Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologiczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Psychologiczne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 października 2015

Lament Jagnięcia tom 3 - Kei Toume




Tytuł: Lament Jagnięcia
Podtytuł: Hitsuji no Uta
Tytuł alternatywny: Histuji no Uta, Lament of the Lamb
Autor: Kei Toume
Tom: 3
Wszystkich tomów: 7
Stan aktualny (JP): seria zakończona
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: ??
Ocena: 5/6



Kiedy życie zaczyna się sypać, a każdy dzień jest kolejnym aktem dramatu, ludzie są zmuszeni do podejmowania decyzji, które zaważą nie tylko na ich życiu, ale także na życiu najbliższych im osób. Serce i umysł stawiają przed nimi sprzeczne drogowskazy, zaś ich zadaniem jest wybranie drogi, którą uznają za najwłaściwszą. Tylko czy coś takiego jak „właściwa droga” naprawdę istnieje, kiedy w grę wchodzi popadające w ruinę życie oraz rozsypująca się na tysiące kawałków psychika?

Chociaż Kazuna chce za wszelką cenę odciąć się od bliskich sobie osób, okazuje się to trudniejsze niż przypuszczał. W szczególności zważywszy na fakt, iż jego romantyczne uczucia względem Yaegashi, koleżanki ze szkoły, są w pełni odwzajemniane i dziewczyna nie zamierza poddać się bez walki o niego. Problem w tym, że jego trawione niecodzienną chorobą ciało bardzo gwałtownie reaguje na jej bliskość. W konsekwencji, chłopak ląduje w szpitalu i mając ogromne szczęście, trafia pod opiekę lekarza doskonale zdającego sobie sprawę z jego choroby, który dodatkowo pomaga mu w wymyśleniu wiarygodnej wymówki dla zamartwiających się opiekunów. Prawda jest jednak taka, że nie potrafiąc poradzić sobie ze swoim stanem, Kazuna postanawia odepchnąć wszystkich, którzy coś dla niego znaczą, zamieszkać z siostrą i wraz z nią zamknąć się w świecie trawiącej ich rodzinę choroby. Ale co powiedzą na to jego bliscy i czy on sam wytrzyma presję zmian zachodzących w jego życiu?

„Lament Jagnięcia” to bez wątpienia jedna z lepszych i ambitniejszych pozycji na naszym rynku. Nie może więc dziwić fakt, iż każdy tom wprowadza do tej historii coś więcej, każdy jest unikalny i stanowi kolejną część układanki, którą pragnie nam zaprezentować Kei Toume. I tak, trójka kładzie nacisk na pewne aspekty przeszłości Chizuny i tym samym ukazuje czytelnikowi dziewczynę jako osobę bez porównania bardziej ludzką, cieplejszą i normalniejszą niż dotychczas. Co za tym idzie, mamy także lepszy wgląd w jej relacje z ojcem. Dotychczas tylko o nim słyszeliśmy, przez co wydawał się nam cieniem, za którym ugania się nastolatka. Jego obraz naprawdę był dla nas całkowicie bezcielesny i niewyraźny, pozbawiony charakteru, a nawet nieistotny. Tymczasem po lekturze tego tomu, mężczyzna ten wydaje się nabierać konkretnych kształtów i zaczyna mieć realne znaczenie dla wydarzeń zaprezentowanych w mandze. W tej części poznajemy także pobudki kierujące Minase, znajomym lekarzem, co do którego mogliśmy już wcześniej mieć pewne podejrzenia, ale brakowało nam dowodów na ich potwierdzenie. To w czym się upewniamy, bądź czego się dowiadujemy, bez wątpienia rzuca nowe światło na Chizunę. Mając to na uwadze, sądzę, że ten tom ma ogromne znaczenie dla rozbudowy związanego z nastolatką psychologicznego zaplecza serii.

Ale skoro o tych dwóch mężczyznach mowa, to warto zauważyć, iż w tej części są oni dwoma z trzech źródeł najgwałtowniejszych emocji. Z jednej strony mamy do czynienia z zestawieniem miłości i przyjacielskiej lojalności. W tym przypadku odnoszę wrażenie, że ignorowane romantyczne uczucie zostało zamienione na swój zdecydowanie bezpieczniejszy odpowiednik, który pozwala dwojgu ludziom na utrzymywanie kontaktu mimo braku uczuciowej wzajemności. Z drugiej strony pojawia się temat strachu zestawionego z nienawiścią oraz miłością. To chyba najtrudniejszy emocjonalny miszmasz tego tomu, ponieważ trzy skrajnie różne uczucia nachodzą na siebie, stykają się ze sobą, bezustannie ze sobą kolidują, a co więcej, odnoszą się do tych samych wydarzeń, w których zmienia się jedynie punkt widzenia. Trzecia emocjonalna skarbnica to kłamstwo z miłości, czyli bardzo popularny sposób chronienia bliskiej osoby poprzez jej ranienie. Mieliśmy z tym do czynienia już wcześniej, ale sądzę, że tego po prostu nie mogło zabraknąć w tytule takim jak ten, toteż powrót do tego problemu oraz przeniesienie go na wyższy poziom było sensownym i dobrym zagraniem, które dopełnia dramatu serii.

Myślę, że warto zwrócić także uwagę na fakt, iż w tym tomie znajdziemy bardzo dosłowne odwołanie do Freuda i niektórych jego poglądów na ludzką psychikę. Wprawdzie nie natrafimy tu na wyczerpujące elaboraty dotyczące tego problemu, ale niewątpliwie jest to element, który wpływa na większe prawdopodobieństwo przedstawionej historii. W końcu nasi bohaterowie borykają się z niełatwym i w pewnym stopniu kontrowersyjnym problemem, jakim jest swojego rodzaju wampiryzm, a podejrzewam, że fakt ten wciąż wzbudza nieufność u osób obawiających się ukrytej między wierszami fantastyki. W tym kontekście, przywołanie nazwiska powszechnie znanego wszystkim psychologa wydaje się dobrym posunięciem, ponieważ zapewnia poruszonym w mandze problemom pewien punkt oparcia i daje możliwość racjonalnego wyjaśnienia trawiącej rodzeństwo choroby.

Tom trzeci powraca również do tematu pragnienia śmierci, jako sposobu na zakończenie cierpienia i rozwiązanie problemów. Już wcześniej mieliśmy z tym do czynienia, jednakże dopiero teraz znajdujemy się naprawdę blisko tej kwestii. A to za sprawą tego, iż coraz więcej wiemy o Kazunie i jego sytuacji, co pozwala nam lepiej zrozumieć targające nim uczucia oraz niejako usprawiedliwia chęć zakończenia życia w przypadku członków jego rodziny. Tym samym, zagłębiamy się coraz bardziej w mrocznej psychice męczonego chorobą młodego człowieka, poznajemy jego rozterki, niepewności i wyrzeczenia, jesteśmy świadkami podejmowanych przez niego decyzji oraz ich konsekwencji. Inaczej mówiąc, z każdym tomem coraz pełniej żyjemy życiem Kazuny.

Podsumowując, kolejny już raz mamy okazję zagłębić się w tej mrocznej, naprawdę znakomitej historii stworzonej przez Kei Toume, a zaprezentowanej nam przez Wydawnictwo Ringo Ame. „Lament Jagnięcia” z tomu na tom staje się coraz cięższy i coraz mocniej wiąże ze sobą cierpienie fizyczne oraz psychiczne. Trzecia część, podobnie zresztą jak dwie poprzednie, bez wątpienia przywiązuje czytelnika do tej serii i sprawia, że naprawdę chcemy sięgnąć po kolejne tomy, toteż tę historię po prostu trzeba poznać.


wtorek, 18 sierpnia 2015

Nim rozkwitną kwiaty tom 2 - Shoko Hidaka




Tytuł: Nim rozkwitną kwiaty
Tytuł oryginalny: Hana wa Sakuka
Autor: Shoko Hidaka
Tom: 2
Wszystkich tomów: 6
Stan aktualny (JP): seria zakończona
Wydawnictwo: Yumegari
Liczba stron: 196
Ocena: 6/6




Uczucia potrafią być bardziej nieprzewidywalne niż sam los. Jednego dnia jesteś wolnym ptakiem, drugiego błagasz o zniewolenie. Przez całe życie wydaje Ci się, że nie masz tajemnic przed samym sobą, by nagle jedno spotkanie wywróciło cały Twój świat do góry nogami. Miłość wymyka się zdrowemu rozsądkowi, więc aby dotrzymać jej kroku, po prostu musisz płynąć z prądem.

Obecność Fujimoto, namolnego kolegi ze studiów, u boku Youichiego, budzi w dojrzałym pracowniku agencji reklamowej płomienną zazdrość, rozpalającą odkryte niedawno uczucie. Kazuaki Sakurai nigdy by nie przypuszczał, że straci głowę dla o wiele młodszego od siebie mężczyzny, a jednak z każdym dniem coraz trudniej jest mu się skupić na codziennych zajęciach, gdyż jego myśli krążą bezustannie wokół Youichiego. Sytuację pogarsza fakt, iż Sakurai nie jest jedynym, który kręci się wokół małomównego studenta, zaś jego konkurent wprowadza się do prowadzonego przez ich obiekt westchnień pensjonatu. To przelewa czarę goryczy. Czy w takiej sytuacji Sakurai może jeszcze liczyć na trzeźwość umysłu?

