Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gra. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 grudnia 2014

Czerwona Nić Przeznaczenia - Nekono Anyo, QuinRose





Tytuł: Czerwona Nić Przeznaczenia
Podtytuł: Legenda o ośmiu Psach Satomi
Tytuł alternatywny: Futari no Akai Enishi Satomi Hakkenden Hachitama no Ki
Autor: Nekono Anyo (ilustracje), QuinRose (scenariusz)
Tom: 1 (całość)
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 168
Ocena: -5/6





Pamiętacie Makbeta i jego trzy wiedźmy? Perseusza i trzy Graje? Poznajcie więc kolejną koszmarną trójcę, w której skład wchodzi pokrętna bestia Los, prawdziwa maszkara Przeznaczenie oraz ślepa, niema Przyszłość. Te trzy siły wiedzą, jak utrudnić człowiekowi życie, wywrócić świat do góry nogami, spleść nieszczęście ze szczęściem. Przekonajcie się, w jaki sposób zdołały wpłynąć na spokojną codzienność bohaterki „Czerwonej Nici Przeznaczenia” i innych, którym dobrały się do skóry. Przygoda już czeka. Wystarczy tylko wyjść jej naprzeciw.

Wychowywana „w męskim stroju” Shinano miała wszystko, czego tylko mogła potrzebować – przyjaciół, rodzinę, dach nad głową, prawdziwy dom. Niestety za jednym zamachem straciła wszystko, co było jej naprawdę drogie, a w zamian los ofiarował jej należący niegdyś do ojca magiczny miecz, perłę ze znakiem posłuszeństwa, znamię w kształcie piwonii oraz tułaczy tryb życia. Okazuje się jednak, że osób takich jak ona jest więcej, zaś razem tworzą grupę o nazwie Hakkenshi – Ośmiu Psich Wojowników. Każde z nich ma swój własny cel, swoje powinności, jednakże ich ścieżki bezustannie wiodą w podobnym kierunku, co sprawia, że odbywają wspólną podróż ku przeznaczeniu i wspierają się nawzajem. Co więcej, między Shinano a jednym z jej towarzyszy rozkwita uczucie, które sprawi dziewczynie niemało problemów, ponieważ magiczny miecz najwyraźniej ma w sobie coś z żywej istoty i zdecydowanie nie chce by jego właścicielka wdawała się w rozpraszające umysł i serce romanse. Czy młoda wojowniczka jest w stanie pozostać wierną drodze magicznego miecza, a jednocześnie być szczęśliwą, jak pragnął tego jej ojciec?

„Czerwona Nić Przeznaczenia” to niewielka, jednotomowa manga na podstawie gry, która naprawdę zasługuje na więcej, a więc na to by być serią. Jednym z powodów, dla których z przyjemnością widziałabym ten tytuł w większej liczbie części są stosunkowo liczni bohaterowie. Różnorodni, interesujący i nierzadko czarujący, niektórzy posiadają bogatą przeszłość i dążą do swoich indywidualnych celów. Krótko mówiąc, są naprawdę perfekcyjni. Z tego też powodu nieodżałowaną stratą jest dla mnie fakt, iż ich historie zostały w znacznym stopniu obcięte. Przeszłość niektórych z nich ograniczyła się do jednego zdania, jeszcze inni niestety jej nie posiadają. To samo tyczy się ich życiowych dążeń, które nie u każdego są jasno sprecyzowane. Nie oszukujmy się, nawet mangowa teraźniejszość nie traktuje ich jednakowo, gdyż jednych jest tu więcej, zaś innych jak na lekarstwo. Jest to niestety zrozumiałe, ponieważ w jednym tomie nie sposób zmieścić wszystkiego. Zresztą, nie zaprzeczę, że wielką sympatią darzę wszystkich pozytywnych bohaterów tej mangi, toteż nie narzekam na szczególne względy okazane głównej bohaterce, o której rzecz jasna wiemy najwięcej, oraz obiektowi jej romantycznych uczuć. Niemniej jednak, chciałabym aby równie szczegółowo potraktowano także inne postaci, które są tak ogromną zaletą „Czerwonej Nici Przeznaczenia”.

