wtorek, 30 grudnia 2014

News: Złote Wilczki 2014

Trochę historii:
Werewolf – Azja w Recenzjach ma dopiero rok, toteż są to pierwsze Złote Wilczki, jakie przyznam. Początkowo nagrodą miały być maskotkami, jednakże szpital pokrzyżował mi plany i zwyczajnie zmusił mnie do rezygnacji z nagrody rzeczowej w tym roku. W ten oto sposób, moje beztalencie zrodziło grafikę Złotego Wilczka, którą widzicie po lewej. Czy w przyszłości doczekamy się „statuetki”? Przekonamy się!

Tegoroczne kategorie:
Nagradzanie nigdy nie jest łatwe, jako że ktoś zawsze pozostaje w tyle. Niemniej jednak, kierując się swoim gustem i upodobaniami, postanowiłam w tym roku przyznać 8 Złotych Wilczków. Oto kategorie, które wzięłam pod uwagę:

1. Najlepsze wydawnictwo mangowe roku 2014
2. Najlepszy tytuł roku 2014
3. Najlepszy polski komiks roku 2014
4. Najlepsza nowość roku 2014
5. Najlepsza manga z dreszczykiem roku 2014
6. Najlepszy romans shoujo roku 2014
7. Najlepsza komedia roku 2014
8. Najlepsze yaoi roku 2014

Do dzieła!
ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZE WYDAWNICTWO MANGOWE ROKU 2014 OTRZYMUJE:



ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZY TYTUŁ ROKU 2014 OTRZYMUJE:



ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZY POLSKI KOMIKS ROKU 2014 OTRZYMUJE:

ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZA NOWOŚĆ ROKU 2014 OTRZYMUJE:

ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZA MANGA Z DRESZCZYKIEM ROKU 2014 OTRZYMUJE:

ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZY ROMANS SHOUJO ROKU 2014 OTRZYMUJĄ:

ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZA KOMEDIA ROKU 2014 OTRZYMUJĄ:


ZŁOTEGO WILCZKA W KATEGORII NAJLEPSZE YAOI ROKU 2014 OTRZYMUJĄ:


GRATULUJĘ ZWYCIĘZCOM I DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM WYDAWNICTWOM MANGOWYM ZA ICH CIĘŻKĄ PRACĘ I STARANIA.

Do zobaczenia w roku 2015!

czwartek, 25 grudnia 2014

Czerwona Nić Przeznaczenia - Nekono Anyo, QuinRose





Tytuł: Czerwona Nić Przeznaczenia
Podtytuł: Legenda o ośmiu Psach Satomi
Tytuł alternatywny: Futari no Akai Enishi Satomi Hakkenden Hachitama no Ki
Autor: Nekono Anyo (ilustracje), QuinRose (scenariusz)
Tom: 1 (całość)
Wydawnictwo: Taiga
Liczba stron: 168
Ocena: -5/6





Pamiętacie Makbeta i jego trzy wiedźmy? Perseusza i trzy Graje? Poznajcie więc kolejną koszmarną trójcę, w której skład wchodzi pokrętna bestia Los, prawdziwa maszkara Przeznaczenie oraz ślepa, niema Przyszłość. Te trzy siły wiedzą, jak utrudnić człowiekowi życie, wywrócić świat do góry nogami, spleść nieszczęście ze szczęściem. Przekonajcie się, w jaki sposób zdołały wpłynąć na spokojną codzienność bohaterki „Czerwonej Nici Przeznaczenia” i innych, którym dobrały się do skóry. Przygoda już czeka. Wystarczy tylko wyjść jej naprzeciw.