Pierwszy tom mangi „Nim rozkwitną kwiaty” wydawał się przepełniony zdystansowaniem i ciekawością, odczuwanymi przez bohaterów, ale doświadczanymi także przez samego czytelnika. Tym razem autorka sięgnęła po emocje zdecydowanie silniejsze – zazdrość, irytacja, powstrzymywana miłość, trzymane na wodzy pragnienia – i naszpikowała nimi drugą część serii do tego stopnia, iż podczas lektury czytelnik nie może usiedzieć na miejscu czując, jak wszystkie te pełne życia i energii uczucia przepływające przez tomik znajdują ujście w nim samym. Właśnie z tego powodu, mam wrażenie, że przedstawiana przez Shoko Hidakę historia nabiera tempa, nie tyle pod względem ukazanych w tym tomie wydarzeń, ile pod kątem sposobu w jaki ją odbieramy. Co za tym idzie, tytuł ten staje się nam bliższa, ponieważ dochodzi do chemicznej reakcji, na skutek połączenia się trzech składników – fantastycznej mangi, żywych emocji oraz głodnego doznań czytelnika. Krótko mówiąc, poprzedni tom był pieszczotą dla duszy, zaś ten jest dla niej zastrzykiem energii.


Jak już wspomniałam między wierszami, „Nim rozkwitną kwiaty” to tytuł, który ewoluuje, co możemy zauważyć przede wszystkim przyglądając się bohaterom. Z początku wycofani, nastawieni raczej mało entuzjastycznie do wydarzeń poprzedniego tomu, teraz zaczynają emocjonalnie żyć i otwierają się na siebie nawzajem. Jesteśmy świadkami tego, jak negatywne uczucia powoli ulegają zmianie, nabierają konkretnych kształtów i nowego, pozytywnego wyrazu. Irytacja i ignorancja przemieniają się w zainteresowanie, niechęć otwiera drogę miłości, niezobowiązująca ciekawość prowadzi do przyjaźni. Najważniejszy wydaje mi się jednak fakt, iż wszystko to odbywa się na naszych oczach. Autorka nie stawia nas przed faktem dokonanym z tomu na tom, ale ukazuje drogę, jaką wszystkie uczucia muszą przebyć, aby przyjąć swoją ostateczną formę. Jest to tym ważniejsze, że nie mamy do czynienia z mangą, która stawiałaby na pierwszym miejscu akcję i opierałaby się na licznych wydarzeniach. „Nim rozkwitną kwiaty” to przede wszystkim mnogość różnorodnych emocji, które wypełniają strony i przemawiają do czytelnika, toteż pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że tej mangi się nie czyta, ale się ją czuje.

Nikogo z pewnością nie zdziwi fakt, iż jednym z ważniejszych elementów zaprezentowanego w mandze emocjonalnego wachlarza stanowi miłość. Uważam jednak, że warto skupić się na tym temacie, ponieważ Shoko Hidaka przedstawiła to uczucie w sposób wyjątkowy, podkreślający jego znaczenie. Chociaż na chwilę obecną historia skupia się głównie na dorosłym, doświadczonym mężczyźnie, który pierwsze namiętności ma już za sobą, to jednak autorka ukazuje miłość w sposób pełny i już teraz zawierający w sobie wszystkie powiązane z nią emocje, jakbyśmy mieli do czynienia z romantyczną historią skupiającą się na przeżywaniu pierwszego wielkiego uczucia. Nie jest to zabieg bezcelowy, ponieważ w pewnym stopniu właśnie z takim przypadkiem mamy do czynienia. Sakurai po raz pierwszy obdarza uczuciem osobę tej samej płci i pierwszy raz od dłuższego czasu zakochuje się po uszy, co czyni go podatnym na gwałtowne emocje. Właśnie dzięki temu „Nim rozkwitną kwiaty” jest tytułem, który potrafi zawrócić czytelnikowi w głowie i sprawia, że podczas lektury rozsadza nas energia, pasja, chęć bezustannego poznawania tej historii. Tak przynajmniej było w moim przypadku i kocham ten tytuł za to, że budzi we mnie typową fangirl.


Przy okazji recenzji pierwszego tomu, wspominałam o psychologicznych aspektach „Nim rozkwitną kwiaty”. Pragnę Wam o tym przypomnieć, ponieważ podobnie jak miało to miejsce w poprzedniej części, także tym razem autorka poruszyła problem wyboru życiowej drogi oraz wywieranej przez bliskich presji. Świadczy to o tym, iż Shoko Hidaka pozostaje wierna temu, co chciała przekazać w swojej mandze, jak również nie zapomina o niezwykle istotnym elemencie konstrukcji swoich bohaterów, którym nadaje nie tylko zewnętrzny kształt, ale także psychiczną głębię. Niewiele jest tytułów, które mogą się tym poszczycić, toteż mamy tu do czynienia z mangą tym bardziej wartościową, dopracowaną i z pewnością przeznaczoną dla wymagającego czytelnika.

Podsumowując, drugi tom „Nim rozkwitną kwiaty” w niczym nie ustępuje poprzedniemu, a jeśli to w ogóle możliwe, jest jeszcze lepszy. Emocje bohaterów stają się gwałtowniejsze, uczucia coraz bardziej oczywiste, zaś zaspokojenie budzących się z każdą chwilą pragnień znajduje się na wyciągnięcie ręki. Kto odważy się sięgnąć po obiekt pożądania i z jakim skutkiem? Tego dowiedzcie się sami, sięgając po drugi tom mangi.


sobota, 8 sierpnia 2015

News: Light novel Utsuro no Hako to Zero no Maria od Waneko!

Ostatnią nowością Waneko będzie pierwsze w ich karierze light novel:

Utsuro no Hako to Zero no Maria
Autor: Mikage Eiji, Tetsuo
Gatunek/tematyka: shounen, psychologiczne, horror, supernatural, szkoła
Ilość tomów: 7(seria zakończona)
Szczegóły wydania: format powiększony, bez obwoluty,
tytuł będzie tłumaczony
 Cena: 24,99 zł
Premiera pierwszego tomu: luty 2016
Kolejne tomy: ???


Opis: *





Przedpłata: czekamy



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

środa, 5 sierpnia 2015

Zawrócić czas tom 1 - Sakiya Haruhi, Yamamoto Kotetsuko





Tytuł: Zawrócić czas
Tytuł oryginalny: Ano hi no kimi wo dakishimeta nara
Autor: Sakiya Haruhi, Yamamoto Kotetsuko
Tom: 1
Wszystkich tomów: 2
Stan aktualny (JP): seria zakończona
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 192
Ocena: -6/6




Jeden rzut oka na podniecone yaoistki może nam wiele powiedzieć o tematyce przeważającej większości wydawanych w Polsce oraz pochłanianych namiętnie mangowych homoseksualnych romansów. Sama jestem jedną z nich i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak rzadko tytuły z gatunku yaoina poważnie poruszają życiową problematykę. Prawda jest jednak taka, że homoseksualizm nie zawsze jest tak różowy, jak przedstawiają nam liczni twórcy, toteż mangi takie jak „Zawrócić czas” są perełkami, które pozwalają nam spojrzeć na ten temat racjonalniej i oferują wgląd w skomplikowaną ludzką psychikę.

W temacie uczuć, Kengo Mutsuura do najbystrzejszych nie należy. W przeszłości nieświadomie odrzucił miłość najlepszego przyjaciela, czego teraz bardzo żałuje, chociaż nie jest w stanie zmienić tego, co sknocił przed dziesięcioma laty. Pomimo tych deprymujących wydarzeń z czasów młodości, on i Hidetoshi wciąż są sobie bliscy, chociaż nie wychodzą poza ramy zwykłej męsko-męskiej znajomości. Zresztą, przyjaciel pechowo związał się z agresywnym, okładającym go pięściami mężczyzną i mimo usilnych starań, nie potrafi na stałe zakończyć tego toksycznego związku. Kiedy Kengo przypadkowo staje się świadkiem wychodzącej poza ramy zwykłej kłótni sprzeczki między kochankami i słyszy z ust Hidetoshiego kilka chłodnych, nieczułych słów, nie wytrzymuje i daje upust swojej skrywanej dotąd namiętności względem przyjaciela, który przecież wciąż go kocha. Pozornie wszystko powinno się w końcu ułożyć, ale sprawy wciąż się komplikują.


Przemoc w związku to ostatnio temat popularny i często poruszany w mediach, jednakże stosunkowo rzadziej występujący w mangach yaoi. W niektórych kręgach tematycznych obraz przemocy może nie pojawiać się w ogóle lub być do tego stopnia zniekształcony, że czytelnik podczas lektury nawet nie zauważy agresji, jaka towarzyszy użyciu siły wobec partnera/partnerki. Wszystko to sprawia, że najpewniej w fandomie znajdziemy osoby, które idealizują yaoido tego stopnia, że czysta przemoc semewobec uke (lub odwrotnie) jest dla nich abstrakcją. Brzmi przesadnie, ale naprawdę trafiają się tacy fani. Niemniej jednak, przyznaję, że na naszym niewielkim rynku mangowym wydawane są tytuły, w których natkniemy się na tę problematykę, chociaż jej przedstawienie ma się nijak do prawdziwej powagi sytuacji. Myślę, że dopiero „Zawrócić czas” na poważnie podchodzi do tematu i choć ukazuje go subtelnie, to jednak oddaje to, czym naprawdę jest przemoc w związku i jakie reakcje za sobą pociąga. Bezustanne podążanie tą samą drogą, nieumiejętność przerwania toksycznej znajomości, powtarzające się epizody agresji, mimowolne poddaństwo. Ofiara i agresor kręcą się w kółko ciągle powtarzając te same błędy, mimo zapewnień, że coś się zmieni, mimo pomocy osób z zewnątrz. Tak wygląda to często w realnym życiu i to właśnie dostrzeżemy w tej mandze.

