Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Tyrant Who Falls in Love. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Tyrant Who Falls in Love. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 października 2015

Zakochany tyran tom 9 - Hinako Takanaga





Tytuł: Zakochany tyran
Tytuł alternatywny: Koi Suru Boukun, The Tyrant Who Falls in Love
Autor: Hinako Takanaga
Tom: 9
Wszystkich tomów: 9
Stan aktualny (JP): seria powstająca
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 240
Ocena: 4+/6



Po lekturze poprzedniego tomu „Zakochanego tyrana”, część czytelników mogła sądzić, że między różną od siebie jak ogień i woda dwójką bohaterów wszystko zaczęło się w końcu układać. Jakby na to nie spojrzeć, wyznania miłości i wzajemna akceptacja to zobowiązujące gesty, które w wielu tytułach prowadzą do zakończenia serii. Hinako Takanaga miała jednak inne zdanie na ten temat, skoro podarowała nam kolejną część miłosnych wzlotów i upadków tyrana oraz masochisty. Zobaczmy więc, co takiego znajdziemy w dziewiątym tomie serii?

Morinaga to niewątpliwie typ człowieka, który nigdy nie uczy się na błędach. Wracając do domu po dłuższej nieobecności, kolejny raz daje się ponieść marzeniom i rozbija się o gruby mur rzeczywistości, której wyznacznikiem jest jego zapracowany kochanek. Młodszy mężczyzna liczył na gorące, tęskne powitanie, ale zamiast tego był zmuszony zabrać się ostro do pracy i pomóc Souichiemu w jego projektach badawczych. Pragnąc ułatwić życie ukochanemu senpaiowi, Morinaga inicjuje rozmowy kwalifikacyjne mające za zadanie wyłonienie z tłumu chętnych, najbardziej przydatne i kompetentne jednostki. Okazuje się jednak, że nie wszystko jest tak różowe, jak początkowo wydaje się ślepemu z miłości studentowi, toteż problemy znowu wiszą nad z takim trudem wywalczonym uczuciem.

Będę z Wami całkowicie szczera i zdradzę, że czytając ten tom „Zakochanego tyrana” czułam pewną irytację, która była spowodowana wręcz irracjonalnym w tej chwili zachowaniem Morinagi. Jego związek z Souichim zdecydowanie przeszedł na wyższy poziom, a jednak ten niecierpliwy i pełen wątpliwości chłopak niczego się nie nauczył, niczego nie zrozumiał, wciąż jest taki, jakim był na początku serii. Po wydarzeniach poprzedniego tomu, czytelnik ma pewność, że między tą dwójką zaiskrzyło na poważnie, a jednak Morinaga wciąż jest tak bardzo niepewny wzajemności swoich uczuć, że zakrawa to na obrazę dla Souichiego. Pojawia się więc pytanie: „ileż można?!”. Miejscami mamy wrażenie, że wszystko to już kiedyś po prostu przerabialiśmy, a manga nie ruszyła wcale do przodu. I chyba tak właśnie jest z punktu widzenia tego nieszczęsnego masochisty, będącego przypadkiem beznadziejnym. Dla czytelnika jest to niewątpliwie ciężki orzech do zgryzienia, chociaż przyznaję, że dla tomiku jest pewien ratunek, a zawdzięczamy go osobie, po której niekoniecznie mogliśmy się tego spodziewać.


Tak się bowiem składa, że wyraźny kontrast dla Morinagi stanowi w tej części Souichi. To w nim zaszła ogromna zmiana, która zdecydowanie wychodzi „Zakochanemu tyranowi” na dobre. Bohater, którego bez wątpienia można było uznać za najtrudniejszego do ukształtowania, uległ uczuciowej ewolucji w stopniu nie tyle znacznym, co nawet niewyobrażalnym. Okazuje się, że w tym tomie nasz porywczy Tatsumi dorósł pod wieloma względami. Nie tylko jest w stanie zaakceptować swoje uczucia, ale także potrafi w miarę spokojnie podejść do wyimaginowanych problemów Morinagi. Myślę więc, że to właśnie postać tytułowego tyrana robi w „dziewiątce” największe wrażenie i zasługuje na słowa pochwały. Obawiam się, że gdyby nie on, historia głównej pary tej serii nie miałaby nam tym razem zbyt wiele do zaoferowania.

Sądzę jednak, że warto zauważyć, iż ten tom „Zakochanego tyrana” wydaje się miejscami nawiązywać do pewnej myśli znanej zapewne wielu czytelnikom, ponieważ pochodzącej z „Małego Księcia”. Chodzi o konsekwencję uczucia, które obudzi się w innej osobie, a dokładniej o odpowiedzialność za rozbudzaną w innych miłość. Przyznam, że bardzo podobało mi się wdrożenie tej myśli do historii, która zyskała dzięki temu przekaz, którego wcześniej zdecydowanie nam brakowało. Co więcej, autorka podkreśliła dzięki temu różnice między dziecinnym Morinagą i doroślejszym w tej części Souichim, a to na pewno możemy zaliczyć do niewątpliwych plusów tego tomiku. Jak widać, nie jest tak zły, jak może się nam miejscami wydawać.

Przejdźmy jednak dalej, ponieważ muszę z całą powagą przyznać, że największym cudeńkiem tego tomiku jest uwielbiana przeze mnie historia brat Morinagi oraz jego przyjaciela z czasów młodości. Kunihiro i Masaki stanowią naprawdę interesującą parę, o której uwielbiam czytać, toteż ich obecność w „dziewiątce” jest dla mnie po prostu zbawienna. Tak naprawdę, ta drugoplanowa dwójka stanowi obiekt największej ewolucji bohaterów, a przecież pojawia się w serii stosunkowo rzadko. Tym bardziej zasłużyła więc na naszą szczególną uwagę. Odważę się nawet stwierdzić, że w tym tomie, Kunihiro i Masaki oferują nam zdecydowanie więcej, niż Morinaga i Souichi. Ten opowiadany na boku, słodko-gorzki romans kręci się wokół tematu poszukiwania i akceptacji siebie oraz innych, podejmowania ryzyka, przeglądania na oczy, dotąd niemożliwego spełniania marzeń. Wierzcie mi, dla tej historii naprawdę warto przeczytać dziewiąty tom „Zakochanego tyrana”.

