Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Religia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 17 października 2014

Książę Piekieł. Devils and Realist tom 2 - Madoka Takadono, Utako Yukihiro




Tytuł: Książę Piekieł
Podtytuł: Devils and Realist
Tytuł alternatywny: Makai Ouji: Devils and Realist
Autor: Madoka Takadono (fabuła), Utako Yukihiro (ilustracje)
Tom: 2
Wydawnictwo: Studio JG
Liczba stron: 186
Ocena: 5/6






Życie Williama Twininga byłoby nieomal piękne, gdyby musiał zmagać się wyłącznie z problemami finansowymi oraz z zaginięciem wuja. Tak się jednak składa, że wybrańcy nie mają prawa do takich przywilejów, więc na biedną głowę zatwardziałego realisty spada coraz więcej dziwactw. Ma już na karku dwa demony, które za nic nie chcą się od niego odczepić, ale widać dla losu to nadal za mało. W raczej niesprzyjających okolicznościach, chłopak poznaje więc kolejne Filary swojego przodka i rozwiązuje zagadkę ducha nawiedzającego dom przyjaciela. Niestety, to nie koniec przygód stąpającego twardo po ziemi potomka samego biblijnego Salomona, gdyż szkolny pastor węszy obecność zła na terenie szkoły, a to oznacza, że dwa cienie Williama znajdują się w bardzo niepewnej sytuacji, która w każdej chwili może przerodzić się w nieprzyjemny, otwarty konflikt.

Pierwsze tomy mają to do siebie, że są pierwsze, toteż nie sposób wyodrębnić w nich cech szczególnych czy też reguł, których planuje trzymać się autor. Część kolejna zazwyczaj pozwala na stworzenie pewnego zarysu, który wraz z kontynuacją może ulec zmianie lub, wręcz przeciwnie, umocnić się w swojej formie. W przypadku Księcia Piekieł. Devils and Realist taką regułę stanowi wdrażanie do historii nowych, istotnych dla fabuły postaci oraz umacnianie pozycji tych już wcześniej zaprezentowanych. I tak, wraz z drugim tomem serii, widzimy jak wokół naszego głównego bohatera powoli zaczyna tworzyć się harem demonów. Po plecach niektórych osób zapewne przeszedł właśnie dreszcz strachu, ale spokojna głowa. Wspomniany przeze mnie harem różni się pod względem płci oraz wieku, o ile naprawdę powinniśmy mówić o czymś tak przyziemnym w stosunku do demonów. W każdym razie, możemy zakładać, że z tomu na tom przyjdzie nam poznawać nowe twarze gromadzące się wokół Williama, a niektóre z nich mogą być doprawdy niezwykle urocze.


O tym, że William Twining to typ upartego osła, wiemy doskonale już po lekturze pierwszego tomu, kiedy to nie mogąc całkowicie zaprzeczyć istnieniu demonów zakwalifikował je w poczet atomów. Chłopak naturalnie w dalszym ciągu cząstką siebie odrzuca to, co sprzeczne z rozsądkiem, a nawet działa na przekór sobie, ale dostrzegamy w nim pewną łagodność, która przedziera się przez maskę gruboskórnego, gniewnego realisty. Okazuje się, że między Williamem i jego dwoma demonicznymi cieniami, Dantalionem i Sytry, rodzi się swoiste przywiązanie i troska. Tym samym, widzimy, że chociaż mamy do czynienia z indywidualistą, który zawsze stara się radzić sobie sam i usiłuje o własnych siłach zajść możliwie najwyżej, to jednak jest on osobą łatwo przywiązującą się do ludzi (i nie tylko ludzi). W kontekście tego tomu wydaje mi się to niezwykle istotne, gdyż w grę wchodzą przecież demony, a przyjaźń z nimi to raczej niecodzienne zjawisko. Jeśli weźmiemy pod uwagę także pojawiające się miejscami retrospekcje odnoszące się do Salomona, bezsprzecznie zauważymy, jak niewiele z demonów jest w demonach.

Skoro mamy już tę „ciemną stronę mocy” to wypada chyba znaleźć również tę „jasną”, którą dostrzegamy w tej części w osobie szkolnego pastora. Nie trudno się jednak domyślić, że skoro demony stanowią tutaj ten raczej łagodny obóz, to instytucja Kościoła musi być tym bezwzględnym i nieugiętym. Przyznaję, że wcale mnie to nie zaskoczyło i prawdę mówiąc, było do przewidzenia. Nie oszukujmy się, jaki Kościół był i jest każdy wie, więc raczej nie można oczekiwać, że w Księciu Piekieł osoby o skrajnych poglądach wykażą się wyrozumiałością i chęcią rozmowy ze stroną przeciwną. Tym samym, stanowią one wręcz perfekcyjny materiał na antagonistów. W szczególności w historii, która zdaje się poddawać w wątpliwość niektóre ogólnie przyjęte prawdy, niezmiennie pozostając osadzoną w przeszłości fikcją.


No dobrze, ale skoro mamy demony i walczący z nimi kler to, co z innymi wierzeniami? To dopiero drugi tom, więc w ten temat na razie nie wchodzimy zbyt głęboko, ale już teraz staje się faktem oczywistym, że demonologia to nie jedyna paranormalna dziedzina Księcia Piekieł. Madoka Takadono oraz Utako Yukihiro sięgają także do angielski-szkockiego folkloru, bardzo powoli i nieśmiało rozbudowując bestiariusz swojej serii. Uważam to za niezwykle interesujące, ponieważ wierzenia typowo religijne łączą się w ten sposób z codziennymi i tak naprawdę nawet przez chwilę nie zwalczają się wzajemnie. Zresztą, podobne posunięcie pozwala mieć nadzieję na to, że manga naprawdę rozwinie skrzydła i uczyni świat przedstawiony jeszcze bardziej interesującym i fantastycznym.


Reasumując, drugi tom Księcia Piekieł. Devils and Realist nie posuwa jeszcze historii do przodu, ale na fundamencie poprzedniej części powoli zaczyna już coś budować. Z powodzeniem możemy więc oczekiwać, że seria rozwinie się w naprawdę przyjemny kawałek lekturki i przyznam, że czekam na to z niecierpliwością. Przed nami jeszcze nie jeden tom, a więc i na pewno znajdzie się coś, co nas zaskoczy, zachwyci i zachęci do serii tych, którzy ciągle się wahają.