Kolejnym poważnym tematem, który częściej pojawia się w mangach z gatunku yaoi, jest samotność dotykająca osoby w pewnym wieku. Młodość wiąże się z większą atrakcyjnością fizyczną, możliwością wybierania, przebierania, z czasem, który można poświęcić na niezobowiązujące przygody. Dorosłość to poszukiwanie stałego związku potrafiącego odgonić widmo samotności, z którą człowiek musiałby się zmagać nie mając swojej drugiej połówki. W „Zawrócić czas” ta właśnie presja uciekającego czasu zostaje skonfrontowana ze strachem przed osamotnieniem oraz niespełnioną miłością, co prowadzi do poddaństwa i biernego zgadzania się na wszystko, co może spotkać nas ze strony drugiej osoby. Ta właśnie desperacja jest jednym z głównych źródeł dramatu obecnego w tym tytule, jak również doskonale nakreśla nam profil psychologiczny Hidetoshiego, który bez wątpienia zapewniłby pracę nie jednemu psychologowi.


W tym miejscu warto zwrócić uwagę także na fakt, iż mimo w pewnym stopniu autodestrukcyjnej potrzeby pozostawania w związku, Hidetoshi stara się usilnie chronić Kengo przed samym sobą i wejściem w świat homoseksualizmu. Miejscami mamy wrażenie, że jest bohaterem tragicznym, który walczy z nieuniknionym losem za pomocą obojętności oraz bezustannego odrzucania własnych uczuć. Można pokusić się nawet o stwierdzenie, iż przybiera podstawę mesjańską, pragnąc poświęcić siebie dla dobra osoby, którą kocha. Wszystkie te elementy sprawiają, że „Zawrócić czas” jest jednym z najlepiej skonstruowanych psychologicznie tytułów yaoi na naszym rynku.

Bardzo ważne miejsce w mandze zajmuje także definicja miłości, która stanowi czystą abstrakcję dla jakże prostego i nieświadomego tego uczucia Kengo, i w ten sposób staje się esencją jego kreacji. Śledząc jego pierwsze kroki na drodze uczuciowej oraz pędzące we wszystkich kierunkach myśli, poznajemy bliżej jego psychikę i szybko dochodzimy do wniosków, których nasz ociężały umysłowo bohater nie potrafi jeszcze wyciągnąć. Kengo Mutsuura został więc stworzony na wzór krzyżówki, której pola wypełnia samodzielnie kolejnymi punktami definicji miłości i podczas gdy my znamy już hasło, on wciąż stara się odkrywać jego kolejne litery. Tym samym, w „Zawrócić czas” granica między przyjaźnią a miłością nie ma żadnego znaczenia, ponieważ istotę problemu stanowi ta pojawiająca się nagle i niedająca się łatwo zidentyfikować namiętność. Sam bohater również niczego sobie nie ułatwia, ponieważ szukając odpowiedzi na stawiane przez siebie pytania, usiłuje jednocześnie zrzucić ciężar swoich poczynań na kogoś innego. Tym też sposobem, bezustannie pozostaje dzieckiem, które zamiast myśleć samodzielnie, woli łączyć narysowane przez kogoś innego kropki. Nic więc dziwnego, że zarówno Kengo jak i Hidetoshi skazani są na cierpienie, zaś czytelnik głęboko odczuwa ich miłosne i życiowe rozterki, które stają się nam naprawdę bliskie.


Co się zaś tyczy kreski, kolejny raz mamy do czynienia z tytułem rysowanym przez Yamamoto Kotetsuko, którą polski czytelnik zna już doskonale, toteż nie brakuje jasnych, przejrzystych kadrów oraz starannie kreślonych postaci. Warto jednak zauważyć, że w tej serii jej kreska wydaje się jeszcze bardziej delikatna i ulotna, czym naprawdę pieści spojrzenie czytelnika.

Podsumowując, „Zawrócić czas” to realistyczna, doskonale skonstruowana historia, która chwyta za serce i pozwala na wnikliwą analizę bohaterów. Poważne podejście do życiowych problemów oraz wyraziście odmalowane profile psychologiczne sprawiają, że jest to manga niezwykle wartościowa, obok której nie można przejść obojętnie. Wydawnictwo Ringo Ame kolejny raz udowodniło, że potrafi zadbać o swoich czytelników dając im to, co najlepsze.


czwartek, 18 grudnia 2014

Are you Alice? tom 1 - Ai Ninomiya, Ikumi Katagiri





Tytuł: Are you Alice?
Autor: Ai Ninomiya (scenariusz), Ikumi Katagiri (ilustracje)
Tom: 1
Wszystkich tomów: 11
Stan aktualny (JP): seria otwarta
Wydawnictwo: Waneko
Liczba stron: 194
Ocena: 5+/6






Jak to się zaczęło:
Zanim Wydawnictwo Waneko ogłosiło Are you Alice? swoją nadchodzącą nowością, ktoś wspomniał już o tym tytule w komentarzu, co skłoniło mnie do rozpoczęcia małego dochodzenia i rozeznania się w sytuacji. Przyznam, że zafascynowanie tą pozycją przyszło bardzo szybko i momentalnie zdecydowałam się na wejście do Krainy Czarów stworzonej przez Ai Ninomiyę i zilustrowanej przez Ikumi Katagiri. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, w co się pakuję i chyba nawet teraz nie jestem tego do końca świadoma, ponieważ Are you Alice? kryje wiele tajemnic, psychologicznego ciężaru, fascynującego wykorzystania motywów. Cóż, nie ma się czemu dziwić, w końcu jest to tytuł wyjątkowy.

Sneak peek:
Nie zna swojego imienia, nie pamięta przeszłości, jest pustą skorupą otoczona pragnieniami, których zaspokojenia szuka w Krainie Czarów – miejscu niezwykłym, rządzonym przez Królową Kier, do którego drogę do tej pory wskazywał Biały Królik. Przed nim do Krainy Czarów przybyło osiemdziesiąt osiem dziewcząt, z których żadna nie spełniła swojego zadania, jakim było zostanie „Alicją”, żadna nie zdołała zabić tego, który je tam sprowadził. Teraz to w rękach bezimiennego chłopca, który nie mając lepszej alternatywy przyjął imię Alicji, spoczywa broń mogąca uśmiercić Białego Królika. To jego cel, tylko w ten sposób może zaspokoić targające nim pragnienia. Jeśli zdoła dopasować się do tego dziwnego, pokrętnego świata, jeśli wykorzysta ludzi mających ułatwić mu drogę do punktu docelowego, będzie w stanie uzyskać swoje własne miejsce na ziemi, stanie się kimś konkretnym, naprawdę zyska imię. Niestety droga do celu jest wyboista i długa, zaś on jest już osiemdziesiątą dziewiątą Alicją. Czy może liczyć na to, że to właśnie jemu powiedzie się to, co nie udało się nikomu innemu?

Alicja w Krainie Czarów:
Któż z nas nie słyszał o Alicji w Krainie Czarów Carrolla Lewisa – niedługiej historii dziewczynki, która w pogoni za Białym Królikiem trafia w miejsce groteskowe, niezrozumiałe, rządzące się swoimi prawami? Nie oszukujmy się, to klasyk, którym karmi się niemal każda dziedzina sztuki – nie ważne, czy nam się to podoba, czy nie. Nawet na naszym rynku mangowym możemy znaleźć inny tytuł, który również przywołuje motyw Alicji, chociaż bez wątpienia Are you Alice? ma w tej kwestii więcej do powiedzenia. Jeśli mam być szczera, po przeczytaniu pierwszego tomu porównałabym tę historię do bardzo popularnych współcześnie alternatywnych wersji klasycznych pierwowzorów, z którymi możemy spotkać się chociażby w przypadku baśni. Jednocześnie manga wydaje się być jednak przyszłością powieści, ciągiem dalszym, tym, co następuje po „żyli długo i szczęśliwie”. Niemniej, jest jeszcze za wcześnie by ocenić, z którą wersją tak naprawdę mamy tu do czynienia.


Motyw gry:
Kiedy zabieramy się za czytanie Are you Alice?pierwszym, co przychodzi nam do głowy jest obecny w historii motyw gry, w której panują ścisłe, z góry ustalone zasady. Bez względu na to, ile razy by się w nią nie grało, reguły pozostają niezmienne. Tym samym, przedstawiona w mandze historia przypomina mi grę w szachy, gdzie każda figura ma swoje własne zasady poruszania się, zaś gracze, a wraz z nimi poszczególne pionki, muszą się do nich dostosowywać. Nie ważne kto siedzi po jednej czy drugiej stronie szachownicy, ponieważ żadna z tych osób nie ma tak naprawdę żadnej wolnej woli. Możliwości ruchu po czarnych i białych polach są ograniczone przez zasady niezależne od graczy. Niemniej jednak, w Are you Alice? do szachownicy zasiada laik, ktoś kto po prostu musi się mylić i łamać zasady nawet nieświadomie. Pytanie, ile czasu zajmie mu spamiętanie reguł, zastosowanie się do nich i czy w ogóle do tego dojdzie. Prawdę mówiąc, równie dobrze możemy na miejscu szachów postawić karty do gry, które byłyby elementem dodatkowo łączącym mangę z powieścią Carrolla Lewisa. As bije króla, król bije damę, dama bije waleta i tak dalej – tyle, że w tej historii „bije” oznacza „zabija”.

