dałam się jej skusić wcześniej ponieważ naprawdę warto było się z nią zapoznać.






czwartek, 7 sierpnia 2014

News: Are you Alice? nowością Waneko!

KARNAWAŁ NOWOŚCI WANEKO DZIEŃ CZWARTY:
Czwartą nowością Wydawnictwa Waneko okazuje się być:

Are you Alice?
Autorzy: Ninomiya Ai, Katagiri Ikumi




Gatunek/tematyka: shounen/shoujo, akcja, tajemnica, Alicja w Krainie Czarów, dramat
Ilość tomów: 10 (powstaje)
Szczegóły wydania: format standardowy, obwoluta
 Cena: 19,99 zł
Premiera 1 tomu: listopad 2014
Kolejne tomy: w cyklu dwumiesięcznym


Opis:
W Krainie Czarów każdy ma swoją rolę do wypełnienia i zadanie do wykonania, lecz w tej wersji znanej wszystkim powieści praktycznie nic nie jest takie jakim pamiętamy. Alicja jest mężczyzną i ma za zadanie zabić Białego Królika, Szalony Kapelusznik ma mu w tym pomóc, Królowa Kier sprawuje rządy twardej ręki nad całą krainą, zaś Kot z Chershire… Cóż, Kot jest Kotem i chodzi swoimi ścieżkami. Czy jesteście gotowi na wizytę w Krainie Czarów?*




Przedpłata: *KLIK*




*Opis oraz inne szczegółowe informacje pochodzą ze strony wydawnictwa

niedziela, 11 maja 2014

Monster tom 1 – Naoki Urasawa





Tytuł: Monster
Autor: Naoki Urasawa
Tom: 1
Wydawnictwo: Hanami
Liczba stron: 426
Ocena: 6/6





Półki uginają się pod ciężarem tytułów, które mają bawić, docierać do romantycznych serduszek, zabierać w niesamowitą, magiczną podróż, oferować wielką przygodę czy po prostu, zapewniać godną rozrywkę. Są jednak i takie, które posiadają głębię tak wyrazistą i wymowną, że zapierają dech w piersi. Tytuły pełne drzemiącego w ludziach mroku, ogromnego ciężaru życia, przerażającej prawdy o świecie. „Monster” to taka właśnie manga – inteligentna, prawdziwa, hipnotyzująca i ze wszech miar wyjątkowa. To dzieło, które przenika czytelnika na wskroś i zadomawia się na stałe w jego pamięci.

Kenzō Tenma jest młodym, obiecującym chirurgiem, który będąc trzecim synem japońskiego lekarza, przyjechał do Niemiec by tam piąć się po szczeblach kariery. Inteligentny, niezwykle utalentowany i ambitny, jest marionetką w rękach dyrektora szpitala, który wykorzystuje jego talent oraz badania by umacniać swoją pozycję, pozyskiwać fundusze, karmić swoją próżność. Sytuacja zmienia się jednak krok po kroku, kiedy Tenma zaczyna rozumieć, że obraca się w świecie, który wybiera między życiem osób ważniejszych, a tym należącym do zwykłych, szarych śmiertelników. Kroplą, która przepełnia czarę jest niezwykle skomplikowana operacja przeprowadzana na dziesięcioletnim chłopcu. W takiej sytuacji, młody Japończyk nie potrafi wypuścić ze swoich rąk życia dziecka. Sprzeciwia się dyrektorowi, co pociąga za sobą całą lawinę niemiłych konsekwencji. Tak się jednak składa, że za bolesnym upadkiem podąża niespodziewane wywyższenie, które w kilka lat później przemienia się w prawdziwy horror, kiedy na jaw wychodzi tajemnica chłopca uratowanego przez młodego lekarza. Pozornie niewinne dziecko okazało się mieć czarną duszę i ręce splamione krwią ludzi, których zabiło.


