Nowości na półce: MAJ
W tym miesiącu malutko:
1. Labirynt uczuć
2. Kwiaty grzechu # 3
3. Karneval # 6
poniedziałek, 9 czerwca 2014
sobota, 7 czerwca 2014
News: Aegyo - nowy magazyn dla fanów południowokoreańskiej muzyki
Grupa wydająca magazyn Asia on Wave już niedługo ruszy z nowym projektem.
Aegyo będzie magazynem dla fanów południowokoreańskiej muzyki.
Jak możemy przeczytać na oficjalnym, świeżutkim fanpage'u Aegyo (*klik*), wydawcy dołożą wszelkich starań, by cena była przystępna dla każdego.
Życzę powodzenia i na pewno będę trzymać rękę na pulsie!
piątek, 6 czerwca 2014
Takeshi. Cień Śmierci - Maja Lidia Kossakowska
Tytuł: Takeshi. Cień Śmierci
Autor: Maja Lidia Kossakowska
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 460
Czy zastanawialiście się kiedykolwiek nad zagadnieniem przeznaczenia i tym, jak dziwnymi drogami wiedzie ludzi do sobie tylko znanego celu? A może wszystko jest tylko kwestią przypadku i nie sposób tego przewidzieć? Odpowiedź nie ma jednak znaczenia, gdyż losy ludzkie bezustannie przecinają się ze sobą, splatają się w ciasny warkocz, wpływają na siebie. Historia składa się z niezliczonych wzlotów i upadków, które pociągają za sobą konsekwencje dalszych wydarzeń. I właśnie to znajdziemy w najnowszej powieść Mai Lidii Kossakowskiej, gdzie przeznaczenie i przypadek wpadają na siebie zupełnie jak ich ludzkie zabawki.
Na pierwszy rzut oka, Takeshi to mało rozgarnięty, choć z pewnością niezwykle utalentowany wędrowny artysta, który przemierza ziemie Wakuni na swoim pokracznym biostworze, oferując ludziom usługi holopacykarza. W rzeczywistości daleko mu jednak do tego obrazu, gdyż pod tą nieatrakcyjną maską kryje się Cień Śmierci – wytrawny szermierz, który sam jeden w mgnieniu oka potrafi posłać w zaświaty kilkunastu ludzi. Mężczyzna ma swoje powody by się nie wychylać i nie rzucać w oczy, jednakże los notorycznie płata mu figle, od kiedy przybył do lenna zarządzanego przez pana Omurę. Tak się składa, że okolica do najbezpieczniejszych nie należy, jako że znajduje się w rękach wpływowego gangstera oraz jego niestabilnej psychicznie siostry i już samo to wystarcza by Takeshi wpakował się w niezłe tarapaty. Niestety, bogowie zakpili sobie z niego i do licznych problemów dorzucili kolejny w osobie przygłupiej, zakochanej nastolatki. Czy może być jeszcze gorzej? Odpowiedź na pewno nie spodoba się szermierzowi.
Prawdę powiedziawszy, „Takeshi. Cień Śmierci” to literacka sałatka będąca tajemniczym daniem dnia. Czytelnik nie wie, w co się pakuje, póki nie złoży zamówienia i nie rozpocznie konsumpcji. I właśnie to jest niesamowite, ponieważ ani okładka, ani jej czwarta strona nie zdradzają tego, co kryje się w środku, a zdecydowanie mamy tu do czynienia z niełatwą do nazwania mieszanką. Albowiem bazą tego tajemniczego dania jest fantastyka, do której nasza kucharka dorzuciła japoński klimat, folklor oraz szczyptę historycznego smaku. Tutaj kończy się oczywistość, a zaczyna prawdziwa kulinarna sztuka, jako że autorka wymieszała wszystko z drobno posiekanym cyberpunkiem, doprawiła krwawymi scenami walki, komedią oraz dramatem i umieściła całość w pięknej, niepowtarzalnej salaterce stworzonej z mitologii oraz współczesnego obrazu kraju.
Swoje popisowe danie, autorka serwuje czytelnikowi na równie niepowtarzalnej zastawie, na którą składają się barwne opisy zapierających dech w piersiach, prawdziwie wspaniałych miejsc. Pani Kossakowska nie szczędzi nam szczegółowo odmalowanej panoramy przemierzanych przez tytułowego bohatera ziem, ściana po ścianie stawia na naszych oczach czarujące pawilony, zabiera nas do oświetlonego blaskiem neonów miasta, do obskurnej karczmy, epicko pięknego miejsca pojedynku. Co więcej, równie plastycznie przedstawia mitologię Wakuni, która powstała dzięki Wielkiej Bogini Prezes, Bogu Pierwszemu Udziałowcowi oraz Pierwszym Pracownikom. Ten niezwykle wymowny obraz wzbogacony jest jeszcze większą liczbą równie jednoznacznych szczegółów, co łączy współczesną Japonię z jej mitologiczną w sposób niepowtarzalny i niezwykle oryginalny.