Poszukiwania i pragnienia:
Jednym z istotnych elementów tworzących psychologiczne zaplecze mangi jest poszukiwanie po omacku tego, co utracone oraz niezwykle silna, niemal szaleńcza potrzeba odnalezienia niezidentyfikowanej do końca zguby. Czego tak naprawdę poszukuje w Krainie Czarów nasz główny bohater? Imienia, przeszłości, swojego miejsce na ziemi, celu istnienia? Świeżo upieczona Alicja najwyraźniej pragnie tego wszystkiego, ale możemy mieć wrażenie, że jest coś jeszcze, coś przemilczanego, ukrytego w niesłyszalnym szepcie. Zresztą, poszukiwanie i pragnienie odnalezienia pojawia się także w przypadku innych bohaterów, a przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Przykładem może być Biały Królik, który z jakiegoś powodu sam sprowadza i nazywa kolejne nowe Alicje, który sam ustalił niedorzeczny sposób, w jaki kandydatka na Alicję może rzeczywiście się nią stać. Co się zaś tyczy Księżnej oraz Kota z Cheshire, oboje są w pewny stopniu niepełni, wybrakowani z powodu swoich ról, jakie odgrywają w Krainie Czarów. W ich słowach i zachowaniu wyczuwamy tęsknotę za tym, czego pragną, a co jest dla nich niedostępne. Wyobraźcie sobie ten psychologiczny ciężar płynący z ich bezsilności... To robi wrażenie.

Nigdy nie patrz w tył:
Wyjątkowy klimat mangi podkreśla także obecność Żali i ich pochodzenie, które bez wątpienia wielu czytelnikom skojarzy się ze starą i niezwykle popularną teorią na temat pozostających na ziemi dusz zmarłych. Warto jednak dodać, iż w Are you Alice? do tego motywu dołączono inny, antyczny. Pamiętacie Orfeusza, który zszedł do Hadesu by odzyskać ukochaną? Spojrzenie za siebie oznaczało w jego przypadku utratę szansy na przywrócenie żony do świata żywych, było więc niejako źródłem nieszczęścia. Odłóżmy jednak na bok podobne szczegóły. W omawianej przeze mnie mandze oglądanie się za siebie jest jednoznaczne z patrzeniem w przeszłość, z wyrażaniem żalu po tym, co było, z rozpamiętywaniem, a wszystko to zostało w Krainie Czarów zakazane. Mieszkańcy muszą więc żyć chwilą i patrzeć tylko do przodu, ponieważ łamanie zasad mogą przypłacić życiem. Świat idealny dla kogoś, kto chce zapomnieć o przeszłości, ale co z osobą, która tak jak nasza Alicja nie pamięta, co działo się z nią wcześniej?

Plakat dołączony do polskiej przedpłaty/prenumeraty

Siła imienia:
Kolejna sprawa. Jak myślicie, jak wielka moc drzemie w imieniu? Myślę, że odpowiedzi na to pytanie może być nieskończenie wiele, jako że motyw imienia, zaczerpnięty niewątpliwie z folkloru, jest niezwykle popularny w literaturze i z niej sięga swoimi mackami na inne dziedziny sztuki. Jak zauważamy w pierwszym tomie Are you Alice?, dotarł także tutaj i bez wątpienia sprawił, że manga ta stała się dzięki niemu jeszcze bardziej psychologicznie napiętnowana. Chodzi tu bowiem o imię, które pozwala na działanie i w pewnym stopniu tworzy człowieka. Jeśli weźmiemy pod uwagę Alicję, imię to wiąże się silnie z chęcią bycia kimś innym, kimś z góry ukształtowanym przez zasady panujące w Krainie Czarów, ponieważ bycie Alicją nie oznacza tak naprawdę bycia sobą. Zresztą, podobnie mają się sprawy z innymi bohaterami, którzy również są tworzeni przez swoje imiona, one zaś dopasowują im role odgrywane w tym niezwykłym świecie. Uważam, że to fascynujące, ponieważ nasz bohater nie jest kimś całkiem świadomym tego, że powinien być marionetką, za której sznurki pociąga ktoś inny, jeszcze nam nieznany. Nasza Alicja jak na razie posiada więc wolną wolę, zadaje pytania, pragnie zrozumieć. Czy w miarę jak przyjdzie jej spędzać czas w Krainie Czarów zatraci swoją oryginalność i podporządkuje się regułom? Przekonamy się w kolejnych tomach, na które nie mogę się doczekać!

"Kolorowe kredki...":
Jak zwykle na koniec recenzji wypada skupić się na szacie graficznej, co w przypadku Are you Alice? nie jest żadnym wyzwaniem, jako że Ikumi Katagiri może pochwalić się bardzo delikatną, cienką kreską, którą kreśli urodziwych bohaterów. W tym miejscu należy przyznać, że w pierwszym tomie przeważa liczba mężczyzn, jednakże znajdą się tutaj również nieśmiało pojawiające się postaci kobiet, dziwolągów oraz dzieci. Stroje i tła kadrów odznaczają się odpowiednio dobraną szczegółowością, która nie przytłacza czytelnika, a wraz z przeważającą, chociaż nie dominującą, bielą, wpływa na przejrzystość kreski. Co się zaś tyczy obwoluty, o której moim zdaniem należy wspomnieć, nosi ona znamiona anime. Te żywe kolory i staranność wykonania ilustracji naprawdę przykuwają wzrok, chociaż wydają się wskazywać, iż mamy do czynienia z historią lżejszą niż w rzeczywistości. Nie zamieniłabym jednak obwoluty pierwszego tomu na żadną inną, jako że pieści ona moje spojrzenie ilekroć na nią padnie.

Tak więc:
Podsumowując, uważam Are you Alice? za tytuł naprawdę wart zainteresowania, ponieważ jego prawdziwej wartości nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero wczytując się w treść, która okazuje się mroczniejsza niż początkowo przypuszczaliśmy, zaczynamy pojmować powoli geniusz przedstawionego tutaj świata, który z powieściowej klasyki stworzył psychologiczne szachy. Wierzcie mi, nie ważne czy lubicie Alicję w Krainie Czarów, czy nie, ponieważ Are you Alice? znajduje się ponad tym. Powieść Carrolla Lewisa to tylko forma, której użyto dla nadania kształtu historii niezwykle kuszącej i zapowiadającej się znakomicie.





wtorek, 16 grudnia 2014

Złamane skrzydła tom 1 - Kou Yoneda





Tytuł: Złamane skrzydła
Tytuł alternatywny: Saezuru Tori wa Habatakanai
Autor: Kou Yoneda
Tom: 1
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 222
Ocena: 6/6






Temat yakuzy pojawiający się w mangach yaoi to nie pierwszyzna i w samym naszym kraju możemy naliczyć już tłuściutkie trzy pełne tytuły (w tym jeden zaplanowany na przyszły rok) oraz osobny one-shot (zawierający go tomik również ma dopiero wyjść), w których wątek japońskich organizacji przestępczych przewija się przez ukochane przez nas stroniczki. Skoro jednak yakuza nie jest niczym nowym i oryginalnym, to czy „Złamane skrzydła” mogą nam zaoferować coś interesującego? Tak, tak i raz jeszcze tak! Zapewniam Was, że drugiej takiej mangi ze świecą szukać, a miłość do niej może być tylko wielka i gorąca. Cóż więc takiego zaoferowała nam tym razem Kou Yoneda? Przekonajmy się!

Yashiro to niezwykle interesująca osobistość o wielu obliczach – elegancki prezes firmy, ekscentryczny szef mafijnego gangu, pokręcony zboczeniec, skrajny masochista, nieuleczalny seksoholik. Zresztą, wcale nie ukrywa przed światem żadnej ze tych twarzy, a jako profesjonalny bezwstydnik wydaje się wręcz z nimi obnosić. Niemniej jednak, jest człowiekiem z zasadami, jako że swoich pracowników nie rusza nawet palcem, a przynajmniej tak było do niedawna. Kiedy na jego drodze pojawia się poważny, trochę ociężały umysłowo mężczyzna o aparycji idealnego yakuzy, Doumeki Chikara, Yashiro postanawia uczynić go swoim ochroniarzem i od razu dobiera mu się do spodni. Cóż, obaj nie mają niestety szczęścia, ponieważ próżno dwoić się i troić, kiedy co ma wisieć nie stanie. Mimo wszystko, między tą wyjątkową dwójką pojawia się silna nic sympatii i porozumienia, która odsuwa od nich samotność. Kawałek po kawałku, mężczyźni odkrywają przed sobą nawzajem mniejsze i większe sekrety, obnażają się wewnętrznie, zaś ich więź zdaje się zacieśniać.