Wychowywana „w męskim stroju” Shinano miała wszystko, czego tylko mogła potrzebować – przyjaciół, rodzinę, dach nad głową, prawdziwy dom. Niestety za jednym zamachem straciła wszystko, co było jej naprawdę drogie, a w zamian los ofiarował jej należący niegdyś do ojca magiczny miecz, perłę ze znakiem posłuszeństwa, znamię w kształcie piwonii oraz tułaczy tryb życia. Okazuje się jednak, że osób takich jak ona jest więcej, zaś razem tworzą grupę o nazwie Hakkenshi – Ośmiu Psich Wojowników. Każde z nich ma swój własny cel, swoje powinności, jednakże ich ścieżki bezustannie wiodą w podobnym kierunku, co sprawia, że odbywają wspólną podróż ku przeznaczeniu i wspierają się nawzajem. Co więcej, między Shinano a jednym z jej towarzyszy rozkwita uczucie, które sprawi dziewczynie niemało problemów, ponieważ magiczny miecz najwyraźniej ma w sobie coś z żywej istoty i zdecydowanie nie chce by jego właścicielka wdawała się w rozpraszające umysł i serce romanse. Czy młoda wojowniczka jest w stanie pozostać wierną drodze magicznego miecza, a jednocześnie być szczęśliwą, jak pragnął tego jej ojciec?

„Czerwona Nić Przeznaczenia” to niewielka, jednotomowa manga na podstawie gry, która naprawdę zasługuje na więcej, a więc na to by być serią. Jednym z powodów, dla których z przyjemnością widziałabym ten tytuł w większej liczbie części są stosunkowo liczni bohaterowie. Różnorodni, interesujący i nierzadko czarujący, niektórzy posiadają bogatą przeszłość i dążą do swoich indywidualnych celów. Krótko mówiąc, są naprawdę perfekcyjni. Z tego też powodu nieodżałowaną stratą jest dla mnie fakt, iż ich historie zostały w znacznym stopniu obcięte. Przeszłość niektórych z nich ograniczyła się do jednego zdania, jeszcze inni niestety jej nie posiadają. To samo tyczy się ich życiowych dążeń, które nie u każdego są jasno sprecyzowane. Nie oszukujmy się, nawet mangowa teraźniejszość nie traktuje ich jednakowo, gdyż jednych jest tu więcej, zaś innych jak na lekarstwo. Jest to niestety zrozumiałe, ponieważ w jednym tomie nie sposób zmieścić wszystkiego. Zresztą, nie zaprzeczę, że wielką sympatią darzę wszystkich pozytywnych bohaterów tej mangi, toteż nie narzekam na szczególne względy okazane głównej bohaterce, o której rzecz jasna wiemy najwięcej, oraz obiektowi jej romantycznych uczuć. Niemniej jednak, chciałabym aby równie szczegółowo potraktowano także inne postaci, które są tak ogromną zaletą „Czerwonej Nici Przeznaczenia”.

Poza bohaterami, na korzyść tego tytułu przemawia również sama historia, która niewątpliwie ma potencjał, ponieważ łączy w sobie elementy fantasy, w tym typowo azjatycką walkę za pomocą mnisich pieczęci, klasyczną i naznaczoną magią walkę na samurajskie miecze, popularną pośród japońskich legend zemstę, motyw grupy wybrańców i wątek romantyczny. Z powodzeniem możemy znaleźć tutaj także inne istotne elementy, które czynią fabułę mangi wartościową i interesującą, jak chociażby potrzebę chronienia przyjaciół czy pragnienie bliskości innej osoby. Wszystko to razem tworzy naprawdę ogrom możliwości i tematów, na które można położyć nacisk. Przyznaję, że należę do osób, które po prostu uwielbiają historie takie jak ta przedstawiona w „Czerwonej Nici Przeznaczenia” i dlatego nie mogę przeboleć tego, że mamy do czynienia z jednotomówką. Tyle do przedstawienia, a tak mało miejsca! No właśnie…


Kiedy ma się do zagospodarowania tylko 163 strony tomikowej historii, na pewno nie łatwo podjąć decyzję, co należy w niej umieścić, a co trzeba sobie podarować. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak trudne musiało to być w przypadku „Czerwonej Nici Przeznaczenia”, gdzie na uwagę zasługuje każdy szczegół. Niemniej jednak, wyboru dokonano, dzięki czemu w mandze przedstawiono gwałtowny, burzliwy feudalny świat, drogę ku zemście i przeznaczeniu oraz całkiem przyjemny romans. To właśnie ten ostatni z wymienionych przeze mnie elementów stanowi najbardziej rozwinięty wątek tomiku, ponieważ to wokół niego budowane jest wnętrze i psychika dwójki najważniejszych bohaterów. Zresztą, uczucie niemiłosiernie komplikuje życie Shinano, ponieważ dzieli jej świat na dwie części, z których obie mają być spełnieniem woli zmarłego ojca. Miłość okazuje się więc jednocześnie niezbędna i niepożądana, co wpływa na przedstawienie wewnętrznych dylematów bohaterki i zmusza ją do podejmowania niełatwych decyzji. Ot, temat rzeka zamknięty do spółki z innymi w zgrabnym, przyjemnym i wartym przeczytania tomie.