Przykładowe strony: *KLIK*

poniedziałek, 15 września 2014

6000 tom 4 - Nokuto Koike




Tytuł: 6000
Podtytuł: The Deep Sea of Madness
Autor: Nokuto Koike
Tom: 4 (ostatni)
Wydawnictwo: Yumegari
Liczba stron: 208
Ocena: 5/6





Co tak naprawdę popycha ludzi do szaleństwa? Strach? Manipulacja innych osób? Desperacja? Czy można przed nim w ogóle uciec? I najważniejsze, w którym momencie stres sprawia, że człowiek przestaje myśleć racjonalnie i pozwala się złamać? Ludzie różnią się od siebie tak bardzo, a jednak ich reakcje są tak do siebie podobne, że nie trudno utknąć w niekończącej się pętli podobnych zdarzeń. Zwalnia się miejsce, ktoś je zajmuje, cel pozostaje ten sam. A przynajmniej do chwili, kiedy ktoś się wyłamie i wzór straci wartość.

Sytuacja podwodnej stacji badawczej jest już wystarczająco klarowna, by jej pracownicy zaczęli panikować. Pomoc z zewnątrz nie przyjdzie, a w środku rozgrywa się krwawa masakra, której ofiarami są uwięzieni w pułapce Cofdeece ludzie. Ci, którzy potrafią jeszcze racjonalnie myśleć i nie stracili nadziei kierują działaniami ocalałych, organizują życie ostatniego bastionu mogącego zadecydować o ich ewentualnym przeżyciu. Niestety, ocalałych jest coraz mniej i ciężko określić, kto bardziej im zagraża – poczwary boga ciemności czy może ludzie składający ofiary w imię boga słońca. Jest źle, nawet bardzo źle i wtedy też pojawia się myśl, która formuje się w plan mogący ocalić wciąż żyjących pracowników stacji. Uwięzieni w krwawej pułapce, nie mają już nic do stracenia, więc muszą postawić wszystko na jedną kartę i spróbować ten ostatni raz.


Czwarty tom mangi „6000. The Deep Sea of Madness” po raz ostatni zamyka czytelnika w szczelnej pułapce podwodnej stacji, która powoli wypełnia się krwią i trupami pracujących w niej badaczy, mechaników, całej załogi. Autor skupia się teraz przede wszystkim na psychice ludzkiej, jej mocnych i słabych stronach, na jej elastyczności pozwalającej ją modelować wprawnej ręce. Rzućmy więc na to okiem.

Zbliża się nieubłagany koniec, sytuacja jest naprawdę zła, choć jeszcze nie krytyczna. Mimo wszystko, ludzie zaczynają tracić grunt pod nogami, słabi zaczynają upadać, zachowują się jak bezbronne owce słyszące wycie nadchodzących wilków. I w tym właśnie momencie najwyraźniej rysują się silne, dominujące charaktery, nieoczekiwani liderzy, którzy przywołują wystraszoną trzodę do porządku, odrzucają rozwiązania, jakie zostały im zaproponowane w tej masakrze, szukają innego wyjście i przede wszystkim nie poddają się. Tym samym, stanowią kontrast dla coraz wyraźniej rysujących się wydarzeń sprzed lat, które zapoczątkowały tę krwawą „zabawę”. Tak jak wtedy słabe jednostki miały nad sobą tylko szaleńca, który doprowadził do tragedii, tak teraz na czele nowej grupy stoją osoby w pełni zdrowe na umyśle, które mogą ocalić siebie i tych, którym uda się przetrwać ostateczne starcie. Właśnie dzięki takim jednostkom, lektura ostatniego tomu „6000” sprawia prawdziwą przyjemność i pokazuje, że siła oznacza godność i nadzieję, zaś słabość prowadzi do upadku.


Co interesujące, „6000” ukazuje także dwie różne strony nadziei, która w większości kojarzy się przecież pozytywnie. W rzeczywistości ma jednak wiele wspólnego z ludźmi, w których się budzi. I tak właśnie, to ona popycha do działania aktualnych więźniów Cofdeece, daje im siłę do walki i podjęcia ryzyka na rzecz życia, a jednak w przeszłości budziła demony, które zostały umiejętnie wykorzystane. Nadzieja jest więc fragmentem układanki z przeszłości, to ona po części jest odpowiedzialna za to, co wydarzyło się przed laty. Umiejętnie zaszczepiona w ludziach znajdujących się o krok od śmierci, sprawiła, że najpierw działali, a dopiero później zaczęli myśleć o tym, czego się dopuścili. W ten też sposób pojawiły się prześladujące ich demony, które okazały się równie płodne.

To prowadzi do kolej istotnej kwestii, o której muszę wspomnieć, ponieważ czyni ona tę historię jeszcze bardziej fascynującą. Albowiem demony zrodzone z nadziei dają początek desperacji, która usprawiedliwia nawet najgorsze czyny. I w tym momencie największą rolę odgrywa postać lidera, który to z rozkoszą kieruje słabymi, zdolnymi do wszystkiego ludźmi. Jeśli chcecie wiedzieć, jak dalece potrafił wpłynąć na swoje owieczki, przeczytajcie mangę. Zapewniam, że warto rzucić okiem na tę siłę przekonywania szaleńca oraz na desperację ludzi chwytających się brzytwy byle tylko uspokoić własne sumienia. Jest to kolejny dowód na to, jak słabi potrafią być ludzie.



Na koniec pozostaje najważniejsza może kwestia, która również ma wiele wspólnego z ludzką psychiką. Chodzi o drogi, którymi można podążać, a które w pewnej chwili wydają się dopełniać. Czwarty tom „6000” oferuje bohaterom dwa wyjścia – dawne, opierające się na ofiarach składanych bogu słońca oraz nowe, bazujące na walce mogącej skończyć się albo sukcesem, albo całkowitą klęską. O ile pierwsze reprezentuje poddanie się słabości i strachowi, o tyle drugie jest dowodem wewnętrznej potęgi i odwagi.

Wszystkie te psychologiczne elementy stanowią niejako dopełnienie celu, jaki autor najwyraźniej postawił sobie już w pierwszym tomie, a więc mają za zadanie przedstawić w pełnej krasie „głębokie morze szaleństwa”, jak czytamy w podtytule serii. Przyznaję, że poszło mu świetnie, gdyż zaczął od zakwestionowania psychicznej stabilności głównego bohatera by następnie przejść przez szaleństwo religijne i skończyć na osobie prowodyra całego zamieszania oraz jednostkach, które tracą rozum. Bezsprzecznie mamy więc do czynienia z „głębokim morzem szaleństwa”.