Poza bohaterami, na korzyść tego tytułu przemawia również sama historia, która niewątpliwie ma potencjał, ponieważ łączy w sobie elementy fantasy, w tym typowo azjatycką walkę za pomocą mnisich pieczęci, klasyczną i naznaczoną magią walkę na samurajskie miecze, popularną pośród japońskich legend zemstę, motyw grupy wybrańców i wątek romantyczny. Z powodzeniem możemy znaleźć tutaj także inne istotne elementy, które czynią fabułę mangi wartościową i interesującą, jak chociażby potrzebę chronienia przyjaciół czy pragnienie bliskości innej osoby. Wszystko to razem tworzy naprawdę ogrom możliwości i tematów, na które można położyć nacisk. Przyznaję, że należę do osób, które po prostu uwielbiają historie takie jak ta przedstawiona w „Czerwonej Nici Przeznaczenia” i dlatego nie mogę przeboleć tego, że mamy do czynienia z jednotomówką. Tyle do przedstawienia, a tak mało miejsca! No właśnie…


Kiedy ma się do zagospodarowania tylko 163 strony tomikowej historii, na pewno nie łatwo podjąć decyzję, co należy w niej umieścić, a co trzeba sobie podarować. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak trudne musiało to być w przypadku „Czerwonej Nici Przeznaczenia”, gdzie na uwagę zasługuje każdy szczegół. Niemniej jednak, wyboru dokonano, dzięki czemu w mandze przedstawiono gwałtowny, burzliwy feudalny świat, drogę ku zemście i przeznaczeniu oraz całkiem przyjemny romans. To właśnie ten ostatni z wymienionych przeze mnie elementów stanowi najbardziej rozwinięty wątek tomiku, ponieważ to wokół niego budowane jest wnętrze i psychika dwójki najważniejszych bohaterów. Zresztą, uczucie niemiłosiernie komplikuje życie Shinano, ponieważ dzieli jej świat na dwie części, z których obie mają być spełnieniem woli zmarłego ojca. Miłość okazuje się więc jednocześnie niezbędna i niepożądana, co wpływa na przedstawienie wewnętrznych dylematów bohaterki i zmusza ją do podejmowania niełatwych decyzji. Ot, temat rzeka zamknięty do spółki z innymi w zgrabnym, przyjemnym i wartym przeczytania tomie.

Co się zaś tyczy kreski, naprawdę może się podobać. Jest staranna i niezwykle miła dla oka, najważniejsze proporcje ludzkich postaci pozostają w pełni zachowane, zaś ich całokształt wpływa na atmosferę romansu z ładnymi dziewczętami i przystojnymi mężczyznami. Niemniej jednak, należy podkreślić, iż przedstawione w mandze sceny walki cechuje dynamizm i przejrzystość. Kolorystycznie w tomiku przeważa szarość i biel, co wpływa na klimat przedstawionej historii, w której między tematem romansu i humorem przetacza się powaga oraz dramat walki, zemsty i wewnętrznych rozterek. Można więc z powodzeniem powiedzieć, że kreska „Czerwonej Nici Przeznaczenia” jest emanacją tego, co znajdziemy wczytując się w tomik.

Mając na uwadze powyższe, zaliczam ten tytuł do mang wartych uwagi i bardzo przyjemnych, chociaż stanowczo zbyt krótkich. Podejrzewam, że pozycja podejdzie bardziej dziewczętom, ze względu na dominujący wątek romantyczny oraz kreskę, jednakże nie ma co zaciekle kręcić nosem, gdyż sceny walki i akcja stawiają „Czerwoną Nić Przeznaczenia” ponad zwykłym romansem. Przyznaję całkiem szczerze, że mi ta jednotomówka się podobała i jeśli tylko będę miała okazję, na pewno rzucę okiem również na odpowiadającą jej grę produkcji QuinRose.




wtorek, 5 sierpnia 2014

Egzorcyzmy Marii - Yayoi Haruna



Tytuł: Egzorcyzmy Marii
Tytuł oryginału: Danzai no Maria
Autor: Yayoi Haruna
Tom: 1 (całość)
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 176
Ocena: 4++/6







„Egzorcyzmy Marii” to mangowy produkt łańcucha przyczynowo-skutkowego, jakim rządzi się świat gier. O co właściwie chodzi? O promocję. Najpierw powstaje gra, a ponieważ w pewnym momencie należy ją promować, wybiera się jedną z trzech dróg – mangę, anime bądź obie te opcje jednocześnie. W taki właśnie sposób światło dzienne ujrzały „Egzorcyzmy Marii”, które wprowadzają czytelnika w świat demonów i egzorcystów stworzonych przez Karin Entertainment i przeniesionych na papier ręką Yayoi Haruny.