Podsumowując, ten tomik mangi do najlepszych wprawdzie nie należy, ale ma w sobie elementy, które czynią go wyjątkowym i wartym naszego cennego czasu. Opowiadana przez Hinako Takanagę historia tyrana i masochisty trwa nadal, choć porusza się w ślimaczym tempie, ale jest za to wzbogacona o pełen głębi i pasji romans, który wywołuje na twarzy czytelnika melancholijny niemal uśmiech. Nie powinniśmy więc poprzestawać na poprzedniej części, która z powodzeniem mogłaby stanowić zgrabne zakończenie serii. Autorka ma nam jeszcze coś do zaoferowania i sądzę, że warto pozostać z tym tytułem na dłużej.

sobota, 7 marca 2015

Zakochany tyran tom 7 - Hinako Takanaga





Tytuł: Zakochany tyran
Tytuł alternatywny: Koi Suru Boukun, The Tyrant Who Falls in Love
Autor: Hinako Takanaga
Tom: 7
Wszystkich tomów: 9
Stan aktualny (JP): seria zakończona?
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 162
Ocena: 6/6



„Ani różnica poglądów, ani różnica wieku, nic w ogóle nie może być powodem zerwania wielkiej miłości. Nic, prócz jej braku.” Maria Dąbrowska („Przygody człowieka myślącego”)

Morinaga nie od dziś jest niepoprawnym optymistą, który wierzy, że jego miłość znajduje się na doskonałej drodze do wielkiego, szczęśliwego finału w klimacie lovey dovey. Niestety nie ma pojęcia, co czai się w umyśle obiektu jego westchnień, a więc na istnym polu bitwy, gdzie umysł zaczyna ulegać naporom serca. Dla Tatsumiego to zbyt wiele, co skutkuje częstymi atakami złości i dezorientuje zatroskanego Morinagę. Jakby sytuacja nie była jeszcze wystarczająco skomplikowana, na horyzoncie pojawia się Masaki, którego przybycie jest powodem niemal euforycznej radości byłego kochanka. Nie trudno się domyślić, że porywczy Tatsumi, który zna doskonale historię dawnej miłości Morinagi, nie będzie zachwycony odwiedzinami, zaś jego choleryczny charakter da o sobie znać ze zdwojoną siłą.

Tatsumi od początku był bardzo trudnym i wyjątkowo opornym przypadkiem, który trzymał się swojej homofobii z całych sił i za nic nie chciał puścić. Niemniej jednak, w pewnym momencie jakby dał za wygraną i machnął ręką na upodobania seksualne upartego jak osioł Morinagi. Przyzwyczajenie i mimowolna sympatia względem młodszego mężczyzny przeważyły nad niechęcią, jednakże nie zmieniły specjalnie ich sytuacji. Tetsuhiro w dalszym ciągu jest żywym workiem treningowym, a wszystko dlatego, że z pasją równą tej, z którą wcześniej Tatsumi wydawał się nienawidzić homoseksualistów, odrzuca teraz swoje uczucia. Bezustanna walka jest drugą naturą tej postaci i właśnie to wydaje się być głównym tematem tego tomu. Nasz bohater zaciekle zmaga się ze świadomością swojej miłości, której nie chce zaakceptować, co wyzwala w nim negatywne uczucia. Czytelnik widzi to i doskonale rozumie, jednakże nie zagłębia się przesadnie w psychikę tej postaci, ponieważ sam Tatsumi nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Tak jak organizm zaczyna bronić się przed infekcją, tak i on mimowolnie barykaduje się za wściekłością, furią, sprawiającymi innym ból słowami. Im bliżej jesteśmy końca serii, tym gwałtowniejszy się staje, niczym diabeł w czasie egzorcyzmów. I to właśnie sprawia, że „Zakochany tyran” wciąż jest tytułem wyjątkowym, w którym bohaterowie ewoluują w miarę ukazywania się kolejnych części.

Pisząc o Tatsumim w kontekście siódmego tomu, nie można pominąć niezwykle istotnego tematu, jakim jest zazdrość, na którą nasz bohater tak naprawdę nie jest gotowy. Do tej pory, problem ten dotyczył w głównej mierze Morinagi, co było całkiem zrozumiałe. Teraz zazdrość staje się udziałem Souichiego i jak wszystkie odczuwane przez niego emocje, jest silna, gwałtowna i niemal szalona. Wyobraźcie sobie zazdrosnego choleryka. Czy nie kojarzy się Wam to z fajerwerkami wybuchającymi w zamknięty pomieszczeniu? Właśnie w taki sposób oddała ten problem Hinako Takanaga i sądzę, że zrobiła to naprawdę wiarygodnie. Nasz bohater i bez tego był wulkanem złości, zaś teraz wprost strzela w twarz śrutem przykrych słów i wydaje się nie mieścić w sobie całej tej wściekłości, jaką budzi w nim zazdrość. Tym samym, „Zakochany tyran” zamienia się w szalejące tornado emocji, a o optymizmie i humorze możemy na dłuższą metę zapomnieć. Jeśli chcecie wiedzieć, w jaki sposób autorka postanowiła poskromić ten bezlitosny żywioł, musicie sięgnąć po ten i następny tom. Nie będziecie żałować!


Patrząc na tę część naszej historii zastanawiam się poważnie, gdzie się podziała ta zabawna komedia z elementami dramatu, którą do tej pory czytaliśmy. Role się odwróciły i teraz to dramat dominuje. A wszystko dlatego, że to, co wydawało się poukładane, nagle zaczyna się rozsypywać, jak ciężko chory człowiek, który przed śmiercią czuje się lepiej by niespodziewanie odejść z tego świata. W „Zakochanym tyranie” jest to naprawdę spora zmiana i raczej nie mogliśmy się tego spodziewać, choć czasami było już ciężko i Morinaga musiał swoje wycierpieć. Przyznam jednak, że swoistym ostrzeżeniem dotyczącym tonu siódmej części z pewnością jest okładka, na której rzucają się w oczy smutne miny bohaterów. Osobiście zwróciłam na to uwagę od razy, jednakże nie spodziewałam się, że będzie na tyle poważnie i tak przygnębiająco. Do tej pory pojawiały się już większe lub mniejsze elementy dramatu, które teraz nałożyły się na siebie i prawdę mówiąc, jest to naprawdę mocna strona tego tomu, chociaż niecodzienna i w konsekwencji, czytelnik niewątpliwie czuje się trochę nieswojo, kiedy nagle uśmiech spełza mu z twarzy.