Tak więc, osoby, które sięgnęły po ten tytuł nie powinny być w żadnym stopniu zawiedzione. Te zaś, które postanowiły zwlekać, teraz nie znajdą ku temu żadnego powodu. „6000” to seria dopracowana, interesująca i bogata w motywy, które można na rozpatrywać na różne sposoby. Ot, jest to manga naprawdę warta polecenia.


czwartek, 21 sierpnia 2014

Książę Piekieł. Devils and Realist tom 1 - Madoka Takadono, Utako Yukihiro




Tytuł: Książę Piekieł
Podtytuł: Devils and Realist


Tytuł alternatywny: Makai Ouji: Devils and Realist
Autor: Madoka Takadono (fabuła), Utako Yukihiro (ilustracje)
Tom: 1
Wydawnictwo: Studio JG
Liczba stron: 186
Ocena: 5/6





Wieki temu, jeszcze przed nastaniem naszej ery, w Izraelu rządy sprawował niezwykle mądry i sprawiedliwy król wybrany przez samego Boga, Salomon. Choć był zwykłym człowiekiem, posiadał dar zjednywania sobie demonów i upadłych aniołów, które wspólnie tworzyły jego 72 Filary. Na tym wyjątkowość Salomona bynajmniej się nie kończyła, jako że dano mu władzę podejmowania decyzji istotnych dla samego Piekła.
Od czasów panowania legendarnego Salomona minęło wiele tysiącleci. William Twining, młody arystokrata uczęszczający do elitarnej szkoły w Stratford, wraca do rodzinnego domu na wakacje. Niestety, okazuje się, że zarządzający jego majątkiem wuj popadł w poważne problemy finansowe, a tym samym postawił chłopca w bardzo niekomfortowej sytuacji, jako że niezwykle dumny i niegrzeszący skromnością William musi jak najszybciej opłacić swoje czesne. Choć dom został niemal doszczętnie ogołocony przez komorników, chłopak postanawia przeszukać go tak dokładnie, jak tylko się da. To właśnie podczas takiego przeszukania, przypadek sprawia, że Will pakuje się w niezłą kabałę, gdyż oto staje przed nim nie kto inny, ale Książę Piekieł, Dantalion, który twierdzi, iż William jest potomkiem samego Salomona i ma za zadanie wybrać nowego piekielnego namiestnika.

Prawda i fikcja:
Jak sądzicie, co jest największym plusem serii Książę Piekieł. Devils and Realist? Osobiście typuję historyczne zaplecze doprawione nutą, nazwijmy to, legendy. Tak się składa, że manga opiera się nie tylko na fikcyjnej historii niejakiego Williama Twininga, ale również na Mniejszym Kluczu Salomona, czyli okultystycznej księdze, której stworzenie przypisuje się właśnie izraelskiemu królowi. Dzieło to przedstawia 72 demony, które król Salomon podobno zamknął w mosiężnym naczyniu i takie też informacje znajdziemy w mandze. Tym samym, czytając Księcia Piekieł macie okazje dowiedzieć się czegoś, czego nigdy nie dowiecie się na lekcjach religii. Jasne, o Mniejszym Kluczu nie przeczytamy w Biblii, ale zastanawialiście się kiedyś ile wierzeń Kościoła jest tak naprawdę zawartych w Piśmie, a ile zwyczajnie „wytrzaśniętych”? Zresztą, to tak jakbyśmy mieli nigdy nie poznać legendy o Popielu, Szewczyku Dratewce czy Świętej Kindze, ponieważ są zbyt fantastyczne i nieudowodnione. Dobrze, przyznaję się bez bicia, uwielbiam historie, w których poruszane są tematy związane z wierzeniami, a w szczególności te kontrowersyjne. Ot, takie małe zboczenie heretyka.


Humor:
Odłóżmy jednak na bok powagę starcia historii z fikcją, gdyż pierwszy tom Księcia Piekieł. Devils and Realist to również znacząca dawka humoru. Wyjątkowi bohaterowie pokroju Williama Twininga nie powstają po to, by wyciskać łzy z oczu, ale mają wywoływać uśmiech na twarzy czytelnika. Szczególnie, kiedy ich poglądy życiowe są namiętnie atakowane przez tę drugą stronę medalu, która już sama w sobie została naładowana elementami komediowymi. O co dokładnie chodzi? Wystarczy rzucić okiem na podtytuł serii i wszystko staje się jasne. Tymczasem nie można zapominać, iż humor tej mangi to nie tylko William i jego demony, ale także sytuacje wiążące się z innymi postaciami oraz zabawne dialogi. Nie możemy jednak mówić o przesadnym nagromadzeniu elementów humorystycznych, jako że pomiędzy wywołanymi lekturą uśmiechami i fascynacją, znajdzie się również miejsce na moment zadumy i stawianie pytań, a wszystko to w rozsądnie dobranych proporcjach.

Diabły i Realista:
Wróćmy jednak raz jeszcze do podtytułu serii, a więc do Devils and Realist. Wyobraźcie sobie chodzące przeciwieństwo skromności w postaci dumnego arystokraty, który twardo stąpa po ziemi i nie wierzy w to, czego sam nie zobaczy na własne oczy, a i wtedy nie od razu pozwala się przekonać. Z drugiej strony ringu postawcie zjawiska paranormalne wynikające z istnienia demonów, aniołów, Piekła, a więc i Nieba. Jaka będzie konkluzja podobnego starcia?

Według teorii Daltona, wszystko składa się z atomów. Demon, anioł, pies, bez różnicy. Wszyscy jesteście ATOMAMI! (strona 165)

I jak tu być dumnym ze swojej wyższości nad człowiekiem, kiedy jest się zdegradowany do rangi zwykłej kupki atomów? Realizm ponad wszystkim! Trzeba przyznać, że demony z podobnie „ciężkim przypadkiem” do tej pory nie miały do czynienia, więc będą musiały naprawdę się postarać jeśli chcą czegokolwiek od niewzruszonego Twininga, a to bez wątpienia pociągnie za sobą jeszcze większą liczbę zabawnych sytuacji.