Co się zaś tyczy kreski, naprawdę może się podobać. Jest staranna i niezwykle miła dla oka, najważniejsze proporcje ludzkich postaci pozostają w pełni zachowane, zaś ich całokształt wpływa na atmosferę romansu z ładnymi dziewczętami i przystojnymi mężczyznami. Niemniej jednak, należy podkreślić, iż przedstawione w mandze sceny walki cechuje dynamizm i przejrzystość. Kolorystycznie w tomiku przeważa szarość i biel, co wpływa na klimat przedstawionej historii, w której między tematem romansu i humorem przetacza się powaga oraz dramat walki, zemsty i wewnętrznych rozterek. Można więc z powodzeniem powiedzieć, że kreska „Czerwonej Nici Przeznaczenia” jest emanacją tego, co znajdziemy wczytując się w tomik.

Mając na uwadze powyższe, zaliczam ten tytuł do mang wartych uwagi i bardzo przyjemnych, chociaż stanowczo zbyt krótkich. Podejrzewam, że pozycja podejdzie bardziej dziewczętom, ze względu na dominujący wątek romantyczny oraz kreskę, jednakże nie ma co zaciekle kręcić nosem, gdyż sceny walki i akcja stawiają „Czerwoną Nić Przeznaczenia” ponad zwykłym romansem. Przyznaję całkiem szczerze, że mi ta jednotomówka się podobała i jeśli tylko będę miała okazję, na pewno rzucę okiem również na odpowiadającą jej grę produkcji QuinRose.




wtorek, 23 grudnia 2014

¡Viva la FIFA! tom 1 - Agata „LLP” Sutkowska





Tytuł: ¡Viva la FIFA!
Autor: Agata „LLP” Sutkowska
Tom: 1
Wszystkich tomów: 2 (planowanych 7)
Stan aktualny (PL): seria otwarta
Wydawnictwo: Kotori
Liczba stron: 168
Ocena: =5/6






Starzy mangowi wyjadacze słysząc o footballu na pewno mają przed oczyma ten sam tytuł, który naznaczył także lata mojej młodości: „Captain Tsubasa” („Kapitan Jastrząb”) – manga pożądana, ale nigdy nie wydana na naszym rynku, co uważam za nieodżałowaną stratę. Wielu z Was zapewne machnie ręką i uzna, że polski komiks „¡Viva la FIFA!” nigdy nie zastąpi nam tego japońskiego hitu, zawsze obecnego w naszych sercach, więc po co w ogóle po niego sięgać. Ale po co właściwie miałby zastępować cokolwiek? Agata Sutkowska dała nam to, czego tak bardzo nam brakowało przez wszystkie te lata – komiks sportowy, którego sercem jest piłka nożna i za to niech jej będą dzięki, ponieważ mnie nim do siebie przekonała.