Niemniej jednak, autorka posłużyła się również połowicznym kontrastem dla tych depresyjnych wydarzeń, jako że w życiu Morinagi zaczyna układać się to, co od lat było w rozsypce. Problemy znane czytelnikowi z poprzednich tomów „Zakochanego tyrana”, gdzie były one naszkicowane, znowu stają się dominującym elementem, z tą różnicą, że teraz pozwalają zamknąć pewien bolesny rozdział życia. Tak przynajmniej powinno być, gdyby nie mały szkopuł – wspomniane już przeze mnie problemy. Tym samym, pozytywny składnik tomu jest słodko-gorzki, co również oddala od nas wspomnienie wcześniejszych zabawnych części. Mangaka ostrzega nas poprzez to, że potrafi tworzyć także dołujące historie, toteż powinniśmy mieć się na baczności.


Reasumując, w siódmym tomie czytelnik otrzymał od Hinako Takanagi coś zupełnie innego, niż do tej pory, a przy tym nie może narzekać na nudę, ponieważ bogata w emocje intryga miłosna zaogniła się naprawdę poważnie. Ton mangi wykonał zwrot o 180 stopni i przyznam, że żadna z wydanych wcześniej części nie kończyła się tak emocjonująco i dramatycznie jak ta. Tym samym, jest to jeden z najlepszych tomów.


sobota, 20 września 2014

Zakochany tyran tom 6 - Hinako Takanaga



Tytuł: Zakochany tyran
Tytuł alternatywny: Koi Suru Boukun, The Tyrant Who Falls in Love
Autor: Hinako Takanaga
Tom: 6
Wszystkich tomów: 9
Stan aktualny (JP): seria zakończona?
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 192
Ocena: 6/6




Mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą… Może powinni? Wiedzieliby wtedy, że to, co dobre nie trwa wiecznie, a to, czego najbardziej się obawiają może być z każdym dniem coraz bliżej. Niestety, miłość jest najbardziej ogłupiającym zmysły i rozum uczuciem, które potrafi zamienić człowieka w unoszącą się nad ziemią wróżkę i w pełzający po ziemi szlam. Cóż, Morinaga przeszedł już przez wszystkie te stadia miłosnej ewolucji i teraz musi stanąć oko w oko z niepewną przyszłością swojego małego raju. Oto przed nami szósty tom „Zakochanego tyrana”!

Po miesiącach nieobecności, Tatsumi wraca z Kanady. Nastał więc ten szczęśliwy dzień, którego Morinaga wypatrywał z niecierpliwością i nadzieją na wielkie zmiany w ich niepewnym, burzliwym związku. Niestety, nie wszystko wyszło tak idealnie, jak sobie zaplanował zakochany do szaleństwa chłopak. Okazuje się, że jego uparty, zimny jak lód kochanek nie był z nim do końca szczery, a czasu na wyjaśnienie wszystkich konfliktowych spraw jest bardzo niewiele. Tak się składa, że do miasta wraca cała rodzina Souichiego i tym sposobem, temat odbudowy zniszczonego doszczętnie domu rodzinnego zostaje podjęty na poważnie. Oznacza to, że po słodko-gorzkich miesiącach wspólnego życia pod jednym dachem, dwójka kochanków znowu może zamieszkać osobno. Dla Morinagi podobna sytuacja byłaby brutalnym zakończeniem pięknego, romantycznego marzenia. A jak na to patrzy Tatsumi? W końcu to on zawsze narzeka najgłośniej i do niego teraz należy ostateczna decyzja w sprawie odbudowy domu. Czy zechce umknąć kochankowi i znowu być panem swojego losu?


Spoglądając na dotychczas wydane części „Zakochanego tyrana”, z największą łatwością zauważamy, kto do tej pory był jedynym koordynatorem w związku Morinagi i Tatsumiego. Na brutalnego homofoba nie można było liczyć, więc zakochany głupek wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za wszystkie z trudem wywalczone zbliżenia. Co zrozumiałe, taki stan rzeczy w dalszym ciągu nie uległ zmianie, ale po raz pierwszy mamy do czynienia z tematem indywidualnego tempa, niezbędnego do przystosowania się do związku i do jego zaakceptowania. Morinaga najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego nachalne, gwałtowne zachowanie może stanowić całkowite przeciwieństwo bardziej rozsądnego, flegmatycznego działania jego kochanka. Co więcej, mamy wrażenie, że Tatsumi po raz pierwszy świadomie otwiera się na związek, który do tej pory był bardzo jednostronny. Jak to zazwyczaj z tą dwójką bywa, na wielkie zmiany postępowania nie można liczyć, ale czytelnik ma teraz pełniejszy obraz całości związku, który stanowi esencję tej serii. Co za tym idzie, kolejny raz możemy z powodzeniem dostrzec psychologiczne zaplecze „Zakochanego tyrana”, które z tomu na tom staje się coraz bardziej szczegółowe.

Jednym z najważniejszych elementów szóstego tomu tej mangi jest wychodzenie z szafy. Morinaga nie odgrywa może głównej roli w tym przedstawieniu, ale jest świadkiem tego, jak Kurokawa wyjawia trochę ekscentrycznemu teściowi prawdę o swoim związku i ślubie z Tomoe. Cóż, tatusiek rzeczywiście nie może pochwalić się szczególnie lotnym umysłem, ale coming out można uznać za zaliczony. Ten fragment historii ukazany został z humorem i lekkością by zaraz potem doszło do konfrontacji ze wspomnieniami Morinagi, który nie może pochwalić się specjalnie wyrozumiałymi rodzicami. Powracająca w takich chwilach przeszłość sprawia mu niewątpliwy ból, ale tym razem Hinako Takanaga lituje się nad tym biednym chłopakiem i aplikuje mu balsam na zranione serce. W pewien sposób pokazuje tym samym, że mimo bolesnych przeżyć, warto było zdecydować się na szczerość, jako że przywiodła ona Morinagę w to konkretne miejsce, w którym walczy o uczucia swojej „topniejącej” Królowej Śniegu.


Naprawdę warto również wspomnieć w kilku słowach o wątpliwej przyjemności wiążącej się nieodłącznie z przeważającą większością związków, czyli: poznaj moich rodziców. O ile w przypadku Kurokawy i Tomoe jest to niezwykle ważne wydarzenie, o tyle dla Morinagi nie jest jeszcze kwestią życia i śmierci. Zresztą, wrażenie, jakie robi na tatuśku i wszystkich przyjaciołach okazuje się oszałamiające. Jest to kolejny ukłon w stronę humoru tej serii, dzięki któremu uwydatniona zostaje różnorodność natury i charakteru naszego zakochanego głupka. Z jednej strony jest niezaspokojonym samcem rzucającym się na swoją ofiarę, z drugiej – perfekcyjną panią domu, a żeby było zabawniej, idealnie nadaje się również na masochistę. Wraz z Tatsumim są więc dwiema najdokładniej i najbardziej szczegółowo tworzonymi postaciami na polskim rynku mangi.