Kreska:
Jako że mamy do czynienia dopiero z pierwszy tomem Księcia Piekieł, należy wspomnieć również o walorach graficznych tej pozycji. Kolorystycznie przeważają biel i szarość, zaś czerń pozostaje w mniejszości, choć również ma swoje wielkie momenty. Właśnie dzięki temu, historia nie przytłacza, ale nie stwarza także pozorów zbytniej lekkości. Sytuuje się raczej pośrodku, co odpowiada w pełni zawartości, tak więc akcji i tematyce. Warto zwrócić także uwagę na fakt, iż odpowiedzialna za oprawę graficzną Utako Yukihiro stosunkowo rzadko stosuje puste, białe tło. Zdecydowanie częściej na dalszym planie dostrzeżemy pewne szczegóły otoczenia, czy też cienie rastrów. Co się zaś tyczy samej kreski, oceniam ją jak najbardziej pozytywnie. Dokładna, ale bez przepychu, delikatna i naprawdę miła dla oka. Piękno jest pięknem, przystojniak – przystojniakiem, dziwactwo odpowiada dziwactwu, tak więc wszystko jest w jak najlepszym porządku.

W kilku słowach:
Książę Piekieł to tytuł osadzony w przeszłości i urozmaicony fantastyką, który należałoby postawić na jednej półce z mangami typu Kuroshitsuji czy Pandora Hearts, a więc z pozycjami „neutralnymi” (przeznaczonymi zarówno dla chłopców, jak i dla dziewcząt). Historia ta odznacza się prostym, naturalnym humorem i zapowiada niedaleki dramat. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, iż pierwszy tom posiada pewną wartość edukacyjną. Tym samym, uważam, że to niezły początek ciekawej serii, na którą warto rzucić okiem. Pierwsza część obiecuje wiele, a pole do popisu jest ogromne, więc na pewno opłaca się trzymać rękę na pulsie.



Przykładowe strony: *KLIK*

środa, 13 sierpnia 2014

6000 tom 3 - Nokuto Koike




Tytuł: 6000
Autor: Nokuto Koike
Tom: 3
Wydawnictwo: Yumegari
Liczba stron: ?
Ocena: 5/6







Wyobraźcie sobie niewielkie, szczelnie zamknięte pudełeczko, w którym bezlitosne dziecko zamyka nigdy nienasyconego pająka i bezbronną muchę. Nie trzeba nawet pytać, kto wyjdzie z tego cało, a kto bardzo szybko straci życie. Taki właśnie obraz sytuacji bez wyjścia możemy odnaleźć w kolejnym tomie „6000”, gdzie muchą są zwyczajni ludzie, zaś pająkiem krwawe, pradawne moce.

Sytuacja w podwodnej stacji badawczej Cofdeece robi się coraz bardziej dramatyczna. Kontakt ze światem na powierzchni krok po kroku zanika całkowicie, zaś podejmowanie decyzji oznacza narażanie życia innych członków pechowej załogi. Na szczęście Kengo wychodzi cało z pierwszego prawdziwego zagrożenia spowodowanego wydanym przez Kusakabe rozkazem, jak i starciem z tajemnicą ośrodka badawczego, chociaż jego stan pozostawia wiele do życzenia. Nie może jednak pozwolić sobie na lizanie ran, jako że koszmar wcale się nie skończył. Tym razem w drodze przez piekło Kengo towarzyszy pani doktor, która rzuca nowe światło na wydarzenia sprzed lat oraz na obecną sytuację. Tylko czy ta wiedza pomoże komukolwiek, kiedy w grę wchodzą pradawne, potężne siły, zaś stacja zamienia się w rzucony na głęboką wodę kamień, którego przeznaczeniem jest pójść na dno?

Trzeci tom horroru „6000” wyraźnie dzieli historię na dwie części, które zaczynają schodzić się w jedno, im bliżej końca się znajdujemy. Z jednej strony, mamy do czynienia z szalonym i przerażającym światem krwawych rytuałów, pradawnych bóstw, pojawiających się znikąd zmarłych. Z drugiej, główny problem stanowi wadliwe zasilanie, całkowity brak wsparcia ze strony osób znajdujących się na powierzchni oraz brak możliwości wydostania się z pułapki podwodnej stacji badawczej. Pozwala to czytelnikowi na chwilę wytchnienia, jednocześnie pokazując rosnący z każda chwilą dramatyzm. Ostatnia droga ucieczki zostaje stopniowo zamknięta, nadzieja na przeżycie zanika, a zakrwawiona paszcza błędów przeszłości już nie tylko szczerzy kły, ale powoli wbija swoje ostre zęby w ciała niewinnych ludzi. Sytuacja w podwodnym ośrodku od samego początku była zła, ale teraz stała się masakryczna, jako że do gry wkraczają pojawiający się znikąd zmarli.

Już od pierwszego tomu czytelnik miał świadomość, że grube ryby Cofdeece ukrywają coś wielkiego, nie są godne zaufania, i nie liczą się z życiem swoich nieświadomych zagrożenia pracowników będących dla korporacji zwykłym mięsem armatnim. Ta część „6000” wprawdzie nadal nie udziela nam odpowiedzi na pytania, jakie możemy sobie w tym temacie stawiać, ale podsuwa kolejne niewielkie podpowiedzi, nasuwa jeszcze więcej wątpliwości. Jak wiele mogą, bowiem wiedzieć ludzie na powierzchni, skoro ich sytuacja wydaje się całkiem stabilna i nie wydają się zaniepokojeni prośbami o pomoc? Zresztą, poczynania osób odpowiedzialnych za podwodny projekt Cofdeece należą do bezwzględnych i pozbawionych nawet odrobiny dobrej woli. Co korporacja chciała osiągnąć zamykając w tej śmiercionośnej pułapce nową załogę?

Zaczynając lekturę tej części mangi, wiemy tylko, że nasi bohaterowie muszą zmagać się z pradawnym bóstwem, które zostało przywołane przed laty przez poprzednią grupę badawczą. Kończąc, mamy już szerszy i dokładniejszy obraz sytuacji, która zaczyna nabierać coraz to sensowniejszych kształtów. Okazuje się, że nieszczęśnikom z Cofdeece przyszło zmagać się nie z byle jakim bóstwem, ale z żądnymi krwi i ludzkich ofiar bogami Azteków. Na pewno każdy z Was zna chociażby w ogólnym zarysie pewne fakty dotyczące religii tego starożytnego ludu i potrafi połączyć ze sobą oczywiste fakty. Zaskakujący jest jednak fakt, iż uwięzieni w tej śmiercionośnej pułapce bohaterowie znajdują się między młotem a kowadłem, w samym środku odwiecznej wojny między światłem i ciemnością. W jakikolwiek sposób do tego doszło, w przeszłości nie chodziło o bezmyślne „wywoływanie duchów”, ale o próbę zaradzenia obezwładniającemu strachowi, a wiadomo nie od dziś, że tonący brzytwy się chwyta. Tyle tylko, że tym razem był to niestety katowski topór.