Pierwsza część dwutomowego wydania „Monster” to kopalnia poważnych, niesamowicie istotnych tematów, które przypominają topór wnikający głęboko w ludzie ciało. Z takiego starcia nie sposób wyjść bez szwanku, ono po prostu musi wywrzeć na nas wrażenie. I tak, Naoki Urasawa rozpoczyna swoją mangę od wyraźnie nakreślonego problemu etyki lekarskiej, która napotyka opór wielkich ambicji nie tylko osób młodych, ale i zdecydowanie starszych. Widzimy więc szeroki wachlarz możliwości jakie daje wysoka pozycja – wybór między życiem a śmiercią przeciętnego człowieka, manipulacja zachowaniami innych, wykorzystywanie cudzego talentu, przypisywanie sobie ich zasług i dzieł, pozyskiwanie pieniędzy, rozgłos. I nagle, kokon bezwzględności i bezduszności zaczyna pękać by uwolnił się z niego barwny motyl – piękny, ale delikatny. Może nawet zbyt delikatny by znaleźć swoje miejsce w świecie, gdzie hierarchia zawodowa jest rzeczą wyjątkowo niestabilną i zmienną. Jednego dnia człowiek pnie się w górę, następnego spada w dół ponieważ stanowi zagrożenie, nie przestrzega reguł gry. Wydaje się, że postępując słusznie i rycersko nigdzie się nie zajdzie, a jednak Kenzō Tenma wchodzi na ten niestabilny, stary most i podąża nim w stronę drugiego, lepszego brzegu.

Kolejnym ciosem tego niemal filozoficznego topora jest pytanie: kim właściwie jest człowiek, którego w danej chwili ratują lekarze? Ile tak naprawdę wiedzą o tej myślącej i świadomej górze wody, tłuszczu, mięśni i kości? Jaka jest jego przyszłość? W jaki sposób wpłynie na innych? Zadaniem medyka jest ratować życie niezależnie od tego, do kogo należy. Przed dokonaniem wyboru nie waży się istnień, które zostaną ocalone bądź zniszczone tylko dlatego, że ten jeden, może nieistotny człowieczek zachowa życie. Prawy, szlachetny uczynek, dowód wielkoduszności, a konsekwencje okazują się niewyobrażalne. Dziecko o niewinnej buzi aniołka zamienia się w potwora, jego istnienie kosztuje kilkanaście innych, żal i łzy bliskich. Ktoś umarł aby on mógł żyć, czyjeś życie rozsypało się na kawałki, jak rozbita szyba by on rósł w siłę. Czy powinno się więc dokonywać selekcji osób, które mają prawo żyć? Jak widzicie, „Monster” to nie jest tytułem łatwym.


A to zaledwie początek długiej listy poruszonych w pierwszym tomie tematów. Kolejnym, o którym warto wspomnieć jest niemal skrajna odpowiedzialność za swoje czyny i ich konsekwencje. Doktor Tenma doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ile może ważyć poczucie winy, jako że odczuwa je krok po kroku, otwiera się na nie. Choć nie jest bezpośrednio odpowiedzialny za wydarzenia mające miejsce w jego otoczeniu, to jednak zadręcza się nimi, pozwala by na niego wpłynęły, powoli go zmieniały, a ostatecznie doprowadziły do jego upadku, porzucenia pracy, pogoni za ocalonym monstrum. Dokonał jednego wyboru między życiem dwojga ludzi, a w konsekwencji wywołał krwawy efekt domina, który pociągnął za sobą wiele ludzkich istnień. Zresztą, odbiło się to również na samym lekarzu, któremu przychodzi drogo zapłacić za przejaw ludzkich uczuć, jakim uległ podczas operacji.

Właśnie te aspekty mangi „Monster” nieodparcie kojarzą mi się z powieścią Mary Shelley „Frankenstein”. Z jednej strony mamy podobieństwa: rodzicielstwo wynikające ze stworzenia/przywrócenia światu potwora, co niesie za sobą śmierć niewinnych, rezygnacja z własnego życia i pogoń za monstrum, z drugiej zaś różnice: nienawiść potwora względem twórcy, której manga przeciwstawia wdzięczność mordercy względem wybawcy, samotność monstrum w powieści oraz bliźniacze rodzeństwo u Naokiego Urasawy. To naprawdę fascynujące i podejrzewam, że na ten temat można by napisać całkiem niezłą pracę dyplomową.


