Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wampiry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wampiry. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 grudnia 2015

News: Vampire Library nowością Yumegari!

Wydawnictwa Yumegari nie próżnuje! Na przyszły rok zapowiedzieli kolejny fantastyczny tytuł, a będzie nim...:

Vampire Library
Autor: Lee Sun-Young
ROZWIŃ ABY OBEJRZEĆ TRAILER
Gatunek/tematyka: akcja, komedia, fantasy, horror, shoujo, nadprzyrodzone
Ilość tomów: 3 (seria trwająca)
Szczegóły wydania: format 13,8 x 19,7 cm, obwoluta, rozkładówka
 Cena: 22,90 zł
Premiera tomu: maj 2016


Opis: 
Piękne, eteryczne istoty, obdarzone ponadprzeciętną siłą, wieczną młodością… i ostrymi kłami. Wampiry, bo o nich mowa, opanowały serca milionów ludzi na całym świecie. Ich miłośników nie zabrakło też w nietypowej bibliotece, wybudowanej na wzór ponurych zamczysk rodem z horrorów. Pracownicy tego przybytku są bezgranicznie przekonani, że są, ni mniej, ni więcej, najprawdziwszymi nosferatu! Chełpią się tym naokoło i wciąż opowiadają o wydarzeniach sprzed setek lat, w których ponoć brali udział. Na swoje nieszczęście Mano Yu podjął tam pracę na pół etatu i teraz musi udawać, że jest jednym z nich i wierzy w ich banialuki… Jednak czy to naprawdę tylko banialuki…? Przecież nie od dziś wiadomo, że w każdej legendzie kryje się ziarnko prawdy…*



Przedpłata: czekamy



*Opis i szczegóły wydania pochodzą ze strony/fan page'a wydawnictwa

piątek, 16 stycznia 2015

News: Servamp nowością Studia JG!

Ostatnią zapowiedzianą w styczniu nowością Studia JG jest:

Servamp
Autor: Strike Tanaka


Gatunek/tematyka: akcja, komedia, supernatural
Ilość tomów: 7 (kontynuowana)
Szczegóły wydania: format B6+
 Cena: 19,90 zł
Premiera pierwszego tomu: koniec kwietnia 2015
Kolejne tomy: w cyklu dwumiesięcznym


Opis: 
Bohaterem tej historii jest piętnastoletni Shirota Mahiru, który najbardziej na świecie ceni sobie spokojne, wolne od niespodzianek i komplikacji życie. Pewnego dnia zabiera z ulicy małego czarnego kota, przynosi go do domu i nadaje imię Kuro. Ku jego wielkiemu zdziwieniu nowy zwierzak okazuje się być… wampirem. W dodatku takim, który w swojej ludzkiej postaci nijak nie przypomina groźnego krwiopijcy. Nic mu się nie chce, nie przepada za przemocą, a sama myśl, że miałby podjąć się jakiegoś działania wywołuje w nim niemal samobójcze odruchy. Ale za to nie odmówiłby kubeczka herbaty. Jak się okazuje jest on jednym z legendarnych wampirzych sług, którzy związują się kontraktem ze swoim ludzkim mistrzem. I chociaż sam Shirota nie ma ochoty utrudniać sobie życia tego typu układem, a oferowanie swoich usług dla leniwego wampira stanowi przejmującą męczarnię, nasi bohaterowie szybko zostaną wplątani w odwieczny konflikt, w którym aby przeżyć trzeba stanąć do walki.*




Przedpłata: *KLIK*





*Wszystkie informacje pochodzą ze strony wydawnictwa.

niedziela, 30 listopada 2014

Lament Jagnięcia tom 1 - Kei Toume




Tytuł: Lament Jagnięcia
Podtytuł: Hitsuji no Uta
Tytuł alternatywny: Histuji no Uta, Lament of the Lamb
Autor: Kei Toume
Tom: 1
Wydawnictwo: Ringo Ame
Liczba stron: 200
Ocena: 5+/6






Powiedzcie szczerze, jak reagujecie na słowo „wampir”? Na kogo z Was działa ono jak płachta na byka, a kto rozkoszuje się nim zacierając ręce? Nie oszukujmy się, każdy z Was słysząc o wampirach ma pewnie w głowie jakiegoś paranormalnego krwiopijcę, który w mniejszym lub większym stopniu podbija niewieście serca – ot, zboczenie XXI wieku. Tak się jednak składa, że „Lament Jagnięcia” to zupełnie inna liga historii, w których pojawia się motyw picia krwi. Wyobraźcie sobie zwyczajnych ludzi, których dotyka bardzo rzadka, dziedziczna choroba niszcząca psychikę, odbijająca się na ciele, zamieniająca zwyczajne życie w dramat. Witajcie w świecie „Hitsuji no Uta” – „Lamentu Jagnięcia”, gdzie to czego pragnie wymęczone ciało i schorowany umysł znajduje się poza zasięgiem normalnego człowieka.