Poza interesującym i sensownym wprowadzeniem do historii starożytnej religii, trzeci tom „6000” ma jeszcze jedną mocną stronę, której nie widzieliśmy przy okazji poprzednich dwóch części. Chodzi o pojawiające się wraz ze zrozumieniem sytuacji „rozwiązanie”, któremu naprawdę daleko do perfekcji, a które wydaje się jedynym możliwym, jeśli jednostka pragnie przeżyć jak najdłużej za wszelką cenę, bądź gdyby ratunek z zewnątrz był możliwy. W rzeczywistości, nawet ta próba znalezienia wyjścia raczej musi zakończyć się zgonem, zaś alternatywą dla tego rozwiązania jest, ni mniej, ni więcej, jak tylko wcześniejsza śmierć. Nie zapominajmy jednak, iż tamtą masakrę ktoś zdołał przeżyć. Może więc istnieje jeszcze szansa dla naszych bohaterów.

Podsumowując, trzeci tom „6000” zaczyna na poważnie wyjaśniać zagadkę masakry sprzed lat, przedstawia dotyczące jej konkrety oraz zapoznaje czytelnika z przyczyną aktualnego szaleństwa ogarniającego stację badawczą. Wydaje mi się, że to jak do tej pory najlepszy tom serii, jako że zagrożenie nabiera kształtu oraz sensu i odnosi się do rzeczywistych wierzeń. Tym samym manga ponownie zakorzenia się w prawdopodobnym świecie, bliskim naszemu,jak przystało na dobry horror.


wtorek, 5 sierpnia 2014

Egzorcyzmy Marii - Yayoi Haruna



Tytuł: Egzorcyzmy Marii
Tytuł oryginału: Danzai no Maria
Autor: Yayoi Haruna
Tom: 1 (całość)
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 176
Ocena: 4++/6







„Egzorcyzmy Marii” to mangowy produkt łańcucha przyczynowo-skutkowego, jakim rządzi się świat gier. O co właściwie chodzi? O promocję. Najpierw powstaje gra, a ponieważ w pewnym momencie należy ją promować, wybiera się jedną z trzech dróg – mangę, anime bądź obie te opcje jednocześnie. W taki właśnie sposób światło dzienne ujrzały „Egzorcyzmy Marii”, które wprowadzają czytelnika w świat demonów i egzorcystów stworzonych przez Karin Entertainment i przeniesionych na papier ręką Yayoi Haruny.

Marylin Crow, ochrzczona jako Maria, zostaje wysłana przez Watykan do Japonii, gdzie kontynuuje naukę w szkole dla egzorcystów oraz zostaje przyłączona do oddziału spirytualnego. Dziewczyna ma pomóc grupie rówieśników w ich niełatwym zadaniu wypędzania demonów, które coraz częściej opętują ludzi. Okazuje się jednak, że Maria sama ma na swoich usługach demona, Uriela, który nie tylko służy wspierając ją w walce, ale także bezustannie przypomina nastolatce o jej prywatnym celu – odnalezieniu demona Azazela i przerwaniu klątwy. Albowiem nad rodem, z którego pochodzi dziewczyna unosi się widmo śmierci każdego potomka w dniu jego czternastych urodzin. Tak się składa, że Maria jest od krok od przekroczenia tego „magicznego” deadline’u, który oznacza koniec jej stosunkowo krótkiego życia. Wyścig z czasem jest nieunikniony.


Japonia to kraj innowacji i utartych schematów, gdzie „nowe” przeplata się ze „starym”, krok do przodu potrafi być krokiem w tył. Z jednej strony możemy zauważyć silne przywiązanie do niektórych charakterystycznych szablonów, z drugiej otwiera się przed nami zupełnie nowe spojrzenie na każdą niemal dziedzinę życia. I takie są właśnie „Egzorcyzmy Marii”, które łączą w sobie elementy typowe dla niejednej historii oraz zawsze oryginalne spojrzenie na chrześcijańskie motywy.

Po pierwsze, w tym przypadku mamy do czynienia z „haremówką” na zasadzie „ona jedna – ich wielu”, motyw bardzo popularny i jakże upragniony w życiu codziennym wielu dziewcząt. Chociaż manga liczy tylko jeden tomik i nie rozwija skrzydeł, to w płci męskiej już teraz można przebierać – niski, wysoki, wesoły, gbur, samotnik, okularnik, długowłosy, człowiek, demon… Ot, haremik! Po drugie, wyjątkowa szkoła imienia świętego z internatem. To także motyw bardzo charakterystyczny, który nieodparcie kojarzy się z tajemnicą, romansem, problemami. Jest to więc gratka dla wszystkich, którzy lubią podobne klimaty.


Czymś nowym są jednak same egzorcyzmy, które nie polegają na wyklepaniu formułki po łacinie i odesłaniu demona tam gdzie jego miejsce, ale odbywają się przy udziale, przynajmniej w tym wypadku, aniołów bądź demonów nazywanych devami. To właśnie oni są „egzorcyzmem” przepędzającym lub niszczącym demona oraz pełnią rolę opiekuna, który chroni egzorcystę przed atakami. Podobni pomocnicy mają także swoje naprawdę interesujące „skutki uboczne”, o których po lekturze mangi wiemy wprawdzie niewiele, ale ich obecność wpływa pozytywnie na odbiór motywu egzorcyzmów. Zresztą, nie mniej interesująca wydaje się również grupa „posiadaczy” demonów, którzy znajdują się po przeciwnej stronie barykady. Można tylko żałować, że wszystkie te interesujące elementy nie miały okazji się rozwinąć w coś poważniejszego. Jeden tom mangi to stanowczo zbyt mało! Cóż, trzeba sięgnąć po grę, jeśli pragnie się spędzić więcej czasu w świecie „Egzorcyzmów Marii”.