Marylin Crow, ochrzczona jako Maria, zostaje wysłana przez Watykan do Japonii, gdzie kontynuuje naukę w szkole dla egzorcystów oraz zostaje przyłączona do oddziału spirytualnego. Dziewczyna ma pomóc grupie rówieśników w ich niełatwym zadaniu wypędzania demonów, które coraz częściej opętują ludzi. Okazuje się jednak, że Maria sama ma na swoich usługach demona, Uriela, który nie tylko służy wspierając ją w walce, ale także bezustannie przypomina nastolatce o jej prywatnym celu – odnalezieniu demona Azazela i przerwaniu klątwy. Albowiem nad rodem, z którego pochodzi dziewczyna unosi się widmo śmierci każdego potomka w dniu jego czternastych urodzin. Tak się składa, że Maria jest od krok od przekroczenia tego „magicznego” deadline’u, który oznacza koniec jej stosunkowo krótkiego życia. Wyścig z czasem jest nieunikniony.


Japonia to kraj innowacji i utartych schematów, gdzie „nowe” przeplata się ze „starym”, krok do przodu potrafi być krokiem w tył. Z jednej strony możemy zauważyć silne przywiązanie do niektórych charakterystycznych szablonów, z drugiej otwiera się przed nami zupełnie nowe spojrzenie na każdą niemal dziedzinę życia. I takie są właśnie „Egzorcyzmy Marii”, które łączą w sobie elementy typowe dla niejednej historii oraz zawsze oryginalne spojrzenie na chrześcijańskie motywy.

Po pierwsze, w tym przypadku mamy do czynienia z „haremówką” na zasadzie „ona jedna – ich wielu”, motyw bardzo popularny i jakże upragniony w życiu codziennym wielu dziewcząt. Chociaż manga liczy tylko jeden tomik i nie rozwija skrzydeł, to w płci męskiej już teraz można przebierać – niski, wysoki, wesoły, gbur, samotnik, okularnik, długowłosy, człowiek, demon… Ot, haremik! Po drugie, wyjątkowa szkoła imienia świętego z internatem. To także motyw bardzo charakterystyczny, który nieodparcie kojarzy się z tajemnicą, romansem, problemami. Jest to więc gratka dla wszystkich, którzy lubią podobne klimaty.


Czymś nowym są jednak same egzorcyzmy, które nie polegają na wyklepaniu formułki po łacinie i odesłaniu demona tam gdzie jego miejsce, ale odbywają się przy udziale, przynajmniej w tym wypadku, aniołów bądź demonów nazywanych devami. To właśnie oni są „egzorcyzmem” przepędzającym lub niszczącym demona oraz pełnią rolę opiekuna, który chroni egzorcystę przed atakami. Podobni pomocnicy mają także swoje naprawdę interesujące „skutki uboczne”, o których po lekturze mangi wiemy wprawdzie niewiele, ale ich obecność wpływa pozytywnie na odbiór motywu egzorcyzmów. Zresztą, nie mniej interesująca wydaje się również grupa „posiadaczy” demonów, którzy znajdują się po przeciwnej stronie barykady. Można tylko żałować, że wszystkie te interesujące elementy nie miały okazji się rozwinąć w coś poważniejszego. Jeden tom mangi to stanowczo zbyt mało! Cóż, trzeba sięgnąć po grę, jeśli pragnie się spędzić więcej czasu w świecie „Egzorcyzmów Marii”.


Przejdźmy jednak o krok dalej, do głównego problemu, z jakim boryka się nasza bohaterka. „Każdy kolejny potomek klanu Crow umierał śmiercią nienaturalną w wieku czternastu lat” (strona 5). Brzmi nieźle. No właśnie… brzmi. Poniekąd do niczego przyczepić się nie można, ponieważ tak naprawdę nie mamy pojęcia, kiedy rzucono klątwę, ile lat żyją członkowie klanu sprzed klątwy i do którego pokolenia należy nasza Maria. Niewiadomych jest naprawdę wiele. Niemniej jednak, pojawia się pytanie: ile lat mają członkowie rodu Crow, kiedy zaczynają się rozmnażać? Naprawdę mnie to intryguje. Nie sądzę jednak, żebym mogła poznać odpowiedzi na swoje pytania. Może właśnie pod tym kątem warto zainteresować się grą?


Podsumowując, „Egzorcyzmy Marii” to raczej lekka, interesująca lektura, przy której można odetchnąć z ulgą i rozluźnić się należycie. Jednotomowe maleństwo sprawia, że nie musimy wyczekiwać w nieskończoność na ciąg dalszy, chociaż zdecydowanie nie mielibyśmy nic przeciwko. W końcu wiele wątków zostaje poruszonych, ale nie mają one okazji rozwinąć skrzydeł. Jeśli manga przypadnie Wam do gustu zawsze możecie rozpocząć „wielkie łowy” na grę.