Pod gorącym słońcem Brazylii, w samym Rio de Janeiro, gdzie ogromny pomnik Jezusa Odkupiciela każdego dnia z otwartymi ramionami wita mieszkańców, przejezdnych i turystów, łaciata piłka urasta do rangi świętości, gdy toczy się po trawie bądź szybuje w powietrzu by zatrzymać się w siatce lub chociaż przekroczyć tę magiczną linię wyznaczającą granicę między boiskiem a bramką. Wbrew pozorom, to właśnie ona jest prawdziwą gwiazdą pośród głośnych krzyków i wiwatów publiki czekającej na ostatni gwizdek. Choć ma ogromne powodzenie, piłka nie jest niestety samowystarczalna, toteż potrzebuje rąk i nóg, pędu, siły, ruchu. Całe szczęście, przez te najważniejsze 90 minut, wszystko to zapewnia jej dwudziestu dwóch ludzi, którzy uganiają się za nią, konkurują o nią, a nierzadko nawet wszczynają awantury byle tylko ją zdobyć. Nastoletni Jurek Kos jest jednym z jej adoratorów i zajmuje pozycję bramkarza w drużynie liceum Todos os Santos. Gdzieś tam, pod jego niezdarnością i rozkojarzeniem, kryje się talent, który bardzo trudno z niego wyciągnąć. Niestety, kiedy do drużyny dołącza nowy, utalentowany zawodnik, Jurek nie ma zbyt wiele czasu na zabawę w fajtłapę. Albo da z siebie wszystko, albo może pożegnać się ze szkolną drużyną, a tego z pewnością by nie chciał.


Odłóżmy na bok temat sportu i skupmy się na tym, co poza piłką nożną możemy znaleźć w „¡Viva la FIFA!”, a warto wspomnieć, iż autorka w dużym stopniu nawiązuje w swoim komiksie do zwyczajnego życia i codziennych problemów swoich bohaterów, które wcale nie są tak odległe od naszych. Na pierwszy plan wysuwa się niełatwe zadanie polegające na znalezieniu swojego miejsca na ziemi. Każdy z nas pragnie przecież tego małego kącika, w którym czuje się sobą, jest otoczony akceptującymi go ludźmi, ma poczucie bezpieczeństwa i bycia „na miejscu”. Tak też ma się sprawa z naszym głównym bohaterem, który pragnął i odnalazł to swoje miejsce, a teraz trzyma się go z całych sił, ponieważ jego utrata oznaczałaby samotność. Tego Jurek boi się chyba najbardziej i czytelnik widzi, jak bardzo zdesperowany jest nastolatek, który nie chce utracić tego, co jest dla niego cenne. Co więcej, autorka wprowadza także postać młodego Serba, który będąc wyraźnym przeciwieństwem Kosa, jednocześnie wydaje się do niego podobny. Różnica polega na tym, że Jurek znalazł już ten swój kącik na ziemi, podczas kiedy Serb dopiero go poszukuje. „¡Viva la FIFA!” porusza więc problem bardzo powszechny i odgrywający istotną rolę w życiu młodego człowieka, który z każdym dniem zbliża się ku dorosłości i wyborom pomiędzy marzeniami a tą często łatwiejszą drogą.


Sprawa kolejna to przyjaźń, czyli temat rzeka – w szczególności, kiedy idzie o płeć męską. Jak myślicie, ile różnych obliczy potrafi przybierać takie męskie braterstwo? Przyznam się szczerze, że ja tego nie zliczę, ale Agata Sutkowska postanowiła zmierzyć się z tym tematem i już teraz prezentuje nam kilka interesujących „zestawów przyjaźni”. W tym miejscu pojawia się jednak drobny problem. Kiedy w ogóle między chłopakami tworzy się więź silniejsza niż zwykła znajomość? Podziwiam autorkę, która postanowiła skupić się w swojej historii na chłopcach, jako że w swojej prostocie potrafią być niezwykle skomplikowani. Nie oszukujmy się, ile to razy dwóch samców daje sobie w łeb, by później stać się najlepszymi kumplami. Tak, męskie przyjaźnie potrafią być naprawdę niezrozumiałe, fascynujące i jedyne w swoim rodzaju. Jestem więc bardzo ciekawa, jak z tym zadaniem poradzi sobie autorka, za którą trzymam mocno kciuki.