Na koniec, odrobina oczywistości. „Zakochany tyran” już od pierwszego tomu podzielony jest na rozdziały zwane „krokami” i należy przyznać, że z każdą częścią dokładniej widzimy, jak adekwatna jest to nazwa. Krok po kroku Morinaga sięga po serce swojego ukochanego, krok po kroku Tatsumi otwiera się na miłość, wspólnie uczą się powoli życia w związku. Naturalnie, kroków znajdziemy tu niezliczenie wiele, ale te trzy tematy stanowią główny wątek serii i rozwijają się w miarę jak cała historia posuwa się do przodu. Na początku, kroki dwójki bohaterów były niepewne, maleńkie, ale od pewnego czasu (od dwóch tomów) widzimy coraz wyraźniejsze zmiany zachodzące w Souichim, który teraz już niemal biegnie ku całkowitemu zatraceniu, choć nadal więcej mówi ciałem niż słowami. Tym samy, droga jaką przebył od pierwszego tomu do tej chwili jest najdłuższa i najbardziej wyboista, ale cel w dalszym ciągu znajduje się gdzieś przed nim. Tak więc nasza przygoda z „Zakochanym tyranem” trwa.

Podsumowując szósty tom w kilku słowach, jest on jedną z najlepszych części serii, jako że łączy w sobie przede wszystkim humor, namiętność oraz psychologiczną ewolucję postaci. Dodatkowo, znajdziemy tu także odrobinę każdego poprzedniego tomu w postaci bohaterów, emocji, poruszanych tematów. Tym samym, szósty „Zakochany tyran” przypomina ciasto, które wyrośnie tylko jeśli zmieszamy odpowiednie składniki w idealnych proporcjach. I ta część naprawdę wyrasta – mięciutka, pachnąca, apetyczna.



piątek, 11 lipca 2014

Zakochany tyran tom 5 - Hinako Takanaga



Tytuł: Zakochany tyran
Tytuł alternatywny: Koi Suru Boukun, The Tyrant Who Falls in Love
Autor: Hinako Takanaga
Tom: 5
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 224
Ocena: 5/6






Mogłoby się wydawać, że w pewnym momencie każdy związek musi przyspieszyć, dojść do punktu kulminacyjnego, w którym wszystko zaczyna się układać, albo rozsypuje się jak domek z kart. Niestety jak widać zdarzają się także związki oporne w których nic nie rusza ani do przodu, ani do tyłu, ale pozostaje w zawieszeniu, jakby w oczekiwaniu na niespodziewany przełom. Naturalnie ma to miejsce ku uciesze czytelników, którzy dzięki takiemu stanowi rzeczy mają okazję dłużej rozkoszować się ulubiona serią, jako że do końca miłosnej historii geja i homofoba jeszcze długa droga.

Chociaż Morinaga spełnił kolejne ze swoich śmiałych marzeń i doczekał się wspólnego mieszkania z Tatsumim, to jego fantazje okazały się bardzo dalekie od rzeczywistości. Zamiast oczekiwanego przez chłopaka „lovey-dovey”, musi zmagać się z zerową czułością, całkowitym brakiem zbliżeń, a pokój jego kochanka jest zamykany na klucz każdego wieczora. Nic więc dziwnego, że Morinaga czuje się sfrustrowany, co zwyczajnie prosi się o kłopoty.
Zresztą, jego bratu, Kunihiro również nie wiedzie się najlepiej, jako że jego niedawno zawarte małżeństwo okazuje się niewypałem. Mężczyzna nie ma pojęcia, co zrobił źle i nawet nie ma z kim na ten temat porozmawiać, co dręczy go jeszcze dotkliwiej. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, podczas wypadu ze współpracownikami na coś mocniejszego, spotyka Masakiego, przyjaciela z lat młodości, którego kiedyś dotkliwie zranił, a który naprawdę go kochał. Problemy prywatne, poczucie winy i samotność skłaniają Kunihiro do odbudowania dawnej przyjaźni. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem.


Jeśli ktoś sądził, że wspólne mieszkanie może zbliżyć do siebie dwoje ludzi, to na pewno nie miał do czynienia z wyjątkowo opornym okazem mężczyzny, dla którego bliskość drugiej osoby jest jak natrętna mucha. W przypadku każdego normalnego związku, podobna sytuacja świadczyłaby o akceptacji partnera i więzi łączącej kochanków, byłaby kropką nad „i”, ale nie zapominajmy, że związek Morinagi i Tatsumiego od samego początku był dość szczególny. Tym samym, czytelnicy, którzy sądzili, że porywczy okularnik-homofob ustatkuje się, uspokoi i otworzy na zakochanego w nim chłopaka, byli w wielkim błędzie. Ta dwójka ma przed sobą jeszcze daleką drogę do szczęśliwego zakończenia, a naprawdę ciężko przewidzieć w jakim kierunku posuwać się będzie prywatna wojna Tatsumiego, w której jego rozsądek walczy wytrwale z potrzebami ciała. Jest więc oczywiste, że mieszkanie pod jednym dachem może zarówno wiele ułatwić, jak i wiele skomplikować, a już na pewno dostarczy wszystkim masę rozrywki.

W piątym tomie, Hinako Takanaga rzuca nowe światło to pewien interesujący szczegół, o którym do tej pory nie myślałam w kategoriach zaproponowanych na początku tej części. Chodzi o charakteryzującą Tatsumiego porywczość i skłonność do okładania Morinagi pięściami. Wcześniej były to raczej nieszkodliwe wybuchy agresji, których można było uniknąć i na które nie było się bezustannie narażonym. Teraz problem urasta to do rangi przemocy domowej, jak zauważa uczynny kolega Morinagi, a więc naszej pokrytej siniakami ofiary. Cóż, w przypadku „Zakochanego tyrana” poważne tematy od samego początku były przekazywane czytelnikowi w raczej lekki, komediowy sposób, więc i tym razem jest podobnie. Zresztą, naprawdę ciężko stwierdzić, co w tym tytule należy potraktować poważnie, a co z przymrużeniem oka, ale fakt jest faktem – przemoc w miłosnym gniazdku jest, a uzależniona od oprawcy ofiara godzi się na złe traktowanie. Na ten temat każdy sam musi wyrobić sobie zdanie.