Przejdźmy jednak o krok dalej, do głównego problemu, z jakim boryka się nasza bohaterka. „Każdy kolejny potomek klanu Crow umierał śmiercią nienaturalną w wieku czternastu lat” (strona 5). Brzmi nieźle. No właśnie… brzmi. Poniekąd do niczego przyczepić się nie można, ponieważ tak naprawdę nie mamy pojęcia, kiedy rzucono klątwę, ile lat żyją członkowie klanu sprzed klątwy i do którego pokolenia należy nasza Maria. Niewiadomych jest naprawdę wiele. Niemniej jednak, pojawia się pytanie: ile lat mają członkowie rodu Crow, kiedy zaczynają się rozmnażać? Naprawdę mnie to intryguje. Nie sądzę jednak, żebym mogła poznać odpowiedzi na swoje pytania. Może właśnie pod tym kątem warto zainteresować się grą?


Podsumowując, „Egzorcyzmy Marii” to raczej lekka, interesująca lektura, przy której można odetchnąć z ulgą i rozluźnić się należycie. Jednotomowe maleństwo sprawia, że nie musimy wyczekiwać w nieskończoność na ciąg dalszy, chociaż zdecydowanie nie mielibyśmy nic przeciwko. W końcu wiele wątków zostaje poruszonych, ale nie mają one okazji rozwinąć skrzydeł. Jeśli manga przypadnie Wam do gustu zawsze możecie rozpocząć „wielkie łowy” na grę.



wtorek, 11 lutego 2014

Innocent Bird tom 3 (ostatni) - Hirotaka Kisaragi



Tytuł: Innocent Bird
Tytuł oryginału: Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake
Tom: 3 (ostatni)
Autor: Hirotaka Kisaragi
Wydawca: BLU
Ilość stron: 184
Ocena: +6/6







Karasu i Shirasagi podążają za Koumorim przez rozległe pustynie Czyśćca do miejsca, w którym narodzą się na nowo, staną się ludźmi, a ich miłość nie będzie już nikomu przeszkadzać. Tak niewiele dzieli ich od celu, od spełnienia marzeń. Niestety, na ich drodze staje Sariel, który ma za zadanie wyeliminować tych, którzy ośmielili się sprzeciwić odgórnym nakazom i zignorować zakazy. Nie łatwo odmówić Serafinom toteż Panowanie gotów jest wykonać powierzone mu zadanie nie pozwalając sobie na kwestionowanie rozkazów istot wyższych od siebie rangą. W tym samym czasie także Belzebub pojawia się przed szukającą ucieczki trójką. Nie przybył jednak by stanąć do walki z nimi, ale zmierzyć się z tym, który wiele wieków wcześniej był jego przyjacielem, a teraz ślepo wykonywał polecenia Serafinów. Właśnie to pozwoliło dwójce zakochanych i ich przewodnikowi na przedostanie się do Bliźniaczych Wież Rozwagi, gdzie ma się rozegrać ostateczna walka, którą muszą podjąć, a o wyniku, której zadecydować może zaledwie szczegół.

Dwa poprzednie tomy Innocent Bird były doprawdy piękne, ale to, co mangaka zaprezentował nam teraz przechodzi ludzkie pojęcie. Manga z pięknej stała się metafizycznie piękna, a przekaz, jaki ze sobą niesie dociera głębiej niż można to sobie wyobrazić. Prawda zawarta w przemyślanych, pełnych mądrości dialogach niemal boli, zaś religia nabiera zupełnie innego wydźwięku, bardziej indywidualnego, emocjonalnego i szczerego. Doprawdy trudno opisać to, co w głębi serca czuje czytelnik, gdy pochłaniając ten tytuł nagle uświadamia sobie, jak prawdziwe zdają się wypowiedzi bohaterów, jak czyste i realne są ich poglądy. Ze swojej strony uważam się za osobę wierzącą nie w instytucję kościoła i kłamstwa, jakimi karmi ona świat, ale w Boga będącego Miłością. Może właśnie, dlatego za każdym razem, gdy czytam Innocent Bird czuję zbierające się pod powiekami łzy, a moje ciało zaczyna swędzieć od środka, jakby wypełniały je drobne owady, które obsiadają serce próbując dostać się do jego wnętrza.



Wydaje się stosownym wspomnieć, iż tę mangę można rozpatrywać na tysiące sposobów, zaś recenzje mogą uwzględniać tak wiele aspektów tego tytułu, że zamienią się w rozprawę filozoficzną i naprawdę nie ma się, czemu dziwić. W tym wypadku punkt widzenia naprawdę zależy od indywidualnego czytelnika i tego, co sobą reprezentuje. Im głębiej wdrożymy się w historię, jaką przedstawił Kisaragi tym więcej pojawi się pytań, tym więcej domysłów i odpowiedzi, których musimy udzielić sobie sami.

Pod względem fabuły Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake naprawdę zaskakuje, a to czego dowiadujemy się o niektórych bohaterach sprawia, że usta same się uchylają. Czytelnik w końcu poznaje tożsamość tajemniczego Koumori, ale również odkrywa sekret papugi, która towarzyszyła chłopakowi w drodze. Czegoś takiego zdecydowanie nikt nie mógł się spodziewać, a przynajmniej dla mnie było to niesamowitym zaskoczeniem. Jak najbardziej pozytywnym, ale nie do odgadnięcia. Co więcej, poznajemy także historię Belzebuba i Sariela, widzimy, co grozi każdemu buntownikowi, w jaki sposób karane jest spiskowanie przeciwko władzy Serafinów i sami możemy ocenić postępowanie najwyższych bożych Sług.




„Kochać inną istotę to być kochanym przez Boga, a każdy z nas ma prawo do bożej miłości.”*

Miłość, jaką Hirotaka Kisaragi przedstawia swojemu odbiorcy w trzecim tomie jest bardziej rozwinięta niż do tej pory, gotowa do realnych poświęceń, gorąca, naprawdę szczera i wyjątkowa. To nie płytkie uczucie bez najmniejszej głębi, jakie często pojawia się w filmie, czy literaturze, ale trudne do opisania szaleństwo, które stawia ukochaną osobę ponad wszystkim innym, co na świecie i poza nim. Miłość między Karasu, a Shirasagim jest tak daleka od ludzkiej niestałości, jak to tylko możliwe, a jej siłę porównać można wyłącznie z nieskończonymi uczuciami Boga, który przecież sam jest Miłością. Autor nie prezentuje jednak wyłącznie jednego obrazu tej szalonej namiętności, ale ukazuje jej drugie oblicze, bardziej tragiczne i niezrozumiałe dla większości osób. Tym samym bije ono na głowę wszelkie dramaty miłosne – także te klasyczne, jak Romeo i Julia. To, co podarował nam Kisaragi doprawdy trudno opisać i ubrać w słowa, które w pełni oddadzą uczucia, jakie wywołuje jego manga. To piękno skąpane we łzach. To pocałunek stanowiący mieszankę śliny i krwi.