W tym tomie „¡Viva la FIFA!”, liźniemy także poważniejszych problemów, które rozwijają się w mniejszym bądź większym stopniu już teraz, a w kolejnych częściach będą niewątpliwie kontynuowane. Jednym z nich jest rodzina, jej rozpad i w konsekwencji, brak wsparcia ze strony bliskich, duma z własnych osiągnięć przeradzająca się w zawód, radość ze wspólnie spędzanych chwil przyjmująca postać samotności. Od takich zgryzot nie da się uciec, ponieważ dotykają wielu młodych ludzi, w których życiu rodzinnym nie układa się tak, jakby sobie to wymarzyli. Jest to więc kadr wycięty z życia zwykłego nastolatka, którego rodzice rozeszli się i postanowili zacząć od nowa. Drugim problemem, jaki zostaje nam przedstawiony jest narkobiznes. Jak na razie nie mamy z nim do czynienia w stopniu pozwalającym na jednoznaczne konkrety, jednakże bez wątpienia jest to grubsza sprawa, która nie przejdzie w komiksie bez echa i może odbić się na wszystkich bohaterach oraz ich drużynie.


Co się zaś tyczy kreski, jest to naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Można na nią narzekać, ale nie trzeba i przyznam, że ja nie mam najmniejszego zamiaru tego robić, ponieważ mnie osobiście kreska autorki nie przeszkadza. Określiłabym ją mianem „raczej przyjemnej” i „nie najgorszej”, gdyż pozostawia trochę do życzenia, jest raczej prosta i bardzo charakterystyczna, jednak z drugiej strony, chyba nikt nie oczekuje, że komiks o sporcie będzie charakteryzował się zniewalająco wyglądającymi bohaterami nadającymi się perfekcyjnie do romansideł. Podejrzewam także, że w przyszłych tomach kreska się wyrobi, na co wskazywałaby okładka, toteż czekam na kontynuację cierpliwie.

Nie będę owijać w bawełnę, jako że nie jest to tajemnicą, football od czasów dzieciństwa jest jedną z moich największych słabości, toteż sięgnięcie po „¡Viva la FIFA!” było tylko kwestią czasu, a reedycja tego tytułu okazała się idealną okazją do działania. Mój organizm otrzymał swoją tomową dawkę upragnionej tematyki, a teraz czeka na więcej tych rozkosznych dreszczy, jakimi reaguje na piłkę nożną. Nie zapominajmy jednak, że autorka nie skupiła się tylko na sporcie, ale również na prawdziwym życiu swoich bohaterów, czym tchnęła w swoją historię duszę. Jej komiks przypomina więc siłacza o wrażliwym sercu i podejrzewam, że taki obraz „¡Viva la FIFA!” już zawsze będzie obecny w mojej świadomości, od tomu pierwszego aż po ostatni.




*Załączone w recenzji skany pochodzą ze strony deviantart autorki.

Werewolf - Azja w Recenzjach życzy Wam wesołych Świąt!

Kochani, życzę Wam radosnych, spokojnych i pełnych mangi Świąt Bożego Narodzenia.
Mam nadzieję, że w rok 2015 wszyscy wejdziemy z nową energią do pracy i masą nowych pomysłów, marzeń, planów wartych zrealizowania.

Kirhan (Werewolf - Azja w Recenzjach)


poniedziałek, 22 grudnia 2014

News: Manga One Piece na deskach teatru kabuki

www.japantimes.co.jp
Podczas mangowej imprezy Jump Festa 2015 expo, która odbyła się 20-21 grudnia 2014 roku w Makuhari Messe w prefekturze Chiba, wydawca niekończącej się, kultowej mangi One Piece podał do wiadomości publicznej zaskakującą informację. Wielki hit Eiichiro Ody zostanie zaadaptowany do teatru kabuki i wystawiony już w przyszłym roku.


www.japantimes.co.jp
Za produkcję teatralnych piratów odpowiedzialne będzie studio filmowe Shochiku, które ma już na swoim koncie inne przedstawienia. Twórcy mają nadzieję, że dzięki teatralnej adaptacji One Piece zdołają dotrzeć zarówno do fanów kabuki, jak i do osób, dla których teatr ten jest już przeżytkiem.

Warto dodać, iż główną rolę w przedstawieniu odegra popularny aktor kabuki Ennosuke Ichikawa IV, co wyraźnie świadczy o zaangażowaniu i zdeterminowaniu producenta pragnącego połączyć dwa światy – mangę i kabuki, współczesność i klasykę.

W Polsce mangę One Piecewydaje J.P. Fantastica.




Źródło: www.japantimes.co.jp