Zostawmy na chwilę w spokoju parę głównych bohaterów i rzućmy okiem na drugą część mangi, która skupia się na losach poważnego i perfekcyjnego starszego brata Morinagi. Kiedy pojawił się poprzednim razem, nie zrobił raczej najlepszego wrażenia, chociaż miał okazję żeby się chociaż w pewnym stopniu zmitygować. Tym razem autorka ukazuje go w zupełnie innym, bardziej ludzkim świetle, mimo że pozwala sobie na postawienie go w sytuacji na tyle trudnej, że zupełnie do niego niepasującej. Przyznam, że nie spodziewałam się kolejnego spotkania z Kunihiro w takich okolicznościach, kiedy to dupek zamienia się w… no właśnie, w kogo? W człowieka zdolnego do okazywania emocji i uczuć? Nawet jego twarz wydaje się teraz inna! W przypadku tej postaci, Hinako Takanaga bezsprzecznie zafundowała czytelnikom zwrot o 180 stopni.

Jak w posłowiu zauważa sama mangaka, ten tom kryje w sobie więcej miłosnych scen, niż cztery poprzednie. Zaczynamy standardowo i subtelnie, przechodzimy przez interesując nowość, zdecydowaną zachętę do otworzenia się na swoje potrzeby i dochodzimy to tego konkretnego „mięsa”, najostrzejszych miłosnych ekscesów spośród raczej delikatnych scen „Zakochanego tyrana”. W końcu mamy do czynienia z mangą przeznaczoną dla dorosłych czytelników, więc odrobina szaleństwa jest wskazana. Tym bardziej, że nie prędko dostaniemy w swoje ręce kolejny tom, a więc możemy umilać sobie czekanie namiętną „piąteczką”.


Mając wszystko to na uwadze, z całą szczerością stwierdzam, że „Zakochany tyran” ma nam jeszcze niejedno do zaoferowania. Dwie zakute pały – Tatsumi i Morinaga – dalekie są od rozwiązania swoich problemów, toteż mają przed sobą długą i krętą drogę, którą z pewnością warto śledzić. Jak się okazuje, także postacie poboczne mogą umilić nam lekturę i wprowadzić zamieszanie, więc mamy na co czekać i po co sięgnąć.



wtorek, 25 marca 2014

Zakochany tyran tom 4 - Hinako Takanaga



Tytuł: Zakochany tyran
Tom: 4
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 194
Ocena: 6/6






Nad pojawiającymi się znienacka skojarzeniami nie sposób zapanować, zaś baśniowe historie potrafią przyjmować najróżniejsze formy. I tak, jeśli dodamy do siebie te dwa niezależne składniki, a następnie dobrze nimi zamieszamy, na pewno otrzymamy czwarty tom „Zakochanego tyrana”. Brzmi nieprawdopodobnie? Więc sami przekonajcie się, co potrafi Hinako Takanaga, gdy zestawi ze sobą „damy” w opałach, odważnego, wyposzczonego rycerza oraz złe smoki.

Tatsumi i Morinaga mają za sobą liczne wzloty i upadki, ale nic nie wskazuje na to, by w ich związku coś miało się zmienić – niedostępny doktorant w dalszym ciągu skąpi kochankowi czułości i seksu, zaś zaślepiony miłością chłopak zatraca się w swoich desperackich planach odbicia sobie wszystkich straconych okazji. Niemniej jednak, okazja czyni złodzieja, a tak się składa, że los uśmiecha się do Morinagi w najmniej spodziewany sposób. Albowiem student musi wyprowadzić się ze swojego dotychczasowego mieszkania, zaś w tym samym czasie Tatsumi i jego młodsza siostra padają ofiarą prześladowcy. Porywczy, choć do bólu opanowany główny zainteresowany nic sobie początkowo z tego nie robi, jako że sprawa nie wydaje się poważna. Ot, głuche telefony i dziwne faksy. Wszystko zmienia się w chwili, gdy wychodzi na jaw, że prześladowca zna adres swojej ofiary, co może zagrażać bezpośrednio rodzeństwu. W takiej sytuacji Morinaga musi interweniować, toteż wykorzystuje okazje i wprowadza się do kochanka.



Nic dodać, nic ująć – czwarty tom „Zakochanego tyrana” to wielki krok dla naszych bohaterów, którzy nieoczekiwanie zaczynają „wspólne życie”. Dla każdej normalnej pary wystarczającym argumentem byłaby miłość oraz chęć jeszcze intensywniejszego uczestniczenia w życiu ukochanej osoby. Tatsumi i Morinaga nie są jednak normalną parą, toteż ich miłosne perypetie naprawdę mogą zaskakiwać. Któż spodziewał się, że uparta królowa śniegu i zakochany worek treningowy wylądują razem w jednym domu na czas dłuższy niż 24 godziny? To, co niemożliwe, autorka uczyniła faktem w bardzo naturalny i rozsądny sposób, jako że przeciwstawiła strach i opory przed zaangażowaniem w homoseksualny związek trosce o młodsze, bezbronne rodzeństwo. W takiej sytuacji, nawet uparciuch i złośnik pokroju Tatsumiego musiał ulec i pozwolić, by jego życie wykonało niebezpieczny obrót. Zresztą, Hinako Takanaga wykorzystała możliwości fabuły do maksimum, jako że wydobyła z najbardziej zamkniętego w sobie bohatera uczucia, które skrzętnie ukrywał i tym razem nie możemy już mieć co do nich wątpliwości.

Czytelnik nie musi się jednak niczego obwiać, gdyż mimo uzewnętrznienia uczuć Tatsumiego, nasza „księżniczka” w opałach nie traci nic ze swojego charakteru. Dzielny rycerz na białym koniu może cieszyć się chwilą jej słabości, ale przed nim długa droga by pokonać prawdziwego smoka tej serii – całkowity brak szczerości kochanka względem samego siebie. Albowiem mamy okazję przekonać się na własne oczy, w jaki sposób Tatsumi potrafi zachować zimną krew i udawać, że nocą nic się nie działo – jego siła autosugestii naprawdę godna jest podziwu. Tym samym, jego problemem nie jest już homofobia, ale ciągłe oszukiwanie samego siebie, wyszukiwanie coraz to nowszych wymówek. Morinaga stoi więc naprzeciw bestii, której nie sposób pokonać jednym ciosem. Niemniej jednak, z jego zdeterminowaniem, zakrawającym niemal na masochizm, ma ogromne szanse na zwycięstwo w tym starciu.