„Czy Bóg kiedykolwiek cię kochał? Nie potrafisz odpowiedzieć. A dlaczego? Ponieważ coś, co nie istnieje nie może kochać.”*

Świat wykreowany przez autora kwestionuje istnienie Boga, a jednocześnie wyraźnie wskazuje na jego obecność. To, co wydaje się być zwyczajnym błędem w obliczeniach nabiera zupełnie innego znaczenia, gdy dociera się do końca mangi. Zmechanizowany świat Nieba zasiewa ziarenko niepokoju podobnie jak prawda o Serafinach, którzy kierują poczynaniami aniołów niższych szczebli, ale także ich „sprawiedliwość” tak bardzo przypomina nasz świat realny, że czytelnik zawaha się i zastanowi zanim zacznie kontynuować lekturę. Prawdziwą odpowiedzią na pytanie o istnienie Najwyższego jest zakończenie mangi, które wzrusza do łez i wypala swój ślad w sercu każdego człowieka.

Pisałam to już przy okazji recenzji pierwszego tomu Innocent Bird, ale z rozkoszą napiszę to po raz kolejny. Stworzona przez Hirotakę Kisaragi manga Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake to najpiękniejszy tytuł, jaki uraczył światowe półki księgarń. To niesamowita miłość, ogromne wzruszania i teologiczna rozprawa na temat uczuć oraz samego Boga. Ta manga naprawdę potrafi zmienić sposób patrzenia na świat, a także przekonania religijne. Jest zbyt idealna by można było przejść obok niej obojętnie toteż z całego serca zachęcam do zapoznania się z nią i odkrycia Stwórcy na nowo, patrząc na Niego w zupełnie innej perspektywy.




*Oba cytaty pochodzą z mangi i zostały przetłumaczone przeze mnie.

niedziela, 9 lutego 2014

Innocent Bird tom 2 - Hirotaka Kisaragi



Tytuł: Innocent Bird
Tytuł oryginału: Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake
Tom: 2
Autor: Hirotaka Kisaragi
Wydawca: BLU
Ilość stron: 184
Ocena: +6/6






Przepiękna historia gorącej i szczerej miłości między diabłem a aniołem trwa nadal nabierając tempa. Wprawdzie Karasu zdołał wyrwać ukochanego z Piekła, ale nie wszystko poszło tak, jak powinno. Shirasagi stara się zachowywać, jak dawniej, lecz czuje, że coś jest nie tak. Bo niby, dlaczego nie ma cienia i jak to wytłumaczyć? Co właściwie się stało i w którym momencie? Czy może to mieć coś wspólnego z Belzebubem i jego planami, których nikomu nie zdradza, a które wydają się wiązać z postacią pewnego wysoko postawionego anioła? Co więcej, na drodze dwójki kochanków pojawia się Koumori, właściciel papugi, o którą od pewnego czasu troszczył się „diabelski” ksiądz. Kimkolwiek jest tajemniczy młody człowiek bezsprzecznie wie, z jakimi dwiema siłami przyszło mu się zmierzyć i bez najmniejszego skrępowania potrafi stanąć do walki z demonami mając nad nimi niejaką przewagę. To właśnie on postanawia pomóc zakochanym mężczyznom w czasie ich drogi ku wspólnej przyszłości i w poszukiwaniu akceptacji, ale też za jego sprawą wychodzi na jaw tajemnica Karasu. Anioł zaczyna, bowiem Upadać wykorzystując swoją moc w sposób, który jest sprzeczny z wolą Boga. Ale czy aby na pewno Najwyższy jest przeciwny miłości pomiędzy swoimi dziećmi? Czy pozwoli by walka pochłonęła niewinne istoty, które zupełnie przypadkowo znalazły się w tym oku cyklonu?


Drugi tom Innocent Bird wprawia czytelnika w jeszcze większy zachwyt, oferuje większą dawkę piękna i niesamowitych przeżyć emocjonalnych. Fabuła pędzi do przodu, zaskakuje i nie pozwala na nudę, chociaż to nie ona jest najważniejsza w przypadku tej mangi. Przede wszystkim, czytelnik może zaobserwować rozwój uczucia, które stanowi główny wątek całej historii. Karasu i Shirasagi, którzy do tej pory byli sobie po prostu bliscy, teraz uświadamiają sobie, co tak naprawdę czują, jak dalece uzależnili się od siebie i jak głęboko sięga ich miłość. Są zdecydowani by walczyć o uczucie, które rozpala ich wewnętrznie, zmienia sposób patrzenia na świat, uszczęśliwia mimo wszystkich trudności, przez jakie muszą przejść.

Hirotaka Kisaragi nie poprzestał jednak na samym obrazie miłości, ale w sposób naprawdę piękny oddał też konsekwencje płynące z zazdrości, która to skłania Karasu ku Upadkowi. Anioł walcząc ze swoimi wewnętrznymi demonami musi pokonać samego siebie chcąc zapanować nad zżerającą go klątwą, która z każdą chwilą przybliża jego Upadek. Jak cienka jest granica pomiędzy spokojnym dryfowaniem po morzu miłości, a wzburzonymi wodami zazdrości? Na szczególną uwagę zasługuje również fakt buntu przeciwko Bogu, rzucenia wyzwania Najwyższemu, jak także sposób, w jaki autor rozwiązał tenże problem. Mangaka podjął tym samym odwieczną dyskusję mającą na celu ustalenie, czy Bóg naprawdę istnieje, czy jest nieskończony i czy opuścił swoje Stworzenie przed wiekami, pozostawiając Świat pod opieką swoich aniołów. W mandze pojawia się także temat hierarchizowania uczuć i pragnień, który nakłania do refleksji i zastanowienia się nad nami samymi i naszym postępowaniem.