Co się zaś tyczy kreski, tę mroczną historię cechuje znaczna przewaga jasnych kadrów, które niejako tonują fabułę, co czyni całość przystępną i wyważoną. Czytelnicy znający mangakę z innych jego dzieł, z całą pewnością z daleka rozpoznają jego dosyć charakterystyczny styl, innym zaś na pewno zapadnie w pamięć, dzięki lekkości rysunku oraz gabarytom nosów, zgrabnym w swojej niezgrabności. Jest to spory atut, gdyż pozwala odbiorcy na niemal automatyczne dopasowanie dzieła do nazwiska, jak również od razu nasuwa na myśl znane czytelnikowi tytuły autora.

Podsumowując, „Monster” jest mangą, która wywiera duże wrażenie i fascynuje swoją uniwersalną problematyką. Mnogość przemyśleń i poważnych kwestii autor ozdobił wyraźnymi elementami kryminału psychologicznego, a co za tym idzie, uczynił tytuł ten idealnym dla szerokiego grona odbiorców. Tym samym, nie mam wątpliwości, że „Monster” wart jest swojej ceny i nie zawiedzie oczekiwań czytelników, którzy zdecydują się po niego sięgnąć.



Ciekawostka: okładki wydania, na jakie zdecydowało się wydawnictwo Hanami, łączą się w jedną całość.



sobota, 29 marca 2014

Dia Game - Kotora Byaku



Tytuł: Dia Game
Tom: 1 (całość)
Autor: Kotora Byaku
Wydawca: Ringo Ame
Ilość stron: 160
Ocena: 5/6






Polski rynek mangi rozrasta się z każdym rokiem, jego fundamenty umacniają się i stają coraz grubsze, wydawane tytuły okazują się coraz to odważniejsze, zaś do niedawna zapomniani fani yaoi mogą rozkoszować się coraz większą ilością wydanych z myślą o nich pozycji. Tym właśnie repertuarem, swoją karierę rozpoczyna świeżutkie Wydawnictwo Ringo Ame, które pod koniec lutego wypuściło bardzo miłą dla oka, jednotomową mangę „Dia Game”. Zapraszamy Was, więc na jazdę testową, która pokaże, co w trawie piszczy.

Uciekając przed łowcami, Dia – niewinny wampir, który do tej pory nie skrzywdził nawet muchy – przybywa do Japonii, gdzie planuje odnaleźć spokój i szczęście. Tak się niestety składa, że jego jasne włosy i delikatna uroda zwracają na siebie uwagę, przez co nijak nie jest w stanie wmieszać się w tłum, a na domiar złego, zostaje bez najmniejszych problemów odnaleziony przez Kuro, depczącego mu po piętach, uciążliwego łowcę. Próbując pozbyć się niechcianego cienia, Dia dosłownie wpada w ramiona młodego, przystojnego handlowca, Totsuki, który wspaniałomyślnie oferuje wampirowi nocleg oraz pracę. Urodziwy krwiopijca nie mógł lepiej trafić, jako że mężczyzna jest nie tylko gościnny, ale także niebywale miły, czym zjednuje sobie zaufanie i ciepłe uczucia wampira. Zaszycie się w domu Totsuki nie gwarantuje jednak świętego spokoju, gdyż Kuro nadal kręci się w pobliżu, zaś w chłopaku odzywają się pragnienia, których zaspokojenie stanowi priorytet.