Ten tom „Zakochanego tyrana” to jednak nie tylko uczucia i pokonywanie barier, ale także temat porywczości, a w konsekwencji prześladowań i zemsty. Wprawdzie nie od dziś wiemy, że nasz drogi doktorant to chodząca bomba zegarowa i człowiek, któremu naprawdę przydałby się przyspieszony kurs panowania nad gniewem, ale dopiero teraz młody mężczyzna musi zebrać gorzkie owoce swoich poczynań. Ponadto, początkowo bagatelizowane prześladowania okazują się naprawdę poważne w skutkach, co uwydatnia kolejne z wad Tatsumiego. Podczas gdy mężczyzna z przymrużeniem oka podchodzi do wszystkiego, co dotyczy jego bezpieczeństwa, o tyle okazuje się naprawdę przejmować osobami, które są mu bliskie. W pewnym stopniu świadczy to o jego hipokryzji, jak także braku wyobraźni, ale nie jest przypadkiem odosobnionym, gdyż Morinaga również ma na sumieniu podobny grzeszek.

Na koniec, to co tygryski lubią najbardziej, czyli kilka słów o wyraźnie zarysowanym wątku kulturowym, który pojawia się w pierwszym rozdziale mangi, a który dla wielu osób zapewne stanowi swoistą abstrakcję. Tak się składa, że w naszym kraju użytkownicy komórek nie mają wielu ograniczeń. Bez wątpienia nie raz mogliśmy wysłuchiwać bogatej w szczegóły konwersacji jadących tym samym środkiem transportu, przypadkowo spotkanych ludzi z osobą znajdującą się Bóg wie gdzie. Sytuacja nie jest jeszcze tragiczna, gdy delikwent zachowuje się w miarę cicho, ale staje się irytująca, kiedy wydziera się on wniebogłosy. By uniknąć tego typu nieprzyjemnych incydentów, jak i tych o wiele poważniejszych, czego przykład widzimy w „Zakochanym tyranie”, w Japonii wprowadzono zakaz korzystania z telefonów komórkowych w środkach transportu publicznego. Myślę, że jest to ciekawostka naprawdę godna uwagi, jak również pozazdroszczenia.


Mając na uwadze powyższe, sądzę, że nikogo nie trzeba przekonywać, iż „Zakochany tyran” w dalszym ciągu trzyma poziom. Bohaterowie wciąż się zmieniają i mają spore pole do miłosnych popisów, fabuła nadal może zaskoczyć, zaś akcja nie przestaje interesować i wzbudzać emocji. Co więcej, autorka pchnęła swoją historię w zaskakującym kierunku, co obiecuje naprawdę dobrą rozrywkę w przyszłości. Aż chce się czekać na kolejne tomy!



niedziela, 19 stycznia 2014

Zakochany tyran tom 3 - Hinako Takanaga



Tytuł: Zakochany tyran
Tom: 3
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5+/6







Jak wiele szkód może wyrządzić jedna przesyłka, która dociera pod niewłaściwy adres? Do czego potrafi posunąć się znudzony delegacją biznesmen? Jak wiele może wydarzyć się w zaledwie trzy dni? I co to wszystko oznacza dla nieświadomego niczego chłopaka, który zauważa dziwne zachowanie swojego kochanka?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie w trzecim tomie „Zakochanego tyrana”.

Kiedy Souichi Tatsumi i jego młodsza siostra otrzymują przesyłkę ze Stanów jej otwieraniu towarzyszy uczucie ciekawości i pełnego euforii wyczekiwania ze strony dziewczynki, z kolei odkrycie zawartości niesie ze sobą zawód i zaskoczenie, które mają się jednak nijak do reakcji młodego doktoranta na „treść” dołączonego do paczki listu. Nic to, iż pomyłka jest ewidentna, zaś kopertę zaadresowano do Taichirou Isogai. Tatsumi i tak dobiera się do niej, co owocuje u niego żądzą mordu i serią niefortunnych zdarzeń. Tak się, bowiem składa, iż pragnąć odzyskać swoją przesyłkę oraz wykonując małe zadanko dla Kurokawy, Isogai zupełnie przypadkowo staje się świadkiem niezwykle interesującej sceny, do której dochodzi pomiędzy Morinagą, a Tatsumim. To niespodziewane odkrycie budzi w mężczyźnie prawdziwie wrednego demona i podłego szantażystę, który mając haczyk na Souichiego postanawia w pełni wykorzystać swoją przewagę. Sprawę dodatkowo ułatwia mu trzydniowa nieobecność Morinagi, który nieświadomy konsekwencji swoich ostatnich poczynań wyjeżdża na konferencję.

Jak sama autorka zauważyła w posłowiu, poprzedniemu tomowi „Zakochanego tyrana” towarzyszyło zdecydowanie więcej powagi, zaś historia była cięższa, doprawiona odrobiną dramatu i bolesnej przeszłości. Nic więc dziwnego, że tym razem mamy do czynienia z częścią nastawioną w pełni na komedię, która kręcąc się wokół Tatsumiego przypomina nam o jego absurdalnej homofobii oraz okropnym charakterze. Zadziwiające, że te dwie negatywne cechy potrafią w jakiś magiczny sposób dodać mandze humoru, zaś w połączeniu z uczuciem do Morinagi nawet słodyczy. Zresztą, czy naprawdę jest się czemu dziwić, kiedy ma się do czynienia z poważnym i pełnym złości upartym osłem, który zostaje postawiony w sytuacji zawstydzającej, a nawet poniżającej? Souichi bez wątpienia nie należy do osób rozrywkowych i potrafiących się dobrze bawić, więc zestawienie go z jego żądnym karaoke przeciwieństwem po prostu musi wywołać uśmiech na twarzy czytelnika. Co więcej, Isogai jest zwyczajnie bezbłędny we wszystkim, co robi, toteż stanowi dla tego tomu bezcenny element humorystyczny i napędowy.


Dzięki temu mało chwalebnemu dla Tatsumiego epizodowi zauważamy wyraźnie, iż nasz „młody gniewny” jest nie tylko nerwusem, sadystą, egoistą i niebezpiecznym dla otoczenia słodziakiem, ale także osobą, którą bardzo łatwo manipulować. O ile w przypadku Morinagi w grę wchodzi nie tylko szantaż, ale także uczucia, o tyle Isogai zdobywa władzę nad Souichim wyłącznie dzięki nieczystym zagraniom. Jasne, motywy, jakimi kierował się rozrywkowy biznesmen były stosunkowo niewinne, jednakże to nie o nich myślał początkowo doktorant. Należy także wziąć pod uwagę fakt, iż Tatsumi rzadko działa rozważnie i zazwyczaj trzyma się kurczowo jednego postanowienia nie dopuszczając do siebie innych prawd, czy rozwiązań. Jest więc tak nieskomplikowany w swoim sposobie myślenia, że grzechem byłoby tego nie wykorzystać. W takiej sytuacji wodzenie go za nos jest dziecinnie proste i pewnie jeszcze nie raz napsuje naszym bohaterom krwi.