Piękno pięknem, ale nie należy także zapominać o silnym elemencie humorystycznym, którym jest istna parodia „dziewczęcości”, czyli niewinnych marzeń, fantazji i pragnień słodkich nastolatek. Bo jak inaczej nazwać obraz skrajnego naginania świata do swoich wyobrażeń, nadawania głębszego, upragnionego sensu słowom i zachowaniom nieświadomego niczego mężczyzny, życia w świecie własnych fantazji uznawanych za prawdę? Jeśli dodać do tego rozpieszczenie jedynaczki uważającej się za księżniczkę, mamy gotowy przepis na komiczne sytuacje i monologi, które wręcz proszą się o wybuch śmiechu. Autorka jest bezlitosna i właśnie dlatego, Takeshi ma to wątpliwe szczęście wystąpienia w roli dzielnego wojownika, obrońcy uciśnionych i księcia z bajki jednocześnie. Biedak, nawet nie wie kiedy przygruchał sobie głupawą gołąbeczkę, co czytelnik bez wątpienia przyjmie wielkim rozbawieniem, jako że nieczęsto mamy do czynienia z takimi bohaterkami.
Co się zaś tyczy wątków poważniejszych, najsilniejszy kontrast dla komedii wychuchanej nastolatki stanowi temat honoru, bez którego nie sposób wyobrazić sobie wojowników osadzonych w świecie pachnącym feudalną Japonią. Maja Lidia Kossakowska dotyka tego niełatwego problemu na dwa, zupełnie różne sposoby. Z jednej strony, honor utożsamiany jest ze starymi zasadami, a więc ze skrajnym oddaniem przełożonym, ślepym posłuszeństwem, poświęceniem się ciałem i duszą kaprysom mistrzów, a więc i z brakiem własnej woli. Z drugiej, jest bliższy współczesności, a więc stanowi kwestię indywidualną, opierającą się na poszanowaniu własnej osoby, na zaufaniu względem przełożonych. Autorka konfrontuje ze sobą te dwa poglądy, pozwala by starły się w zaciętej walce, zarzucały się argumentami i odpierały je. Wydaje się przy tym skłaniać ku jednemu z obrazów honoru, jednakże o tym musicie przekonać się sami.
Podsumowując, „Takeshi. Cień Śmierci” to prawdziwa niespodzianka w azjatyckim puzderku z laki. Powieść nietuzinkowa i niepowtarzalna, gdzie przeszłość spotyka się z przyszłością, komedia z dramatem, świat ludzi ze światem folkloru, niewinne piękno z rozlewem krwi, czym przypomina stare, klasyczne produkcje kina japońskiego. Po tej powieści możecie spodziewać się wszystkiego!
wtorek, 3 czerwca 2014
Labirynt uczuć - Kou Yoneda
Tytuł: Labirynt uczuć
Tytuł oryginalny: Doushitemo furetakunai
Autor: Kou Yoneda
Tom: 1 (całość)
Liczba stron: 226
Ocena: 6/6
Przeciwieństwa się przyciągają, słyszymy to często, ale czasami chyba nie zdajemy sobie sprawy z tego jak silny potrafi być ten magnes. Skoro jedna osoba jest w stanie popadać ze skrajności w skrajność, ziemia posiada dwa przeciwległe bieguny, zaś dobą rządzą księżyc i słońce, to dlaczego dwoje pozornie niepasujących do siebie ludzi nie miałoby dzielić tego samego uczucia? Czy to istotne jaki kolor noszą połówki jabłka, skoro idealnie się dopełniają? „Labirynt uczuć” to jedna z możliwych odpowiedzi na te pytania.
Shima Toshiaki nie ma łatwego życia. Mało że problemy zawodowo-prywatne zmusiły go do odejścia z renomowanej firmy, to jeszcze pierwszy dzień w nowej pracy rozpoczyna niezapomnianą przejażdżką windą z bardzo wczorajszym, skacowanym i śmierdzącym mężczyzną, który okazuje się być jego nowym przełożonym. Cóż, ta dwójka jest od siebie tak różna, jak to tylko możliwe. W przeciwieństwie do małomównego, spokojnego i niemal chłodnego Shimy, Togawa Yousuke jest chodzącą otwartością, ciepłem i niepohamowaną nachalnością. Podczas gdy pierwszy unika alkoholu i nikotyny, drugi nie potrafi sobie tego odmówić. A jednak tych dwoje coś do siebie nieoparcie przyciąga, jakby los chciał z nich obu zakpić, albowiem Shima jest gejem, który boi się zaangażować w związek bez przyszłości, zaś Togawa marzy o założeniu rodziny i dzieciach. Czy w takiej sytuacji jakikolwiek głębsza więź ma szanse rozkwitnąć i przetrwać?