Do tej pory, Kazuna Takashiro nie był nikim nadzwyczajnym. Ot, szary, przeciętny chłopak porzucony przez ojca, wychowywany przez wujostwo, zakochany w równie zwyczajnej dziewczynie. Los nie jest jednak dla niego łaskawy, ponieważ Kazuna powoli podupada na zdrowiu i z jakiegoś powodu coraz częściej śni o przeszłości, o utraconych bezpowrotnie bliskich. Postanawia nawet wrócić w rodzinne strony, gdzie spodziewa się zobaczyć co najwyżej ruinę dawnego domu, ale ku swojemu zaskoczeniu stwierdza, że dom jest zamieszkany. Wtedy też wpada na swoją niewidzianą od wielu lat siostrę, Chizunę, którą ojciec zabrał ze sobą, gdy odchodził. Nagle wszystko komplikuje się w zastraszającym tempie, jako że dziewczyna zdradza Kazunie tajemnicę rodzinnej przypadłości i wyjaśnia przyczynę rozstania, zaś chłopak zauważa u siebie pierwsze symptomy choroby, na jaką cierpiała matka i siostra. W jego wnętrzu budzi się pragnienie, a świat staje na głowie.

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad pytaniem o to, czym tak naprawdę jest wampiryzm? Przecież miłosne historyjki dla młodych dziewcząt spragnionych dreszczyku emocji nie mają monopolu na to słowo, a jednak to właśnie takie jednoznaczne skojarzenia nasuwają się chyba najczęściej. To właśnie nawał tego typu tytułów sprawił, że ludzie dostają białej gorączki ilekroć słyszą to magiczne choć przeklęte słowo: wampir. Tak się jednak składa, że Kei Toume tchnęła w motyw wampiryczny zupełnie nowe życie, a to za sprawą recenzowanej przeze mnie mangi. W „Lamencie Jagnięcia” pragnienie krwi jest chorobą, która dotyka ludzką psychikę z podobną siłą, co ciało. Organizm potrzebuje składników, które tylko krew może mu zapewnić, toteż symptomy tejże choroby odpowiadają znanemu nam doskonale wampiryzmowi. Wyobraźcie sobie, że mózg wysyła Wam sygnały mówiące o ogromnym pragnieniu. Całe ciało zaczyna odczuwać brak wody, a ona znajduje się na wyciągnięcie ręki. Jest tak blisko, a zarazem tak daleko, ponieważ nie wolno Wam jej tknąć, nie wolno Wam zaspokoić tego pragnienia, które z czasem może przerodzić się w prawdziwą obsesję. Oto i głód, z jakim zmagają się dotknięci chorobą bohaterowie tej mangi. Nie będę owijać w bawełnę, Kei Toume naprawdę trafiła w sam środek tarczy i stworzyła serię, która stanowi brakujące ogniwo zdrowego rozsądku w motywie wampirycznym. Właśnie dlatego, mam nadzieję, że dotrze „Lamentem Jagnięcia” do wszystkich, którzy stracili już wiarę w to zagadnienie, ponieważ ostatnie słowo nie zostało jeszcze powiedziane.

Kiedy patrzę na wyszczególnione przeze mnie punkty, które pragnę poruszyć w tej recenzji, zauważam, że pierwszy tom mangi w dużej mierze skupia się na skutkach choroby. Nie chodzi tu jedynie o omówione już przeze mnie pragnienie, ale o zdecydowanie szerszy kontekst. W „Lamencie Jagnięcia” widzimy, jak ten niecodzienny problem zdrowotny niszczy rodzinę, czyniąc relacje międzyludzkie niezwykle trudnymi. Kochający rodzic zostaje zmuszony do porzucenia dziecka, a dokładniej mówiąc do odizolowania zdrowego potomka od nieszczęść wiążących się z rodzinną dolegliwością. Odbywa się to na zasadzie „mniejszego zła”, czyli doskonale nam znanej metody sprawienia komuś jednorazowego bólu, który powinien z czasem zniknąć, w miejsce wieloletniego męczenia się z problemami i powolnego wyniszczania się. Tak przynajmniej możemy to odczytać z wyjaśnień Chizuny. Mam nadzieję, że w przyszłych tomach wątek państwa Takashiro powróci i zostanie rozwinięty, ponieważ rodzice naszych bohaterów bez wątpienia są postaciami, które mają wiele do zaoferowania.