Jak już wspomniałam na wstępie, „Złamane skrzydła” poruszają bardzo popularny i wywołujący ślinotok u fanów temat yakuzy. Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż każdy tytuł kładzie nacisk na inny aspekt tej organizacji – lojalność, braterstwo, ludzkie odruchy, zaborczość, brak litości. W yaoi o japońskiej mafii znajdziecie wszystko! Czego jednak można spodziewać się po tym konkretnym tytule, a więc po szeregach organizacji przestępczej Kou Yonedy? Przede wszystkim, mangaka przedstawia yakuzę w sposób, który rozpieszcza nasze zmysły, niesamowicie je nakręca oraz pobudza naszą wyobraźnię. Z jednej strony, trzyma się oczywistości, gdyż nie pomija faktu używania siły przez członków organizacji oraz przedstawia odrobinę ich działalność. Z drugiej, podrzuca nam ideały, czyli przystojniaków w garniakach, którzy wbrew pozorom mają dobre serduszka. Na koniec oferuje nam jednak najpikantniejszy kawałek, a więc wchodzi w temat homoseksualnych zapędów. Autorka nie stara się jednak przedstawiać wszystkiego w formie słodkiego romansu z seksem w tle, ale podrzuca nam prawdziwego zboczonego seksoholika, który bynajmniej nie szuka romantycznych uniesień, ale możliwie ekstremalnego zaspokojenia dla swojego ciała. Dodajmy do tego odrobinę wulgarnego języka i popisowy obraz yakuzy jest gotowy! Cóż, na przekór tytułowi, „Złamane skrzydła” wyniosły mangakę całkiem wysoko, a już na pewno na pierwsze miejsce mojego yakuzowego podium.


Poza tematem organizacji przestępczych, Kou Yoneda w naprawdę świetny sposób uczyniła sercem swojej mangi seks. To on jest pretekstem do działania i zbliżenia się do siebie postaci, to on napędza wątek (jeszcze nie)miłosny, jak również zdradza nam to, co powinniśmy wiedzieć o naszych bohaterach. Nie chodzi tu jednak o zwykły seks jakich wiele, ale o prawdziwe zboczenie. Jak myślicie, co może wyjść z zestawienia napalonego, bezwstydnego uke i seme impotenta? Otóż, dużo perwersji, trochę gierek słownych, niemal słodkie niezaspokojenie, a nawet rodzące się przywiązanie. Mangaka sięgnęła jednak trochę głębiej, gdyż pozwoliła sobie również wyciągnąć na światło dzienne pewne konkretne upodobania seksualne, jak masochizm czy zamiłowanie do blizn i oparzeń. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, iż yakuza znajduje się poza zwyczajnym społeczeństwem, to mam wrażenie, że dzięki wprowadzeniu tych właśnie perwersji, odrębność wybranych postaci staje się tym bardziej dostrzegalna. Ich społeczne wyobcowanie jest niemal namacalne i podkreśla samotność, z jaką się zmagają. Jednocześnie jest to także sposób na uwypuklenie, bądź co bądź, ekstremalnego stylu bycia, który naprawdę pasuje do członków organizacji przestępczej oraz ich bliskich przyjaciół.

Niemniej jednak, seks nie jest w tej mandze traktowany wyłącznie jako sposób na zabawę, gdyż mangaka poruszyła delikatny problem gwałtów na nieletnich. Widzimy je jako drobne przebłyski wspomnień, które tłumaczą teraźniejszość i kreślą trzy zupełnie odmienne reakcje na te dramatyczne wydarzenia. W ten też sposób, dotykamy psychiki bohaterów, która powoli przestaje być dla nas zagadką, co ponownie pozwala nam ujrzeć dokładniejszy obraz tego, z kim mamy do czynienia. Zastanówcie się, czy zdarzyło Wam się kiedykolwiek czytać mangę, w której seksualne przeżycia są kluczem do poznania człowieka i sposobem kreacji postaci? Wierzcie mi, to robi wrażenie i idealnie pasuje do „Złamanych skrzydeł”, gdzie sam polski tytuł jest nawiązaniem do treści. Po pierwsze może on uosabiać dwie zabłąkane dusze, ludzi złamanych psychicznie przez przeszłość, „wadliwych” w teraźniejszości. Z drugiej strony nasuwa nam obraz ludzi mających skrzydła, w których możemy dopatrywać się niewinności lub ideałów. Z założenia skrzydła te pozwalają latać, ale tak się składa, że w ich przypadku zostały one połamane przed laty i nigdy nie zrosły się całkowicie, toteż niemożliwym jest uniesienie się na nich ponad ziemię. Tak przynajmniej odbieram to ja.


Trochę wyżej wspomniałam już o samotności dotykającej naszych bohaterów. Wprawdzie zostaje nam ona przedstawiona najwyraźniej w dodatku skupiającym się na szkolnych latach Yashiro, jednakże widzimy ją także w mangowej współczesności. Przyznaję, że psycholog ze mnie raczej żaden, a i z mangaką na ten temat nie rozmawiałam, niemniej jednak odnoszę wrażenie, że seksoholizm naszego szefa gangu wypływa nie tylko z potrzeby ciała, ale także jest sposobem na zapomnienie właśnie o samotności – niczym śmiech i żarty, dzięki którym pragniemy ukryć zawstydzenie. Co się zaś tyczy Doumekiego, jak na razie bardzo ciężko go rozgryźć, jako że jego twarz zdradza niewiele, podobnie zresztą jak słowa. Bez wątpienia, jest więc po co czekać na kontynuację „Złamanych skrzydeł”, która może zdradzić nam więcej na temat psychiki obu tych bohaterów, jak również popchnie ich losy do przodu.

Cóż mogę napisać o „Złamanych skrzydłach” w kilku słowach, jeśli nie proste: kocham ten tytuł! Kou Yoneda naprawdę porwała mnie tą serią, ponieważ zestawiła ze sobą dwóch mężczyzn, którzy fizycznie nie mogą przynieść sobie zaspokojenia, a jednak lgną do siebie i najwyraźniej potrzebują siebie nawzajem. Co więcej, w sposób pieszczący zmysły przedstawiła yakuzę, która jest moją największą słabością. Nie skłamię więc mówiąc, że ze wszystkich wydanych dotąd w naszym kraju yaoi to właśnie „Złamane skrzydła” zajmują pierwsze miejsce w moim rankingu.




niedziela, 30 listopada 2014

Lament Jagnięcia tom 1 - Kei Toume




Tytuł: Lament Jagnięcia
Podtytuł: Hitsuji no Uta
Tytuł alternatywny: Histuji no Uta, Lament of the Lamb
Autor: Kei Toume
Tom: 1
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 200
Ocena: 5+/6






Powiedzcie szczerze, jak reagujecie na słowo „wampir”? Na kogo z Was działa ono jak płachta na byka, a kto rozkoszuje się nim zacierając ręce? Nie oszukujmy się, każdy z Was słysząc o wampirach ma pewnie w głowie jakiegoś paranormalnego krwiopijcę, który w mniejszym lub większym stopniu podbija niewieście serca – ot, zboczenie XXI wieku. Tak się jednak składa, że „Lament Jagnięcia” to zupełnie inna liga historii, w których pojawia się motyw picia krwi. Wyobraźcie sobie zwyczajnych ludzi, których dotyka bardzo rzadka, dziedziczna choroba niszcząca psychikę, odbijająca się na ciele, zamieniająca zwyczajne życie w dramat. Witajcie w świecie „Hitsuji no Uta” – „Lamentu Jagnięcia”, gdzie to czego pragnie wymęczone ciało i schorowany umysł znajduje się poza zasięgiem normalnego człowieka.

Do tej pory, Kazuna Takashiro nie był nikim nadzwyczajnym. Ot, szary, przeciętny chłopak porzucony przez ojca, wychowywany przez wujostwo, zakochany w równie zwyczajnej dziewczynie. Los nie jest jednak dla niego łaskawy, ponieważ Kazuna powoli podupada na zdrowiu i z jakiegoś powodu coraz częściej śni o przeszłości, o utraconych bezpowrotnie bliskich. Postanawia nawet wrócić w rodzinne strony, gdzie spodziewa się zobaczyć co najwyżej ruinę dawnego domu, ale ku swojemu zaskoczeniu stwierdza, że dom jest zamieszkany. Wtedy też wpada na swoją niewidzianą od wielu lat siostrę, Chizunę, którą ojciec zabrał ze sobą, gdy odchodził. Nagle wszystko komplikuje się w zastraszającym tempie, jako że dziewczyna zdradza Kazunie tajemnicę rodzinnej przypadłości i wyjaśnia przyczynę rozstania, zaś chłopak zauważa u siebie pierwsze symptomy choroby, na jaką cierpiała matka i siostra. W jego wnętrzu budzi się pragnienie, a świat staje na głowie.

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad pytaniem o to, czym tak naprawdę jest wampiryzm? Przecież miłosne historyjki dla młodych dziewcząt spragnionych dreszczyku emocji nie mają monopolu na to słowo, a jednak to właśnie takie jednoznaczne skojarzenia nasuwają się chyba najczęściej. To właśnie nawał tego typu tytułów sprawił, że ludzie dostają białej gorączki ilekroć słyszą to magiczne choć przeklęte słowo: wampir. Tak się jednak składa, że Kei Toume tchnęła w motyw wampiryczny zupełnie nowe życie, a to za sprawą recenzowanej przeze mnie mangi. W „Lamencie Jagnięcia” pragnienie krwi jest chorobą, która dotyka ludzką psychikę z podobną siłą, co ciało. Organizm potrzebuje składników, które tylko krew może mu zapewnić, toteż symptomy tejże choroby odpowiadają znanemu nam doskonale wampiryzmowi. Wyobraźcie sobie, że mózg wysyła Wam sygnały mówiące o ogromnym pragnieniu. Całe ciało zaczyna odczuwać brak wody, a ona znajduje się na wyciągnięcie ręki. Jest tak blisko, a zarazem tak daleko, ponieważ nie wolno Wam jej tknąć, nie wolno Wam zaspokoić tego pragnienia, które z czasem może przerodzić się w prawdziwą obsesję. Oto i głód, z jakim zmagają się dotknięci chorobą bohaterowie tej mangi. Nie będę owijać w bawełnę, Kei Toume naprawdę trafiła w sam środek tarczy i stworzyła serię, która stanowi brakujące ogniwo zdrowego rozsądku w motywie wampirycznym. Właśnie dlatego, mam nadzieję, że dotrze „Lamentem Jagnięcia” do wszystkich, którzy stracili już wiarę w to zagadnienie, ponieważ ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane.