Jak już nieśmiało napomniałam, „Labirynt uczuć” to tytuł, który składa się z kontrastów, ale warto zauważyć, iż nie dotyczą one wyłącznie zależności między bohaterami, ale odnoszą się także do innych elementów tej mangi. Wspomnieć można chociażby problem uczuć oraz marzeń. To one sprawiają, że na naszych oczach rozgrywa się zacięta walka pomiędzy niemal sprzecznymi pragnieniami serca. Przykładem może być sytuacja Togawy, który odczuwa potrzebę założenia rodziny, ale z premedytacją brnie w przeciwnym, wskazywanym mu przez żądzę, kierunku. Jego chęci nie łączą się w jedną całość i dlatego jest on zmuszony dokonać wyboru między siedzącymi w jego sercu dwoma kusicielami, z czego tylko jeden ma prawo do wygranej. Zresztą, w nie lepszej sytuacji jest Shima, który walczy ze sobą o wiele bardziej zaciekle, gdyż jego pragnienia ścierają się z rozsądkiem oraz strachem. Chłopak z jednej strony doskonale pamięta ból przeszłości, który powinien go czegoś nauczyć i nie chce dopuścić do powtórki, z drugiej jednak nie potrafi całkowicie odrzucić swoich potrzeb i uczuć, pragnie bliskości drugiej osoby. „Labirynt uczuć” rzeczywiście jest więc labiryntem.
W tym kontekście, na pierwszy plan wychodzi również motyw pokonywania swoich słabości oraz starcia toczonego we własnym wnętrzu. Albowiem Shima przypomina zabiedzonego szczeniaka, który jednocześnie pragnie być głaskanym i ucieka przed dotykiem obawiając się ciosu, zupełnie nie potrafi być szczery, z góry zakłada najgorsze scenariusze, nie wierzy w siebie i szczęśliwą przyszłość. Z kolei Togawa nie potrafi pogodzić się ze swoją traumatyczną przeszłością, która naznaczyła jego życie i bez przerwy się za nim ciągnie, a co więcej, ma swoje cuchnące nałogi, które drażnią wyczulony węch kochanka. Wszystko da się jednak przezwyciężyć, kiedy ma się ku temu odpowiednią motywację, a tej bohaterom nie brakuje, kiedy tylko spojrzą na swoje problemy z innej perspektywy i zostaną przyciśnięci do muru.
Warto zauważyć, iż wbrew pozorom „Labirynt uczuć” nie skupia się wyłącznie na emocjach i uczuciach, ale także przedstawia obraz japońskiego społeczeństwa pracującego w przedsiębiorstwach. Czytelnik widzi jak delikatną sprawą w miejscu pracy jest homoseksualizm i czytając między wierszami może dojść do pewnych wniosków. Ot, zdecydowanie rozsądniejszym rozwiązaniem jest ukrywanie odmiennych preferencji seksualnych, niż ich ujawnianie, nawet jeśli otoczenie to akceptuje. Co więcej, manga przedstawia nie tylko ludzi, dla których seksualność, własna bądź innych, nie stanowi najmniejszego problemu, ale i tych, którzy próbują ukryć swoją żądzę względem osób tej samej płci, uważając ją za coś wstydliwego, czy też rezygnują z bezowocnego związku na rzecz zakładania rodziny. Naturalnie, motywy te nie są w mandze niczym nowym, jednakże swoją obecnością rzucają światło na realia życia homoseksualnych salarymenów.
Jeśli zaś chodzi o kreskę, cechuje ją przyjemna dla oka prostota i przejrzystość, które Kou Yoneda zyskuje dzięki redukcji szczegółów do niezbędnego, niepozbawionego smaku minimum. Kadry w większości nie posiadają dalszego planu bądź jest on tylko subtelnie zarysowany. Tym samym, to przede wszystkim na bohaterach koncentruje się cała uwaga czytelnika, który w ten sposób pozostaje skupiony na przedstawionej historii. Kolorystycznie „Labirynt uczuć” określiłabym jako szachownicę, gdyż kadry jasne przeplatają się z ciemnymi, biel stanowi wyraźny kontrast dla czerni i rzadko się z nią zlewa. Sądzę, że wychodzi to mandze na dobre.
Podsumowując, „Labirynt uczuć” jest tytułem interesującym, w którym fabułę wyznaczają emocje i uczucia bohaterów, a tym samym mangaka stawia psychikę postaci ponad akcją. Jest to więc pozycja naprawdę wartościowa, którą po prostu trzeba poznać. Zresztą, czytelnik znajdzie tutaj także elementy komediowe, dzięki którym całość staje się lżejsza i bez wątpienia spodoba się tym większej liczbie osób.
niedziela, 1 czerwca 2014
Zapowiedzi: CZERWIEC 2014
WANEKO
JPF
TORII
TAIGA
YUMEGARI
STUDIO JG
HANAMI
*Jest to najbardziej optymistyczny stan zapowiedzi na dzień 2 czerwca. W miesiącu zapowiedzi mogą ulec zmianie, ich daty mogą się zmienić lub zostać sprecyzowane.
Zawsze aktualne terminy i tytuły znajdziecie w KALENDARZU WYDAŃ.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