Innym z następstw choroby, całkowicie przeciwnym do poprzedniego, jest zbliżenie się do siebie ludzi, którzy nigdy nie przypuszczali, że w ogóle do tego dojdzie. A jednak, tak jak wcześniej choroba rozdzieliła rodzeństwo, tak teraz zaczyna je do siebie zbliżać. Nie oszukujmy się, więzy krwi nie mają tutaj nic do rzeczy, ponieważ w tym tomie nićmi łączącymi Kazunę z Chizuną są ból i cierpienie związane z ich dolegliwościami oraz zrozumienie płynące z podobnych doświadczeń. Kei Toume nie bawi się w łzawe, wydumane momenty i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż dwójka jej bohaterów jest sobie całkowicie obca, co zresztą oboje zaznaczają. Zastanówcie się, kto przy zdrowych zmysłach uznałby za prawdopodobną scenę, gdzie siostra i brat wpadają sobie w ramiona tylko dlatego, że mają wspólnych rodziców? Mangaka jest w pełni świadoma tego, że fakt dzielenia tej samej choroby z innym człowiekiem jest w stanie związać obce sobie osoby bez porównania silniej niż rodzinne sentymenty. I za to należy jej się głęboki ukłon.

Na koniec, problem błędnego koła, czyli powtarzanie błędów rodzica, poprzez nieświadome uznawanie tego samego rozwiązania za właściwe. Dostrzegamy to w działaniach Kazuny, który może nawet nie zdając sobie z tego sprawy, w pewnym stopniu robi to samo, co dawniej zrobił jego ojciec, a więc niczego nie tłumacząc, odsuwa chorą jednostkę od zdrowej poprzez „mniejszy ból”. Możemy uznać to za szablonowy obrót spraw, jako że podobne rozwiązania znajdziemy wszędzie, jednakże prawda jest taka, iż i w tym wypadku autorka stawia na najbardziej prawdopodobny sposób postępowania zwyczajnego człowieka. Jej bohater sięga po pierwsze rozwiązanie, jakie tylko jest w stanie wymyślić nie znając jeszcze zbyt dobrze swojego problemu i wszystkich jego skutków. Co więcej, myślę, że takie działanie narzuca wręcz pytanie o inne sposoby radzenia sobie z problemem niebezpiecznej dla otoczenia choroby. Czy naprawdę poza ucieczką i alienacją nie ma innej drogi, zaś koniec może być tylko jeden? Podejrzewam, że odpowiedzi na te pytania będziemy mogli szukać w kolejnych tomach serii.


Jeszcze kilka słów o szacie graficznej, która zapewne zwróciła uwagę wielu osób. Przede wszystkim pragnę zauważyć, iż obwoluta mangi jest naprawdę wyjątkowa, jako że przedstawia obraz na płótnie, na którym znajduje się dwójka naszych bohaterów, a jest to bardzo ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę to, iż Kazuna należy do szkolnego koła malarskiego, podobnie jak obiekt jego westchnień. Prawdę mówiąc, rzadko trafiamy na mangi, które już na etapie obwoluty zdradzają jakiś szczegół treści, a w tym wypadku tak właśnie się dzieje. Tym samym, nie jest to przypadkowa ilustracja będąca „twarzą” mangi, ale przemyślany zabieg, który ma przemówić do czytelnika. Jeśli zaś chodzi o wnętrze i kreskę mangaki, czernie, biele i szarości równoważą się, dzięki czemu manga nie przytłacza i bez wątpienia pasuje do opowiadanej przez Kei Toume historii, która z powodzeniem może trafić zarówno do dziewcząt, jak i do chłopców. Zauważmy, iż coraz częściej spotykamy się z tytułami, których odbiorców determinuje kreska – wystarczy spojrzeć na komentarze do ogłaszanych przez wydawnictwa zapowiedzi. I tak, zbyt piękni bohaterowie – seria dla bab; zbyt dużo mężczyzn – seria dla bab w dodatku z gejami; prosta, jasna kreska – shouneny; tytuły dla starszych czytelników – w tym wypadku seinen –  odznaczają się za to brakiem przesadnej delikatności rysunku. Można więc powiedzieć, że „Lament Jagnięcia” odpowiada tym (niezrozumiałym dla mnie) nowym trendom, co mam nadzieję przekona większą liczbę osób do sięgnięcia po tę niekonwencjonalną historię o krwiopijcach.