„Dia Game” to tytuł pod wieloma względami słodko-gorzki. Po pierwsze, mamy do czynienia ze stosunkowo prostą fabułą bez fajerwerków – uciekający przed niebezpieczeństwem wampir, depczący mu po piętach łowca, czarujący i gotowy do pomocy wybawca. Brzmi nieskomplikowanie i może rzeczywiście tak jest, ale nie pozwólcie uśpić waszej czujności, gdyż tytuł ten posiada potencjał i naprawdę potrafi zainteresować czytelnika. Już pierwszy rozdział może podsunąć nam wiele możliwych rozwinięć akcji i ostatecznych rozwiązań, jako że mamy do czynienia z kilkoma nałożonymi na siebie szablonami, między innymi: on jeden/ich dwóch; wampir/łowca; zaszczute zwierzątko/dzielny wybawca. W tej mandze może wydarzyć wszystko, a jakiego wyboru dokonała autorka, przekonajcie się sami! Sądzę, że warto.

Po drugie, postaci. Mangaka uczyniła głównym bohaterem kwintesencję „ukowatości”, słodyczy i niewinności, czyli dziewczęco uroczego, pełnego życia, a jednocześnie bardzo samotnego wampira, który stracił wszystkie bliskie sobie osoby. Co więcej, ta chodząca niewinność nie może opędzić się od naprawdę przystojnego i lekko ekscentrycznego łowcy, który doskonale wie, jak używać życia, ale z powodów, których Wam nie zdradzę, nie może pozwolić sobie na swawolę i skazany jest na duszenie się w swojej roli łowcy wampirów. To jednak nie wszystko, gdyż u boku naszego słodziaka pojawia się także niezwykle uczynny Japończyk, skrywa pewną istotną tajemnicę.


I w końcu, intryga przedstawiona przez Kotora Byaku również posiada ten wyjątkowy smak życia. Z jednej strony mamy do czynienia z prawdziwą słodyczą spokojnej egzystencji u boku troskliwej osoby, z prostą, szczerą i niemal dziecięcą radością, z niespodziewanym sprzymierzeńcem, który zawsze czuwa i jest na stanowisku niczym przyjaciel. Z drugiej, ukazane zostają bolesne uczucia osamotnienia, straty i braku własnego miejsca oraz prawdziwe oblicze świata, który pod przyjemną dla oka maską ciepła, skrywa mroczne, bezlitosne żądze. Pośrodku tych dwóch biegunów, stoi niewinny, narażony na ciosy Dia, który zamyka oczy na to, co niszczy jego wizję lepszych dni, a który musi w końcu dostrzec to, czego nie chciał zaakceptować.

Jako że „Dia Game” jest tytułem całkiem nowym, zaś Kotora Byaku po raz pierwszy zawitała na naszym rynku, w kilku słowach należy także wspomnieć o jej kresce. Mangaka w sposób wyważony łączy biel, czerń i szarość, co dodaje każdej stronie wyrazistości i nie pozwala całości zanurzyć się w mrocznym klimacie dramatu czy radosnej, jasnej lekkości komedii. Większości kardów za tło służy puste pole urozmaicone czernią bądź szarością, natomiast w innych przypadkach, dalszy plan jest raczej prosty, pozbawiony mnogości szczegółów. Sami bohaterowie charakteryzują się delikatnością rysów, wyrazistą mimiką i proporcjonalnością ciała, zaś chibi Dia zdecydowanie ma na swoim koncie 100% słodkości. W tym miejscu, w ramach ciekawostki wspomnę, iż na stronie 23 możecie doszukać się niewielkiego nawiązania do „Jappa no Amane”, innej mangi autorki.