Kiedy patrzę na wyszczególnione przeze mnie punkty, które pragnę poruszyć w tej recenzji, zauważam, że pierwszy tom mangi w dużej mierze skupia się na skutkach choroby. Nie chodzi tu jedynie o omówione już przeze mnie pragnienie, ale o zdecydowanie szerszy kontekst. W „Lamencie Jagnięcia” widzimy, jak ten niecodzienny problem zdrowotny niszczy rodzinę, czyniąc relacje międzyludzkie niezwykle trudnymi. Kochający rodzic zostaje zmuszony do porzucenia dziecka, a dokładniej mówiąc do odizolowania zdrowego potomka od nieszczęść wiążących się z rodzinną dolegliwością. Odbywa się to na zasadzie „mniejszego zła”, czyli doskonale nam znanej metody sprawienia komuś jednorazowego bólu, który powinien z czasem zniknąć, w miejsce wieloletniego męczenia się z problemami i powolnego wyniszczania się. Tak przynajmniej możemy to odczytać z wyjaśnień Chizuny. Mam nadzieję, że w przyszłych tomach wątek państwa Takashiro powróci i zostanie rozwinięty, ponieważ rodzice naszych bohaterów bez wątpienia są postaciami, które mają wiele do zaoferowania.


Innym z następstw choroby, całkowicie przeciwnym do poprzedniego, jest zbliżenie się do siebie ludzi, którzy nigdy nie przypuszczali, że w ogóle do tego dojdzie. A jednak, tak jak wcześniej choroba rozdzieliła rodzeństwo, tak teraz zaczyna je do siebie zbliżać. Nie oszukujmy się, więzy krwi nie mają tutaj nic do rzeczy, ponieważ w tym tomie nićmi łączącymi Kazunę z Chizuną są ból i cierpienie związane z ich dolegliwościami oraz zrozumienie płynące z podobnych doświadczeń. Kei Toume nie bawi się w łzawe, wydumane momenty i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż dwójka jej bohaterów jest sobie całkowicie obca, co zresztą oboje zaznaczają. Zastanówcie się, kto przy zdrowych zmysłach uznałby za prawdopodobną scenę, gdzie siostra i brat wpadają sobie w ramiona tylko dlatego, że mają wspólnych rodziców? Mangaka jest w pełni świadoma tego, że fakt dzielenia tej samej choroby z innym człowiekiem jest w stanie związać obce sobie osoby bez porównania silniej niż rodzinne sentymenty. I za to należy jej się głęboki ukłon.

Na koniec, problem błędnego koła, czyli powtarzanie błędów rodzica, poprzez nieświadome uznawanie tego samego rozwiązania za właściwe. Dostrzegamy to w działaniach Kazuny, który może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, w pewnym stopniu robi to samo, co dawniej zrobił jego ojciec, a więc niczego nie tłumacząc, odsuwa chorą jednostkę od zdrowej poprzez „mniejszy ból”. Możemy uznać to za szablonowy obrót spraw, jako że podobne rozwiązania znajdziemy wszędzie, jednakże prawda jest taka, iż i w tym wypadku autorka stawia na najbardziej prawdopodobny sposób postępowania zwyczajnego człowieka. Jej bohater sięga po pierwsze rozwiązanie, jakie tylko jest w stanie wymyślić nie znając jeszcze zbyt dobrze swojego problemu i wszystkich jego skutków. Co więcej, myślę, że takie działanie narzuca wręcz pytanie o inne sposoby radzenia sobie z problemem niebezpiecznej dla otoczenia choroby. Czy naprawdę poza ucieczką i alienacją nie ma innej drogi, zaś koniec może być tylko jeden? Podejrzewam, że odpowiedzi na te pytania będziemy mogli szukać w kolejnych tomach serii.


Jeszcze kilka słów o szacie graficznej, która zapewne zwróciła uwagę wielu osób. Przede wszystkim pragnę zauważyć, iż obwoluta mangi jest naprawdę wyjątkowa, jako że przedstawia obraz na płótnie, na którym znajduje się dwójka naszych bohaterów, a jest to bardzo ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę to, iż Kazuna należy do szkolnego koła malarskiego, podobnie jak obiekt jego westchnień. Prawdę mówiąc, rzadko trafiamy na mangi, które już na etapie obwoluty zdradzają jakiś szczegół treści, a w tym wypadku tak właśnie się dzieje. Tym samym, nie jest to przypadkowa ilustracja będąca „twarzą” mangi, ale przemyślany zabieg, który ma przemówić do czytelnika. Jeśli zaś chodzi o wnętrze i kreskę mangaki, czernie, biele i szarości równoważą się, dzięki czemu manga nie przytłacza i bez wątpienia pasuje do opowiadanej przez Kei Toume historii, która z powodzeniem może trafić zarówno do dziewcząt, jak i do chłopców. Zauważmy, iż coraz częściej spotykamy się z tytułami, których odbiorców determinuje kreska – wystarczy spojrzeć na komentarze do ogłaszanych przez wydawnictwa zapowiedzi. I tak, zbyt piękni bohaterowie – seria dla bab; zbyt dużo mężczyzn – seria dla bab w dodatku z gejami; prosta, jasna kreska – shouneny; tytuły dla starszych czytelników – w tym wypadku seinen –  odznaczają się za to brakiem przesadnej delikatności rysunku. Można więc powiedzieć, że „Lament Jagnięcia” odpowiada tym (niezrozumiałym dla mnie) nowym trendom, co mam nadzieję przekona większą liczbę osób do sięgnięcia po tę niekonwencjonalną historię o krwiopijcach.

Krótko mówiąc, jeśli na dźwięk słowa „wampir” zaczyna Was mdlić, a włosy stają Wam na głowie to „Lament Jagnięcia” jest tytułem przeznaczonym właśnie dla Was. To nie kolejny krwawy horror, to nie słaby romans paranormalny, ale dramat psychologiczny, który spodoba się każdemu, kto szuka tytułów z głębią i znaczeniem. Walka z chorobą dopiero się rozpoczyna, a co ze sobą przyniesie, dowiemy się w kolejnych tomach.


środa, 15 października 2014

Przekleństwo siedemnastej wiosny tom 2 - Ono Fuyumi, Yamamoto Kotetsuko




Tytuł: Przekleństwo siedemnastej wiosny
Tom: 2 (ostatni)
Autor: Ono Fuyumi (scenariusz), Yamamoto Kotetsuko (rysunki)
Tytuł oryginalny: Sugiru Juunana no Haru
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 224
Ocena: 6/6








Po miesiącach niecierpliwego wyczekiwania, mamy w końcu okazję zatracić się w lekturze drugiego i zarazem ostatniego tomu „Przekleństwa siedemnastej wiosny” – mangi, która rozkochała w sobie tych, którzy po nią sięgnęli i wzbudziła niepokój u osób obawiających się jej treści. A wszystko to dlatego, że jak na złość nie stosujemy się do powszechnie znanej i uznawanej mądrości, którą powtarza się niemal do znudzenia: „Nie oceniaj książki po okładce”. „Przekleństwo…” odczuło to dotkliwie i naprawdę niezasłużenie, a to „z winy” ślicznej obwoluty przedstawiającej dwóch nastoletnich chłopców. To, co może Wam wydać się jasnym podtekstem, w rzeczywistości kryje w sobie tajemnicę, którą możecie odkryć właśnie w tym tomie.

Naoki naprawdę ma o czym myśleć, jako że właśnie odkrył pewną wspólną cechę przedwczesnych zgonów jakie miały miejsce w jego rodzinie. Okazuje się, że najstarsi synowie rodu Sugata ginęli w wieku siedemnastu lat, a wraz z nimi ich matki. Nastolatek usilnie próbuje poskładać w całość wszystkie elementy układanki, mając nadzieję, że tym samym będzie w stanie pomóc kuzynowi, który nadal pozostaje niedostępny i chłodny dla bliskich. Okazuje się, że także wuj chłopców zachowywał się podobnie, co zakończyło się tragedią. Czy w przypadku Takashiego było tak samo i chłopak może mieć na sumieniu śmierć matki? Naoki coraz głębiej wnika w rodową tajemnicę i zaczyna nieśmiało dochodzić do prawdy. Tymczasem sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy pod jego domem pojawia się kobieta utrzymująca, że jest jego prawdziwą matką.