Krótko mówiąc, jeśli na dźwięk słowa „wampir” zaczyna Was mdlić, a włosy stają Wam na głowie to „Lament Jagnięcia” jest tytułem przeznaczonym właśnie dla Was. To nie kolejny krwawy horror, to nie słaby romans paranormalny, ale dramat psychologiczny, który spodoba się każdemu, kto szuka tytułów z głębią i znaczeniem. Walka z chorobą dopiero się rozpoczyna, a co ze sobą przyniesie, dowiemy się w kolejnych tomach.


niedziela, 26 października 2014

Test: Wampirza manga na Halloween!

Halloween zbliża się wielkimi krokami, więc czas na halloweenowy test mangowy. Daniem głównym tej zabawy będą wampiry! Wybierz najbardziej odpowiadającą Ci podpowiedź, podlicz wybrane opcje i przekonaj się, co takiego powinieneś przeczytać 31 października!




1. Wolisz:
A. elementy psychologiczne
B. krwawą sieczkę
C. elementy romantyczne

2. Wybierz kolor:
A. czarny
B. czerwony
C. biały

3. Wolisz:
A. mroczny klimat
B. akcję
C. emocje

4. Lubisz, kiedy wampirzym protagonistą jest:
A. duet
B. mężczyzna
C. kobieta

5. Wybierz książkę:
A. „Wywiad z wampirem”
B. „Nocny Patrol”
C. „Akademia wampirów”

6. Wampiry + ludzie =
A. alienacja
B. służba
C. współpraca

7. Twój wybór to:
A. dramat
B. brutalność
C. miłość

8. Która z podanych mang najbardziej Ci odpowiada?
A. „Pet Shop of Horrors”
B. „6000”
C. „Savage Garden”

9. Wybierz fragment:
A. „Lecz prawdziwa moc, co rządzi tu to wieczny głód, odwieczny głód, przeklęty i wyklęty głód, wielki, potępiony głód!”
B. „Stary pastor piękną córkę miał, tyle lat minęło, był gorący maj. Na jej białej skórze w blasku świec, jej krwią pisałem wiersz...”
C. „Leżałem z nią pośród łąk, w mojej dłoni czułem jej gorącą dłoń. Nie przeczuła, czego pragnę w niej. Ja się wciąż łudziłem, że pokonam cień, lecz w ramionach mych, co za przeklęty los! Życie uszło z niej...”

10. Wybierasz:
A. pragnienie
B. brutalność
C. uczucie

11. Pragnienie...
A. krwi
B. walki
C. bliskości

12. W którym serialu wampiry wydają Ci się najlepsze:
A. „Supernatural”
B. „Dracula” (2013)
C. „Pamiętniki Wampirów”

13. Preferowana liczba tomów:
A. 7 tomów
B. 10 tomów
C. 19 tomów

PODLICZ!


NAJWIĘCEJ A:
„Lament Jagnięcia” do Ringo Ame


NAJWIĘCEJ B:
„Hellsing” od JPF


NAJWIĘCEJ C:
„Vampire Knight” od Waneko

poniedziałek, 13 października 2014

Pet Shop of Horrors tom 4 - Akino Matsuri





Tytuł: Pet Shop of Horrors
Autor: Akino Matsuri
Tom: 4
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 210
Ocena: 6/6





„Pet Shop of Horrors” już od pierwszego tomu był prawdziwym ideałem, którego brakowało na naszym rynku. Zaliczany do mangowej klasyki, okazał się idealnie odpowiadać na współczesne trendy, a co za tym idzie, zaczął rozpieszczać nasze zmysły i okazał się balsamem na spragnione podobnych tytułów serca. Nic więc dziwnego, że czwarty tom tej serii stanowi solidną dawkę tego co najlepsze, czyli nieodmiennie związanej z Hrabią D tajemnicy, uwielbianej przez wielu fantastyki, solidnego, prostego humoru oraz elementów kryminału, bo przecież mamy tu nie tylko podejrzliwego pana detektywa, ale także owiane tajemnicą zbrodnie. Tym samym, Akino Matsuri po raz kolejny zafundowała nam rozrywkę z najwyższej półki i przypomniała nam, za co tak bardzo kochamy tę mangę.

