Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ono Fuyumi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ono Fuyumi. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 października 2014

Przekleństwo siedemnastej wiosny tom 2 - Ono Fuyumi, Yamamoto Kotetsuko




Tytuł: Przekleństwo siedemnastej wiosny
Tom: 2 (ostatni)
Autor: Ono Fuyumi (scenariusz), Yamamoto Kotetsuko (rysunki)
Tytuł oryginalny: Sugiru Juunana no Haru
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 224
Ocena: 6/6








Po miesiącach niecierpliwego wyczekiwania, mamy w końcu okazję zatracić się w lekturze drugiego i zarazem ostatniego tomu „Przekleństwa siedemnastej wiosny” – mangi, która rozkochała w sobie tych, którzy po nią sięgnęli i wzbudziła niepokój u osób obawiających się jej treści. A wszystko to dlatego, że jak na złość nie stosujemy się do powszechnie znanej i uznawanej mądrości, którą powtarza się niemal do znudzenia: „Nie oceniaj książki po okładce”. „Przekleństwo…” odczuło to dotkliwie i naprawdę niezasłużenie, a to „z winy” ślicznej obwoluty przedstawiającej dwóch nastoletnich chłopców. To, co może Wam wydać się jasnym podtekstem, w rzeczywistości kryje w sobie tajemnicę, którą możecie odkryć właśnie w tym tomie.

Naoki naprawdę ma o czym myśleć, jako że właśnie odkrył pewną wspólną cechę przedwczesnych zgonów jakie miały miejsce w jego rodzinie. Okazuje się, że najstarsi synowie rodu Sugata ginęli w wieku siedemnastu lat, a wraz z nimi ich matki. Nastolatek usilnie próbuje poskładać w całość wszystkie elementy układanki, mając nadzieję, że tym samym będzie w stanie pomóc kuzynowi, który nadal pozostaje niedostępny i chłodny dla bliskich. Okazuje się, że także wuj chłopców zachowywał się podobnie, co zakończyło się tragedią. Czy w przypadku Takashiego było tak samo i chłopak może mieć na sumieniu śmierć matki? Naoki coraz głębiej wnika w rodową tajemnicę i zaczyna nieśmiało dochodzić do prawdy. Tymczasem sytuacja zmienia się diametralnie, kiedy pod jego domem pojawia się kobieta utrzymująca, że jest jego prawdziwą matką.


W moim rankingu wydanych w naszym kraju horrorów, „Przekleństwo siedemnastej wiosny” nie na darmo znajduje się na samym szczycie. Tytuł ten zajmuje to honorowe, choć odosobnione miejsce niepokonanego lidera za sprawą sposobu, w jaki autorki budują napięcie. Mamy tu wprawdzie do czynienia z wątkiem paranormalnym, ale same „straszydła” to za mało by stworzyć dobry horror. Odpowiedzialna za scenariusz Ono Fuyumi oraz rysowniczka Yamamoto Kotetsuko wspólnie tworzą historię, w której niezwykle istotną rolę odgrywają kierujące bohaterami oraz samym czytelnikiem emocje, a także zaplecze psychologiczne. Jesteśmy przecież świadkami tego, jak Naoki usilnie próbuje dojść do prawdy, zmagając się z masą pytań i niewieloma odpowiedziami, a następnie traci wszystko stopniowo, ale stosunkowo szybko. Myślę, że możemy nazwać to paranormalnym praniem mózgu, które naciska na jego zdrowy rozsądek, powoduje całkowite zagubienie, osamotnienie, niemoc i w konsekwencji, pewnego rodzaju przerażenie. Czytelnik, patrzący na wszystko to z zewnątrz, widzi na własne oczy, jak siła i zdecydowanie chłopaka ustępują miejsca szaleństwu oraz mocy, z którą nie sposób walczyć. Wystarcza jeden ludzki odruch, bo przecież nikt nie jest postawiony w stan gotowości 24/7, i wszystko się zmienia, sens się zaciera, kłamstwa rosną w siłę, a nam serce przyspiesza bicie.


Adrenalinę podnosi także naprawdę fantastyczna scena, w której Naoki bezgłośnie prosi o pomoc, o powstrzymanie go przed zrobieniem czegoś szalonego. To naprawdę poruszające i głębokie, jako że chłopak nie ma pojęcia, czy postępuje słusznie, obawia się samego siebie, swoich czynów, chce by ktoś zdjął z niego to brzemię. Ten fragment naprawdę mnie poruszył, ponieważ w wyjątkowy sposób podkreśla samotność chłopaka w całym tym zamieszaniu. Chociaż nie jest jedynym, który wie o powtarzających się w każdym pokoleniu zgonach, to jednak tylko on jeden podjął się walki ze skutkami tego stanu rzeczy, badania faktów, desperackiej próby odzyskania kuzyna takim, jakim był dawniej. Wszyscy inni wydają się stać na uboczu, czekać na koniec, biernie akceptować tragedię. To naprawdę robi wrażenie.

Wyjątkowego, mrocznego czaru nie można odmówić także próbom ostatecznego zapobiegnięcia nieszczęściu, które dotyka ród Sugatów. W mandze pojawiają się dwie drogi i choć obie wybierane po omacku, to jednak diametralnie od siebie różne. Z jednej strony widzimy rozwiązanie, które można uznać za najprostsze, a które wynika z niewiedzy i miłości – samobójstwo. Ile matek zgodziłoby się na tak odważny, ale i ostateczny krok w trosce o dziecko? Ile uznałoby, że śmierć naprawdę rozwiąże problem? Podejrzewam, że wiele. Tymczasem druga z dróg naznaczona zostaje przez znajomość najistotniejszych faktów i choć opiera się na ryzyku, jest bezpośrednią odpowiedzią na powody zaistniałej sytuacji. Niemniej jednak, także tym razem istotne znaczenie odgrywają uczucia i to właśnie one są esencją „Przekleństwa siedemnastej wiosny”. To one wszystko zapoczątkowały przed laty i to one powinny wszystko zakończyć. Ale czy tak się stanie?


Na koniec, powrócę jeszcze do tematu obwolut, jako że w pewnym stopniu obrazują one relacje między dwójką głównych bohaterów. Zwróćcie uwagę na pozycję, w jakiej Naoki i Takashi zostali przedstawieni na pierwszym tomie. Kuzyni są odwróceni do siebie tyłem i jeśli weźmiemy pod uwagę treść tomiku, może to symbolizować odcięcie się od świata i bliskich. Inaczej ma się jednak sprawa z częścią drugą, która prezentuje współpracę i równość poprzez postawienie znanej nam już dwójki nastolatków niemal ramię w ramię. Muszę przyznać, że motyw przyjacielskich relacji między kuzynostwem dotarł do mnie z całą swoją mocą, gdyż sama mam kuzynkę z tego samego rocznika, która jest mi bardzo bliska i mogłaby z powodzeniem zyskać miano przyjaciółki. Nie dziwię się więc Naokiemu, że z taką wytrwałością i zaangażowaniem szuka sposobu na przywrócenie Takashiemu dawnej świetności, gdyż sama zrobiłabym na jego miejscu to samo. Nie myślcie jednak, że właśnie poznaliście całą tajemnicę obwolut „Przekleństwa siedemnastej wiosny”. O nie, do najlepszego musicie dokopać się sami.

O czym więc tak naprawdę jest ten dwutomowy horror? Przede wszystkim o przerażającej sile – o sile matczynych uczuć i rodzinnych więzi, sile nienawiści, strachu zmuszającego do chowania głowy w piasek, a także o niezmordowanym dążeniu do przeciwstawienia się wiszącej nad głową klątwie. „Przekleństwo siedemnastej wiosny” to nie tytuł stworzony na potrzeby szukających mocnych wrażeń czytelników, którzy lubują się w skrajnościach, ale manga inteligentna, poważna i bogata w uczucia. Najprościej mówiąc, idealna.



wtorek, 17 czerwca 2014

Przekleństwo siedemnastej wiosny tom 1 - Ono Fuyumi, Yamamoto Kotetsuko




Tytuł: Przekleństwo siedemnastej wiosny
Tom: 1
Autor: Ono Fuyumi (scenariusz), Yamamoto Kotetsuko (rysunki)
Tytuł oryginalny: Sugiru Juunana no Haru
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 224
Ocena: 6/6









Od pewnego czasu, polski rynek mangi rozkwita horrorami, co sprawia, że coraz konkretniejszy wachlarz tytułów pozwala na zaspokojenie potrzeb większej liczby czytelników. W odpowiedzi na ten trend, młodziutkie Wydawnictwo Ringo Ame wysuwa swoją propozycję magi z tego gatunku – „Przekleństwo siedemnastej wiosny”. Tytuł, który łącząc w sobie tajemnicę z przeszłości, element paranormalny nawiązujący do japońskiej kultury i folkloru oraz rodzinny dramat, oferuje czytelnikowi pozbawioną krwawych, brutalnych scen, subtelną i pełną smaku rozrywkę.

Rodzeństwo, Naoki i Nori, spędzają ferie wiosenne u rodziny mieszkającej w spokojnej, pięknej okolicy, gdzie wszystko wydaje się rajskie i idealne. Tej wiosny Naoki oraz jego kuzyn, Takashi, obchodzą siedemnaste urodziny. Chciałby się powiedzieć, że pisklęta są coraz bliższe opuszczenia gniazda, ale czy to właśnie ten fakt bezustannie przygnębia ich matki, ilekroć wspomni się o bliskich urodzinach obu chłopców? Napięcie i oczekiwanie po prostu wiszą w powietrzu, jednakże trójka nastolatków nie ma pojęcia z czym się to wiąże. Zresztą, sprawa jest jeszcze bardziej niepokojąca, jako że każdego wieczoru, Takeshi wyczuwa jakąś nieludzką obecność, która czai się w pobliżu okna jego pokoju. Choć dzieli się swoimi spostrzeżeniami z kuzynem, nie zostaje potraktowany poważnie, a już następnego dnia, zmienia się nie do poznania. Miły, spokojny chłopak staje się arogancki, bezczelny, zaczyna się izolować. Jego niepokojące zachowanie sprawia, że Naoki i Nori zaczynają węszyć, ale nawet nie przeczuwają, jaka tajemnica może kryć się za nagłą przemianą Takashiego.



Bezpieczna przystań, do której chce się wracać, mały raj na ziemi, prawdziwie magiczne miejsce, gdzie wszystko wydaje się proste. Zapewne większość z nas potrafi sięgnąć pamięcią wstecz, do czasów dzieciństwa, do takiego właśnie miejsca. Wakacje, ferie, święta – każda okazja była dobra by poczuć ten błogi spokój i słodką radość, które niezmiennie dominowały nad innymi uczuciami, kiedy tylko człowiek znalazł się w tym idealnym, przeznaczonym dla nas świecie. Spróbujcie sobie jednak wyobrazić, że do tego perfekcyjnego raju zakradł się nieproszony gość, wąż, który niszczy wszystko to, co czyniło to miejsce tak pięknym. Słońce zakrywają burzowe chmury, staw wysycha, las zostaje ścięty, kwiaty usychają. Uczucie szczęścia ustępuje miejsca niepokojom, zmartwieniom, piękno powoli wypiera brzydota. Właśnie taki, hipnotyzujący, przemawiający do wszystkich zmysłów, choć złowróżebny i alarmujący obraz zaprezentowany został w „Przekleństwie siedemnastej wiosny”. Miejsce, które bohaterom kojarzy się nieodparcie z niewinnością, zostaje skażone i powoli obumiera, co sprawia ból, wywołuje bunt, nie pozwala na pogodzenie się z takim stanem rzeczy. Mimo dobrych chęci, idealny świat upada.