W moim rankingu wydanych w naszym kraju horrorów, „Przekleństwo siedemnastej wiosny” nie na darmo znajduje się na samym szczycie. Tytuł ten zajmuje to honorowe, choć odosobnione miejsce niepokonanego lidera za sprawą sposobu, w jaki autorki budują napięcie. Mamy tu wprawdzie do czynienia z wątkiem paranormalnym, ale same „straszydła” to za mało by stworzyć dobry horror. Odpowiedzialna za scenariusz Ono Fuyumi oraz rysowniczka Yamamoto Kotetsuko wspólnie tworzą historię, w której niezwykle istotną rolę odgrywają kierujące bohaterami oraz samym czytelnikiem emocje, a także zaplecze psychologiczne. Jesteśmy przecież świadkami tego, jak Naoki usilnie próbuje dojść do prawdy, zmagając się z masą pytań i niewieloma odpowiedziami, a następnie traci wszystko stopniowo, ale stosunkowo szybko. Myślę, że możemy nazwać to paranormalnym praniem mózgu, które naciska na jego zdrowy rozsądek, powoduje całkowite zagubienie, osamotnienie, niemoc i w konsekwencji, pewnego rodzaju przerażenie. Czytelnik, patrzący na wszystko to z zewnątrz, widzi na własne oczy, jak siła i zdecydowanie chłopaka ustępują miejsca szaleństwu oraz mocy, z którą nie sposób walczyć. Wystarcza jeden ludzki odruch, bo przecież nikt nie jest postawiony w stan gotowości 24/7, i wszystko się zmienia, sens się zaciera, kłamstwa rosną w siłę, a nam serce przyspiesza bicie.


Adrenalinę podnosi także naprawdę fantastyczna scena, w której Naoki bezgłośnie prosi o pomoc, o powstrzymanie go przed zrobieniem czegoś szalonego. To naprawdę poruszające i głębokie, jako że chłopak nie ma pojęcia, czy postępuje słusznie, obawia się samego siebie, swoich czynów, chce by ktoś zdjął z niego to brzemię. Ten fragment naprawdę mnie poruszył, ponieważ w wyjątkowy sposób podkreśla samotność chłopaka w całym tym zamieszaniu. Chociaż nie jest jedynym, który wie o powtarzających się w każdym pokoleniu zgonach, to jednak tylko on jeden podjął się walki ze skutkami tego stanu rzeczy, badania faktów, desperackiej próby odzyskania kuzyna takim, jakim był dawniej. Wszyscy inni wydają się stać na uboczu, czekać na koniec, biernie akceptować tragedię. To naprawdę robi wrażenie.

Wyjątkowego, mrocznego czaru nie można odmówić także próbom ostatecznego zapobiegnięcia nieszczęściu, które dotyka ród Sugatów. W mandze pojawiają się dwie drogi i choć obie wybierane po omacku, to jednak diametralnie od siebie różne. Z jednej strony widzimy rozwiązanie, które można uznać za najprostsze, a które wynika z niewiedzy i miłości – samobójstwo. Ile matek zgodziłoby się na tak odważny, ale i ostateczny krok w trosce o dziecko? Ile uznałoby, że śmierć naprawdę rozwiąże problem? Podejrzewam, że wiele. Tymczasem druga z dróg naznaczona zostaje przez znajomość najistotniejszych faktów i choć opiera się na ryzyku, jest bezpośrednią odpowiedzią na powody zaistniałej sytuacji. Niemniej jednak, także tym razem istotne znaczenie odgrywają uczucia i to właśnie one są esencją „Przekleństwa siedemnastej wiosny”. To one wszystko zapoczątkowały przed laty i to one powinny wszystko zakończyć. Ale czy tak się stanie?


Na koniec, powrócę jeszcze do tematu obwolut, jako że w pewnym stopniu obrazują one relacje między dwójką głównych bohaterów. Zwróćcie uwagę na pozycję, w jakiej Naoki i Takashi zostali przedstawieni na pierwszym tomie. Kuzyni są odwróceni do siebie tyłem i jeśli weźmiemy pod uwagę treść tomiku, może to symbolizować odcięcie się od świata i bliskich. Inaczej ma się jednak sprawa z częścią drugą, która prezentuje współpracę i równość poprzez postawienie znanej nam już dwójki nastolatków niemal ramię w ramię. Muszę przyznać, że motyw przyjacielskich relacji między kuzynostwem dotarł do mnie z całą swoją mocą, gdyż sama mam kuzynkę z tego samego rocznika, która jest mi bardzo bliska i mogłaby z powodzeniem zyskać miano przyjaciółki. Nie dziwię się więc Naokiemu, że z taką wytrwałością i zaangażowaniem szuka sposobu na przywrócenie Takashiemu dawnej świetności, gdyż sama zrobiłabym na jego miejscu to samo. Nie myślcie jednak, że właśnie poznaliście całą tajemnicę obwolut „Przekleństwa siedemnastej wiosny”. O nie, do najlepszego musicie dokopać się sami.

O czym więc tak naprawdę jest ten dwutomowy horror? Przede wszystkim o przerażającej sile – o sile matczynych uczuć i rodzinnych więzi, sile nienawiści, strachu zmuszającego do chowania głowy w piasek, a także o niezmordowanym dążeniu do przeciwstawienia się wiszącej nad głową klątwie. „Przekleństwo siedemnastej wiosny” to nie tytuł stworzony na potrzeby szukających mocnych wrażeń czytelników, którzy lubują się w skrajnościach, ale manga inteligentna, poważna i bogata w uczucia. Najprościej mówiąc, idealna.



środa, 13 sierpnia 2014

6000 tom 3 - Nokuto Koike




Tytuł: 6000
Autor: Nokuto Koike
Tom: 3
Wydawnictwo: Yumegari
Liczba stron: ?
Ocena: 5/6







Wyobraźcie sobie niewielkie, szczelnie zamknięte pudełeczko, w którym bezlitosne dziecko zamyka nigdy nienasyconego pająka i bezbronną muchę. Nie trzeba nawet pytać, kto wyjdzie z tego cało, a kto bardzo szybko straci życie. Taki właśnie obraz sytuacji bez wyjścia możemy odnaleźć w kolejnym tomie „6000”, gdzie muchą są zwyczajni ludzie, zaś pająkiem krwawe, pradawne moce.

Sytuacja w podwodnej stacji badawczej Cofdeece robi się coraz bardziej dramatyczna. Kontakt ze światem na powierzchni krok po kroku zanika całkowicie, zaś podejmowanie decyzji oznacza narażanie życia innych członków pechowej załogi. Na szczęście Kengo wychodzi cało z pierwszego prawdziwego zagrożenia spowodowanego wydanym przez Kusakabe rozkazem, jak i starciem z tajemnicą ośrodka badawczego, chociaż jego stan pozostawia wiele do życzenia. Nie może jednak pozwolić sobie na lizanie ran, jako że koszmar wcale się nie skończył. Tym razem w drodze przez piekło Kengo towarzyszy pani doktor, która rzuca nowe światło na wydarzenia sprzed lat oraz na obecną sytuację. Tylko czy ta wiedza pomoże komukolwiek, kiedy w grę wchodzą pradawne, potężne siły, zaś stacja zamienia się w rzucony na głęboką wodę kamień, którego przeznaczeniem jest pójść na dno?

Trzeci tom horroru „6000” wyraźnie dzieli historię na dwie części, które zaczynają schodzić się w jedno, im bliżej końca się znajdujemy. Z jednej strony, mamy do czynienia z szalonym i przerażającym światem krwawych rytuałów, pradawnych bóstw, pojawiających się znikąd zmarłych. Z drugiej, główny problem stanowi wadliwe zasilanie, całkowity brak wsparcia ze strony osób znajdujących się na powierzchni oraz brak możliwości wydostania się z pułapki podwodnej stacji badawczej. Pozwala to czytelnikowi na chwilę wytchnienia, jednocześnie pokazując rosnący z każda chwilą dramatyzm. Ostatnia droga ucieczki zostaje stopniowo zamknięta, nadzieja na przeżycie zanika, a zakrwawiona paszcza błędów przeszłości już nie tylko szczerzy kły, ale powoli wbija swoje ostre zęby w ciała niewinnych ludzi. Sytuacja w podwodnym ośrodku od samego początku była zła, ale teraz stała się masakryczna, jako że do gry wkraczają pojawiający się znikąd zmarli.

Już od pierwszego tomu czytelnik miał świadomość, że grube ryby Cofdeece ukrywają coś wielkiego, nie są godne zaufania, i nie liczą się z życiem swoich nieświadomych zagrożenia pracowników będących dla korporacji zwykłym mięsem armatnim. Ta część „6000” wprawdzie nadal nie udziela nam odpowiedzi na pytania, jakie możemy sobie w tym temacie stawiać, ale podsuwa kolejne niewielkie podpowiedzi, nasuwa jeszcze więcej wątpliwości. Jak wiele mogą, bowiem wiedzieć ludzie na powierzchni, skoro ich sytuacja wydaje się całkiem stabilna i nie wydają się zaniepokojeni prośbami o pomoc? Zresztą, poczynania osób odpowiedzialnych za podwodny projekt Cofdeece należą do bezwzględnych i pozbawionych nawet odrobiny dobrej woli. Co korporacja chciała osiągnąć zamykając w tej śmiercionośnej pułapce nową załogę?

Zaczynając lekturę tej części mangi, wiemy tylko, że nasi bohaterowie muszą zmagać się z pradawnym bóstwem, które zostało przywołane przed laty przez poprzednią grupę badawczą. Kończąc, mamy już szerszy i dokładniejszy obraz sytuacji, która zaczyna nabierać coraz to sensowniejszych kształtów. Okazuje się, że nieszczęśnikom z Cofdeece przyszło zmagać się nie z byle jakim bóstwem, ale z żądnymi krwi i ludzkich ofiar bogami Azteków. Na pewno każdy z Was zna chociażby w ogólnym zarysie pewne fakty dotyczące religii tego starożytnego ludu i potrafi połączyć ze sobą oczywiste fakty. Zaskakujący jest jednak fakt, iż uwięzieni w tej śmiercionośnej pułapce bohaterowie znajdują się między młotem a kowadłem, w samym środku odwiecznej wojny między światłem i ciemnością. W jakikolwiek sposób do tego doszło, w przeszłości nie chodziło o bezmyślne „wywoływanie duchów”, ale o próbę zaradzenia obezwładniającemu strachowi, a wiadomo nie od dziś, że tonący brzytwy się chwyta. Tyle tylko, że tym razem był to niestety katowski topór.