Kiedy ginie Jody McDowell, nudny szary mężczyzna zainteresowany komputerami i rybami, detektyw Orcot znowu wkracza do akcji. Chociaż policjant najchętniej by tego uniknął, jego drogi znowu prowadzą do sklepu zoologicznego Hrabiego D. Ktoś musi przecież zaopiekować się tropikalnymi rybkami denata, a i odrobina pomocy w śledztwie nie zaszkodzi, jako że ta sprawa to naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Koniec końców, ten detektyw zawsze narzeka, a później i tak sam wraca do sklepu zoologicznego w Chinatown, ilekroć nie ma nic ciekawszego do roboty. Zresztą, tajemniczy Hrabia D i nieugięty Orcot są wręcz na siebie skazani, toteż nic dziwnego, że mają okazję spotkać się również przy okazji kręcenia filmu fantasy, zaś kiedy po kraju grasuje wampir – morderca to właśnie Hrabia może stać się jego kolejną ofiarą. Ktoś musi więc mieć na niego oko, a któż nadaje się do tego lepiej niż sam detektyw Orcot?


Odrobinę wyżej wspomniałam o trendach, które znajdują swoje odzwierciedlenie w „Pet Shop of Horrors” i sądzę, że warto napisać o nich trochę więcej w kontekście tego tomu. Odnajdziemy tu bowiem przede wszystkim dwa motywy, które już od pewnego czasu zajmują szczególne miejsce zarówno w literaturze, jak i w filmie. Po pierwsze – konie. Nie trzeba rozumieć ich fenomenu by zauważyć, iż jeszcze do niedawna pojawiały się one w literaturze przeznaczonej dla młodych ludzi, a także w skierowanych do nich filmach. Przyznaję, zawsze mnie to interesowało, ale nigdy nie mogłam zrozumieć, co takiego mają w sobie te istoty, że ludzi tak bardzo do nich ciągnie. Akino Matsuri poświęciła temu zagadnieniu jeden z rozdziałów czwartego tomu i co ciekawe, przy tej okazji po raz pierwszy stworzyła postać, która zdołała oprzeć się magii sklepu zoologicznego Hrabiego D.

Drugim istotnym trendem, który współcześnie wywołał istną rewolucję, są wampiry. Bez wątpienia każdy z nas miał do czynienia z bardziej lub mniej ambitnymi tytułami poruszającymi ten temat, każdy jest w stanie wymienić jedną czy dwie powieści, w których pojawiają się krwiopijcy, a i nasz rynek mangi może pochwalić się wampirzymi seriami. Jest to więc motyw pod wieloma względami wiecznie żywy i tym razem znalazł swoje miejsce również w „Pet Shop of Horrors”, gdzie podkreśla wyjątkowość Hrabiego D i pogłębia jeszcze bardziej otaczające tę postać tajemnice. Warto zauważyć, że w tym jednym rozdziale autorka zdołała zamknąć między innymi komedię, dramat miłosny, sensację i kryminał, a wszystko w jak najlepszym stylu. Taką historią można się z powodzeniem rozkoszować, a jej finał sprawia, że znowu zastanawiamy się nad tym, kim jest nasz Hrabia D, jakie sekrety ukrywa przed światem, czego jeszcze możemy się o nim dowiedzieć.


Zresztą, nie tylko my zastanawiamy się nad tajemnicami tego wyjątkowego Azjaty. Detektyw Orcot również nie ustaje w podejrzeniach i węszy korzystając z każdej nadarzającej się okazji. Prawdę mówiąc, w tej części znajduje się prawdopodobnie bliżej prawdy niż kiedykolwiek wcześniej. Problem w tym, że kierując się wyłącznie czystym rozsądkiem realisty, nie dostrzega tego, co kryje się pod powłoką złudnej rzeczywistości. Co więcej, może się nawet wydawać, że Hrabia D w pewnym stopniu bawi się z niedowierzającym zmysłom i faktom detektywem. Podrzuca mu trop prowadzący do odkrycia fantastycznej prawdy, ale szybko zmienia jego tor myślenia dodając coś więcej, jakąś inną cząstkę, która pozwala na racjonalne wyjaśnienie zjawiska. Cóż, detektyw sam jest sobie winien, bo chociaż ma pod nosem pewne tropy i odpowiedzi, to bezustannie pozostaje ślepy i głuchy. I jak go nie kochać?



Na osobne miejsce w tej recenzji zasługują także rozdziały z cyklu „Detektyw i jego kwiat”, w których główną paranormalną rolę odgrywają właśnie kwiaty. Są to dwie części różniące się od siebie całkowicie, ponieważ druga przedstawia historię zbliżoną do tych „zoologicznych”, z jakimi mieliśmy do tej pory do czynienia, podczas gdy pierwsza… No właśnie. Co z nią? Przede wszystkim, ukazuje nam nowe oblicze relacji między detektywem i Hrabią D. Do tej pory, Orcot wydawał się być uciążliwym, ale zabawnym zwierzątkiem, jak butny pies – przybłęda, który przyczepił się do nieznajomego człowieka. W tym rozdziale wydaje się jednak awansować do rangi kogoś wartego pomocy, a w pewnym stopniu może nawet niewinnego. W końcu, w dotychczas wydanych tomach, interwencje Hrabiego wychodziły na dobre tylko tym „dobrym”. Ponadto, na końcu pierwszego rozdziału „Detektyw i jego kwiat” nasuwa się pytanie o umiejętności Hrabiego D. Czy potrafi przewidzieć przyszłość? Przyznam, że ta historia trochę mnie zaskoczyła i naprawdę przypadła mi do gustu. Jest bez dwóch zdań fantastyczna.

W ramach podsumowania kolejnego wspaniałego tomu serii, która już po pierwszej części wskoczyła na szczyt mojej listy ulubionych mang, pozwolę sobie porównać „Pet Shop of Horrors” do witamin, które w jednej tabletce mieszczą wszystko, co potrzebne organizmowi. Taka jest właśnie ta seria. Jeden tom jest kompletnym zestawem niezbędnych elementów tworzących idealną mangę, której czytanie sprawia prawdziwą, niezastąpioną rozkosz. Zachowajcie jednak ostrożność, jako że „Pet Shop of Horrors” silnie uzależnia.



sobota, 29 marca 2014

Dia Game - Kotora Byaku



Tytuł: Dia Game
Tom: 1 (całość)
Autor: Kotora Byaku
Wydawca: Ringo Ame
Ilość stron: 160
Ocena: 5/6






Polski rynek mangi rozrasta się z każdym rokiem, jego fundamenty umacniają się i stają coraz grubsze, wydawane tytuły okazują się coraz to odważniejsze, zaś do niedawna zapomniani fani yaoi mogą rozkoszować się coraz większą ilością wydanych z myślą o nich pozycji. Tym właśnie repertuarem, swoją karierę rozpoczyna świeżutkie Wydawnictwo Ringo Ame, które pod koniec lutego wypuściło bardzo miłą dla oka, jednotomową mangę „Dia Game”. Zapraszamy Was, więc na jazdę testową, która pokaże, co w trawie piszczy.

Uciekając przed łowcami, Dia – niewinny wampir, który do tej pory nie skrzywdził nawet muchy – przybywa do Japonii, gdzie planuje odnaleźć spokój i szczęście. Tak się niestety składa, że jego jasne włosy i delikatna uroda zwracają na siebie uwagę, przez co nijak nie jest w stanie wmieszać się w tłum, a na domiar złego, zostaje bez najmniejszych problemów odnaleziony przez Kuro, depczącego mu po piętach, uciążliwego łowcę. Próbując pozbyć się niechcianego cienia, Dia dosłownie wpada w ramiona młodego, przystojnego handlowca, Totsuki, który wspaniałomyślnie oferuje wampirowi nocleg oraz pracę. Urodziwy krwiopijca nie mógł lepiej trafić, jako że mężczyzna jest nie tylko gościnny, ale także niebywale miły, czym zjednuje sobie zaufanie i ciepłe uczucia wampira. Zaszycie się w domu Totsuki nie gwarantuje jednak świętego spokoju, gdyż Kuro nadal kręci się w pobliżu, zaś w chłopaku odzywają się pragnienia, których zaspokojenie stanowi priorytet.