Czytając drugi tom Innocent Bird czytelnik może zadawać sobie pytanie: Czy na kartach mangi Bóg choć raz przemówił, a jeśli tak to, co właściwie chciał przekazać dwójce postaci, które na samym szczycie piramidy hierarchicznej postawiły ukochaną osobę, a dopiero za nią samego Boga. Czy komuś tak potężnemu spodoba się rzucone buńczucznie wyzwanie i niemal bluźniercze słowa płynące prosto z serca? Jak wiele można wybaczyć zakochanemu?

Hirotaka Kisaragi sprawił, że przez ciało odbiorcy przechodzą dreszcze, gdy zagłębiając się w lekturze Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake dostrzega bezlitosność wierzeń religijnych chrześcijan, które ograniczają miłość, czy wręcz jej zabraniają. Jego postaci buntują się przeciwko regułom ustanowionym w imię Najwyższego, słuchają głosu serca i nie boją się wypowiedzieć wojny światu w imię swoich przekonań. To bezsprzecznie skłania do zadumy, zmusza do myślenia, wyciągania wniosków i opowiedzenia się po jednej ze stron. Bo, w jakiego Boga wierzymy – w dyktatora, czy w oblicze Miłości?



środa, 5 lutego 2014

Innocent Bird tom 1 - Hirotaka Kisaragi



Tytuł: Innocent Bird
Tytuł oryginału: Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake
Tom: 1
Autor: Hirotaka Kisaragi
Wydawca: BLU
Ilość stron: 200
Ocena: +6/6






"Najgorszy jest diabeł wtenczas, kiedy się modli"

Ziemia nie od dziś uznawana jest za miejsce znajdujące się pomiędzy Niebem a Piekłem, za azyl – bezpieczne schronienie dla ras pragnących ukryć się przed Bogiem i jego wysłannikami, bądź przeciwnikami. Niestety, nigdzie nie można czuć się całkowicie bezpiecznym, a przeszłości nie sposób uciec. Skutki podjętych kiedyś decyzji upominają się o nas niezależnie od miejsca, w którym się znajdujemy, jakby jakaś siła nie pozwalała nam wydostać się poza obręb tego, co jest nam przeznaczone. Błędne koło zatacza krąg wracając do punktu wyjścia, nie jest już jednak takie samo. Coś się zmieniło i nigdy już nie będzie jak dawniej.

Karasu to anielski urzędnik, który otrzymuje zadanie nakłonienia diabła do powrotu do Piekła przed upływem ostatecznego terminu pobytu na Ziemi. Z petem w ustach i zdawkowym uśmiechem mężczyzna zapuszcza się w ubogą dzielnicę szukając „najpiękniejszej osoby w okolicy”. Nie spodziewał się, że poszukiwany przez niego diabeł okaże się być księdzem pomagającym ubogim, uczącym dzieci czytać i dbającym o tych, o których przeciętni ludzie dawno już zapomnieli. Co więcej, Shirasagi jest nie tylko uczynny, ale także całkowicie szczery w tym, co postanowił. Rezygnując z używania swoich diabelskich mocy usiłuje zbliżyć się do Boga, szukać jego pomocy, zmienić swoje życie i powrócić do Pana, jako człowiek. Niestety, nie tylko aniołom jest to nie w smak. Także demony upominają się o swoje pragnąc odzyskać Shirasagiego za wszelką cenę.

Pierwszy tom mangi Innocent Bird (Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake) dzieli się na dwie części. Pierwszą z nich jest przedstawiona powyżej historia uczucia rodzącego się pomiędzy aniołem i demonem, zaś drugą – krótka opowieść o przybranym rodzeństwie, które próbuje odnaleźć się w nowej sytuacji, jaką jest wspólne życie. O ile oneshot My Sweet Darling kończy się w tym właśnie tomie, o tyle główny wątek Innocent Bird ma swoją kontynuację w kolejnych częściach.



Obie intrygi, mimo iż skrajnie różne, poruszają bardzo istotną tematykę, jaką jest miłość, dobroć, przywiązanie oraz poszukiwanie swojego miejsca w świecie. Przez słodycz kreski autora – którą bardzo sobie cenię – oraz magię uczuć przebija się wyraźna nuta dramatu związanego z ludzkimi emocjami, potrzebami. To właśnie one odpowiadają za wewnętrzny ból wyciskający z oczu łzy, a tym samym są bliskie każdemu żyjącemu człowiekowi. Warto wspomnieć, iż strony mangi pełne są najróżniejszych uczuć, które docierają głęboko do serca czytelnika, zachwycają i zakuwają w kajdany zniewolenia nie pozwalając zapomnieć o historii, której świadkami się stajemy.

Z tematów, jakie poruszył autor, najbardziej odurzającym jest bez wątpienia miłość pomiędzy Karasu i Shirasagim. Nie jest ona zwyczajnym zakazanym uczuciem, które wywołuje dreszczyk emocji. To prawdziwa walka o namiętność, która nie miała prawa zaistnieć, a która sprzeciwiając się zasadom rządzącym światem połączyła ze sobą dwie istoty – nie tylko anioła i diabła, ale również dwóch mężczyzn. Czy mając przeciwko sobie anielskich przełożonych i diabelskiego arcyksięcia wraz z jego świtą kochankowie mogą liczyć na to, że Bóg spojrzy na nich przychylnym okiem? A może są zdani tylko na siebie stając do nierównej walki?


Innocent Bird to najpiękniejsza manga jaką dane mi było czytać i bynajmniej nie chodzi mi o jakże lubianą przeze mnie kreskę. W tym tytule zafascynowała mnie nie tylko głębia fabuły, ale także wyraźnie widoczny wątek religijny, dramat i powaga historii, którą przedstawia czytelnikowi Hirotaka Kisaragi. Co więcej, główni bohaterowie są prawdziwie piękni nie tylko zewnętrznie, ale także wewnętrznie, co potwierdzają zarówno słowami, jak i czynami, a to sprawia, że ich miłość jest tym gorętsza, tym bardziej niewinna i szczera – cudowna.

Na temat Na Mo Naki Tori No Tobu Yoake nie można powiedzieć nawet jednego złego słowa. Tytuł ten jest dla mnie prywatną biblią miłości już od wielu lat – od dnia, kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z Innocent Bird. Czytałam wiele mang z gatunku yaoi, które zapadły mi w serce, wyciskały łzy, bawiły mnie poprawiając humor, ale żadna nie zniewoliła mnie tak jak właśnie ta. Hirotaka Kisaragi stworzył istny majstersztyk, który uzależnia już od pierwszego tomu.