Podsumowując, „Dia Game” to bez wątpienia interesujący tytuł, który nie grzeszy może przesadną oryginalnością, jako że Kotora Byaku nie wychodzi poza znane schematy, ale stanowi ciekawą lekturę, w której z łatwością odnajdziemy targające bohaterami uczucia, a także posmakujemy goryczy życia. To także małe studium dysproporcji między aparycją, wyobrażeniami a rzeczywistym charakterem człowieka. Krótko mówiąc – manga, którą warto mieć i której warto poświęcić czas.


czwartek, 13 marca 2014

Pet Shop of Horrors tom 3 - Akino Matsuri



Tytuł: Pet Shop of Horrors
Tom: 3
Autor: Akino Matsuri
Wydawca: Taiga
Ilość stron: 192
Ocena: 6/6







Akino Matsuri po raz trzeci zaprasza swoich czytelników do niepozornego, ale pełnego cudów sklepu zoologicznego w chińskiej dzielnicy. Tym razem nie chodzi jednak o interesy i spełnianie marzeń klientów, ale o pozamałżeńskie, królewskie problemy, poskramianie złośnicy, wielkie i małe namiętności oraz o przeszłość, która tak lubi upominać się o człowieka. Dwójka tak lubianych przez nas bohaterów, trzy główne motywy, cztery rozdziały, mnogość problemów oraz uczucia, które jak zawsze znajdują się w samym sercu wszystkich wydarzeń – oto trzeci tom „Pet Shop of Horrors”.

Koniec słodkiego lenistwa, bo oto policja ma pełne ręce roboty. Do Stanów przyjechała ciężarna kochanka zmarłego przed kilkoma miesiącami króla maleńkiego kraju, Galluna. Kobieta obawiając się o życie swoje i nienarodzonego jeszcze królewskiego potomka prosi o azyl, zaś władze mobilizują siły mundurowe w trosce o jej bezpieczeństwo. Tymczasem, w sklepie zoologicznym Hrabiego D zjawia się bardzo dostojny gość. To jednak dopiero rozgrzewka, gdyż w mieście dochodzi do licznych zaginięć i już od trzech miesięcy policji nie udało się ruszyć ze śledztwem chociażby o krok. Nie ma jednak zbrodni, której dobrze nam znany, uciążliwy i zawsze podejrzliwy pana detektywa nie powiązałby w jakiś sposób z młodym Hrabią D. I jak tu znaleźć czas na namiętności? Niestety, także później o świętym spokoju można zapomnieć, gdyż religijne napięcia w mieście należy zawsze mieć pod kontrolą, ale kiedy do gry wkraczają neonaziści, nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć. Cóż, w takiej chwili tylko osoba pokroju Leona potrafi nadal uganiać się za niewadzącym nikomu Hrabią D.


Miłość nie jedno ma imię, nie jedno posiada oblicze. Potrafi uszczęśliwiać, ale także sprawiać ogromne problemy. Może być niespodziewana, zbyt długo odrzucana, zagrożona nawet po śmierci jednego bądź obu kochanków. Czy właśnie taka jest tym razem? Oto dwójka przeznaczonych sobie, dumnych dzieci wchodzi na wojenną ścieżkę, a ich relacje nie zmieniają się mimo dorastania i splecionego ze sobą więzami małżeńskimi losu. A jednak, coś rodzi się pomiędzy tą niechętną sobie dwójką, jednakże trzeba choroby by uświadomili sobie siłę tego uczucia. Niestety, jest już za późno by z tego związku cokolwiek zrodziło się w sposób naturalny, a ingerencja w zgodny z naturą cykl poczęcia nowego życia nie koniecznie wiąże się z gorącymi, naładowanymi pozytywnie uczuciami. Jak widać miłość do konkretnej osoby nie musi być jednoznaczna z miłością do tego, co po niej pozostaje, a pod tym kątem nie mieliśmy jeszcze okazji podziwiać jej w „Pet Shop of Horrors”.

Trzeba jednak zauważyć, iż miłość posiada także inną stronę medalu, a jest nią Hrabia D. Rzućmy więc okiem na humorystyczny wątek, jaki stanowią dwie wielkie namiętności tego ekscentrycznego młodziana – słodycze i rzadkie zwierzęta. W tym tomie to nie nieszczęścia, ale miłości chodzą parami, a najłatwiejsza droga do serca Hrabiego wiedzie przez jego rozkochany w słodyczach żołądek. Zresztą, jak dotąd nie mieliśmy jeszcze okazji podziwiać romantycznych schadzek z jego udziałem, a to zdecydowanie niezapomniane przeżycie, które zapada w pamięć. Tym bardziej, że właśnie przy tej okazji, możemy kolejny raz przekonać się o tym, jak głęboka i szalona potrafi być miłość Hrabiego do cennych, mitycznych zwierząt.