Całkiem interesującym motywem tego tomu jest zazdrość Morinagi, wypływająca z jego niepewności. W końcu nawet słysząc kompromitującą jego kochanka rozmowę nie jest do końca pewny, w jaki sposób powinien ją rozumieć. Chociaż zżerany od środka wątpliwościami, pytaniami i masą dwuznaczności, nie przystępuje od razu do robienia scen, ale stara się w pierwszej kolejności wyjaśnić sytuację. Niestety, nie na wiele się mu to zdaje, gdyż wystarcza słowo „szantaż” by ugodzić go w sam środek otwartej rany, przez co w konsekwencji traci nad sobą panowanie i dopuszcza do siebie myśli o ewentualnych miłosnych ekscesach swojego partnera. Tatsumi nie jest przecież osobą, która chętnie rozwiewałaby wątpliwości i dzieliła wyznaniami, a jego humorki potrafiłyby zachwiać pewnością każdego.


I w ten oto sposób docieramy do najistotniejszego elementu trzeciego tomu „Zakochanego tyrana” – małego kroku dla ludzkości, ale wielkiego dla Tatsumiego. Albowiem intryga tej części kończy się swoistym drobnym wyznaniem, którego niewielu czytelników mogło się spodziewać, a które uszczęśliwia Morinagę. Widać nawet nasz homofob powoli zaczyna zdawać sobie sprawę ze swoich uczuć i powoli otwiera się na to, co nieuniknione. Naturalnie, nie ma co liczyć na nagłe, gwałtowne zmiany, ale przecież właśnie to stanowi o wielkości tej serii – choć ciało bezwstydnie otwiera się na miłość to dusza i wola nadal walczą stawiając zaciekły opór.

Podsumowując, Hinako Takanaga uraczyła nas kolejnym naprawdę dobrym tomem „Zakochanego tyrana”, który zdobywa serca humorem oraz sporą dawką zawstydzenia w wykonaniu wyjątkowo rozkosznego w tej części Tatsumiego. Co więcej, mangaka zaczyna machać przed nosem czytelnika marchewką, którą niewątpliwie jest coraz większa świadomość uczuć odczuwanych przez Souichiego. Wprawdzie mężczyzna nie przestaje terroryzować partnera, ale i tak wznosi się na wyżyny swoich miłosnych możliwości i ewidentnie ulega czarowi zakochanego w nim chłopaka. Zdecydowanie ma się ochotę czytać dalej!


czwartek, 16 stycznia 2014

Zakochany tyran tom 2 - Hinako Takanaga



Tytuł: Zakochany tyran
Tom: 2
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5+/6







Zanim zamarzy się Wam wielka, namiętna miłość z kwiatkami w tle i motylkami w brzuchu, pomyślcie dwa razy, w co się pakujecie. Tak się bowiem składa, że nie ma nic bardziej skomplikowanego niż uczucia, zaś nieodwzajemniona namiętność może okazać się najmniejszym problemem ludzkości. Prawdziwa droga przez mękę rozpoczyna się w chwili, kiedy wszystko powinno się pięknie układać, a zamiast tego zwyczajnie bierze w łeb. Nie trzeba rodzić się pod „szczęśliwą” gwiazdą, by życie wyszczerzyło się do nas w szczerbatym uśmiechu.

Kiedy ma się do czynienia z upartym osłem, bajka kończy się jeszcze zanim na dobre się zacznie, a Tetsuhiro Morinaga przekonał się o tym na własnej skórze. Jasne, nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale żeby miało być aż tak źle? Od ostatniego zbliżenia z ukochanym minęły dwa długie, pełne frustracji miesiące, podczas których Tatsumi ani trochę nie zmienił swojego brutalnego podejścia do zakochanego w nim chłopaka. Mało tego, seksualny post był po prostu sprawdzianem wytrzymałości, który miał uregulować częstotliwość odbywanych stosunków. I tak, raz na dwa miesiące, a więc sześć razy w roku, Morinaga może dobrać się do tyłka swojego ukochanego. Jak łatwo się domyślić, w tym przypadku bez zaciekłych negocjacji się nie obejdzie. To jednak zaledwie wierzchołek góry lodowej, na jaką składają się problemy młodego studenta, albowiem rodzina, a wraz z nią bolesna przeszłość, upominają się o niego z całą stanowczością, zaś skrywane od lat sekrety w końcu ujrzą światło dzienne.

W drugim tomie „Zakochanego Tyrana” Hinako Takanaga zdecydowanie zmienia proporcje składników, z których tworzy swoją mangę. Tym razem czytelnik ma okazję zmierzyć się z pewną dawką dramatu, który towarzyszy przeszłości Tetsuhiro. Nie zabraknie tu odrobiny wszystkiego, a więc wspomnień: pierwszej miłości, dwóch złamanych serc, miłosnego substytutu starszego brata, a ostatecznie także próby samobójczej. Wszystko to łączy się z niesprawiedliwym osądem, raniącymi plotkami i koniecznością zachowania tajemnicy, co odbija się na naszym głównym bohaterze, który, jak przystało na nieskomplikowanego poczciwinę, szlachetnie wziął wszystko na siebie. Morinaga najpewniej nigdy nie zdobyłby się na szczerość z bratem i zrzucenie z barków ciężaru, gdyby nie ognisty temperament i długi jęzor Tatsumiego. Tak oto, w rolę obrońcy uciśnionych wciela się istny diabeł.


Niemniej jednak, mimo ogólnej powagi sytuacji, autorka pozwala nam liznąć odrobiny humoru, który łagodzi dramatyczne sceny, rozładowuje napięcie, jak również doprawia relacje między Tatsumim, a Morinagą. Przecież ciężko wyobrazić sobie scenę, w której od początku do samego końca między tą dwójką panowałaby niczym niezmącona powaga i której nie kończyłaby chociażby mała próba molestowania opierającego się mężczyzny. Zresztą, nie sposób opanować uśmiechu, kiedy ma się do czynienia z wypierającym się wszystkiego, co z homoseksualizmem związane Tatsumim – nie ważne, czy chodzi o przyjemność, czy o uczucia. Jego „nie” to „nie” ostateczne, a jeśli ulega to wyłącznie pod wpływem przeważającej siły Morinagi, czy też szantażu, w co naturalnie wierzy wyłącznie on sam.