„Dia Game” to tytuł pod wieloma względami słodko-gorzki. Po pierwsze, mamy do czynienia ze stosunkowo prostą fabułą bez fajerwerków – uciekający przed niebezpieczeństwem wampir, depczący mu po piętach łowca, czarujący i gotowy do pomocy wybawca. Brzmi nieskomplikowanie i może rzeczywiście tak jest, ale nie pozwólcie uśpić waszej czujności, gdyż tytuł ten posiada potencjał i naprawdę potrafi zainteresować czytelnika. Już pierwszy rozdział może podsunąć nam wiele możliwych rozwinięć akcji i ostatecznych rozwiązań, jako że mamy do czynienia z kilkoma nałożonymi na siebie szablonami, między innymi: on jeden/ich dwóch; wampir/łowca; zaszczute zwierzątko/dzielny wybawca. W tej mandze może wydarzyć wszystko, a jakiego wyboru dokonała autorka, przekonajcie się sami! Sądzę, że warto.

Po drugie, postaci. Mangaka uczyniła głównym bohaterem kwintesencję „ukowatości”, słodyczy i niewinności, czyli dziewczęco uroczego, pełnego życia, a jednocześnie bardzo samotnego wampira, który stracił wszystkie bliskie sobie osoby. Co więcej, ta chodząca niewinność nie może opędzić się od naprawdę przystojnego i lekko ekscentrycznego łowcy, który doskonale wie, jak używać życia, ale z powodów, których Wam nie zdradzę, nie może pozwolić sobie na swawolę i skazany jest na duszenie się w swojej roli łowcy wampirów. To jednak nie wszystko, gdyż u boku naszego słodziaka pojawia się także niezwykle uczynny Japończyk, skrywa pewną istotną tajemnicę.


I w końcu, intryga przedstawiona przez Kotora Byaku również posiada ten wyjątkowy smak życia. Z jednej strony mamy do czynienia z prawdziwą słodyczą spokojnej egzystencji u boku troskliwej osoby, z prostą, szczerą i niemal dziecięcą radością, z niespodziewanym sprzymierzeńcem, który zawsze czuwa i jest na stanowisku niczym przyjaciel. Z drugiej, ukazane zostają bolesne uczucia osamotnienia, straty i braku własnego miejsca oraz prawdziwe oblicze świata, który pod przyjemną dla oka maską ciepła, skrywa mroczne, bezlitosne żądze. Pośrodku tych dwóch biegunów, stoi niewinny, narażony na ciosy Dia, który zamyka oczy na to, co niszczy jego wizję lepszych dni, a który musi w końcu dostrzec to, czego nie chciał zaakceptować.

Jako że „Dia Game” jest tytułem całkiem nowym, zaś Kotora Byaku po raz pierwszy zawitała na naszym rynku, w kilku słowach należy także wspomnieć o jej kresce. Mangaka w sposób wyważony łączy biel, czerń i szarość, co dodaje każdej stronie wyrazistości i nie pozwala całości zanurzyć się w mrocznym klimacie dramatu czy radosnej, jasnej lekkości komedii. Większości kardów za tło służy puste pole urozmaicone czernią bądź szarością, natomiast w innych przypadkach, dalszy plan jest raczej prosty, pozbawiony mnogości szczegółów. Sami bohaterowie charakteryzują się delikatnością rysów, wyrazistą mimiką i proporcjonalnością ciała, zaś chibi Dia zdecydowanie ma na swoim koncie 100% słodkości. W tym miejscu, w ramach ciekawostki wspomnę, iż na stronie 23 możecie doszukać się niewielkiego nawiązania do „Jappa no Amane”, innej mangi autorki.


Podsumowując, „Dia Game” to bez wątpienia interesujący tytuł, który nie grzeszy może przesadną oryginalnością, jako że Kotora Byaku nie wychodzi poza znane schematy, ale stanowi ciekawą lekturę, w której z łatwością odnajdziemy targające bohaterami uczucia, a także posmakujemy goryczy życia. To także małe studium dysproporcji między aparycją, wyobrażeniami a rzeczywistym charakterem człowieka. Krótko mówiąc – manga, którą warto mieć i której warto poświęcić czas.