Przeszłość. Bez niej nie sposób mówić o człowieku, gdyż to ona go kształtuje, ona pozwala mu odnaleźć siebie w chwili zagubienia i sięgnąć wspomnieniami wstecz, do czasów wielkich radości i ogromnego bólu. To w niej kryją się nasze korzenie, to co chcielibyśmy ukryć i to, czego poszukujemy, błędny przodków i ich dobre uczynki. Wspomnienia przeszłości mogą być niebezpieczne, spychać człowieka w przepaść szaleństwa, ich brak okazuje się wtedy przydatny, zapewnia błogi spokój nieświadomości. Ale czy można bez nich czuć się sobą? Czy nie ma się wrażenia, że jest się w jakimś stopniu okłamywanym? Wszystkie te zależności, Akino Matsuri przedstawia w naprawdę wyśmienity sposób, odwołując się do czasów wojny i nazistowskiej nienawiści względem żydów. Kiedy dodamy do tego wspaniały motyw misia-obrońcy, otrzymamy naprawdę wzruszającą historię, którą z rozkoszą czytałoby się o wiele dłużej.

Także w tym kontekście warto przywołać postać młodego Hrabiego D. O jego przeszłości nadal wiemy bardzo, bardzo niewiele, niemniej jednak, czytelnik niejednokrotnie słyszał już o dziadku naszego Hrabiego, który powierzył opiekę nad sklepem swojemu, jakże podobnemu, wnukowi, który bez wątpienia odważnie podąża jego śladami. Okazuje się jednak, że stary Hrabia D nie jest jedynym członkiem rodziny naszego, bądź co bądź, tajemniczego bohatera, a to z kolei sprawia, że kwestia uderzającego, fizycznego podobieństwa staje się jeszcze bardziej interesująca. Może kiedyś dowiemy się, co się za tym kryje.


Trzecim z najwyraźniej zarysowanych w tym tomie motywów jest egoizm, który pojawia się niemal w każdym rozdziale, ale jego esencję widzimy przede wszystkim w „Pożądaniu”. To właśnie w tej części mamy okazję zmierzyć się z mało chwalebną postawą dziewczynki, która poszukuje najlepszej drogi by zwrócić na siebie uwagę otoczenia – rodziny, przyjaciół, chłopaka, który jej się podoba. Wszystko, co robi dziewczynka jest w pewnym stopniu podszyte fałszem i samolubnością a prawdziwa szczerość pojawia się dopiero w chwili złości, gniewu, niemalże szalonej furii. Czy ktoś taki może liczyć na sympatię otoczenia? Egoizmowi dziecka przeciwstawiono jednak wierność i oddanie istoty zdecydowanie doskonalszej, gdyż bardziej szczerej, otwartej, prawdziwej w swoich postępowaniach. Tym samym wyższość zwierzęcia nad człowiekiem kolejny raz zostaje dobrze uargumentowana, jak przystało na mangę, w której główne skrzypce odgrywają właśnie „dzieci” fauny.

Mając wszystko to na uwadze, nie może dziwić fakt, że dotychczas wydane tomy „Pet Shop of Horrors” zostały entuzjastycznie przyjęte przez coraz szersze grono fanów tego wyjątkowego tytułu. Czy to możliwe, że przed wieloma laty Akino Matsuri rzuciła na swoją mangę czar, który nadal sprawia, że z każdą naprawdę wspaniałą częścią, czytelnicy coraz bardziej kochają tę serię? A może to po prostu ta czarująca, „stara” kreska, fantastyczny klimat i interesujący bohaterowie? Bez względu na odpowiedź, mój stosunek do tej mangi najlepiej oddać jedną z jej stron: —>