Autorka wzięła także pod lupę naturę związku tej niecodziennej pary. W końcu, Tatsumi niewątpliwie czuje coś względem Morinagi, choć owo „coś” cały czas wymyka się świadomości głównego zainteresowanego. Nie zapomnijmy wspomnieć o zazdrości, która wydaje się męczyć upartego doktoranta, a która pojawia się przy okazji wspomnień pierwszej miłości Tetsuhiro. Niemniej jednak, jak utrzymuje Tatsumi, nie są oni ani parą, ani tym bardziej seks-przyjaciółmi. A więc kim dla siebie są? Strach pomyśleć, co jeszcze wymyśli znajdujący się w homoseksualnym związku homofob.

Tak więc, drugi tom „Zakochanego Tyrana” rzuci trochę światła na relacje rodzinne Tetsuhiro, pozwoli nam poznać jego przeszłość, jak również umożliwi nam dostrzeżenie tej lepszej strony Tatsumiego. Nasz obraz bohaterów staje się więc z każdą chwilą pełniejszy, powoli możemy wyrobić sobie na ich temat jakieś zdanie, a co więcej, nuda na pewno nam nie grozi. Jeśli po jakąś mangę naprawdę warto sięgnąć, to niewątpliwie jest nią „Zakochany Tyran”.




sobota, 4 stycznia 2014

Zakochany tyran tom 1 - Hinako Takanaga



Tytuł: Zakochany tyran
Tom: 1
Autor: Hinako Takanaga
Wydawca: Kotori
Ilość stron: 178
Ocena: 5/6







Tetsuhiro Morinaga studiuje na pierwszym roku Wydziału Rolnictwa, prowadzi badania pod czujnym okiem atrakcyjnego doktoranta, w którym jest beznadziejnie zakochany, i boryka się z nie lada problemem. Albowiem Souichi Tatsumi to zaciekły homofob, który uczynił z Morinagi swój worek treningowy ignorując całkowicie wyznanie miłosne z przeszłości. Tym samym, Tatsumi wystawia swojego adoratora na ciężkie próby bez przerwy manifestując swoją nienawiść do gejów, jak również trzymając się blisko młodego mężczyzny, który od lat darzy go gorącym uczuciem. Nieodwzajemnione uczucie nie byłoby może takie złe, gdyby nie fakt, iż wszystko zaczyna się poważnie komplikować, gdy jeden z przyjaciół Morinagi ofiarowuje mu w prezencie cudowny specyfik mający pobudzić niedostępnego homofoba. Naturalnie student nie planuje w taki sposób podchodzić miłości swojego życia! Niestety, podczas alkoholowej libacji w ręce Tatsumiego wpada niesławna buteleczka...

Zakochany Tyran na pewno stanowi jeden z najbardziej znanych tytułów Hinako Takanagi, za sprawą dwuczęściowego OVA, które powstało w 2010 roku. Niemniej jednak, nie jest to pierwsza manga, w której pojawia się postać Morinagi oraz Tatsumiego, albowiem Zakochany Tyran stanowi sequel do wcześniejszej mangi autorki zatytułowanej Challengers. Czytelnik nie musi się jednak martwić nieznajomością wcześniej wydanego tytułu, jako że autorka robi wszystko, co w jej mocy byśmy nie odczuli z tego powodu dyskomfortu i niewątpliwie spisała się znakomicie.

Historia opowiedziana w Zakochanym Tyranie stanowi kawałek naprawdę interesującej lektury, jako że nie często mamy okazję zapoznać się z tytułem, który w jakimkolwiek stopniu porusza temat homofobii. Oczywiście, w przypadku tej mangi problem został zaledwie liźnięty i potraktowany z przymrużeniem oka, dzięki czemu bawi i komplikuje życie Morinagi, niemniej jednak, jest obecny i przybliża czytelnikowi postać Tatsumiego, który stanowi interesujący przedmiot badań psychologicznych. Co więcej, właśnie dzięki temu niecodziennemu elementowi, fabułę pierwszego tomu można porównać do fal rozbijających się o wysoki, piaszczysty klif, gdzie morzem jest uczucie Morinagi, zaś klifem – homofobia.


Należy zauważyć, iż bohaterowie tej mangi są budowani na wielu płaszczyznach, w szczególności zaś fizycznej oraz psychologicznej. W tym tomie zauważamy wyraźny zarys psychiki postaci, ich wewnętrzną walkę, zetknięcie się tego, co uzewnętrznione z tym, co ukryte w podświadomości. Najlepszym przykładem jest Tatsumi, który mimo swojej nienawiści względem homoseksualistów nie odsuwa od siebie Morinagi, ale wydaje się do niego przywiązany. Jak widać ludzkie poglądy nie mogą zostać do końca sprecyzowane, póki nie zostaną wstawione na próbę. Albowiem nie możemy mieć pewności, jak zareagujemy w sytuacji ekstremalnej i właśnie ten fenomen uwidoczniony zostaje przez Hinako Takanagę w Zakochanym Tyranie. Co się zaś tyczy Morinagi, czytelnik może zaobserwować dwa oblicza jego natury – pozornie niewinny, naiwny chłopak okazuje się wulkanem seksualnej frustracji, jego cicha, spokojna miłość okazuje się o wiele gwałtowniejsza, niż się wydawało, zaś nad jego ciałem nie sposób całkowicie zapanować.

Pod względem kreski, w Zakochanym Tyranie Hinako Takanaga nie odbiega od stylu znanego z innych jej mang. Rysunki są delikatne, jasne, miłe dla oka i staranne. Niemniej, manga jest mocniejsza, niż znane polskiemu czytelnikowi Liberty Liberty! czy Croquis, co przekłada się na sceny łóżkowe. Cóż, nie doświadczymy tu na pewno widoku wyraźnych męskich atrybutów, jednakże wymowność pojedynczych kadrów jest niezaprzeczalna, co w pewnym stopniu rekompensuje brak szczegółów.

Reasumując, Zakochany Tyran to naprawdę dobry tytuł, który plasuje się pomiędzy delikatnym, a ostrym BL i tym samym można polecić go większości czytelników. Manga ta zaspokoi zarówno poszukiwaczy wrażeń seksualnych, tych, dla których najistotniejsza jest kreska, jak również osoby zainteresowane bardziej psychologicznym aspektem tego rodzaju tytułów. Moim zdaniem Zakochany Tyran powinien stać się cennym elementem każdej "yaoicowej" biblioteczki. Moja już czeka na kolejne tomy.


Na zakończenie, moja drobna video-recenzja: