Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shounen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shounen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2016

News: Fairy Tail nowością Studia JG!

Wielką niespodzianką wśród nowości Studia JG okazał się tytuł, na który wiele osób straciło już nadzieję, a mianowicie niebywały tasiemiec: 

Fairy Tail
Autor: Hiro Mashima


Gatunek/tematyka: shounen, fantastyka, przygoda
Ilość tomów: 53 (powstaje)
Szczegóły wydania: format standardowy, obwoluta
Cena: 19,90 zł
Premiera pierwszego tomu: 8 kwietnia 2016
Tom drugi dostępny w tym samym czasie przedpremierowo na Pyrkonie.
Kolejne tomy: co 6 tygodni
Opis: 
Jeśli chcesz pozbyć się krwiożerczej bestii, grasującej w Twoim mieście – koniecznie wynajmij do jej usunięcia maga z Fairy Tail. Jeśli chcesz się pozbyć miasta – zrób dokładnie to samo! Choć gildia ta działa po stronie dobra, doniesienia o spustoszeniach, za które są odpowiedzialni, re-gularnie zajmują pierwsze strony gazet, bulwersując społeczeństwo. Ale Lucy się tym nie przejmuje. Nie wyobraża sobie, że mogłaby wstąpić do innej gildii. Tak – Lucy też jest magiem, ale nie rzuca piorunami, nie sprowadza deszczu ani nie tańczy z wilkami. Zbiera klucze. Przy ich pomocy jest w stanie przywołać z innego wymiaru gwiezdne duchy, które potrafi w różnej mierze kontrolować. Los chciał, że pewnego dnia zostaje uratowana z opresji akurat przez maga ze swojej ulubionej gildii, niejakiego Natsu Dragneela, który obiecuje zabrać ją do siedziby Fairy Tail. I choć wyobrażenia dziewczyny przegrywają konfrontację z rzeczywistością, teraz nie ma już odwrotu. Jej wielka przygoda w świecie magii, miecza i ogoniastej wróżki właśnie się zaczęła...*



Przedpłata: *KLIK*



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

News: Light novel Log Horizon nowością Studia JG!

Studio JG ogłosiło także kolejny tytuł light novel, który planuje wydać. Jest to:

Log Horizon
Autor: Mamare Touno, Kazuhiro Hara

Gatunek/tematyka: shounen, fantasy
Ilość tomów: 10 (powstaje)
Szczegóły wydania: format standardowy, okładka ze skrzydełkami
Cena: 24,99 zł
Premiera pierwszego tomu: maj 2016
Kolejne tomy: w cyklu kwartalnym

Opis: 
Lubicie grać w MMORPG? Spędzacie godziny w sieci przemierzając fantastyczne krainy i walcząc z bestiami? A co jeśli nie moglibyście wrócić? Gdyby gra stała się dla was rzeczywistością, z której nie bylibyście w stanie uciec? Taki właśnie los spotkał Shiroe i wiele tysięcy innych graczy z całego świata, którzy zostali uwięzieni wewnątrz rzeczywistości niezwykle podobnej do tej, którą znają z ulubionej przygodówki. I choć cały schemat walk, zdobywania ekwipunku i podnoszenia poziomów pozostał ten sam, to starcie oko w oko z potworem przestało przypominać ekscytującą rozrywkę, a dla wielu stało się prawdziwym koszmarem. Czy z powszechnego chaosu, jaki zapanował pośród zdezorientowanych mieszkańców cyfrowego świata, zdoła wyłonić się funkcjonalne społeczeństwo, czy nowa rzeczywistość obróci się przeciwko graczom?*



Przedpłata: *KLIK*



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

poniedziałek, 12 października 2015

News: Naruto Hiden light novel od JPF!

Wydawnictwo JPF dołączyło także do grupy wydawców wypuszczających na rynek light novel. Na pierwszy ogień idzie:

Naruto Hiden
Autor: Masashi Kishimoto (ilustracje), inni (treść)

Gatunek/tematyka: light novel, shounen, ninja, akcja, walka
Ilość tomów: 6 
Szczegóły wydania: ?
 Cena: ?
Premiera tomu: lipiec 2016


Opis: 
...




Przedpłata: *czekamy*



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

News: Naruto Gaiden od wydawnictwa JPF!

Wydawnictwo JPF zapowiedziało, że ostatni tom Naruto nie będzie naszym ostatnim spotkaniem z bohaterami serii. W następnym roku ukaże się:

Naruto Gaiden
Autor: Masashi Kishimoto

Gatunek/tematyka: shounen, ninja, akcja, walka
Ilość tomów: 1 (całość)
Szczegóły wydania: ?
 Cena: ?
Premiera tomu: luty/marzec 2016


Opis: 
...




Przedpłata: *czekamy*



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

czwartek, 13 sierpnia 2015

Anime: Kekkai Sensen odcinek 1






Tytuł: Kekkai Sensen
Odcinek: 1
Producent: Bones, TOHO animation
Liczba odcinków: 12
Czas trwania: 24 min.
Ocena: =3/6




Hellsalem's Lot, zwane dawniej Nowym Jorkiem, to miasto, w którym słowa „niemożliwe” i „nienormalne” wydają się nie istnieć, ponieważ właśnie tutaj, bardziej lub mniej zwyczajni ludzie oraz istoty z pogranicza horroru i science-fiction żyją obok siebie w pełni świadomi swojej wzajemnej odmienności. Wśród zgiełku tej dziwacznej metropolii, poznajemy Leonardo Watcha, który na pierwszy rzut oka nie odznacza się niczym szczególnym. Ot, ciapowaty młody człowiek o aparycji przeciętnego nastolatka. Tak się jednak składa, że za obecnością chłopak w mieście kryją się pewne nieprzyjemne wydarzenia, które odcisnęły na nim swoje paranormalne piętno, zaś los wyraźnie się na niego uwziął. W wyniku serii niefortunnych, choć przynoszących pożądany efekt, zdarzeń, Leo poznaje członków organizacji o nazwie Libra, której zadaniem jest ochrona miasta przed potworami i terrorystami. W ten oto sposób, rozpoczyna się pierwszy odcinek serii opowiadającej o chłopaku, który widział za dużo.

Tym, co rzuciło mi się w oczy już na samym wstępie odcinka był epistolarny początek, który otwiera historię będącą, jak możemy sądzić, obrazem pisanego listu. Moim pierwszym i mimowolnym skojarzeniem była literatura, toteż przyznaję, że taki zabieg naprawdę przypadł mi do gustu. Nadaje on Kekkai Sensen odrobinę oryginalności, która bez wątpienia przyda się temu tytułowi. Co więcej, wprowadzenie do historii motywu listu, czyni ją bardziej przyziemną, mimo silnego osadzenia serii w ramach „fantastyki miejskiej”. Żywię więc szczerą nadzieję, że motyw ten nie zostanie nagle porzucony, jako że może wyjść anime na dobre.


Przejdźmy jednak dalej. Oglądając pierwszy odcinek Kekkai Sensen nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że mam do czynienia z trochę urozmaiconą wersją Facetów w Czerni. Społeczeństwo, w którym różnej maści dziwolągi żyją w jak najlepszej komitywie z ludźmi to bardzo wymowny obrazek. Zdarzają się naturalnie odstępstwa od reguły, ale i to mogliśmy z powodzeniem zaobserwować w filmie. Co więcej, akcja rozgrywa się w Nowym Jorku, wprawdzie przechrzczonym, ale jednak to nadal Big Apple (Wielkie Jabłko – inna nazwa Nowego Jorku), co również narzuca porównania. Najważniejszą różnicę stanowi jedynie fakt, iż w przeciwieństwie do świata z amerykańskiej produkcji, tutaj ludzie doskonale wiedzą z czym mają do czynienia i zmuszeni są to zaakceptować. Tak się jednak składa, że i od tej reguły zdarzają się odstępstwa.

Co się tyczy muzyki towarzyszącej pierwszemu odcinkowi, mam co do niej mieszane uczucia. Z jednej strony otrzymujemy stylowe, typowo amerykańskie brzmienia początków XX w., z drugiej zaś mamy zwyczajne japońskie kawałki, które nie wyróżniają się niczym szczególnym. Mam wrażenie, że ani to ładne, ani praktyczne, ponieważ poszczególne utwory rzeczywiście mogą nam się podobać, ale po zestawieniu ich wszystkich razem, otrzymujemy pełną zgrzytów składankę, która nijak nie buduje klimatu i wcale nie pomaga nam w odnalezieniu się w atmosferze serii. W ten muzyczny nieład panujący w odcinku wpisują się także opening i ending. Ten pierwszy, choć naprawdę genialny, zupełnie nie przygotowuje nas na to, czym zostaną potraktowane nasze uszy w trakcie oglądania, zaś ten drugi jest małym koszmarkiem. Niemniej jednak, z muzyką jest jak z winem, w przypadku którego każdy może wyczuć inną nutę zapachową, każdemu nasuną się inne skojarzenia, jednym zasmakuje, innym nie. Czy w przypadku kolejnych odcinków będzie lepiej? Przekonamy się.



Narzekania ciąg dalszy, ponieważ z bólem muszę przyznać, że pierwszy odcinek Kekkai Sensennie przedstawia nam specjalnie interesujących profili bohaterów. Mogę pokusić się nawet o stwierdzenie, że z punktu widzenia osoby dopiero rozpoczynającej swoją przygodę z tym anime, są oni po prostu mało oryginalni. Ciepła klucha w roli głównego bohatera, ekspresyjny „opiekun”, wyrozumiały i silny mentor, cicha, mało zauważalna japonka stojąca zawsze z boku. Czy możemy znaleźć tu jakąkolwiek wyjątkowość, która mogłaby przemawiać za tym tytułem? Jak na razie niestety nie.

Kilka dobrych słów możemy za to powiedzieć już teraz o animacji, która moim zdaniem trzyma nie najgorszy poziom, choć nie zawsze nadążamy za dynamiczną miejscami akcją. Pierwszy plan jest dobrze dopracowany, staranny, zaś wybrani bohaterowie ekspresyjni. W podobnym stopniu zadbano o plan drugi, który nie straszy dziwacznymi, człekopodobnymi tworami. Pierwsze „ale” może stanowić fakt, iż tło bywa czasami zamglone, chociaż niewątpliwie ma to swoje plusy i minusy. Z jednej strony, nie gubimy z oczu interesujących nas postaci, gdyż dokładnie wiemy, na kim powinniśmy skupić wzrok. Z drugiej, problem stanowi fakt, iż animacja trochę na tym traci, jako że nie możemy do końca nacieszyć się wyglądem miasta, a myślę, że ono bez wątpienia może być interesujące. Niestety, sceny walki pierwszego odcinka nie zachwycają, ponieważ są naprawdę krótkie, a mimo wszystko pozwalają nam się pogubić. Co więcej, w serii pojawia się wielkie „WTF?!”, czyli techniki walki, które są jak pięść wymierzona prosto w oko. W czym problem? W wielgachnych „krzaczkach”, które nagle pojawiają się na ekranie otaczając bohatera, a które informują nas o nazwie zastosowanej techniki. To naprawdę boli i raczej nie sposób się do tego przyzwyczaić. Mój zmysł estetyczny cierpiał, kiedy był tego świadkiem.


Podsumowując, pierwszy odcinek Kekkai Sensen uważam za raczej słaby i niezachęcający, chociaż przyznam, że mam zamiar nadal brnąć w tę serię i przekonać się, czy naprawdę jest tak straszna, na jaką wskazywałoby pierwsze wrażenie. Liczę na „więcej”, liczę na „lepiej”, a przede wszystkim, chciałabym znaleźć konkretny cel tego anime. Czy mi się uda? Na to pytanie będę w stanie odpowiedzieć z czasem.


sobota, 8 sierpnia 2015

News: Light novel Utsuro no Hako to Zero no Maria od Waneko!

Ostatnią nowością Waneko będzie pierwsze w ich karierze light novel:

Utsuro no Hako to Zero no Maria
Autor: Mikage Eiji, Tetsuo
Gatunek/tematyka: shounen, psychologiczne, horror, supernatural, szkoła
Ilość tomów: 7(seria zakończona)
Szczegóły wydania: format powiększony, bez obwoluty,
tytuł będzie tłumaczony
 Cena: 24,99 zł
Premiera pierwszego tomu: luty 2016
Kolejne tomy: ???


Opis: *





Przedpłata: czekamy



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

niedziela, 14 grudnia 2014

Bisu. Ognista Salamandra tom 4 - Dorota Kuśnierz





Tytuł: Bisu. Ognista Salamandra
Autor: Dorota Kuśnierz
Tom: 4
Wydawnictwo: Yumegari
Liczba stron: 188
Ocena: =5/6







Tilli, uprowadzona córka wodza wikingów, została wyswobodzona z rąk swojego niedawnego męża, króla trolli i teraz wraz z grupą krasnoludów oraz pozostającym pod postacią salamandry Bisu musi wrócić w rodzinne strony. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, by ta wesoła, zwycięska kompania po drodze zatrzymała się choć na chwilę w krasnoludzkiej kopalni Nidavellir, gdzie młoda dziewczyna będzie mogła zdjąć z palca niechcianą obrączkę ślubną. Przy okazji, Bisu nie odmówi sobie przyjemności podrażnienia się ze swoimi kompanami, w czym pomoże mu między innymi niezbyt chwalebna historia pięknego naszyjnika bogini Freyi, który chłopak tak usilnie stara się skompletować. Los bywa jednak przewrotny, toteż stosunkowo niedługi pobyt w Nidavellir niesie za sobą wiele rewelacji dla bohaterów, których przyszłość nabiera mroczniejszych barw i z każdą chwilą okazuje się bardziej niebezpieczna.

Nordycka mitologia to źródło niegasnącego natchnienia dla wielu twórców, którzy odważnie sięgają do tego barwnego świata fantastycznych istot, walecznych bogów i krwawego końca świata. Jednych fascynują te żywe kolory różnorodności, innych pociąga mrok toczonej odwiecznie walki. A ku której stronie skłania się Dorota Kuśnierz w czwartym tomie swojego komiksu Bisu. Ognista Salamandra? Myślę, że odpowiedź jest całkiem oczywista, jako że autorka sięga przede wszystkim do bogactwa mitologicznych istot, które stanowią jedną z najważniejszych części odmalowanego przez nią świata. To także oni – krasnoludy, trolle, wikingowie, ognista salamandra na usługach bogini Freyi – silnie splatają ten komiks z fantastyką. Niewątpliwie w tym temacie swoje trzy grosze mogłaby dorzucić również sceneria rozgrywających się wydarzeń, bo czym byłyby krasnoludy bez kopalni. Element ten jest oczywisty, ale warto o nim wspomnieć, ponieważ autorka stara się nakreślić swój Nidavellir dbając o charakterystyczne dla niego „kopalniane” szczegóły, co pozwala czytelnikowi z jeszcze większą dokładnością poznać świat przedstawiony komiksu.

Nie skłamię ani nie przesadzę, jeśli napiszę, że Bisu. Ognista Salamandra to kopalnia interesujących, zabawnych i nade wszystko barwnych bohaterów, którzy szybko zjednują sobie czytelnika. Każdy z nich ma w sobie coś szczególnego, co czyni go wyjątkowym, jak chociażby kąśliwość Bisu, niewinność Tilli, zagubienie Alva czy porywczość i miłosna słabość Dallaka. Te drobne elementy przybliżają nam wnętrze postaci tej historii, a w szczególności czwartego tomu. Ich istotną cechą jest również przynależność rasowa i towarzysząca temu różnorodność fizyczna, która zwiększa charakterystyczność każdego z bohaterów, dzięki czemu łatwiej zapadają w pamięć i nie sposób ich ze sobą pomylić. Ostatnim elementem, a zarazem dopełnieniem trójwymiaru, w jakim autorka przedstawia swoje postaci, są przeszłość, teraźniejszość oraz przyszłość. To one pozwalają na obserwowanie wydarzeń naznaczających życie bohaterów w większym lub mniejszym stopniu, co stanowi dobry fundament pod ewentualny rozwój wewnętrzny postaci w kolejnych tomach. To także one nakreślają w tej części mitologiczne odniesienia, jako że bogowie nie odgrywają tutaj bezpośredniej roli. Tym samym można powiedzieć, iż Dorota Kuśnierz tworzy swoich bohaterów na kilku płaszczyznach, które nachodząc na siebie tworzą każdą indywidualną postać z osobna.

Jeśli zaś chodzi o akcję tego tomu, należy przyznać, że jest jej stosunkowo niewiele. Rozdziały noszą znamiona osobnych historii, które wydają się być chwilą dla nabrania oddechu między poprzednimi i nadchodzącymi wydarzeniami. Krok po kroku pojawia się jakiś element, który może mieć znaczenie w przyszłości, jednakże teraz jest tylko pojedynczą złotą nicią pośrodku barwnej, ale jednak zwyczajnej tkaniny. Przyznaję, że jest to pewien minusik, niemniej jednak, nie oznacza to, że czytelnik nudzi się w tym tomie i tylko łowi ważniejsze momenty. Autorka zadbała by spokój tej części wypełnił humor towarzyszący nieodłącznie spięciom pomiędzy Bisu i Dallakiem oraz innym scenom komiksu. To jak weekendowe odwiedziny u rodziny – grill, ploteczki, relaks przed kolejnym ciężkim tygodniem pracy. A wspomnę, iż ten „ciężki tydzień” zostaje zapowiedziany już w tym tomie!

Na zakończenie, wiele dobrego można powiedzieć o szacie graficznej Bisu. Przede wszystkim, komiks jest doskonale stylizowany na mangę, co widać już na pierwszy rzut oka, dzięki czemu czytelnik naprawdę ma pełną świadomość, jak wiele pracy i wysiłku Dorota Kuśnierz musiała włożyć w stworzenie pełnego tomiku. Co więcej, autorka w żadnym razie nie idzie na łatwiznę i stara się możliwie najczęściej tworzyć tła dla poszczególnych kadrów, jak również nie ucieka przed szczegółami scenerii, postaci, strojów. Jej kreska jest staranna, ale nie wyidealizowana, dzięki czemu naprawdę doskonale wpasowuje się w konwencję shounen oraz fantasy. Wszystko to sprawia, że Bisu czyta się z przyjemnością i naprawdę można zapomnieć, że jest to dzieło naszej rodzimej rysowniczki.


Podsumowując, Bisu. Ognista Salamandra to kolejny dowód na to, że w naszym kraju nie brakuje zdolnych artystów, którzy zasługują na szczególną uwagę, a także jeden z nielicznych na naszym rynku tytułów, które w pełni wpisują się w fantastykę. To naprawdę obiecujący komiks, w którym nie brakuje wyjątkowych bohaterów, w tym także półgłówków, prostego humoru oraz nakręcającego wszystko motywu mitologicznego. Uważam więc, że jest to komiks wart zainteresowania czytelników i osobiście mam zamiar śledzić jego kontynuację, jak również nadrobić zaległości.


środa, 10 grudnia 2014

News: Time Killers nowością Waneko!

Ostatnia mikołajkowa nowość to:

Time Killers
Autor: Kazue Kato


Gatunek/tematyka: shounen, akcja, zbiór opowiadań, humor, supernatural
Ilość tomów: 1 (zakończona)
Szczegóły wydania: format standardowy, masa kolorowych stron
 Cena: 19,99 zł
Premiera tomu: 27 lutego 2015


Opis: 
„Time Killers” to zbiór 11 różnych opowiadań napisanych i narysowanych przez Kazue Kato, znaną na całym świecie autorkę mangi Ao no Exorcist. Od inwazji kosmitów, króliczych superbohaterów, opowieści z czasów Dzikiego Zachodu na historii w której można znaleźć zalążki postaci znanych z Egzorcysty kończąc (a to i tak tylko kilka spośród jedenastu opowiadań) – „Time Killers” ze swoimi ponad 230 stronami ( z których 15 jest w pełnym kolorze) jest z pewnością mangą którą warto przeczytać.*



Przedpłata: *KLIK*





*Wszystkie informacje pochodzą z fp wydawnictwa.

News: Durarara!! nowością Waneko!

6 grudnia Wydawnictwo Waneko ogłosiło swoje trzy nowości. Jedną z nich jest wyczekiwane i uwielbiane przez spore grono fanów:

Durarara!!
Autor: Narita Ryohgo, Satorigi Akiyo


Gatunek/tematyka: shounen, akcja, humor, romans, supernatural, dramat
Ilość tomów: 4 (zakończona - z kontynuacjami)
Szczegóły wydania: format standardowy, kolorowe strony
 Cena: 19,99 zł
Premiera 1 tomu:  6 lutego 2015
Kolejne tomy: w cyklu dwumiesięcznym


Opis: 
Mikado Ryuugamine przeprowadza się do dzielnicy Ikebukuro w Tokio, gdzie razem ze swoim dawno niewidzianym kolegą z dzieciństwa będzie chodził do Akademii Raira. Chłopak wkrótce dowiaduje się, że Ikebukuro nie jest zwyczajnym miejscem: spotyka tam bowiem takie osoby jak nadludzko silnego Shizuo, handlarza informacjami Izaya oraz członków gangu „The Dollars”… Wszyscy oni jednak wydają się zwyczajni w porównaniu z „Czarnym Jeźdźce”, tajemniczym czarnym motocyklistą który przemierza ulice w sobie tylko znanym celu… Jak zwykły chłopak ma przetrwać w takim szalonym miejscu?!*



Przedpłata: *KLIK*





*Wszystkie informacje pochodzą z fp wydawnictwa.

sobota, 27 września 2014

Śmiech w chmurach tom 1 - KarakaraKemuri





Tytuł: Śmiech w chmurach
Tytuł alternatywny: Donten ni Warau
Autor: KarakaraKemuri
Tom: 1
Wydawnictwo: Waneko
Liczba stron: 192
Ocena: -5/6







Sneak Peek:
Kiedy policja zawodzi i więźniowie wymykają im się z rąk, do akcji wkraczają trzej bracia Kumou, których zadaniem jest schwytanie uciekinierów i dostarczenie ich do znajdującego się na środku jeziora Biwa więzienia. Mieszkający w Świątyni Chmur chłopcy muszą przecież z czegoś żyć zanim upomni się o nich przeznaczenie, które nierozerwalnie wiąże ich losy z budzącym się co trzysta lat wężowym demonem Orochim.
Sześć wieków wcześniej, przodek braci Kumou, Kagemitsu również wyczekiwał przyjścia demona by wraz z bliskimi sobie kompanami zapieczętować go i nie dopuścić do zniszczenia świata. Za sprawą pięknej shikigami, do polującej na Orochiego grupy dołączyło beztalencie należące do klanu egzorcystów Abe, co dało początek tworzącym się niciom miłości i przyjaźni. Prawdopodobnie nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, jak istotna okaże się ta nowa znajomość.

Fantastyka historyczna, czyli bardziej historia czy bardziej fantastyka:
Fabuła Śmiechu w chmurachskonstruowana została na dwóch płaszczyznach: mniejszej – historycznej oraz większej – fantastycznej. Pierwszy tom to w głównej mierze fantastyka, która została osadzona w historycznych czasach. W przypadku pierwszej części mangi mamy okazję poznać charakterystykę epoki, w której rozgrywa się akcja, w drugiej przybliżona jest nam za to fantastyczna (chodzi o gatunek) intryga. Wartość edukacyjna ustępuje więc miejsca rozrywce i tym samym, osoby nastawione raczej sceptycznie do „japońskiego Sienkiewicza w wersji mangowej” mogą odetchnąć z ulgą. KarakaraKemuri nie zasypuje nas historycznymi faktami, datami czy nazwiskami, a jedynie tworzy tło dla swojej opowieści o trzech braciach. Ot, mangowy Juraj Červenák, czyli alternatywna wersja przeszłości, wzbogacona o sporą dawkę fantazji.


„Złotowłosa i trzy misie”, czyli bohaterowie:
Wprawdzie po pierwszym tomie mangi nasza uwaga powinna skupić się na trzech, chciałoby się powiedzieć najważniejszych, postaciach serii, jednakże mangaka obiera zupełnie inną drogę, pozwalając nam jedynie zapoznać się przelotnie z braćmi Kumou i rzucić szybko okiem na ich charaktery. To naprawdę niewiele, a jako że ich kreacja nie jest kompletna, nie mamy nawet okazji się do nich przyzwyczaić. Zaledwie dowiadujemy się o nich kilku szczegółów, a już tracimy ich z oczu. Ustępują oni bowiem miejsca bohaterom uczestniczącym w wydarzeniach rozgrywających się 600 lat wcześniej i tak naprawdę to właśnie oni są główną atrakcją tego tomu. Jesteśmy świadomi targających nimi emocji, widzimy ich wzloty i upadki, momentalnie obdarzamy ich sympatią. Po tomie pierwszym są nam dużo bliżsi niż trzej bracia, a przecież mamy świadomość, że w Śmiechu w chmurach każdy z bohaterów ma nam coś do zaoferowania. Mam więc szczerą nadzieję, że pod tym względem drugi tom bardziej mnie usatysfakcjonuje.

Shounen/shoujo, czyli w końcu które?:
Podejrzewam, że problem gatunku Śmiechu w chmurach to jeden z tematów, który najbardziej interesuje potencjalnego czytelnika, więc poświęćmy temu trochę miejsca. Po przeczytaniu pierwszego tomu, na pewno nie zarzuciłabym Donten ni Warau braku akcji typowej dla mang przeznaczonych dla chłopców. Tak się składa, że walki i tajemnicy tu nie brakuje, a w międzyczasie możemy śledzić także zabawne, niezgrabne flirty zakochanego młokosa. Niemniej jednak, to nie akcja wychodzi na pierwszy plan, jak ma to miejsce w przypadku wielu mang z gatunku shounen. Zdecydowane ważniejsze są tutaj uczucia, którymi mangaka naszpikowała Śmiech w chmurach, toteż myślę, że właśnie to jest tym głównym elementem shoujorecenzowanego przeze mnie tytułu. Dostrzeżemy w nim bowiem zarówno dramat przeznaczenia, jak i miłość nadającą sens istnieniu czy liczne elementy braterstwa: troskę, chęć pomocy, uwielbienie, poszukiwanie uznania. Myślę więc, że w przypadku tego tytułu należy odejść od standardowych gatunków, gdyż Donten ni Warau nie jest ani tytułem shounen, ani shoujodo jakich przywykliśmy. Mówiąc stereotypowo – za dużo uczuć dla chłopaka, za dużo walki dla dziewczyny. Stereotypy powinniśmy jednak zwalczać, gdyż często mają się nijak do prawdy, więc nie dajmy się im zwodzić. To, co w Japonii uznawane jest za shoujo, niekoniecznie będzie postrzegane tak samo w Polsce.


Szata graficzna:
KarakaraKemuri naprawdę ma się czym pochwalić, jako że jej kreska jest niezwykle staranna, przejrzysta i bogata w szczegóły. Dalszy plan w większości przypadków pozostaje pusty, jednakże kiedy już się pojawia, jest on dopracowany i dokładny. Warto również wspomnieć, iż tworzeni przez nią młodzi bohaterowie są wyjątkowo uroczy, na co wpływa charakterystyczna dla mangaki „pulchność” twarzy, zaś postaci starsze należą do grupy bardziej realistycznych, „kanciastych”. Kolorystycznie, biel ma niewielką tylko przewagę nad szarością i czernią, dzięki czemu manga zachowuje doskonałą równowagę. Co więcej, Śmiech w chmurachwita czytelnika cudowną obwolutą, z czego Polskie wydanie może pochwalić się niezwykłą gładkością oraz naprawdę wspaniale wyeksponowanymi złotymi motywami, które kuszą i zachęcają do zainteresowania się serią. Graficznie manga prezentuje się więc doskonale.

W kilku słowach:
Po przeczytaniu pierwszego tomu Śmiechu w chmurach, czuję pewien niedosyt ze względu na niewystarczające, moim zdaniem, przedstawienie głównych bohaterów, ale jednocześnie jestem świadoma tego, że niemożliwym byłoby zaprezentowanie kolejnego rozdziału dotyczącego braci oraz historii sprzed 600 lat w tym samym tomiku. Nie żałuję więc czasu poświęconego temu prawdziwie interesującemu i wspaniałemu tytułowi, jak również bez wahania poleciłabym go każdemu bez wyjątku, a już na pewno płci męskiej. Tak się składa, że Donten ni Warau ma w sobie coś niezwykłego, czemu trudno się oprzeć, więc dajcie się porwać mandze, w której konkurujące ze sobą gatunki splatają się w jedno i tworzą powoli rozwijające się cudeńko. Naprawdę warto!




piątek, 7 lutego 2014

Kuroshitsuji tom 12 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji
Tom: 12
Autor: Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 5/6






Kiedy ożywiony przez Elitę Jutrzenki trup młodej kobiety zaczyna zabijać niewinnych, naiwnych ludzi, do akcji wkracza Ronald Knox – przesadnie entuzjastyczny Mroczny Żniwiarz. Jakkolwiek pomocny, jest także niezwykle uciążliwy, co zmusza Sebastiana i Ciela do rozdzielenia się. Niestety dochodzi do tego w możliwie najgorszym momencie, gdyż młody hrabia z pewnością potrzebuje swojego utalentowanego kamerdynera. Tak się mianowicie składa, że pokład Campanii pełen jest żądnych krwi, bezrozumnych bestii, które już rozpoczęły swoją masakryczną ucztę w przerażającym tempie zabijając pasażerów oraz załogę statku. Szalony eksperyment wymknął się całkowicie spod kontroli i teraz Ciel Phantomhive ma pełne ręce roboty dokładając wszelkich starań by ocalić nie tylko swoje życie, ale także swoją słodką narzeczoną. To jednak nie koniec atrakcji, jako że Campania płynie prosto na górę lodową, zaś na pokładzie pojawia się największa zmora Sebastiana.

O ile tom poprzedni był zaledwie przystawką dla fanów krwawych akcji z udziałem zombie, o tyle ten jest już daniem głównym, gdyż rubinowa posoka zalewa pokład statku, a ludzie umierają w męczarniach pożerani przez bezmyślne ożywione zwłoki. Naturalnie także zombie są licznie eliminowane przez garstkę co lepiej wyszkolonych jednostek, do których z pewnością warto zaliczyć naszego kamerdynera. Albowiem trafi nam się także okazja by rzucić okiem na istny taniec śmierci w wykonaniu Sebastiana. Prawdę mówiąc, dwunasty tom Kuroshitsuji należy chyba do najbardziej krwawych spośród wszystkich dotychczas wydanych, jako że tym razem wszelka brutalność nie wynika z szaleństwa, lojalności czy wdzięczności, jak miało to miejsce wcześniej, ale z czystej bezmyślności, której nie sposób nawet nazwać instynktem. Ta część serii naprawdę wymownie oddaje istotę istnienia zombie.


Nie ma wątpliwości, iż przy okazji tworzenia tego tomu Yana Toboso nawiązała bliską znajomość ze znanym każdemu, w mniejszym lub większym stopniu, filmem Titanic. Autorka bardzo wyraźnie podkreśla pewne wspólne dla filmu oraz tego epizodu mangi elementy – góra lodowa, rzut oka na bocianie gniazdo, panika ludzi z niższych pokładów pragnących wydostać się na górę, a nawet „romantyczna” scena na dziobie statku w wykonaniu wiadomego, odzianego na czerwono Żniwiarza oraz Ronalda. Cóż, w starciu między filmem, a mangą, Kuroshitsuji zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie i bije na głowę romansidło z Leonardo DiCaprio. W tej chwili aż chce się zacytować fragment serialu Supernatural:

Dean: Why did you un-sink the ship?
Balthazar: Oh, because I hated the movie.
Dean: What movie?
Balthazar: Exactly!


Pośród hektolitrów ludzkiej i trupiej krwi wylanych w tym tomie, autorka nie zapomniała o odrobinie szlachetnych uniesień i odwagi. Ciel prezentuje się nam jako wątły, ale niezwykle odważny rycerzyk, który za wszelką cenę pragnie dotrzymać obietnicy i chronić swoją uroczą narzeczoną, nawet jeśli wymaga to lekko brutalnych środków polegających na zdzieraniu z biedaczki ubrania. Niestety, szlachetna pobudki to za mało by wygrać przeciwko całej chordzie trupów. Sytuacja jest więc opłakana, a serce zatrzymuje się w piersi. I właśnie w tym momencie autorka postawiła na zaskoczenie. Ja na pewno nie spodziewałam się, że nasza zawsze niewinna i dziecinna Lizzie jest kimś więcej, niż tylko słodką upierdliwością na głowie Ciela.

Tak więc, dwunasty tom Kuroshitsuji na pewno rekompensuje czytelnikowi słabszą poprzednią część i wnosi do mangi interesujący element nowości, jaki widzimy w ostatniej scenie. Osobiście jestem wielką zwolenniczką zmiany, jaka wtedy zaszła, zaś pewna uciążliwa osóbka zyskała wiele w moich oczach. Nigdy bym nie pomyślała, że zachowanie Lizzie wypływa po prostu z miłości do Ciela, nie zaś z wrodzonej dziecinności. Poza tym, zadowoleni powinni być także miłośnicy Grella, który wraca po długim czasie nieobecności i wcale się nie zmienił. Oj, robi się ciekawie.


sobota, 1 lutego 2014

Kuroshitsuji tom 10 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji
Tom: 10
Autor: Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 4+/6







Sytuacja w posiadłości hrabiego Phantomhive staje się coraz bardziej napięta. Kolejna osoba nie żyje, zaś tym razem odpowiedzialnym za śmierć wydaje się... wampir. Czy to aby na pewno możliwe? Niemniej jednak, wszystko wskazuje na to, iż morderców jest dwóch. Jedynie młody gryzipiórek, Arthur nie mógł popełnić żadnej z trzech zbrodni toteż staje się on koordynatorem śledztwa prowadzonego przez uwięzionych w posiadłości ludzi. Przy okazji przeszukiwania pokoju Sebastiana dochodzi do odkrycia jego nieistotnego, małego, ale jakże licznego sekretu, który gotuje krew w żyłach młodego hrabiego. Niestety, nie to było celem poszukiwań. Tym czasem, mimo paskudnej pogody, w posiadłości pojawia się kolejny gość – wikariusz Jeremy Rathbone. Czy pomoże on w rozwikłaniu zagadki morderstw? A może sam jest w to wszystko zamieszany?

Dziesiąta odsłona fantastycznej mangi Kuroshitsuji to kolejna porcja rozrywki, odrobina humoru i odpowiedzi na pytania, które na pewno od dawna zadawał sobie każdy czytelnik. Czy to możliwe, że Sebastian zginął? Kim, u licha, tak naprawdę jest Jeremy? Co więcej, poznajemy w końcu winnego dokonanych w posiadłości zbrodni. Wszystkie dowody wskazują na winę jednego człowieka, wszystko wydaje się tak banalnie proste i oczywiste. Jak to możliwe, że dopiero wikariusz zdołał połączyć porozrzucane puzzle w jedną całość?

Oficjalnie, Sebastian Michealis nie żyje, a jednak czytelnik ma okazję poznać go bliżej. Autorka podrzuca wygłodniałym fanom odrobinę „mięsa”, zupełnie jakbyśmy mieli do czynienia z gejszą, która odsłania przy mężczyźnie nadgarstek. I tak oto, kolejna odrobina Sebastiana-demona zostaje nam ukazana. Tym razem są to... buty. Rzecz mało niezwykła, kiedy się o tym słyszy, za to zaskakująca, kiedy się na nią spojrzy. Och, cóż to są za buty! Jedni padną trupem ze śmiechu, jeszcze inni z zachwytu. Co więcej, mamy okazję upewnić się co do bezgranicznego oddania służby względem naszego zmarłego kamerdynera. I w końcu, mamy okazję rzucić okiem na pokój naszego demona, jak również na zawartość jego szafy. Ot, kolejny powalający szczegół.


Co istotne, widzimy także kolejne drobne sceny z dawnego życia trójki nieporadnych służących. Chociaż każda z nich ogranicza się zaledwie do kilku kadrów, to jednak są one wymowne i w połączeniu ze słowami tworzą piękny, wzruszający element, który osobiście przypadł mi do gustu. Z resztą, nie od dziś wiadomo, że miłość, przyjaźń i przywiązanie stanowią naprawdę dobre tło dla dramatu, więc kto wie, w jaki sposób zostanie to wykorzystane w Kuroshitsuji.

Co jeszcze można powiedzieć o dziesiątym tomie? Niestety, w gruncie rzeczy, dla wielu osób nie będzie on tak interesujący, jak kilka poprzednich. Oczywiście, autorka wprowadza do historii nowego bohatera, chociaż Jeremy nie należy do specjalnie interesujących, czy czarujących. Może to i dobrze, że mamy z nim do czynienia wyłącznie w tym tomie? Nie zaprzeczę, iż jego „bezpłciowość” mogła być zamierzona, biorąc pod uwagę jego tajemnicę, jednakże nie miałabym nic przeciwko ukazaniu wikariusza w ciekawszym świetle. Przecież nic nie stało na przeszkodzie byśmy polubili nową twarz historii zanim dowiedzieliśmy się o nim więcej.

A więc, kolejna przygoda powoli dobiega końca, zaś czytelnicy z pewnością nie mogą doczekać się następnej, jednakże na to muszą odrobinę poczekać. Zakończenie tego tomiku niewielu może zaskoczyć, większość zapewne niespecjalnie się zdziwi, ale przecież należało jakoś wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Czy autorka dała z siebie wszystko? Nie mnie to oceniać, ale na pewno warto nadal brnąć w świat Kuroshitsuji.


czwartek, 30 stycznia 2014

Kuroshitsuji tom 9 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji
Tom: 9
Autor: Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6/6







Po krwawych i pełnych gwałtowności wydarzeniach poprzednich tomów, Londyn znowu wydaje się miejscem spokojnym. Królowa wykorzystuje ten czas by uprzykrzyć życie młodemu hrabiemu Phantomhive i tym samym w jego posiadłości organizuje bankiet dla samej śmietanki angielskiej arystokracji. Tylko co w tym zacnym gronie robi byle gryzipiórek? Cokolwiek jednak nie myślałby o tym Ciel, nie ma nic do gadania, jako że musi odzyskać zaufanie królowej. Niestety, pozornie niewinny bankiet zamienia się w śmiertelną pułapkę, albowiem zaproszeni do posiadłości goście zostają uwięzieni w budynku, gdy na zewnątrz szaleje okropna burza, zaś w środku grasuje morderca, który nie waha się podnieść ręki nawet na samego Sebastiana Michaelisa. Ile osób musi zginąć zanim zabójca zostanie złapany? I kim tak naprawdę jest? Kryminalna zagadka pani Toboso czeka by ją rozwiązać. Kto się skusi?

Chociaż fabuła kolejnego tomu Kuroshitsuji brzmi poważnie, to jednak należy do luźniejszych i w pewnym stopniu przyjemniejszych, a przede wszystkim idealnie wpasowuje się w klimat wiktoriańskiej Anglii. Morderstwo, detektywistyczna łamigłówka, tabun podejrzanych i drobne wskazówki. Tak oto, czytelnik ma okazję zagrać w Cluedo wraz ze wszystkimi bohaterami tego tomiku, wytężyć umysł i snując domysły śledzić dalsze wydarzenia, by z każdą chwilą być bliżej rozwiązania zagadki, a jednocześnie odsuwać się od prawdy. Bo kto tak naprawdę pasuje do profilu mordercy, kiedy każdemu można coś zarzucić?


Poza naprawdę dobrą zabawą przy mangowym Cluedo, Yana Toboso raczy nas również kolejną porcją wyśmienicie stworzonych bohaterów. Albowiem poza znanymi nam już dobrze postaciami i przypadkowymi gośćmi, których możemy więcej już nie spotkać na naszej drodze, poznajemy również ekscentrycznych, świetnie wyszkolonych kamerdynerów królowej, na których z pewnością warto zawiesić oko. Warto wspomnieć także, iż pan Tanaka odgrywa w tym tomie znacznie istotniejsza rolę niż we wszystkich wcześniejszych. Nie oszukujmy się, do tej pory nasz staruszek niespotykanie rzadko pojawiał się w pełnej krasie, zaś teraz możemy podziwiać go w roli kamerdynera.

Sama historia, z którą mamy tym razem do czynienia na pewno spodoba się osobom rozkochanym w zagadkach kryminalnych, powieściach detektywistycznych, czy też po prostu fanom Kuroshitsuji. Nikomu nie zaszkodzi odrobina wysiłku intelektualnego i zabawy, a autorka z całą pewnością szykuje dla nas coś wyjątkowego. Przecież tracimy Sebastiana! Ciężko w to uwierzyć, prawda? Co więcej, czytelnik w końcu może pozbierać myśli po dołującej sprawie z Cyrkiem Noah's Ark. Tym razem nie doświadczymy tu szalonych morderstw małych dzieci, ani też obrzydliwego rozmiłowania w krwawej jatce. Ot, mamy mordercę i musimy go złapać!

Osobiście uwielbiam historię, którą tym razem zaprezentowała nam pani Yana Toboso i potrzebowałam jej by ukoić nerwy po poprzednich tomach pełnych mroku i szaleństwa. Z resztą, moja słabość do Sherlocka Holmesa jest niezaprzeczalna, więc czemu nie odbić jej sobie właśnie dzięki Kuroshitsuji?

Kochani, polecam Wam 9 tom tej mangi równie mocno, co wszystkie poprzednie i każdą następną! Naprawdę warto sięgnąć po to cudowne maleństwo.


środa, 29 stycznia 2014

Pandora Hearts tom 7 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts
Tom: 7
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: -6/6







Czasy sprzed tragedii w Sablier. Zwabiona dźwiękami pozytywki Lottie niespodziewanie spotyka w ogrodzie swojego pana, Glena Baskerville'a, oraz Jacka Vessaliusa, twórcę pozytywek, który – o zgrozo – okazuje się dobrym przyjacielem Glena. Dziewczynie trudno w to uwierzyć, a jednak w towarzystwie Jacka jej pan jest w stanie nawet się uśmiechać. Cała ta sielanka nie trwa niestety zbyt długo, gdyż pewnego dnia ogarnięty jakimś niezrozumiałym szaleństwem Glen Baskerville rozkazuje swoim ludziom wymordować wszystkie osoby obecne na zamku w Sablier, a polecenie zostaje posłusznie wykonane.
Chwila obecna. Wezwany przez Lottie Jack bynajmniej nie planuje współpracować. Strasząc użyciem mocy B-Rabbita pozbywa się zagrożenia, ale już samo pojawienie się wyczerpuje jego siły. Tym samym fragmenty wspomnień Jacka docierają do świadomości Oza, co sprawia, iż chłopak pogrąża się w czarnych myślach. Niemniej jednak, dzięki drobnej pomocy Elliota Oz znowu odzyskuje dobry humor. A przynajmniej było tak przez chwilę, gdyż prawda o pochodzeniu Oza mocno zachwiała rodzącą się przyjaźnią między Vessaliusem, a Nightrayem. I pomyśleć, że to najmniejszy, choć tak głęboko przeżywany, problem głównego bohatera.

Swoimi ostatnimi tomikami mangi Padora Hearts Jun Mochizuki niewątpliwie zainteresowała czytelnika tajemnicami przeszłości. Nic więc dziwnego, że rozpoczyna swój siódmy tom od wyjawienia drobnych sekretów, by na koniec niemal ogłuszyć nas rewelacjami. I tak, poznajemy elementy burzliwej przyjaźni Jacka i Glena, która zapowiadała się na idylliczną, zaś ostatecznie została zabarwiona czerwienią krwi i dramatu. Nadal nie znamy szczegółów i pikantniejszych kawałków, ale powoli zbliżamy się do poznania pewnych tajemnic, a to wywołuje dreszczyk emocji. Niemniej jednak, to pod koniec tomu padamy na kolana przed mangaką, która pozwala nam na wgląd w szokującą przeszłość Breaka. Czy ktoś mógł spodziewać się dokładnie tego, co zostaje nam ujawnione? Wątpliwe! Oczywiście, pewne podpowiedzi pojawiły się wcześniej, ale tylko kwestia oka wydawała mi się jasna. Cała reszta była zaskoczeniem. Co więcej, nie sposób ukryć, że ostatni kadr mangi zdecydowanie zapowiada gorącą kontynuację i sprawia, że czytelnik z niecierpliwością czeka na tom ósmy.


A skoro jesteśmy już przy bliższym poznawaniu postaci, nie można zapomnieć o ekscentrycznej stronie słodkiej Sharon. Któż by się spodziewał, że ta idealna dama ma swoje małe „zboczenia”, które teraz wychodzą na światło dzienne? Ładniutka, dobrze wychowana, pozornie niewinna, a w rzeczywistości niebezpieczna Sharon nie tylko jest w stanie uciszyć Breaka, ale i wywołać ciarki u Alice. I nie ma się czemu dziwić. Ten demon w ludzkiej skórze nie szczędzi nikomu razów. Zresztą, zapowiadające się niewinnie lekcje udzielane Alice na przykładzie romansów, także kończą się brutalnym akcentem przemocy fizycznej. Biedny Oz...

Niemniej jednak, wypada także wspomnieć o małej alkoholowej libacji urządzonej na szybkiego przez wujaszka Oskara. Ten drobny epizodzik wart jest uwagi chociażby ze względu na Gilberta. I bynajmniej nie chodzi tu o obraz pijanego, czy też rozkosznego, płaczącego Gila, choć to niewątpliwie cudowny widok. To właśnie w tej chwili Gilbert lepiej niż kiedykolwiek wcześniej zaczyna uświadamiać sobie fakt, że zostaje z tyłu, przestaje być potrzebny, gdyż Oz zaczął się zmieniać i planuje się usamodzielnić. Każda kolejna sytuacja tylko bardziej dręczy poczciwego chłopaka i najwyraźniej go przeraża. Ale czego Gilbert boi się najbardziej? Porzucenia, samotności, utraty celu w życiu?

Tak oto, siódmy tom mangi Pandora Hearts nie obfituje wprawdzie w akcję w czasie teraźniejszym, ale zdecydowanie oferuje czytelnikowi spory kawałek wyśmienitej przeszłości i muszę przyznać, że pod tym względem ta część naprawdę przypadła mi do gustu. Robi się, bowiem coraz goręcej, sytuacja staje się naprawdę napięta, a granice czasu zacierają się jeszcze bardziej.


wtorek, 28 stycznia 2014

Kuroshitsuji tom 8 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji
Tom: 8
Autor: Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6/6







Ktokolwiek zakrada się do posiadłości Phantomhive i planuje skrzywdzić młodego hrabiego musi liczyć się z konsekwencjami swoich czynów. Liderzy Cyrku Noah's Ark nie mieli pojęcia, że tak trudno będzie dostać się do środka, gdy na straży stoi trójka pozornie nieporadnych służących. Kogoś z pewnością czeka śmierć, a jak się okazuje, Maylin, Bard i Finni bynajmniej nie należą do łatwych przeciwników i pod powłoką rozlazłości kryją nie lada tajemnice. Z resztą nie tylko oni. Także niewinnie wyglądający doktor, twórca protez grupy cyrkowej, posiada swoje mroczne sekrety, które bez wątpienia mogą zszokować. A przecież to nie koniec „niespodzianek” w tej wzruszającej i tragicznej historii. Atmosfera rozluźnia się dopiero pod koniec tomiku, kiedy to autorka prezentuje swoim czytelnikom krótką historyjkę „nowych szat Ciela”. Po ciężkich, dołujących tomach przychodzi czas na rozluźnienie, wzięcie głębokiego oddechu i opanowanie łez.

Ósmy tom Kuroshitsuji zamyka opowieść o porwaniach dzieci i Cyrku Noah's Ark. Wszystko, co miało zostać jeszcze powiedziane, znajduje tutaj miejsce dla siebie. To właśnie w tym tomie poznajemy szczegóły powstawania innowacyjnych protez, zagłębiamy się w wydarzenia z życia Jokera i jego przyjaciół, dowiadujemy się jak wielką cenę za spokojne życie w rzeczywistości zapłaciła grupa cyrkowa. Widzimy ich jako zbieraninę naiwnych, łatwowiernych dzieci, które szukają swojego miejsca na ziemi, jesteśmy świadkami ich ostatecznego upadku, rozwiania się marzeń. Na myśl o nich na pewno nie jednej osobie zakręci się łza w oku.


Co więcej, to właśnie tutaj najdokładniej dostrzec możemy ironię losu, który zakpił sobie z Jokera i jego cyrkowej rodziny, znajdujmy dowód na niesprawiedliwość życia, ludzki chłód. Przypadek Noah's Ark nieodwołalnie kojarzy mi się z motywem przygarnięcia zmokniętego, zagłodzonego kociaka, którego nie możemy zatrzymać. Czy kociak cierpi bardziej wiedząc, co traci, gdy pozna już ciepło ludzkiego ciała, słodkość cudzej troski, czy może wtedy, gdy wcale nie zakosztował miłości i nigdy jej nie pozna?

Poniekąd w Kuroshitsuji 8 poruszony zostaje także temat pokrętnej ludzkiej natury i upodlenia. Osoby w jakimkolwiek stopniu upośledzone zostają odrzucone przez społeczeństwo, są poniewierane, zapomniane i tylko nieliczni dobrzy ludzie są na tyle otwarci by pomóc tym, dla których wydawałoby się, że nie ma już nadziei. Niestety, człowiek jest istotą słabą, łatwo się zmienia, popada w szaleństwo. W tym wypadku Noah's Ark stali się ofiarami pragnień człowieka, od którego są zależni. Ich słodkie życie zamienia się w nowy koszmar, który ignorują w trosce o siebie i swoich bliskich. Wydarzenia te nasuwają pytania - czy zbrodnie popełnione przez szalonego barona są gorsze, niż te jakich dopuścili się członkowie cyrku? Czy cokolwiek może usprawiedliwić morderstwa, czy też ludzką obojętność?

Najsmutniejsza i najbardziej wzruszająca historia opowiedziana w mandze Kuroshistuji została zakończona w naprawdę dobrym stylu. Niewątpliwie mamy do czynienia z prawdziwym wyciskaczem łez dla osób wrażliwych, boleśnie prawdziwym realizmem czasów (nie tylko wiktoriańskich), nagromadzeniem gwałtownych emocji. Wybitna opowieść o porwaniach dzieci doczekała się wybitnego zakończenia, jakkolwiek bardzo smutnego. A co takiego Yana Toboso przygotowała dla nas w kolejnych tomach?


poniedziałek, 27 stycznia 2014

Pandora Hearts tom 6 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts
Tom: 6
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6







Vincent Nightray pokazał, co sądzi o ludziach, kiedy zmusił Breaka do dokonania absurdalnego wyboru pomiędzy osłabioną trucizną panienką Sharon, a samolubnym pragnieniem poznania tajemnic tragedii w Sablier. Po raz kolejny udowodnił na co go stać, gdy postanowił rozkoszować się widokiem zdruzgotania na twarzy Breaka po śmierci dziewczyny, która nie miałaby szans na przeżycie, gdyby nie prostoduszna Echo. To dzięki niej Sharon dochodzi teraz do siebie pod okiem swojego wiernego, ekscentrycznego towarzysza. Tym czasem niepoprawny Oskar Vessalius pakuje Oza oraz Gilberta w kłopoty, zmuszając ich do włamania się do budynku Akademii Lutwidge, gdzie aktualnie kształci się Ada – słodka siostra Oza, której chłopak nie miał okazji zobaczyć odkąd powrócił z Otchłani. Powód całej tej afery jest banalnie prosty, tak się składa, że dziewczyna zakochała się w pewnym chłopcu, o którym jej wuj nie wie zupełnie nic i to wystarcza by doprowadzić Oskara do pasji. Nikt nie mógł jednak przewidzieć tego, że w Akademii pojawią się także inni nieproszeni goście, którzy pragną położyć swoje łapska na Ozie.

Ostatnio naprawdę wiele się działo, toteż w szósty tom Pandora Hearts wkrada się zbawienny i jakże niezbędny humor, który pozwala czytelnikowi odetchnąć po pierwszej porcji powagi i emocji, jak również zebrać siły przed kolejnymi kłopotami, jakie czekają na naszych bohaterów. Właśnie z tego powodu kolejny tom tej zachwycającej mangi przywodzić może na myśl kremówkę składającą się z dwóch warstw ciasta zamykających między sobą lekki, słodki środek. Nie ulega, bowiem wątpliwości, że wujaszek Oskar potrafi zapewnić niebanalną rozrywkę i skutecznie odciągnąć myśli od wszelkich poważnych kwestii. Zresztą, stary, brodaty cap w szkolnym mundurku to na pewno niecodzienny widok. Nie sposób zapomnieć także o żądzy mordu u starszego i młodszego Vessaliusa, kiedy w grę wchodzą uczucia słodkiej, niewinnej Ady. Biedny Gil staje się zwierzyną łowną z powodu jednego rumieńca dziewczyny i jej niepewnego spojrzenia. Ups? I w końcu, chociaż pełne niepewności i strachu, ponowne spotkanie Oza i Ady rozgrzewa serce i wywołuje uśmiech.

Nie sposób jednak zaprzeczyć, iż lwia część tego tomu skupia się na tematach niezwykle poważnych, chociaż dotyczących wybranych jednostek. Już na początku mamy okazję ujrzeć szlachetniejsze oblicze Breaka, który nie zastanawia się dwa razy, ale poświęca swoje pragnienia na rzecz ratowania swojej towarzyszki. Nie należy on może do najszczerszych osób, ale nie ulega wątpliwości, że zależy mu na Sharon. Zresztą, z wzajemnością, gdyż także ona jasno daje innym do zrozumienia, jak istotny jest dla niej Xerxes i jego dążenia. Oczywista staje się również bezwzględność Vincenta, który mimo słodkiego, niewinnego uśmiechu jest wilkiem w owczej skórze. Nic więc dziwnego, że jego miłość do brata wydaje się uczuciem człowieka obłąkanego i niebezpiecznego. I oto, zaledwie na początku tomu, pojawia się pierwsza warstwa ciasta na naszej kremówce.

Jeśli zaś chodzi o podstawę tego ciastka to stanowią ją nie wydarzenia tego tomu, ale temat kłótni między Ozem, a świeżo poznanym Elliotem. Przyznaję, że zawsze wyznawałam punkt widzenia młodego Vessaliusa, który uważa za szlachetne oddanie życia za innych, poświęcenie się dla dobra bliskich sobie osób. Tymczasem Elliot swoimi poglądami ukazuje zupełnie inne oblicze tego rodzaju bohaterstwa. Śmierć jest, bowiem łatwiejsza i mniej bolesna, niż życie ze świadomością utraty kogoś bliskiego, ona stanowi upragniony koniec, podczas gdy to osoby pozostawione na tym świecie zmuszone będą do dalszej samotnej walki. To właśnie ten sposób patrzenia na świat oraz szczera bezpośredniość, z jaką młody Nightray wbija swoje racje do głowy chłopaka, otwierają mu oczy, docierają do serca i pomagają w wykonaniu pierwszego kroku ku nowemu, odważniejszemu życiu.

I tym oto sposobem docieramy do podsumowania kolejnego już tomu mangi Pandora Hearts, która nie traci na efektowności, rozwoju akcji, jak również na przekazie, jaki ze sobą niesie. Czytelnik w dalszym ciągu otoczony jest tajemnicami i chociaż poznaje coraz lepiej przeszłość i wnętrze bohaterów, to nadal jest błądzącym w ciemności dzieckiem. Wewnętrzne dylematy i troski postaci nierzadko do nas przemawiają, zmuszają do zatrzymania się i zastanowienia nad pewnymi sprawami, a przecież historia niezmiennie i wytrwale rwie do przodu wciągając nas coraz bardziej. Tej mangi nigdy nie ma się dosyć.


sobota, 25 stycznia 2014

Kuroshitsuji tom 7 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji
Tom: 7
Autor: Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: 6/6







Naprędce wymyślone kłamstwo oraz słabość Doll do Ciela ratują chłopcu skórę, a przy okazji na wierzch wypływa mała tajemnica cyrkowego współlokatora panicza Phantomhive. Jak widać Ciel nie do końca wiedział z kim dzieli swoją przestrzeń życiową. To jednak najmniejsze z jego zmartwień, jako że w chwili, gdy Sebastian zdobywa coraz więcej cennych informacji na temat zajmującej ich aktualnej sprawy, Ciel zmaga się z silnym atakiem astmy wywołanym przeziębieniem. Całe szczęście ma możliwość powrotu do domu, a tam nad jego stanem zdrowia pieczę sprawować będą niezastąpiony książę Soma oraz jego poczciwy sługa, Agni. Tyle tylko, że panicza Phantomhive nie sposób zatrzymać w łóżku na dłużej niż to naprawdę konieczne, tak więc po zaledwie krótkim wypoczynku wraca do pracy, by doprowadzić sprawę porwań do końca. Ciel i jego demoniczny kamerdyner nawet nie podejrzewają z czym mają do czynienia.

Siódmy tom Kuroshitsuji należy bez wątpienia do najbrutalniejszych i najbardziej poważnych ze wszystkich dotąd wydanych. Świadczyć o tym może fakt, iż śledztwo posuwa się do przodu, co skutkuje ujawnieniem prawdziwie mrocznych tajemnic, poznaniem osoby stojącą za zniknięciami dzieci, a jednocześnie los porwanych maluchów staje się nam znany, chociaż na pewno nie łatwo go zaakceptować. Co więcej, ujawnione zostają szokujące szczegóły dotyczące tragicznej przeszłości Ciela. Oba te wątki w pewnym stopniu łączą się ze sobą, budują napięcie, jak również zaskakują i bulwersują. Autorka nie ma dla nas litości i nie wzbrania się przed ukazywaniem krwawych scen z udziałem dzieci.


Dodatkowo, mamy okazję przyjrzeć się z bliska szaleństwu oraz pasji, które niszczą człowieka w każdy możliwy sposób. Na samym początku w osobie barona Kelvina dostrzegamy przede wszystkim skrajnie posunięte obłąkanie, które nie może usprawiedliwić jego poczynań. Jego zachowanie zdaje się graniczyć z opętaniem przez krwiożerczą bestię, która wyrosła na podatnym, pozornie nieszkodliwym gruncie. Poznając historię barona dowiadujemy się, bowiem prawdy o przyczynach jego szaleństwa. Któż mógłby przypuszczać, iż uwielbienie i namiętność mogą doprowadzić człowieka do ostatecznego upadku i skrajnego upodlenia? Niemal perwersyjna chęć wspięcia się po drabinie społecznej, dołączenia do elity powoli wyniszcza człowieka, który nie jest w stanie normalnie funkcjonować powoli pochłaniany przez swoje marzenia i pasje. Siła pragnienia powoli doprowadza mężczyznę do szaleństwa, zaś ono czyni z niego potwora.

Joker i jego przybrana rodzina to przypadek zupełnie odmienny i chyba najtrudniejszy, jako że do ich upadku doprowadza wdzięczność w stosunku do człowieka, którego zwą „ojcem”, jak również miłość względem przybranego rodzeństwa. Elita cyrku nie jest, bowiem ani szalona, ani też nienaturalnie bezwzględna, a jedynie wierna jedynej osobie, która wyciągnęła do nich rękę w czasach dla nich najtrudniejszych. Te prostolinijne duże dzieci pokrzywdzone przez los są zdolne do wszystkiego, by uchronić się przed losem, jaki poznały w przeszłości. Czy jednak naprawdę wyrwały się z matni, a może wręcz przeciwnie, los zadrwił z nich spychając w ramiona tym potworniejszego fatum?

Ten tomik skłania także do zastanowienia się nad tym, co spotkało Ciela. Czy jego nieszczęście miało jakieś konkretne powody, czy może było bezwzględnym zrządzeniem losu? Jaką winę mogło mieć na sumieniu niewinne dziecko, by być zmuszonym do stawiania czoła tak okrutnym wydarzeniom?

Historia młodego panicza wcale się nie kończy, ale nabiera rozpędu, staje się coraz bardziej dramatyczna. Po tym epizodzie nie ma już odwrotu. Seria bierze we władanie każdego czytelnika i z pewnością trzymać będzie mocno do samego końca.



piątek, 24 stycznia 2014

Pandora Hearts tom 5 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts
Tom: 5
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6







Starając się odnaleźć Alice, zupełnie niespodziewanie Oz przenosi się do świata utkanego z jej skrzętnie ukrywanych wspomnień dotyczących tragedii w Sablier. Otoczony krwią i zmasakrowanymi zwłokami chłopak brnie coraz głębiej w potworności, które miały miejsce sto lat wcześniej. To rodzi pytania, na które nie sposób odpowiedzieć. Jak to możliwe, że Alice była świadkiem tego wszystkiego? Co w jej wspomnieniach robi chłopiec do złudzenia przypominający małego Vincenta? Czy młody mężczyzna, którego Oz miał okazję poznać w swojej rzeczywistości miał coś wspólnego tą masakrą? A Gilbert? Czy i on przeżył to wszystko? Fakty odkrywane przed mody Vessaliusem powoli doprowadzają go na skraj obłędu i tylko Gil jest w stanie przywrócić chłopakowi rozum. W tym czasie Break i Cheshire są bez reszty pochłonięci swoją własną walką, a każdy z nich odnajduje w niej inny cel – zdobycie cennych wspomnień czy zabicie znienawidzonego przeciwnika. Krąg tajemnic wokół bohaterów zacieśnia się z każdą chwilą, a odpowiedzi wymykają się z ich rąk. Przeszłość kryje całą masę sekretów, a większość z nich bezsprzecznie wpływa na teraźniejszość.

Piąty tom Pandora Hearts otwiera przed czytelnikiem nowe drzwi, które do tej pory były zamknięte. Wraz z Ozem przenosimy się w miejsce krwawej masakry, o której do tej pory wiedzieliśmy stosunkowo niewiele. Teraz, kawałek po kawałku, pojawiają się nowe puzzle, które w dalszym ciągu nie łączą się z poprzednimi, jednak tworzą coraz to barwniejszy witraż zdarzeń, ludzi, pytań. Czytelnik wie, że wszystko to ma sens, wszystko jest ze sobą w pewien sposób powiązane, jednak nie może uchwycić obrazu całości, gdyż ten jeszcze nie istnieje. Pytania, które pojawiają się z każdym nowo okrytym faktem fascynują, dręczą, nie dają spokoju. To właśnie one zmieniają obraz bohaterów, których poznaliśmy do tej pory, wzmagają atmosferę tajemniczości, która ich otacza. Czytelnik uświadamia sobie z całą powagą, iż nie wie zupełnie nic o bliskich sobie postaciach.


Niezwykle interesującym motywem tego tomu są destrukcyjne myśli Oza, które rodzą się z potrzeby pomocy Alice oraz szoku, który wywołała zdobyta przez niego wiedza. Te same pragnienia kierują poczynaniami kota Cheshire, co czyni ich tak bardzo do siebie podobnymi, a zarazem zupełnie różnymi. Albowiem wsłuchujący się w głos zdrowego rozsądkiem młody Vessalius nigdy nie dążyłby do wyeliminowania największego lęku Alice, czyli jej samej i dopiero zamknięty w skorupie szaleństwa jest w stanie zniszczyć osobę, którą pragnie chronić. Co się zaś tyczy Cheshire, usiłuje on spełnić pragnienie Intencji Otchłani – istoty dla niego najcenniejszej – a tak się składa, że tym pragnieniem jest właśnie śmierć Alice. To nagromadzenie sprzecznych, ale w pewnym stopniu bliskich sobie emocji zespala uczucia pozytywne i negatywne czyniąc je jednym. Nie ulega wątpliwości, że taki klimat idealnie pasuje do mangi Pandora Hearts i nadaje jej jeszcze głębszego wyrazu.

Bardzo istotna w tym tomie jest również wiara we własną wartość, która w przypadku Oza została zachwiana już wiele lat wcześniej przez ojca, zaś teraz jest atakowana obecnością Jacka. Chłopak zdaje sobie sprawę z tego, że ujawnienie się „duszy-lokatora” drzemiącej w jego ciele zmienia całkowicie sposób, w jaki ludzie na niego patrzą. Dla większości nie liczy się Oz Vessalius, ale drzemiący w nim Jack. Prawdę mówiąc, wątpliwości dopadają młodzieńca nawet w kwestii przyjaźni najbliższych mu osób, co naprawdę dobrze oddają staranne kadry mangi. To jednak nie wszystko, gdyż w tej trudnej dla Oza sytuacji z pomocą przychodzi osoba, po której nigdy byśmy się tego nie spodziewali. Jak widać, w Pandora Hearts każdy bohater potrafi nas zaskoczyć.

Tak więc, piąty tom mangi Pandora Hearts jest równie emocjonujący, co poprzednie, a może nawet jeszcze bardziej niż one. Już od pierwszych stron manga pokazuje jak niewiele wiemy jeszcze o fascynującym świecie stworzonym przez Jun Mochizuki, jak wiele tajemnic kryje przed nami mangaka i jak trudno będzie nam samodzielnie powiązać fakty w całość. Jest to więc tytuł coraz bardziej wymagający i nietuzinkowy, a nade wszystko, godny polecenia każdemu, kto jeszcze się mu opiera.


czwartek, 23 stycznia 2014

Kuroshitsuji tom 6 - Yana Toboso



Tytuł: Kuroshitsuji
Tom: 6
Autor: Yana Toboso
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 194
Ocena: -6/6







Londyn weseleje, powietrze wypełnia śmiech i muzyka, bo oto do miasta przybywa cyrk Noah's Ark. Niestety, nie ma czasu na słodką zabawę, gdy królowa Wiktoria powierza Cielowi nowe zadanie, a Scotland Yard rozkłada bezradnie ręce. W angielskich miastach znika coraz więcej dzieci. Ot, ślad po nich zaginął i nie sposób znaleźć chociażby jednego ciała, nie mówiąc już o całym i zdrowym maluchu. Nie mniej jednak, jeden istotny szczegół łączy wszystkie miejsca zaginięć – wspomniany wcześniej cyrk. Dla zbadania terenu Ciel i jego wierny kamerdyner udają się na przedstawienie, zaś później, chcąc rozpracować grupę pokrętnych cyrkowców, robią co w ich mocy, by stać się częścią wielkiego przedsięwzięcia, jakim jest praca w cyrku. Jak się okazuje Noah's Ark wzbudza także zainteresowanie żniwiarzy. Od tej pory zadanie Ciela i jego demona staje się trudniejsze i bardziej niebezpieczne, a gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę – dobro angielskich dzieci.

Ciel Phantomhive jakiego znamy to urodzony panicz, który bez potrzeby nie brudzi sobie rąk pracą zwykłych śmiertelników, czy też demonów. Ubierany przez Sebastiana, spożywający swoje posiłki w ślimaczym tempie, sypiający w samotności w wielkim, wygodnym łóżku, kąpiący się w cieple swojej łazienki, nie niepokojony przez nikogo. Tym razem Yana Toboso nie była niestety dla niego łaskawa i wrzuciła naszego panicza w sam środek cyrku, gdzie każdy oddech wydaje się zaprzeczać dotychczasowemu stylowi życia chłopaka. O ile Sebastian jest w stanie pomóc swojemu drobnemu, słabemu paniczowi podczas sprawdzianu umiejętności, o tyle na pewno nie może już być na każde jego skinienie. Co z tego wynika? Dla nas i Sebastiana – masa śmiechu i dobrej zabawy. Dla Ciela – odrobina poniżenia i złości, a więc poza urażoną dumą nic poważnego nie grozi naszemu paniczowi. Ale czy aby na pewno?


Szósty tom Kuroshitsuji to zaledwie wstęp do poważniejszej historii, która ma na celu rozwiązanie zagadki zniknięć dzieci. Póki co autorka pozwala nam poznać bliżej nowych bohaterów, a nawet przywiązać się do nich, spojrzeć za cyrkowe kulisy, skubnąć prostego życia wędrownych artystów, jak również pobawić się trochę kosztem Ciela i poznać ogrom miłości, jaką kamerdyner darzy zwierzęta z rodziny kotowatych. Nie można zapomnieć również o czystym absurdzie, jakim są relacje panujące między żniwiarzami, a demonami. William T. Spears oraz Sebastian nie omieszkają zademonstrować „gorącej przyjaźni” łączącej te dwa światy. Nuda nam więc na pewno nie grozi, a humor poprawi się nawet największemu ponurakowi. Już autorka o to zadbała.

A jednak, mimo unoszącej się w powietrzu wesołości, manga trzyma w napięciu i sprawia, że czytelnik chce poznać ciąg dalszy tej historii. Albowiem atmosfera zagęszcza się im bliżej jesteśmy końca tomu, powoli odnajdujemy kolejne puzzle mające ostatecznie utworzyć pełny obraz intrygi. Naturalnie, niezmiennie są one w kompletnym nieładzie i musimy poczekać zanim cokolwiek zacznie się wyjaśniać. A jak to już bywa w przypadku pani Toboso – jest na co czekać.

Nie ma się co oszukiwać, Yana Toboso była i jest wspaniałą mangaką, jej Kuroshitsuji cieszy się niesłabnącą popularnością, a kreska wywołuje błogi uśmiech na twarzach osób doceniających szczegółowość i kunszt jej kreski. Anime powstałe na podstawie poprzednich tomów nie może równać się z tym, co prezentuje sobą manga, a należy wspomnieć, iż teraz mamy do czynienia z czymś nowym, czymś, czego nie dane było nam oglądać. Będę całkowicie szczera, w moim przypadku to właśnie rozdziały z Noah's Ark zadecydowały o uwielbieniu dla mangi Kuroshitsuji. Moi Drodzy, anime nigdy nie odda tego, czym naprawdę jest ten tytuł, a recenzja nigdy nie będzie wystarczająca, by oddać to, czym jest zapomnienie się w lekturze. I właśnie dlatego musicie sami przekonać się o wartości tego tytułu, jeśli jeszcze tego nie uczyniliście.


środa, 22 stycznia 2014

Pandora Hearts tom 4 - Jun Mochizuki



Tytuł: Pandora Hearts
Tom: 4
Autor: Jun Mochizuki
Wydawca: Waneko
Ilość stron: 182
Ocena: 6/6







Z samego rana Gilbert zabiera Oza i Alice do miasta na poszukiwanie swojego zaginionego kapelusza, bez którego nie potrafi się obejść, a o który przyjdzie im zawalczyć. Przy tej okazji dochodzi do spotkania chłopców z Oskarem – niepoprawnym wujem Oza, którego nie sposób nie uwielbiać. Niestety, nie wszystko idzie tak, jakby można było oczekiwać. Break wykorzystuje skomplikowaną sytuację Alice by wraz z nią dostać się do kryjówki kota z Cheshire, albowiem kiciuś planuje zabić dziewczynę w imieniu Intencji Otchłani, zaś z Breakiem łączy go pewna przeszłość, od której kot zdaje się uciekać. Xerxes nie jest jednak głupi i zostawia po sobie ślad, który Oz interpretuje jednoznacznie, postanawiając przedostać się do miejsca, w które uprowadzono dwójkę jego znajomych. Kolejny element układanki wskakuje na swoje miejsce, gdy na drodze bohaterów staje mężczyzna ze wspomnień Alice.

Jak już wiadomo, Pandora Hearts to seria, która ma wiele wspólnego z Alicją w Karinie Czarów, jednakże po kilku spokojniejszych tomach, dopiero teraz mamy okazję zauważyć naprawdę wiele zależności między tymi dwoma tytułami. W mandze pojawia się, bowiem znany szerokiej publiczności kot z Cheshire, jak również mamy okazję „poznać” Szalonego Kapelusznika. Nie mniej jednak, w czwartym tomie odnajdziemy także drobny element baśniowy, a dokładniej, wiążący się z historią o Jasiu i Małgosi system znaczenia drogi „okruszkami”. Te motywy zdecydowanie pasują do tej mangi, jak również bezsprzecznie umilają czas czytelnikowi.


Sądzę, że w przypadku tego tomu na uwagę zasługuje w szczególności postać kota z Cheshire, którego autorka obdarzyła ludzkimi cechami, skomplikowała pod względem psychicznym i genialnie narysowała. Jego aparycja jest nie tylko miła dla oka, ale także stanowi bardzo interesującą, niemal groteskową mieszankę. Jest, bowiem naprawdę uroczy, zaś z drugiej strony „zdeformowany”, czym zwraca na siebie szczególną uwagę. Nie mniej jednak, kot, którego mamy okazję poznać w Pandora Hearts, nie jest do końca idealny. Cechuje go pewnego rodzaju tchórzostwo, o którym wspomina Break, a które dokładniej widzimy na końcu mangi, jak również brak pełnej kontroli nad swoim światem. Czyż to nie ciekawy przeciwnik dla naszych bohaterów? I co takiego łączy go z Breakiem?

I w końcu, doczekaliśmy się także kolejnej odsłony wspomnień Alice, dowiadujemy się kilku ciekawych rzeczy z przeszłości, poznajemy bliżej Pandorę, jej plany i sposób na osiągnięcie celu. To jednak nie wszystko, gdyż autorka raczy swoich czytelników również nowymi nazwiskami, które na pewno okażą się bardzo istotne dla dalszych tomów serii. Są, bowiem związane z tajemnicą, którą próbujemy odkryć wraz z Ozem i jego przyjaciółmi, z wydarzeniami, które miały miejsce przed wieloma laty, a które wpływają na teraźniejszość.

Tak więc, czwarty tom Pandora Hearts na pewno nikogo nie zawiedzie, ale wzmocni jeszcze zainteresowanie serią, rozbudzi ciekawość i rozkocha nas w fantastycznych bohaterach, których z każdą chwilą pojawia się więcej. Naprawdę warto sięgnąć po kolejny tom mangi i pozwolić porwać się tej zakręconej i szalonej, choć mrocznej krainie.