Do tej pesymistycznej wizji zostaje dorzucona mroczna tajemnica, która unosi się ponad bohaterami pozostając nieuchwytną. Stara, potężna, nieugięta. Za jej sprawą, biel przechodzi w szarość, ciemnieje zbliżając się niebezpiecznie do czerni. Wszystko zostaje przez nią naznaczone, a jej dotyk szerzy zarazę, która obejmuje ludzi, miejsca, nawet zwierzęta. Zmienia, przeistacza, deformuje. A przecież rozwiązanie wydaje się być tak blisko, zaledwie na wyciągnięcie ręki, chociaż wymyka się, kiedy człowiek zostaje sparaliżowany przez zdrowy rozsądek, ponieważ niemożliwe powinno pozostać w sferze niemożliwości. Ale to wszystko dzieje się naprawdę, więc jak wiele musi się jeszcze wydarzyć, zanim ktoś w końcu zacznie poszukiwać odpowiedzi na pytania i podejmie próbę poznania sekretu? Z jaką tajemnicą tak naprawdę mają do czynienia bohaterowie „Przekleństwa siedemnastej wiosny”? Jak bardzo jest mroczna?

Człowiek rozumny to człowiek ślepy – oto prawda, jaką ukazują nam Ono Fuyumi i Yamamoto Kotetsuko. To, co nieuchwytne dla ludzkiego oka, zwierzę potrafi dostrzec i wyczuć bez najmniejszego problemu – zmiany zachodzące w znanej stworzeniu osobie, wahania nastrojów u ludzi, choroby. Podczas gdy człowiek szuka racjonalnego wyjaśnienia, zwierzę przyjmuje wszystko do wiadomości, nie próbuje zestawiać ze sobą faktów, nie zastanawia się nad prawdopodobieństwem wydarzeń. Tak więc, zwierzę po prostu działa instynktownie i tym samym, w niektórych sytuacjach, okazuje się zdecydowanie inteligentniejsze niż przedstawiciele ludzkiej rasy. W tym tomie „Przekleństwa siedemnastej wiosny” właśnie te dwa światy zostają sobie przeciwstawione – rozumu i instynktu, ludzki i zwierzęcy, realny i paranormalny.

Zwieńczeniem tej wspaniałej historii jest bez wątpienia staranna, delikatna kreska Yamamoto Kotetsuko, w której niezaprzeczalnie dominuje biel. Rysowniczka dba o możliwie najlepsze zachowanie ludzkich proporcji, zaś mimika jej bohaterów oddaje ich emocje oraz myśli. W przypadku Naokiego, uważny obserwator bez problemu dostrzeże wahanie i wewnętrzną wojnę między tym, co pozornie niemożliwe, ale oczywiste, a tym, co racjonalne, choć pozbawione sensownej przyczyny. Przyznam się bez bicia, mam słabość do warsztatu Yamamoto Kotetsuko, którą znam doskonale z innych, niedostępnych jak dotąd na naszym rynku, dzieł i całym sercem polecam mangi, do których stworzenia przyłożyła swoją rękę. A w tym wypadku, jest to „Przekleństwo siedemnastej wiosny”.

Krótko mówiąc, gdyby mangi dzielono na klasy społeczne, „Przekleństwo siedemnastej wiosny” na pewno znalazłoby się pośród arystokracji. Ten tytuł po prostu ma klasę! Tym samym, jest to horror, który z czystym sercem można polecić osobie, która za tym gatunkiem nie przepada. Dlaczego? Ponieważ tutaj nie chodzi rozlew krwi, paskudne potwory czy brutalną siłę, ale o wykorzystanie tego, co w horrorze najbardziej kojarzy się z Japonią. A przynajmniej jest tak w moim przypadku.