Poza interesującym i sensownym wprowadzeniem do historii starożytnej religii, trzeci tom „6000” ma jeszcze jedną mocną stronę, której nie widzieliśmy przy okazji poprzednich dwóch części. Chodzi o pojawiające się wraz ze zrozumieniem sytuacji „rozwiązanie”, któremu naprawdę daleko do perfekcji, a które wydaje się jedynym możliwym, jeśli jednostka pragnie przeżyć jak najdłużej za wszelką cenę, bądź gdyby ratunek z zewnątrz był możliwy. W rzeczywistości, nawet ta próba znalezienia wyjścia raczej musi zakończyć się zgonem, zaś alternatywą dla tego rozwiązania jest, ni mniej, ni więcej, jak tylko wcześniejsza śmierć. Nie zapominajmy jednak, iż tamtą masakrę ktoś zdołał przeżyć. Może więc istnieje jeszcze szansa dla naszych bohaterów.

Podsumowując, trzeci tom „6000” zaczyna na poważnie wyjaśniać zagadkę masakry sprzed lat, przedstawia dotyczące jej konkrety oraz zapoznaje czytelnika z przyczyną aktualnego szaleństwa ogarniającego stację badawczą. Wydaje mi się, że to jak do tej pory najlepszy tom serii, jako że zagrożenie nabiera kształtu oraz sensu i odnosi się do rzeczywistych wierzeń. Tym samym manga ponownie zakorzenia się w prawdopodobnym świecie, bliskim naszemu,jak przystało na dobry horror.


wtorek, 17 czerwca 2014

Przekleństwo siedemnastej wiosny tom 1 - Ono Fuyumi, Yamamoto Kotetsuko




Tytuł: Przekleństwo siedemnastej wiosny
Tom: 1
Autor: Ono Fuyumi (scenariusz), Yamamoto Kotetsuko (rysunki)
Tytuł oryginalny: Sugiru Juunana no Haru
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 224
Ocena: 6/6









Od pewnego czasu, polski rynek mangi rozkwita horrorami, co sprawia, że coraz konkretniejszy wachlarz tytułów pozwala na zaspokojenie potrzeb większej liczby czytelników. W odpowiedzi na ten trend, młodziutkie Wydawnictwo Ringo Ame wysuwa swoją propozycję magi z tego gatunku – „Przekleństwo siedemnastej wiosny”. Tytuł, który łącząc w sobie tajemnicę z przeszłości, element paranormalny nawiązujący do japońskiej kultury i folkloru oraz rodzinny dramat, oferuje czytelnikowi pozbawioną krwawych, brutalnych scen, subtelną i pełną smaku rozrywkę.

Rodzeństwo, Naoki i Nori, spędzają ferie wiosenne u rodziny mieszkającej w spokojnej, pięknej okolicy, gdzie wszystko wydaje się rajskie i idealne. Tej wiosny Naoki oraz jego kuzyn, Takashi, obchodzą siedemnaste urodziny. Chciałby się powiedzieć, że pisklęta są coraz bliższe opuszczenia gniazda, ale czy to właśnie ten fakt bezustannie przygnębia ich matki, ilekroć wspomni się o bliskich urodzinach obu chłopców? Napięcie i oczekiwanie po prostu wiszą w powietrzu, jednakże trójka nastolatków nie ma pojęcia z czym się to wiąże. Zresztą, sprawa jest jeszcze bardziej niepokojąca, jako że każdego wieczoru, Takeshi wyczuwa jakąś nieludzką obecność, która czai się w pobliżu okna jego pokoju. Choć dzieli się swoimi spostrzeżeniami z kuzynem, nie zostaje potraktowany poważnie, a już następnego dnia, zmienia się nie do poznania. Miły, spokojny chłopak staje się arogancki, bezczelny, zaczyna się izolować. Jego niepokojące zachowanie sprawia, że Naoki i Nori zaczynają węszyć, ale nawet nie przeczuwają, jaka tajemnica może kryć się za nagłą przemianą Takashiego.



Bezpieczna przystań, do której chce się wracać, mały raj na ziemi, prawdziwie magiczne miejsce, gdzie wszystko wydaje się proste. Zapewne większość z nas potrafi sięgnąć pamięcią wstecz, do czasów dzieciństwa, do takiego właśnie miejsca. Wakacje, ferie, święta – każda okazja była dobra by poczuć ten błogi spokój i słodką radość, które niezmiennie dominowały nad innymi uczuciami, kiedy tylko człowiek znalazł się w tym idealnym, przeznaczonym dla nas świecie. Spróbujcie sobie jednak wyobrazić, że do tego perfekcyjnego raju zakradł się nieproszony gość, wąż, który niszczy wszystko to, co czyniło to miejsce tak pięknym. Słońce zakrywają burzowe chmury, staw wysycha, las zostaje ścięty, kwiaty usychają. Uczucie szczęścia ustępuje miejsca niepokojom, zmartwieniom, piękno powoli wypiera brzydota. Właśnie taki, hipnotyzujący, przemawiający do wszystkich zmysłów, choć złowróżebny i alarmujący obraz zaprezentowany został w „Przekleństwie siedemnastej wiosny”. Miejsce, które bohaterom kojarzy się nieodparcie z niewinnością, zostaje skażone i powoli obumiera, co sprawia ból, wywołuje bunt, nie pozwala na pogodzenie się z takim stanem rzeczy. Mimo dobrych chęci, idealny świat upada.

Do tej pesymistycznej wizji zostaje dorzucona mroczna tajemnica, która unosi się ponad bohaterami pozostając nieuchwytną. Stara, potężna, nieugięta. Za jej sprawą, biel przechodzi w szarość, ciemnieje zbliżając się niebezpiecznie do czerni. Wszystko zostaje przez nią naznaczone, a jej dotyk szerzy zarazę, która obejmuje ludzi, miejsca, nawet zwierzęta. Zmienia, przeistacza, deformuje. A przecież rozwiązanie wydaje się być tak blisko, zaledwie na wyciągnięcie ręki, chociaż wymyka się, kiedy człowiek zostaje sparaliżowany przez zdrowy rozsądek, ponieważ niemożliwe powinno pozostać w sferze niemożliwości. Ale to wszystko dzieje się naprawdę, więc jak wiele musi się jeszcze wydarzyć, zanim ktoś w końcu zacznie poszukiwać odpowiedzi na pytania i podejmie próbę poznania sekretu? Z jaką tajemnicą tak naprawdę mają do czynienia bohaterowie „Przekleństwa siedemnastej wiosny”? Jak bardzo jest mroczna?

Człowiek rozumny to człowiek ślepy – oto prawda, jaką ukazują nam Ono Fuyumi i Yamamoto Kotetsuko. To, co nieuchwytne dla ludzkiego oka, zwierzę potrafi dostrzec i wyczuć bez najmniejszego problemu – zmiany zachodzące w znanej stworzeniu osobie, wahania nastrojów u ludzi, choroby. Podczas gdy człowiek szuka racjonalnego wyjaśnienia, zwierzę przyjmuje wszystko do wiadomości, nie próbuje zestawiać ze sobą faktów, nie zastanawia się nad prawdopodobieństwem wydarzeń. Tak więc, zwierzę po prostu działa instynktownie i tym samym, w niektórych sytuacjach, okazuje się zdecydowanie inteligentniejsze niż przedstawiciele ludzkiej rasy. W tym tomie „Przekleństwa siedemnastej wiosny” właśnie te dwa światy zostają sobie przeciwstawione – rozumu i instynktu, ludzki i zwierzęcy, realny i paranormalny.

Zwieńczeniem tej wspaniałej historii jest bez wątpienia staranna, delikatna kreska Yamamoto Kotetsuko, w której niezaprzeczalnie dominuje biel. Rysowniczka dba o możliwie najlepsze zachowanie ludzkich proporcji, zaś mimika jej bohaterów oddaje ich emocje oraz myśli. W przypadku Naokiego, uważny obserwator bez problemu dostrzeże wahanie i wewnętrzną wojnę między tym, co pozornie niemożliwe, ale oczywiste, a tym, co racjonalne, choć pozbawione sensownej przyczyny. Przyznam się bez bicia, mam słabość do warsztatu Yamamoto Kotetsuko, którą znam doskonale z innych, niedostępnych jak dotąd na naszym rynku, dzieł i całym sercem polecam mangi, do których stworzenia przyłożyła swoją rękę. A w tym wypadku, jest to „Przekleństwo siedemnastej wiosny”.

Krótko mówiąc, gdyby mangi dzielono na klasy społeczne, „Przekleństwo siedemnastej wiosny” na pewno znalazłoby się pośród arystokracji. Ten tytuł po prostu ma klasę! Tym samym, jest to horror, który z czystym sercem można polecić osobie, która za tym gatunkiem nie przepada. Dlaczego? Ponieważ tutaj nie chodzi rozlew krwi, paskudne potwory czy brutalną siłę, ale o wykorzystanie tego, co w horrorze najbardziej kojarzy się z Japonią. A przynajmniej jest tak w moim przypadku.